Jakiś czas temu w końcu dotarła do mnie w końcu najnowsza płyta Allman
Brothers - „One way out” – 2CD, ponad 2 godziny muzyki, mieszanka materiału z
głównie ostatniej płyty (np. Desdemona, Instrumental Illness) studyjnej oraz
utworów znanych z pierwszego etapu działalności grupy (np.Dreams, Whippin’ Post).
Całość rozpoczyna się od Statesboro Blues (muszę przyznać że to dobre bardzo
dobry początek jeśli ktoś miałby wątpliwości czy grupa bez śp. D.Allmana oraz
Bettsa to dalej ten sam zespół – otóż tak. Potem Don’t Keep Me Wondering –
może akurat niezbyt się wyróżniające ale zagrane całkiem ładnie. Kolejny
klasyk – Midnight Rider – tego chyba nie mogliby źle zagrać nawet gdyby
bardzo starali się cos popsuć

, zawsze brzmi dobrze. Po zestawie 3 klasyków
mamy kilka piosenek z ostatniej płyty studyjnej (przerwanych przez Trouble No
More i …Good Morcing Littre Schoolgirl – tu organy przypominają mi wyraźnie te
z wersji Ten Years After, choc całość raczej w innym stylu). No i w tym
momencie widać, przepraszam, słychać że mamy do czynienia z zespołem
zdecydowanie koncertowym – utwory z Hittin’ the Note w wersji live brzmią
zdecydowanie lepiej (choć samo Hittin’ jest dobrą płyta, niektórzy twierdzą że
nawet najlepszą studyjną to wydaje mi się że dopiero tu wszystko brzmi tak jak
należy) – brzmią po prostu tak jak Allman Brothers brzmieć powinno aby można
je było uznać za pełnoprawne Allman Brothers Band. Mamy blues, rock i trochę
jazzu(Instrumentall Illness – kiedy posłuchać choćby basu Burbridge’a). Moim
zdaniem Waren Haynes i Derek Trucks godnie zastępują oryginalnych gitarzystów
zespołu.
Jeszcze dwie uwagi co do zawartości drugiego CD – „Come & Go Blues” z
powodzeniem mogłoby zostać nagrane na przełomie lat 60/70, całość kończy się
zaś na Dreams i Whippin’ Post – zagranymi naprawdę wyśmienicie.
Jak można by „One Way Out” podsumować? Dobra, co prawda nie na miarę
genialnego „Live At Fillmore East, ale na prawdę bardzo dobra płyta.
P.S.
Gdyby tak pojawiło się tu „Old Friend”…