Dodaj do ulubionych

Rob Zombie

25.07.04, 21:43
Zdaje mi się, że ten pan jest wdzięcznym tematem na wątek. Narpiew istniał
sobie Zespół White Zombie robiący naprawdę dobrą muzukę. Nie wiem, jak
instrumentalnie, ale zdecydowanie ciekawą, energiczną, pełną mocy a
mopmentami także mroku. Do tego mieli takie charakterystyczne słówko: Yeah.
Rob to słówko kocha i cjołubi. Ktoś naliczył w jednym utwoarze 20, a na
jednym albumie 121 owych Yeah. Wiem teraz, czemu denerwuje mnie to słowo u
innych muzyków. Po prostu Rob wyrabia normę. Potem zaczął działać sam.
Nagrywa muzykę strasznie tandeciarską, a mimo to fajną. Nie tak już dobrą jak
z zespołem, ale Dragula to moim zdaniem utwór wysokiej klasy. No i dochodzi
jego działalność poza muzyczna. Scena w Beavis& Butthead do America, w której
tytułowi przypadkiem naćpali się kaktusami i mają wizje, jest z tego co wiem
wg jego pomysłu. Poza tym jest "Dom 1000 Ciał". Film chory, tandetny i
zdecydowanie bez jakiegokolwiek ensu. A mimo to go obejrzałem w całości. I
chyba to powtórzę! O zgrzo. Jakie są wsze opinie na temat tego pana?
Pozdrawiam chętnych i czekam na wpisy.
Obserwuj wątek
    • thunderbyrd Re: Rob Zombie 26.07.04, 13:00
      Film House of 1000 corpses obejrzałem do końca tylko dla Roba, sam film jest
      tragicznie nudny, chociaż koncepcja i cały ten klimat hillbilly-horror był
      obiecujący. Pomimo tandety, Rob ma swój styl, ale jako reżyser się nie
      sprawdził... za to muzyka z House... jest świetna, Pussy Liquor i Brick House
      są dla mnie tak samo przyjemne jak kawałki grane z zespołem. Rob jest już
      symbolem, marką. Rob był, jest i będzie. Howgh!
    • goblin.girl Re: Rob Zombie 26.07.04, 13:35
      Narpiew istniał
      > sobie Zespół White Zombie robiący naprawdę dobrą muzukę.
      Korekta - najpierw Rob Zombie robił całkiem fajna muzyczke z zespolem White
      Zombie. Potem zacząl sam tworzyc muzyke znacznie ciekawszą, moim zdaniem. Na
      Hellbily Deluxe i Sinister Urge niemal kazdy utwor to arcydziełko zapadajace od
      razu w pamiec; przy sluchaniu White Zombie nie mialam takiego wrazenia - bardzo
      przyzwoity poziom, ale bez wodotrysków. Rob byl niekwestionowana sila napedowa
      tego zespolu i wyraznie po odejsciu podłapał nową energie i mase swieżych
      pomysłow, podczas gdy White Zombie zwyczajnie zdechlo smiercia naturalną.
      Okreslenie tandeciarska nie bardzo mi tu pasuje. Kicz - owszem, ale kicz do
      kwadratu, do tego w połaczeniu ze świetnymi kompozycjami, bardzo dobrym poziomem
      technicznym muzyków i bezdyskusyjna charyzma pana Z. Jeżeli upiramy sie przy
      określeniu "tandeta" to jest to tandeta, która przeszła na drugą stronę i stała
      sie Sztuka.
      Do tego mieli takie charakterystyczne słówko: Yeah.
      > Rob to słówko kocha i cjołubi. Ktoś naliczył w jednym utwoarze 20, a na
      > jednym albumie 121 owych Yeah.
      W sam raz rozrywka dla kogoś, kto nie ma nic ciekawszego do roboty. W kolejnym
      etapie proponuję policzenie wszystkich fucków na Live&Loud Osbourne'a. Będzie to
      znakomitym punktem wyjscia do wnikliwej analizy twórczosci obydwu artystów w
      kontekście kulturowym xxi wieku.
      No i dochodzi
      > jego działalność poza muzyczna. Scena w Beavis& Butthead do America, w której
      > tytułowi przypadkiem naćpali się kaktusami i mają wizje, jest z tego co wiem
      > wg jego pomysłu.
      Zgadza sie.
      Poza tym jest "Dom 1000 Ciał". Film chory, tandetny i
      > zdecydowanie bez jakiegokolwiek ensu. A mimo to go obejrzałem w całości. I
      > chyba to powtórzę!
      Mmmmm. Brzmi smakowicie. Jeszcze nie ogladałam, ale czas to nadrobić.
      Pozdrawiam

      • humbak Re: Rob Zombie 26.07.04, 15:40
        Fuck to słowo banał. Wszyscy ze Stanów rzucają nim na prawo i lewo, a robowe
        Yeah ma charakter. Ja tego poza tym nie liczyłem, ani nikt z moich znajomych.
        Jest to informacja zasłyszana. Mnie Sinister jakoś średnio podeszło, ale może
        akurat w złym momencie słuchałem. Prawdopodobnie jeszcze do tego wrócę.
        Pozdrawiam
        Aha, kicz faktycznie lepiej pasuje, tylko nie wiem, czy druga potęga starczy.wink
    • dreaded88 Re: Rob Zombie 26.07.04, 15:24
      White Zombie - owszem, lubię (raczej za "Astro-Creep"). Późniejszych rzeczy nie
      słyszałem.
      • humbak Re: Rob Zombie 26.07.04, 15:42
        Póżniej wyłazi cały pan Z. Nie każdemu się musi podobać, ale on stanowi już
        część klasyki. Przynajmniej moim zdaniem.
        • Gość: brutuska Re: Rob Zombie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.04, 17:09
          Ja nie zdzierżyłam house of 1000 corps a słyszałam ze bedzie druga częśćsmile
          • humbak Re: Rob Zombie 26.07.04, 17:15
            Tego to chyba nikt nie zdierży! Ta informacja jest pewna? Bo nie wiem, czy już
            wpadać w panikę, czy czekać na potwierdzenie? smile
    • Gość: rockfanka Re: Rob Zombie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.04, 23:05
      Mam jeszcze gdzies na polce kasete z "Astro-Creep". Niezle sie tego sluchalo w
      tamtych czasach, ciezkie i proste granie ale z ciekawostkami. O ile pamietam,
      mieli w skladzie bassmanke - blondynke.I co do 'yeah' masz calkowita racje !
      Bardzo czesto uzywane przez Roba. No, odswiezyles mi wspomnienia z dawnych
      lat smile A co sie dalej z nim dzialo, nie wiem bo sie zaczelam interesowac zgola
      inna muza...Ale wiem ze np. Zombie dal glos na koncertowce Alicji Cooper ktora
      rowniez mam zaszczyt posiadac.
      • humbak Re: Rob Zombie 26.07.04, 23:25
        Ja mam jakieś takie okresowe zmiany gustu co do tego pana. Raz bardziej lubię
        Astro Creep, raz Sexorcisto. Ta druga jakaś taka bardziej gitarowa jest. Obie
        super.
        Możesz napisać, co to za koncertówka Alicji? Za niegom się wprawdzie jeszcze
        nie zabał, ale może przez pana Z dotrę.
        Pozdrawiam.
    • Gość: Stagger Lee Re: Rob Zombie IP: *.poch.com.pl 28.07.04, 10:23
      Co by nie powiedzieć o panu RZ to na pewno jest oryginalny... smile
      Za White Zombie jakoś nie przepadałem, ale solowe płyty mi sie podobają -
      zawierają dużą dawkę energii i czadu. A czy z tandeciarską otoczką?? Wynika ona
      raczej z fascynacji pana RZ amerykańskim kinem SF lat 60 i 70 - tym od stworów
      z latexu i żywych trupów biegających hordami po ekranie smile Grafiki z płyt RZ są
      jakby żywcem wzięte np z okładek popularnego w USA w latach 60 magazynu Amazing
      Stories i mają swój urok - mogą się kojarzyć z kiczem ale jest to kicz świadomy
      i zamierzony.
      Podobnie się ma sprawa z House of 1000 Corpses - on po prostu jest współczesną
      wersją filmów z tamtych lat. Zresztą skoro w USA triumfy święci remake Dawn Of
      The Dead to i na ten filmik znajdzie się miejsce smile
      Jedyne co mnie irytuje u pana RZ to zamiłowanie do nagrywania płyt z mixami
      własnych kawałków - ani to szczególnie ciekawe, ani oryginalne a służy chyba
      tylko wyciąganiu kasy od fanów... Np. na Supersexy Swingin' Sounds wynudziłem
      się setnie smile Ale na kolejną, normalną, płytę RZ będę czekał i z przyjemnością
      jej sobie posłucham.

      Pozdrawiam,
      Stagger Lee
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka