Dodaj do ulubionych

THE CURE - The cure (2004)

03.08.04, 08:13
.
właśnie słucham kolejny raz nowego albumu zespołu TheCure, którym niegdyś
mogłem raczyć się godzinami. po pierwszym przesłuchanie stwierdziłem, że
niestety płytka "the cure" chyba nie zagości dłuzej w mym sercu. postanowiłem
jednak nie poddawać się tak łatwo i przyznam że po woli zaczynam się do niej
przekonywac. słychac że kompozycje, choc pozornie czesto niespójne (ale czy
już nie raz tak było w przypadku TheCure?) jednak sa bardzo wywazone i
dopracowane. odnoszę wrażenie ze jest to "najcięższa" z płyt tego zespołu co
niestety gdzieś tłumi radość i "młodzieńczy entuzjazm" przebijający na
poprzednich albumach. wydaje mi się że panowie trochę za bardzo poszli za
współczesną moda i sięgneli zbyt głeboko do tego co prezentują obecne
gwiazdki pseudo-cięższej muzyki. i co tu począc z "the cure"? słuchac dalej z
nadzieją odkrycia kolejnych pozytywów czy odrzucic? słuchaliscie już? jaki
wrażenia?
.
Obserwuj wątek
    • Gość: qotsa Re: THE CURE - The cure (2004) IP: 81.15.170.* 03.08.04, 09:19
      Tak jak w przypadku wszystkich płyt The Cure - słuchaj dalej. I to głośno, tak
      jak napisano we wkładce. Za jakiś czas płyta "złapie" i nie przestaniesz
      powracać do brudnego "Lost",
      psychodelicznego "Labirynths", "Anniversary", "Alt.end", "Us Or Them",
      wgniatającego w ziemię "The Promise" i ultra-cure'owego "Going Nowhere".
      Polecam też utwory, które znalazły się na innych wersjach płyty: "Truth,
      Goodness & Beauty" i "This Morning"

      • Gość: mariusz_ robert Re: THE CURE - The cure (2004) IP: *.chello.pl 08.08.04, 20:33
        the cure to dobra plyta, ale mysle ze robert smith juz nas wiecej niczym nie
        zaskoczy
        • kondoreus Re: THE CURE - The cure (2004) 08.08.04, 20:42
          .
          jak dla mnie ta płyta to strata czsu i prądu - zawsze lubiłem TheCure bo grali
          jak... TheCure. mieli ruszający mnie styl i maniere muzyczną (zresztą za to
          samo uwielbiam słuchać JoyDivision na przykład) a tu spotkał mnie zimny
          prysznic niczym po ostatnich dokonaniach chłopaków grajacych pod szyldami
          Metallica lub DeepPurple (o bananki mi chodzi konkretnie)
          .
          • Gość: sebastcure Re: THE CURE - The cure (2004) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.04, 01:04
            Zabierałem już głos na ten temat, krótko po ukazaniu się płyty i moich
            pierwszych przesłuchaniach, ale postanowiłem to zrobić jeszcze raz, już chyba
            ostatni w TEJ kwestii. Przesłuchałem piętnaście utworów, (This Morning i Truth,
            Goodness And Beauty - po prostu CUDOWNE I OLŚNIEWAJĄCE! ). Sięgam po ten album
            prawie co noc, dotarłem do kilku występów z tegorocznych festiwalii i wiem, że
            "na żywo" nowy materiał przedstawia się imponująco. Polecam.
            Konkluzja moja zatem wygląda następująco. Słucham The Cure kilkanaście lat, tak
            więc można śmiało zauważyć, że "zjadłem zęby" na TEJ kapeli, ale również, przez
            te wszystkie lata, wypracowałem sobie, jako taki, dytans. A śmiało mogę napisać,
            że najnowszy ICH album jest najlepszym ( !!! ), od czasu Disintegration.
            I tyle ode mnie.
            • pop_up Re: THE CURE - The cure (2004) 16.08.04, 13:35
              rzucilem ten album w kąt (w najciemniejsze miejsce mojego twardego dysku w
              ktore zagladam średnio raz na rok) jakieś 2 tygodnie temu. cieszę się tylko z
              tego że nie wydałem na niego 50-60zł. nowy album nie jest ani najlepszym od
              czasów "disintegration" (w międzyczasie było "wish" i "bloodflowers" ale to
              tylko moje odczucie) ani najcięższym w dorobku (pornography miażdży do dziś i
              sposobem grania i "klimatem"). połajali sobie chłopcy troche na gitarach i
              troche wstyd że album "selftitled" jest miernawy. the cure jest jedną z tych
              kapel które już kilka lat temu powinny się rozwiązać tak jak to uczynili
              soungarden po nagraniu ostatniej rewelacyjnej plytki czy chocby faith no more.
              the cure i tak najbardziej kojarzyc sie bedzie z latami '80 choc chciałbym się
              mylić i usłyszeć za 2-3 lata coś rewelacyjnego spod ich ręki i nie chodzi mi o
              powielanie nowofalowych pomyslów wracanie do korzeni ale o płytę która po
              prostu będzie dobra i zagrana od serca.
              • miecio4 Re: THE CURE - The cure (2004) 16.08.04, 14:23
                pop_up napisał:

                > the cure jest jedną z tych
                > kapel które już kilka lat temu powinny się rozwiązać tak jak to uczynili
                > soungarden po nagraniu ostatniej rewelacyjnej plytki




                Z tego co się orientuję to Soundgarden nigdy nie nagrał rewelacyjnej płyty
                nawet tej ostatniej.
                • pop_up Re: THE CURE - The cure (2004) 16.08.04, 23:01
                  miecio4 napisał:

                  > Z tego co się orientuję to Soundgarden nigdy nie nagrał rewelacyjnej płyty
                  > nawet tej ostatniej.

                  sprzeczałbym się ale mi sie nie chce bo jakis ostatnio pokojowy jestem
                  • miecio4 Re: THE CURE - The cure (2004) 16.08.04, 23:41
                    pop_up napisał:

                    >
                    > sprzeczałbym się ale mi sie nie chce bo jakis ostatnio pokojowy jestem



                    Poważnie? A wydawało mi się że stwierdzenie "rzucilem ten album w kąt (w
                    najciemniejsze miejsce mojego twardego dysku w ktore zagladam średnio raz na
                    rok)" to raczej takie wojownicze trochę. No ale mniejsza o to.
                    • Gość: As Re: THE CURE - The cure (2004) IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl 17.08.04, 00:48
                      Chyba nie warto w wątku o The Cure dosrywać Soundgarden, które zresztą jest
                      trupem już od kilku dobrych lat. Leżącego się nie kopie.
                      • pop_up Re: THE CURE - The cure (2004) 17.08.04, 11:14
                        wlasnie nie kopmy soundgarden ktore jest trupem i the cure ktore trupem pewnie
                        szybko bedzie. to że dopieprzam sie do the cure nie świadzy o moim wojowniczym
                        nastroju tylko o tym że jestem totalnie zażenowany tym knotem co go spłodzili
                        więc próbuje się wyładować w każdym wątku o ich nowym albumie jaki powstaje.
                        • miecio4 Reasumując 17.08.04, 12:10
                          Płyta jest bardzo dobra choc nie rewelacyjna. A gdyby utwory z singli zamienić
                          z trackami 8-10 byłaby rewelacyjna.
                        • Gość: kruk Re: THE CURE - The cure (2004) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.04, 12:11
                          widzę że "The Cure" nie podeszło ci okrutnie, ale to jeszcze nie powód żeby
                          uśmiercać zespół. Ja nie chciałem żeby się rozpadli nawet po najgorszej płycie
                          w ich historii (albo knocie jak to nazwałeś)czyli Wish (Friday..., Wendy Time i
                          Doing The Unstuck to kompletne nieporozumienie)Mnie osobiście ta płyta podoba
                          się bardziej niż np.Bloodflowers. No może z małymi wyjątkami typu Taking Off
                          (brzmi jak kontynuacja Friday.... i 13th).
                          pozdrawiam i życzę więcej dystansu i spokoju
    • Gość: kucyś Re: THE CURE - The cure (2004) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.04, 15:01
      ta płyta to najlepsza płyta jaką ostatnio słyszałam!A piosenka THE LOST jest
      poprostu zajebista!A głos Roberta Smitha jest niepowtarzalny!Najlepszy!Ogólnie
      ta płyta bardzo mi sie podoba.....bardzo fajna
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka