Dodaj do ulubionych

problem poznawczej natury:)

23.11.04, 18:21
tak sobie czytam watki niektóre, tak przypatruje się zażartym debatom na
tematy okołomuzyczne i napadła mnie reflexja taka dziwna: CO TO ZNACZY ZNAĆ
SIĘ NA MUZYCE? Czy ktoś byłby na tyle miły i mi to wytłumaczył?
Bo jak na razie szkoły widzę dwie -pierwszą, polegająca na zarzucaniu danymi
biodyskograficzno-plotkarskimi: 'ja mam wszystkie płyty zespołu X, wiem kto
gdzie kiedy w składzie się zmieniał, gdzie wokalistę zamkneli za ćpanie i
komu basista zrobił dziecko po koncercie w Paryżu 27.X.1978 o godzinie
16:37'; oraz drugą, zaczynającą się najczęściej od akcji ' metal,
hiphop,techno, jazz (niepotrzebne skreślić)to syf a wy jesteście buraki bo
nie słuchacie tego, tego i tamtego'.
Coś mi się jednak w moim prostym łbie roi, że obie szkoły nie mają nic
wspólnego z rozmawianiem o muzyce, a stanowią jedynie kolejny przykład parady
kogucich samców (samic zresztą też ale niszczą mi metaforęsmile, chcących
pochwalić się sztuczną erudycją w hermetycznej dziedzinie. Ale może się mylę?
Może to jest jedyny sposób rozmowy o muzyce - uświadomcie mnie, proszę?
A w ramach bonusa, możecie także napisać o osobach, które waszym zdaniem na
muzyce się znają (z krótkim uzasadnieniem najlepiej)
Pozdrowieniasmile
Obserwuj wątek
    • humbak Re: problem poznawczej natury:) 23.11.04, 18:31
      Ja tam uważam, że na muzyce nie da się znać. Muzykę się odbiera na różne sposoby i już. Jedni słuchają tego, drudzy owego, a trzeci wszystkiegosmile Moim zdaniem sztuką jest docenienie muzyki każdego rodzaju. Jest paru takich co się zna. Z dziennikarzy paru panów w moim radyjku ulubionym (Jazz) i jeden taki pan w sklepie co go lubie (jego specjalność to elektronika, hiphop itp.). Na forumie jest paru takich, ale nie chcę wazelinić, to nie wymienie.
      • mechanikk Re: problem poznawczej natury:) 23.11.04, 18:37
        muzyki trzeba słuchać i mieć o niej jakąś swoją opinię, ale nie ma
        chyba "znania się na muzyce"wink

        choć oczywiście na muzyce znają się tacy, co słuchają tego samego co ja wink))
        (żart)
    • Gość: meloman Re: problem poznawczej natury:) IP: *.acn.waw.pl 23.11.04, 18:51
      Świetny wątek.
      O muzyce poważnie mogą dyskutować absolwenci konserwatorium - na pewno się
      pokłócą, ale przynajmniej będą wiedzieć o co.
      Pop, rock, a nawet jazz to gatunki odwołujące się do emocji słuchaczy,
      najczęściej słuchaczy bez muzycznego wykształcenia. W ramach tej twórczości
      zdarzają się rzeczy ewidentnie nieudolne, wtórne, "komercyjne" itd., więc można
      ją do pewnego stopnia oceniać, ale tylko do pewnego stopnia. Np. zdarza się, że
      gitarzyście trzęsą się od przepicia ręce i wtedy mówimy, że "zjechał solówkę".
      Jednak większość sądów jest na tym obszarze uznaniowa i stanowi mieszankę
      gustów oceniającego i tego, co powiedzieć wypada. Każdy "krytyk" słucha
      pokątnie jakiegoś disco, ale nigdy się do tego nie przyzna.
      • humbak Re: problem poznawczej natury:) 23.11.04, 19:09
        Myślisz że przekaz pozaemocjonalny ma jakąś szczególną wartość (pomijając teksty oczywiście)? Zdaje mi się, że najważniejszy jest stan w jaki wprowadza nas muzyka. Przyjemność jaką nam sprawia. Muzyka klasyczna nie odwołuje się chyba o czegoś innego. Przecież klasycy nie komponowali wyłącznie dla wąskiego kręgu ekspertów. Oni też tworzyli dla ludzi, na zmówienia...
        Poza tym, jak już gdzieś pisałem. Muzyki słuchanej nie powinno się wstydzić. To tak a propos "krytyków".
        • mechanikk Re: problem poznawczej natury:) 23.11.04, 19:44
          słusznie prawi wink

          mam żywy przykład: nowa płyta Toma Waitsa rzuca mną o ścianę a niektórych
          usypia dokumentnie wink
        • klymenystra Re: problem poznawczej natury:) 23.11.04, 20:03
          zgadzam sie z Toba Humbak- najwieksza wartosc maja emocje- z tym, ze im wiecej
          sie wie o muzyce "w teorii" tym bardziej sie ja umie docenic i ocenic. sa
          jakies obiketywne wartosci, ktore decyduje, ktory zespol np jest dobry, a ktory
          nie- i czlowiek znajacy teorie i zgadzajacy sie z nia, bedzie sluchal tego, co
          lepsze. a ktos inny teorie moze miec w glebolim powazaniu i odniesc sie tylko
          emocji- i robi to swiadomie.
          nie sadze jednak, zeby to co obiektywne, bylo najwazniejsze, bo muzyka to cos
          osobistego i trudno do niej przykladac jakas miare.
          a co do znania na pamiec biografii artstow i zmain w zespole, to moze to byc o
          tyle wazne, o ile wplywa na zmiane brzmieni. ale wcale nie musi smile
      • Gość: kubasa Re: problem poznawczej natury:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.04, 20:01
        No niby wszystko super meloman, ale o co chodzi w ostatnim zdaniu?
      • nongomery Re: problem poznawczej natury:) 28.11.04, 21:13
        No i tu muszę skomentować pare rzeczy. Nie możesz mówić że ten, ten i ten
        gatunek odwołuje się do uczuć, bo z doświadczenia wiem, że o uczuciach są
        utworki techno i hip-hopu. W zasadzie nie należy kategorycznie rozdzielać
        gatunków gdyż, jak rzecze stare prawo, każdy z nich to po prostu głos serca
        lecz o innym tonie.
        A z tym disco to wstyd?? Tu widzę odzywa się dusza polaka, który za prawdziwy
        shit gatunkowy uważa wszystko co... disco. A przecież nie tylko młodzi jak my
        słuchają muzyki. To że jakiś osiemdziesięciolatek podryguje przy
        utworze "Jesteś szalona" nie znaczy, że ma coś z głową, ale że w muzyce widzi
        rozrywkę i co najważniejsze - powód do radości.
        Ja sam pracuję w radiu i na codzień zdarza mi się słuchać kolejno rocku,
        techno, rapu i popu - z każdego jednak staram się wydobywać to co najlepsze, bo
        każdy z nich w istocie swoją oryginalną duszę ma.
        -------------------------------------------------
        Pozdrowienia - Dj Star (Oxygen Radio Polska)
    • Gość: As Szufladki IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl 23.11.04, 21:54
      A ja napiszę coś z czym niektórzy pewnie się nie zgodzą.
      Otóż uważam, że żeby dobrze znać się na muzyce nie wystarczy jej słuchać i się
      nią pasjonować. Trzeba też umieć ją profesjonalnie i fachowo opisać, trzeba
      znać odpowiednią teminologię. Mam tu na myśli te wszystkie gatunki i podgatunki
      muzyczne. Tak jak matematyk musi wiedzieć czym rózni się stożek ścięty od
      stożka nieściętego, tak znawca muzyki powinien wiedzieć czym rózni się, dajmy
      na to, thrash metal od death metalu (oczywiście o ile muzyka metalowa pozostaje
      w kręgu jego zainteresowań). Często czyta się na forum opinie osób które wiele
      piszą o swoich ulubionych wykonawcach, piszą że w ich muzyce jest dużo energii,
      szczerości, żywiołowości, emocji ... to wszystko OK, tylko że często nie
      potrafią lub nie chcą napisac, jaki rodzaj muzyki wykonawca ten wykonuje.
      Tak więc, w skrócie ujmę to tak - niestety, ale szufladki są potrzebne, gdyż
      kazda nauka wymaga odpowiedniej klasyfikacji.
      • humbak Re: Szufladki 23.11.04, 22:22
        Ale tu pojawia się pewne ryzyko. Chodzi mi o to, że muzyka może byc niedoceniona przez te właśnie szufladki. Fani konkretnego gatunku nie odbiorą dobrze czegoś odmiennego, a inni się nie zainteresują, bo w końcu zespół zawsze grał coś z nielubianej przez nich szufladki.

        Bije się w piersi- cinko sobie z szufladkami rdzęsad
        • klymenystra Re: Szufladki 23.11.04, 22:35
          a ja mialam kiedys manie szufladkowania i nie bylo mi z tym dobrze- tym
          bardziej, ze wielu zepsolow, ktore lubie, nie da sie sklasyfikowac smile
          a to ze wokaliska ma piekny glos i nie falszuje to slysze bez wnikliwszych
          studiow.
          podobnie jest z obrazmi- moga zachwycac bo sa piekne i moga zachwycac bo sa
          swietnie namalowane- a jakze czesto to sie przeciez- nawet nieswiadomie-
          laczy...
          • mechanikk Re: Szufladki 24.11.04, 09:33
            Szufladkowanie udaje sie (choć też nie zawsze) w przypadku gdy słuchamy jakiejś
            płyty i mówimy: "o, to jest death metal", albo "to chyba raczej punk".
            Te dwa dane na przykład gatunki da się odróżnić i chyba nie ma z tym jakiś
            kłopotów szczególnych.

            Ale jak mamy jakieś dwa podgatunki np. niemieckiej elektroniki to nie jest
            chyba jakieś makabrycznie istotne systematyzowanie ich.W zoologii to ma sens,
            gdy odróżnia sie słonia indyjskiego od afrykańskiego, ale układanie tej
            systematyki w muzyce to zbędna działalność, ponieważ, co tu dużo gadać, muzyka
            to nie słoń po prostu. wink))

            A dla zwolenników szufladek nan zadanie: "Radiohead - co to za muzyka?".
            Jak ktoś to zwięźle (w góra 3 słowach) opisze, bez stosowania zabiegów
            poetyckich i żeby było jasne, żeby jakiś krytyk co jeszcze, hehe, nie zna RH
            wiedział o co chodzi wink),żeby w tym była zawarta historia zespołu od 1990 do
            dziś - to kupię mu tabliczke czekolady i osobiście wyślę pocztą.
            • Gość: As Re: Szufladki IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl 24.11.04, 11:42
              mechanikk napisał:


              > A dla zwolenników szufladek nan zadanie: "Radiohead - co to za muzyka?".
              > Jak ktoś to zwięźle (w góra 3 słowach) opisze, bez stosowania zabiegów
              > poetyckich i żeby było jasne, żeby jakiś krytyk co jeszcze, hehe, nie zna RH
              > wiedział o co chodzi wink),żeby w tym była zawarta historia zespołu od 1990 do
              > dziś - to kupię mu tabliczke czekolady i osobiście wyślę pocztą.



              Radiohead, podobnie jak cała masa innych kapel, jest zespołem z pogranicza wielu
              stylów i jego muzyka wymyka się prostym klasyfikacjom. Aczkolwiek kiedyś, gdy
              korzystałem z Audiogalaxy i pisałem na tamtejszych forach, zetknąłem się
              z określeniem twórczości Radiohead jako "space rock". Przyznam że ten termin do
              mnie przemawia.
              • mechanikk Re: Szufladki 24.11.04, 12:25
                Gość portalu: As napisał(a):

                zetknąłem się
                > z określeniem twórczości Radiohead jako "space rock". Przyznam że ten termin
                do
                >
                > mnie przemawia.


                do mnie też

                powiedzmy to komuś kto nie zna RH, a on sobie kupi "the bends" i co? space
                rocka tam nie znajdzie raczej, co?

                • t.o.m.e.k Re: Szufladki 25.11.04, 12:19
                  mechanikk napisał:

                  > Gość portalu: As napisał(a):
                  >
                  > zetknąłem się
                  > > z określeniem twórczości Radiohead jako "space rock". Przyznam że ten ter
                  > min
                  > do
                  > >
                  > > mnie przemawia.
                  >
                  Do mnie nie - raz, że wspomniane "The Bends", dwa co wspólnego z kosmosem ma
                  taki "Amnesiac", a trzy - termin "Space Rock" to przede wszystkim wczesne lata
                  70-te i twórczość Hawkwind czy Davida Bowie z epoki Ziggy'ego Stardusta... Więc
                  lepiej nie rozciągać tego terminu akurat na Radiohead, zespół niezwykle trudny
                  do sklasyfikowania.
      • ilhan Re: Szufladki 24.11.04, 09:42
        Gość portalu: As napisał(a):

        > Często czyta się na forum opinie osób które wiele
        > piszą o swoich ulubionych wykonawcach, piszą że w ich muzyce jest dużo energii,
        >
        > szczerości, żywiołowości, emocji ... to wszystko OK, tylko że często nie
        > potrafią lub nie chcą napisac, jaki rodzaj muzyki wykonawca ten wykonuje.


        No bo jak już ktoś napisze, że np. indie-rock, to As zawsze odpisuje z pytaniem co to jest ten indie-rock smile))))
        • mechanikk Re: Szufladki 24.11.04, 09:47
          no bo "indie rock" to taki rock co to go sie nie da zaklasyfikować
          jednoznacznie, bo mało co da się tak zaklasyfikować, ale "indie rock" to już
          szczególnie.

          a niektórzy myślą że to rock z indii wink))
        • Gość: As Re: Szufladki IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl 24.11.04, 11:48
          ilhan napisał:

          > Gość portalu: As napisał(a):
          >
          > > Często czyta się na forum opinie osób które wiele
          > > piszą o swoich ulubionych wykonawcach, piszą że w ich muzyce jest dużo en
          > ergii,
          > >
          > > szczerości, żywiołowości, emocji ... to wszystko OK, tylko że często nie
          > > potrafią lub nie chcą napisac, jaki rodzaj muzyki wykonawca ten wykonuje.
          >
          >
          > No bo jak już ktoś napisze, że np. indie-rock, to As zawsze odpisuje z
          pytaniem
          > co to jest ten indie-rock smile))))


          No bo z tym indie rockiem to faktycznie jest problem. Ale skłaniałbym się ku
          temu co napisał kiedyś na ten temat bodajże Teddy - że "indie" nie
          charakteryzuje stylu muzycznego, tylko odmienną politykę wydawniczą, to znaczy
          wydawanie płyt przez wytwórnie małe, niezalezne.
          Ja czepiam się tego terminu gdyż nic on mi nie mówi o rodzaju i charakterze
          muzyki granej przez dany zespół. Tak samo zresztą jak terminy "alternatywa"
          czy "awangarda". Bo jeśli interesuje mnie styl czy też gatunek muzyczny jaki
          dana grupa gra, to nie interesuje mnie czy są wydawani przez małą wytwórnię czy
          tzw. "Majorsa" (tu jako ciekawostkę przypomnę, że przez wiele lat Budka Suflera
          wydawała swoje płyty w małej, niezależnej wytwórni "Mew Abra" a mimo tego nigdy
          nie miałem wątpliwości jaką muzykę grupa gra).
          • Gość: As Re: Szufladki IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl 24.11.04, 11:56
            Gość portalu: As napisał(a):

            (tu jako ciekawostkę przypomnę, że przez wiele lat Budka Suflera
            >
            > wydawała swoje płyty w małej, niezależnej wytwórni "Mew Abra" a mimo tego
            nigdy
            > nie miałem wątpliwości jaką muzykę grupa gra).


            Oczywiście chodziło o "New Abra" (z mewami nie ma nic wspólnego smile)
            • mechanikk Re: Szufladki 24.11.04, 12:27
              z tego by wynikało, ze Budka Suflera to indie-rock, hehe

              pzdr
      • kosz.marny Re: Szufladki 25.11.04, 12:19
        > Tak więc, w skrócie ujmę to tak - niestety, ale szufladki są potrzebne, gdyż
        > kazda nauka wymaga odpowiedniej klasyfikacji.

        Ooooo, Asie - jesteś fanem szufladek?! No proszę - ja je nawet na swój sposób
        lubię, bo wprowadzają do rozmów pewne ożywienie - np. można się o nie
        pokłócić smile))

        Moje ulubione tematy "szufladkowe" poruszone na forum muzyka:
        - Joy Division to gothic czy cold wave?
        - D.O.A. to punk czy hardcore?
        (jeśli znasz odpowiedzi - z uzasadnieniem - na powyższe pytania, chętnie je
        poznam)

        Przyznasz, że do tworzenia jakiejkolwiek klasyfikacji potrzebne są _ścisłe_
        kryteria? Klasy muszą być ponadto _ściśle_ zdefiniowane, aby można było
        wykazać, że dany element należy do danej klasy. Czy uważasz, że muzyka jest
        dziedziną na tyle ścisłą, aby można było takie klasyfikowanie przeprowadzić?
        • Gość: As Re: Szufladki IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl 26.11.04, 14:31
          kosz.marny napisał:

          > > Tak więc, w skrócie ujmę to tak - niestety, ale szufladki są potrzebne, g
          > dyż
          > > kazda nauka wymaga odpowiedniej klasyfikacji.
          >
          > Ooooo, Asie - jesteś fanem szufladek?! No proszę - ja je nawet na swój sposób
          > lubię, bo wprowadzają do rozmów pewne ożywienie - np. można się o nie
          > pokłócić smile))
          >
          > Moje ulubione tematy "szufladkowe" poruszone na forum muzyka:
          > - Joy Division to gothic czy cold wave?
          > - D.O.A. to punk czy hardcore?
          > (jeśli znasz odpowiedzi - z uzasadnieniem - na powyższe pytania, chętnie je
          > poznam)
          >
          > Przyznasz, że do tworzenia jakiejkolwiek klasyfikacji potrzebne są _ścisłe_
          > kryteria? Klasy muszą być ponadto _ściśle_ zdefiniowane, aby można było
          > wykazać, że dany element należy do danej klasy. Czy uważasz, że muzyka jest
          > dziedziną na tyle ścisłą, aby można było takie klasyfikowanie przeprowadzić?



          Oczywiście że z szufladkowaniem przesadzać nie można bo to prowadzi do
          zbytniego rozdrabniania się. Nie ma też bardzo precyzyjnych kryteriów
          okreslających granice gatunkowe. Ale jednak jakieś usystematyzowanie moim
          zdaniem jest potrzebne, bo potem czytam na forum takie "kwiatki" że Rammstein
          to heavy metal, Nirvana to indie rock a U2 to pop indifferent
          Co do D.O.A. to nie wypowiem się bo prawdę mówiąc pierszy raz widzę tę nazwę.
          Zaś Joy Division utożsamiam z cold wave, a o samym gotyku pojęcia nie mam
          (prędzej o tzw. metalu gotyckim).

          • kosz.marny Re: Szufladki 26.11.04, 15:56
            Gość portalu: As napisał(a):


            > bo potem czytam na forum takie "kwiatki" że Rammstein
            > to heavy metal, Nirvana to indie rock a U2 to pop indifferent


            a U2 to nie pop ?????

            no dobrze: pop-rock wink

            Asie, jeśli umówimy się, że rock jest częścią muzyki popularnej, czyli "pop",
            to U2 należy do gatunku pop i już. Nie piszę tego, żeby Ci zrobić na złość smile
            ale żeby Ci uświadomić, że całe to nazewnictwo jest wyłącznie kwestią umowy.

            Jeśli zostanie powołana Bardzo Ważna Komisja Nomenklatury Muzycznej, która
            zdefiniuje pop, rock, punk, indie, rap, itd., wyda stosowne dokumenty oraz
            wprowadzi normy ISO, a na dodatek zagrozi karą za nieprzestrzeganie jej
            zaleceń, to wtedy możemy zacząć poważnie na ten temat rozmawiać. A tak - nadal
            uważam, że to nie ma wielkiego sensu. Choć oczywiście, rozumiem, że dla
            niektórych jest to wygodne. No i dla zabicia czasu możemy nadal międlić temat
            przynależności U2 (przykład) do gatunku pop lub rock.
            smile


            > Co do D.O.A. to nie wypowiem się bo prawdę mówiąc pierszy raz widzę tę nazwę.

            Bardzo zasłużona "zbuntowana" kapela z Kanady. Mogę Ci podesłać próbkę, jeśli
            sobie życzysz.
            • Gość: As Re: Szufladki IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl 26.11.04, 17:33
              Cóz, ja nie utożsamiałbym terminu "pop" z popularnością. Dla mnie ono oznacza
              co innego. Ani pop nie musi być popularny, ani coś co jest popularne nie musi
              być popem. Ale to chyba rozważania na osobny wątek smile
              Co do U2, to pamiętam że ktoś kto nazwał muzykę tej grupy popem argumentował,
              że skoro sami nazwali tak jedną ze swoich płyt, to to jest dowód na to że grają
              pop. Na tej samej zasadzie można argumentować, że Queen grali jazz smile))
              Myślę że w moim przypadku skłonność do szufladek bierze się z pewnych
              analitycznych cech mojego umysłu, który nie lubi sytuacji nienazwanych i
              niezdefiniowanych, lub zdefiniowanych nieprecyzyjnie smile
              D.O.A. możesz coś wysłać, teraz jak zwiększyli pojemność skrzynek to można się
              bawić w takie wysyłanie, aha na emule znalazłem płytkę "N.Y. City Speedcore" i
              dodałem do kolejki.
              • kosz.marny Re: Szufladki 29.11.04, 08:25
                Gość portalu: As napisał:

                > D.O.A. możesz coś wysłać, teraz jak zwiększyli pojemność skrzynek to można
                > się bawić w takie wysyłanie,

                coś podeślę, jak będę miał chwilę - niestety jedyna ich płyta, którą mam na CD
                nie jest ich najlepszym dziełem, spróbuję wybrać coś w miarę reprezentatywnego.
                Wszystko, co najlepsze mam na kasetach sad



                > aha na emule znalazłem płytkę "N.Y. City ? Speedcore" i dodałem do kolejki.

                To bardzo typowa pomyłka: kapela, której płytę będziesz ściągał to nowojorski
                zespół grający techno, nazwa niestety ta sama, ale zupełnie inna parafia smile))

                Tamto "właściwe" D.O.A. pochodzi z Kanady, a ich najbardziej godne polecenia
                (subiektywnie, rzecz jasna) płyty to: "True (North) Strong and Free"
                (1987), "Murder" (1990) i "13 Flavours of Doom" (1992)

                pzdr
      • roar Re: Szufladki 25.11.04, 18:17
        > Tak więc, w skrócie ujmę to tak - niestety, ale szufladki są potrzebne, gdyż
        > kazda nauka wymaga odpowiedniej klasyfikacji.

        Zgadzam się całkowicie.

        > Tak jak matematyk musi wiedzieć czym rózni się stożek ścięty od
        > stożka nieściętego, tak znawca muzyki powinien wiedzieć czym rózni się, dajmy
        > na to, thrash metal od death metalu (oczywiście o ile muzyka metalowa pozostaje
        > w kręgu jego zainteresowań).

        ...ale to jest, mówię tu jako (w pewnym sensie) matematyk, duże uproszczenie. Stożki akurat jeszcze rozróżniam wink, ale pamiętam, jak kiedyś kolega był bardzo zdziwiony, że będąc na którymś tam roku studiów na wydziale matematycznym nie znam takich określeń, jak parabola i hiperbola. A mi są one przecież niepotrzebne, bo i tak używam na codzień wzorów funkcji, które mówią mi o wiele więcej i są summa sumarum o wiele wygodniejsze.
        Przykładając to do muzyki - zapewne ktoś o klasycznym wykształceniu mógłby zarzucić każdego z nas tutaj dokładną teoretyczną definicją muzyki każdego z zespołów, która, jeślibyśmy go tylko zrozumieli, okazałaby się o wiele lepsza, niż sama nazwa stylu. Szufladki to tylko wygodne skróty dla amatorów. smile
        • mechanikk Re: Szufladki 25.11.04, 18:46

          roar napisał:

          kiedyś kolega był bardzo
          > zdziwiony, że będąc na którymś tam roku studiów na wydziale matematycznym nie
          z
          > nam takich określeń, jak parabola i hiperbola. A mi są one przecież
          niepotrzebn
          > e, bo i tak używam na codzień wzorów funkcji, które mówią mi o wiele więcej i
          s
          > ą summa sumarum o wiele wygodniejsze.


          to fajne co piszesz, jeżeli naprawdę tak jest to to jest świetne żeby w rożnych
          duskusjach wykorzystywać, nie tylko o muzyce wink)
    • ari Re: problem poznawczej natury:) 24.11.04, 10:04
      Moim zdaniem liczba przesłuchanej w zyciu muzyki na pewno wpływa na coś co
      nazywamy tu 'znaniem się na muzie'. Na pewno taki Kaczkowski wie dużo o muzie.
      Każdy w pewnym wieku już trochę wymięka i odpuszcza muzę dla ludzi młodszych o
      40 lat, wiadomo, ale podejrzewam, że gość ma w głowie tyle widoamości i
      wysłuchanych dźwięków że szacuneczek i wie coś niecoś i na temat death metalu i
      na temat disco.
      A wbrtew emocjonalnemu podejściu znajomość dat, faktów i nazwisk też pomaga w
      poruszaniu się w świecie muzyki. Banalny przykład: fanom Soundgarden przydatna
      jest znajomość faktu, że koleś o nazwisku Cornell Krzysztof pośpiewuje teraz w
      Audioslave, czyż nie? Świadomość, że Beatlesi wydali tyle i tyle płyt, a
      Revolver był po A Hard Day's Night tez pomaga ułożyć to w głowie i sięgnąć po
      odpowiednią płytę. Znajomość faktów na zasadzie 'sztuka dla sztuki' przydatna
      nie jest, ale odpowiednio użyta pozwala w zalewie płyt odnaleźć te które mają
      największą szansę nam się spodobać.
      • humbak Re: problem poznawczej natury:) 24.11.04, 15:02
        Ja bym przypisał pewną wagę wiedzy na temat tworzenia utworów. W przypadku powiedzmy rocka nie jest tak źle, bo mniej więcej odróżni sie bas od gitary czy perusji (chyoć oczywiście uproszczam tu nieco) i rozważać trzeba kwestie kompozycji itd. Ale w przypadku elektroniki i breakbeatu sprawa robi się bardziej zawiła.
      • braineater Re: problem poznawczej natury:) 24.11.04, 16:59
        ari napisał:

        Moim zdaniem liczba przesłuchanej w zyciu muzyki na pewno wpływa na coś co
        > nazywamy tu 'znaniem się na muzie'.
        Stwierdzenie jak najbardziej słuszne, ale mój problem polega miedzy innymi na
        tym, że muzyki, wszelakich rodzajów, słucham praktycznie non stop (stały
        schemat - discmen słuchawy komunikacja miejska, powrót do domu, komputer i
        słuchania ciąg dalszy)i nijak nie miałbym smiałości powiedzieć, że znam się na
        muzyce. Ot - mogę powiedziec, co mi się podoba, co mnie drażni a co jest moim
        zdaniem, tym, co John Cage określał 'Cheap Imitation' a co na polski tłumaczyć
        możemy jako 'tanią podpierdolkę' Natomiast gdybym chciał porozmawiać o muzyce
        jako takiej ładuję się momentalnie w problem natury Wittgensteinowskiej,
        czyli 'granice naszego jezyka określają granice naszego swiata' - czyli,
        olewając pseudoerudycyjny kontekst filozoficzny - brak mi słów na to by muzykę
        opisać. A cały czas wydaje mi się, że jest to możliwe, by mówic o muzyce jako o
        abstrakcie, kompletnie oderwnym od takich pojęć jak 'płyta', 'chronologia
        dzieł','biografia artysty'itp, które to rzeczy mozna znaleźć w odnośnych
        źródłach i ewentualnie z nich korzystać.
        Ale może źle mi sie wydaje....smile
        Pozdrowieniasmile
        • bwv1004 Re: problem poznawczej natury:) 24.11.04, 21:21
          Po próbie zapytał, czy zauważyłem jakieś błędy. Odpowiedziałem[...]:
          - Tak, w siódmym takcie wstępu do arii Marty drugi fagot zagrał "g"
          zamiast "f".
          [...]
          - Siedzisz na sali bez partytury i masz tupet mówić mi, że drugi fagot zagrał
          zły dźwięk! Skąd wiesz, co ma grać drugi fagot?
          [...] gdy przysłuchiwałem się próbie, uderzył mnie brak w basie przejściowej
          septymy koniecznej, aby powstał trzeci przewrót dominanty septymowej prowadzący
          do toniki na tercji w pierwszym przewrocie; jest to typowy zwrot, w którym dwa
          fagoty nakładają się na parę waltorni. Nie sposób sobie wyobrazić, żeby
          Musorgski, czy raczej Rimski-Korsakow, który zinstrumentował utwór, opuścił tę
          bardzo ważną septymę. Poza tym, gdy fragment ten powtarza sie w innej tonacji,
          przejściowa septyma jest na swoim miejscu.

          Tak o muzyce rozmawiał Nicolas Slonimski (asysytent dyrygenta wówczas) z Sergem
          Koussewitzkym (dyrygentem). N. Slonimski "Słuch absolutny", Wydawnictwo "Znak",
          Kraków 1996.
          • braineater hooray! 24.11.04, 21:22
            czyli jednak da sięsmile dzieki bardzo...
            Pozdrowieniasmile
            • bwv1004 Re: hooray! 24.11.04, 21:55
              Ta, tylko ile trzeba umieć i wiedzieć, żeby tak rozmawiać...(ja nie umiem i nie
              wiem, dlatego spisałem z książki, którą zresztą szczerze polecam)

              Pozdr.
              • mushroomka na muzie znać się mozna 25.11.04, 11:44
                I mi osobiście wydaje się, że na muzyce znał się Chopin, Bethoven,Bach, Mozart.
                I w teorii i w praktyce.
                • tomek854 Re: na muzie znać się mozna 25.11.04, 15:35
                  Można znać się na muzyce smile

                  Dla mnie dobrze na muzyce zna się Wojciech Mann...

                  Za to nie zgodze się z melomanem, ze tylko absolwenci konserwatorium mogą dyskutować o muzyce.

                  po pierwsze grałem z paroma ludźmi ze szkoły muzycznej, po AM itp. i częśc z nich to są zwykli odtwarzacze. "Dajcie mi w nutach, to wam zagram choćby i koncert fortepianowy Rachmaninowa" ale prostego bluesik na 3 funkcjach nie rozgryzą...

                  po drugie miałem przyjemność zaliczyć ( na 4.5 i 3, bo w drugim sem. miałem już dosyć tongue_out ) "wiedzę o muzyce" - przedmiot na kulturoznawstwie.

                  I tam o ile pania doktor z AM miała dużą wiedzę na temat czym się różni allegro od czegoś tam pojęcia nie miała o muzyce współczesnej. ( i nie mówię tu o Bacewicz czy innych twórcach muzyki niesłuchalnej tylko o rocku, jazzie, bluesie, techno itp - a na tym najbardziej zależało studentom kultiroznawstwa ). Co więcej, ona takiej muzyki wręcz nie uznawała - cytuję "George Gerschwin był ciekawym kompozytorem, jako pierwszy wprowadził jazz do muzyki". A muzycy jazzowi to tylko Makowicz i Mozdzer, bo grali Chopina - reszta się nie liczy...

                  Ja na muzyce chyba znam się troszeczkę malutką - przeczytałem parę biografii kompozytorów, dwie książki o powstaniu rocka i bluesa, sekrety polihymni waldorffa, gram na paruinstrumwentach, no i zaliczyłem "Wiedzę o muzyce" ze średnia 3.75... tongue_out Na sdysku mam 26 Gb mp3-ek - od klasyki po stachursky'ego smile

                  Ale szufladek nie rozumiem. Śmieszą mnie plakaty, gdzie za wszelką cenę chce się zaszufladkować jakiś zespół - "Hip-Hopowy Nu Jazz-Metal z elementami Postpunku o fankowym brzmieniu" big_grin

                  Ciekawe jak będzie Voo Voo - Zespół Rockowy, grający muzykę klubową z elementami folku w jazzowych aranżacjach? big_grin
                  • tomek854 Re: na muzie znać się mozna 25.11.04, 15:39
                    A, jeszcze jedna scenka z zajęć Wiedzy o muzyce...

                    Po śmierci Niemena pytamy, czy na zajęciach zajmiemy się rockiem. Pani mówi, że o ile NIemena nale ży cenić i takie tam dyplomatyczne wtręty to my zajmować się będziemy tylko naprawdę wartościową muzyką. Po czym przeszła do rozpatrywania wariacji Mozarta na temat melodii "były sobie kurki trzy". Zapytałem, czy mogłaby wyjaśnić, w czym "były sobie kurki trzy" są bardZiej wartościowe od np. "jednego serca" Niemena. Odpowiedzi nie uzyskałem, ale pani bardzo się zdenerwowała...
                  • Gość: kk jeszcze raz szufladki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 18:24
                    Przecież już pojęcia: jazz, klasyka, hip hop itp. są pewnymi szufladkami. Nie
                    da się ich uniknąć, jeśli próbujemy coś ocenić, czy nawet mówić o czymkolwiek.
                    Uwikłani jesteśmy w pojęcia, słowa, terminologię... Zgadzam się,że nie tylko
                    absolwenci konserwatorium (w Polsce mamy akademie muzyczne, nie
                    konserwatoria smile mogą podejmować dysksje o muzyce. Są wybitni specjaliści w
                    dziedzinie muzyki, którzy tego typu uczelni nie skończyli. Padło już wcześniej
                    nazwisko Musorgskiego. Ten rosyjski kompozytor XIXw. ("Obrazki z wystawy"
                    chociażby) z zawodu był oficerem. Inny z "Potężnej gromadki" - Aleksander
                    Borodin był profesorem chemii na Akademii Medycznej (współprecownikiem
                    Mendelejewa), również lekarzem wojskowym. Rimski-Korsakow był oficerem
                    marynarki. Do tej grupy należeli jeszcze Cezar Cui (oficer inżynierii
                    wojskowej) i Mili Bałakiriew (jedyny zawodowy muzyk z tych pięciu). Postawili
                    sobie za cel stworzenie narodowego stylu rosyjskiego. I odało się im. A
                    przecież oprócz tego, że muzykę sobie wykonywali, dyskutowali o niej. Ale to
                    historia. Do tego nie nasza. My mielismy Szymanowskiego, Lutosławskiego.
                    Różyckiego, Karłowicza. Teraz? Teraz mamy Warszawską Jesień i kilka innych
                    festiwali muzycznych, o których w prasie codziennej znaleźć możemy trzy słowa.
                    (w niektórych pismach branżowych niewiele więcej) Społeczeństwo muzycznie jest
                    niewykształcone (bo są ważniejsze rzeczy niż kultura). Na recenzje muzycznene
                    nie ma zapotrzebowania. A gdzie czasy burzliwych debat dotyczących przyszłości
                    muzyki? Jej rozwoju? Kierunków? Jak mają rozmawiać o kulturze, czy
                    muzyce "amatorzy", skoro zawodowi muzycy takich rozmów nie podejmują prawie
                    wcale? Gdzie szukać wzorów?
                    • Gość: kka jeszcze raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 18:39
                      a co do absolwentów Akademii. Studia trwają 5-6 lat. To pięć lat ciężkiej
                      pracy. Instrumentaliści sporadycznie zajmują się kytyką, bo zwyczjnie nie maja
                      na nią czasu. Bo z krytyki wyżyc się nie da, a z grania w knajpach owszem. A że
                      nie potrafią bluesa zagrać? To ja proponuje, żeby tomek 854 zagral Rachmaninowa
                      właśnie. Tak po prostu. Usiadł i zagrał. Bluesa trzeba mieć w sobie. W ogóle
                      sztukę jakąkolwiek trzeba mieć w sobie. Jeśli ktoś jest głuchy to nie zaspiewa
                      czysto. Jeśli ktoś nie umie to bluesaniezagra. studia na Akademii są trudne.
                      Fakt, wymagają małej reformy. Za mało jest o tym co dzieje się teraz. Ale gdyby
                      miało byc tam wszystko, to musiałyby one trwać 30 lat. Realia są takie, że
                      muycy też ludzie i zarabiać muszą. A to pociąga za sobą brak czasu na pełne
                      wykształcanie. Dlatego stają się specjalistami. Jak wszyscy! Chirurg jest
                      chirurgiem. Matematyk matematykiem, nie dodatkowo fizykiem. Tak samo historcycy
                      maja swoje specjalności i filolodzy. Dlaczego muzycy maja znać się na całej
                      muzyce jaka powstała do tej pory? Do tego muzyk-instrumentalista. Są inne
                      studia dla ludzi, którzy maja być krytykami, historykami, tudzież znawcami -
                      teoria muzyki na am i muzykologia na uniwersytecie. I te studia wymagają
                      odświeżenia. Bo faktycznie nie ma na nich nic o Niemenie, chociaż w Łodzi jest
                      podobno student, który pisze o Pink Floyd. A jeśli kogoś interesuje rorywka, to
                      są wydziały na akademiach Katowickiej i Bydgoskiej. Pewnie nie ma tam
                      Radiohead, no ale od czegoś trzeba zacząć.
                      Pozdrawiam smile)
                      • bwv1004 Re: jeszcze raz 26.11.04, 11:18
                        tomek854:

                        nie chodzi o to, czy kurki są lepsze od Niemena, tylko czy wariacja na temat
                        kurek są lepsze. to zasadnicza różnica, co chyba wiesz, jeśli słuchałeś tych
                        wariacji. te wariacje nawet jeśli ich nie uważasz za ciekawe do słuchania tak
                        sobie są imho wartościowe, bo pokazują w przejrzysty sposób samą technikę
                        wariacji. Na wariacjach goldbergowskich Bacha już to nie jest takie łatwe do
                        wysłuchania zwłaszcza dla osób niekoniecznie osłuchanych z muzyką.

                        jak Bacewicz jest dla Ciebie niesłuchalna to coś jest troszkę nie tak chyba wink

                        oczywiście, nie tylko absolwenci konserwatorium mogą rozmawiać o muzyce, ale
                        żeby mówić o niej z sensem, trzeba jakąś wiedzę posiadać. Inaczej wychodzi
                        opowiadanie bajek, lub tematy okołomuzyczne (data wydania płyty, kiedy
                        wokalista ściął włosy, itd). zresztą dotyczy to nie tylko muzyki

                        kk/kka: mądre słowa smile
                        • tomek854 Re: jeszcze raz 26.11.04, 12:53
                          bwv1004: moze wariacje i sa bardzo ciekawe, ale powtarzam jeszcze raz: zajecia byly na kulturoznawstwie a nie na muzykoklasycznoznawstwie. Wydaje mi sie, ze powinny wlasnie dlatego dotyczyc nie tylko klasyki, ale calej otaczajacej nas muzyki - tym sie przeciez zajmuja kulturoznawcy...

                          A co do mnie, ja tam wolalbym dzisiaj pojsc na koncert Barona i Niedzieli niz sluchac tych wariacji - ale to rzecz gustu, a o gustach sie nei dyskutuje

                          Co do sluchalnosci Bacewicz, to faktycznie cos jest nie tak - Bach, Chopin i inni giganci muzyki byli "sluchalni" nie tylko dla waskiego grona "fachowcow" ale i dla szerszej rzeszy lamierów smile Jakos nie słyszałem, żeby ktoś w komórce miał Góreckiego czy Bacewicz.

                          Co więcej znam paru muzyków, którzy nie trawią współczesnej muzyki również. Może to i jest Wielka Sztuka, ale moze sie nie podobac chyba?

                          A jak mowi anegdota w sali Filharmonii Warszawskiej trwała próba jakiegoś występu kabaretowwego, gdzie Irena Kwiatkowska miaała pisenkę z partią gwizdaną. Zatrzymała się i pyta przechodzącego dyrektora " czy mi wypada gwizdać w Filharmoni?" a on na to "Pani się nie boi, ta sala z okazji Warszawskiej Jesieni nie takie gwizdy słyszała" smile
                          • dziewczyna_mickiewicza Re: jeszcze raz 26.11.04, 14:28
                            > i dla szerszej rzeszy lamierów smile Jakos nie słyszałem, żeby ktoś w komórce mi
                            > ał Góreckiego czy Bacewicz.
                            >
                            a da sie? to ja henia poproszesmile))
                            • tomek854 Re: jeszcze raz 27.11.04, 16:24
                              Da ise wink

                              Niedawno nawet byla taka akcja, ze pisali muzyke na komorki smile
                      • tomek854 Re: jeszcze raz 26.11.04, 12:47
                        Ja Rachmaninowa nei zagram, to oczywiste. Ale wydaje mi sie, ze ktos, kto jest wyksztalcony muzycznie powinien umeic zagrac rachmaninowa a tymbnardziej prosciutkie rzeczy.

                        Kwestia jest tylko w tym, czy bycie muzykiem polega na byciu wykonawca, odtworca tylko czy na wlozeniu czegos wlasnego w to. Jak ktos jest dobry, to wlozy cos od siebie i w bluesa , i w Rachmaninowa. Ja jestem kiepski, wiec wloze tylko w bluesa. A ktos kto nic nie wlozy, chociaz ma technike wirtuozerska to kto to jest?...

                        Ale odbiegamy troche od glownego tematu smile
                        • dziewczyna_mickiewicza Re: jeszcze raz 26.11.04, 14:35
                          > Kwestia jest tylko w tym, czy bycie muzykiem polega na byciu wykonawca,
                          odtworc
                          > a tylko czy na wlozeniu czegos wlasnego w to. Jak ktos jest dobry, to wlozy
                          cos
                          > od siebie i w bluesa , i w Rachmaninowa. Ja jestem kiepski, wiec wloze tylko w
                          > bluesa. A ktos kto nic nie wlozy, chociaz ma technike wirtuozerska to kto to j
                          > est?...

                          oj, ale to chyba nie do konca tak.. tzn. gdyby znalezc odniesienie w nieco
                          innym srodowisku - sprobuj nauczyc absolwentke szkoly baletowej tanczyc hip hop
                          (to akurat styl, ktory teoretycznie jest prosty i nie wymaga tyle czasu nauki,
                          co klasyka). dziewczyna bedzie sztywna, bedzie miala nienaturalne przeprosty
                          przy kazdym ruchu, a kroki beda dla niej nienaturalne. oczywiscie, znajda sie
                          takie, co zatancza wszystko, tak jak i na pewno sa tacy muzycy, co zagraja i
                          rachmaninowa i blues i oba kawalki wyjda bajecznie. kwestia jest taka: jesli
                          ktos siedzi ilestam lat w jakiejs "szufladce" - tej, ktora go najbardziej
                          interesuje, to nie jest wcale latwo przesiasc sie do innej od niechcenia,
                          nawet, jesli sie jest dobrym technicznie.
                          chociaz zgadzam sie, ze "wkladac" cos od siebie trzeba w to, czym sie czlowiek
                          artystycznie zajmuje, bo inaczej, to nie jest sztuka.
                          • Gość: kka Re: jeszcze raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 20:45
                            oj, ale to chyba nie do konca tak.. tzn. gdyby znalezc odniesienie w nieco
                            > innym srodowisku - sprobuj nauczyc absolwentke szkoly baletowej tanczyc hip
                            hop
                            >
                            > (to akurat styl, ktory teoretycznie jest prosty i nie wymaga tyle czasu
                            nauki,
                            > co klasyka). dziewczyna bedzie sztywna, bedzie miala nienaturalne przeprosty
                            > przy kazdym ruchu, a kroki beda dla niej nienaturalne. oczywiscie, znajda sie
                            > takie, co zatancza wszystko, tak jak i na pewno sa tacy muzycy, co zagraja i
                            > rachmaninowa i blues i oba kawalki wyjda bajecznie


                            Dizękuję bardzo, takie porównanie nie przyszło mi do glowy, a jak najbardziej
                            oddaje sens tego,co miałam na myśli.
                            Co do studiów na kulturoznawstwie. Nie znam się na tym. Znam się na moich
                            studiach i też zauważam ich braki. Są studenci, którzy muzyką współczesną nie
                            interesują si wcale, włączając w to rozrywkową. Ale u studentów jest to do
                            przyjęcia. Natomiast są też profesorowie, którzy nie interesują się w ogóle tym
                            co dzieje się teraz. I to jest niedopuszczalne. Faktycznie, to bardzo dużo
                            mateiału do opanowania, ale nie można zjmować się tylko barokiem na przykład i
                            już. Jeśli wszyscy bylibyśm tacy to nie byłoby sensu dla nowej muzyki.
                            Jeszcze jedna rzecz. Przesada w drugą stronę. W akademii był niedawno koncert,
                            który prowadził świetny polski dyrygent (światowej sławy). Koncert dla
                            studentów był zamknięty, więc stwierdziliśmy z grupą, że poprosimy naszego
                            młodego wykładowcę (jest nas w grupie czworo), żeby nas zwolnił z zajęć,
                            podczas których trwała prób generalna, żebyśmy przynajmniej tam mogli pójść.
                            Ten się bardzo oburzył, że przecież to tylko Brahms i Brahmsa to możemy sobie
                            na płycie posłuchać. I źe to nie muzyka wspólczesna i nie dotyczy naszych
                            zajęć. Interesujące podejście. W tej sytuacji trzeba by powołać jedną
                            orkiestrę, która nagra wszystkie dzieła świata, rozwiązać ją i po sprawie...
                            Skoro słuchanie muzyki z odtwarzacza jest lepsze... To skolei był człowiek
                            bardzo zainteresowany muzyką współczesną, kompozytor poza wszystkim. A gdyby
                            ktoś tak o jego muzyce powiedział?
                            O muzyce rozmawiać można i trzeba, wracając do tematu smile) Szczególnie przy
                            różnych gustach i zainteresowaniach. To poszerza horyzonty.
                            I jeszcze jedno: nie bójmy się muzyki współczesnej! Ona ma naprawdę wiele do
                            zaoferowania. NIe tylko tym, którzy się na niej znają, Kierowana jest przecież
                            do wszystkich.
                            Jeszcze jedno. Dlaczego student akamdemii ma się znać na rozrywce?
                            Może inaczej, niech wszyscy ludzie zainteresują się klasyką. Ona nie gryzie.
                            Pozdrawiam smile)
                            • tomek854 Re: jeszcze raz 27.11.04, 16:31
                              na pewno warto zainteresowac ludzi klasyka smile

                              Ale co do wspolczesnej muzyki, to jednak sie troszzke nie zgodze.

                              Neiktorzy lubia, niektorzy nie i juz.
                              Tak jak ja np. bardzo lubie barok a juz np. Wagner mi nie podchodzi, tak ktos nie musi od razu lubic wspolczesna muzyke.

                              Ja np. uwielbiam Bacha, Vivaldiego, Chopina...

                              A Górecki mnie nudzi - mam symfonie lamentów i jeszcze ani razu nie udało mi się przesłuchać do końca ( choć podobno raz na imprezie sie wyszuflowała w komputerze i przelciala cała, ale ja już tego nie pamiętam...)

                              Tak jak można nei lubić baroku, tak można nie lubić muzyki współczesnej.

                              Co do przykładu z baletem - nie wiem, czy absolwenci szkoły baletowej faktycznie dali by sobir radą np. z break-dance'm od razu...

                              Tak samo z bluesem - można być wymiataczem jak Steve Vai, ale jednak wciąż gitara Santany jest niepodrabialna - bo poza techniką ma on to nieopisywalne "coś"...
                              • dziewczyna_mickiewicza Re: jeszcze raz 27.11.04, 21:47
                                > Co do przykładu z baletem - nie wiem, czy absolwenci szkoły baletowej
                                faktyczni
                                > e dali by sobir radą np. z break-dance'm od razu...

                                nikt sobie nie daje z breakdance'm rady od razu, bo to cholernie ciezki kawal
                                chleba (bylam na dwoch lekcjach, masakra, myslalam, ze mi rece odpadnasmile)) )
                                przy tym wysiada nawet allegro na poziomie dziewiatej klasy baletowkiwink

                                > Tak samo z bluesem - można być wymiataczem jak Steve Vai, ale jednak wciąż
                                gita
                                > ra Santany jest niepodrabialna - bo poza techniką ma on to
                                nieopisywalne "coś".
                                > ..

                                no, to tutaj sie zgadzamysmile
          • humbak Re: problem poznawczej natury:) 25.11.04, 18:52
            Wspaniałe. Ale tacy ludzie to ułamek procenta populacjismile
            • Gość: RunDLL32 Re: problem poznawczej natury:) IP: 195.245.217.* 25.11.04, 21:08
              > Wspaniałe.

              Bez bałwochwalstwa, błagam. Wiesz, do jak głębokiej rozpaczy może doprowadzić
              mantra "ale tak się nie robi"? big_grin
              • humbak Re: problem poznawczej natury:) 26.11.04, 10:11
                No no! Od jednego słowa do bałwochwalstwa jeszcze jest parę kilometrów.smile
          • dziewczyna_mickiewicza Re: problem poznawczej natury:) 26.11.04, 14:21
            > [...] gdy przysłuchiwałem się próbie, uderzył mnie brak w basie przejściowej
            > septymy koniecznej, aby powstał trzeci przewrót dominanty septymowej
            prowadzący
            >
            > do toniki na tercji w pierwszym przewrocie;

            o, to z moja pamiecia jeszcze nie jest az tak strasznie, bo kumam mniej wiecej
            o co biegasmile)) a tak w sumie, to chcialam napisac, ze posiadanie sluchu
            absolutniego (ktorego posiadaczem byl moj znajomy, wiec mialam stycznosc z
            probelememsmile ), nie pomoga w odroznianiu kichy od artyzmu, a jedynie pozwala na
            bezbolesne pisywanie w ekspresowym tempie dyktand trzyglosowychsmile)) to juz wole
            jednak mimo wszystko moj sluch absolutnie nieabsolutnysmile))
          • dziewczyna_mickiewicza a tak pisze nieabsolwent am/konserwatorium/itd:) 26.11.04, 14:43
            "zaraz bedzie refren: najbardziej podoba mi sie ten refren, gdy nagle rzuca sie
            naprzod, jak urwisty brzeg w morze. w tej chwili slychac jazz; nie ma melodii,
            tylko nuty, miriady malych wstrzasow. nie ma dla nich zadnej przerwy, rodzi je
            i niszczy nieublagany porzadek, nie pozwalajac nigdy skupic sie, istniec dla
            siebie. biegna, spiesza sie, w locie spadaja na mnie czystym uderzeniem i gina.
            dobrze byloby je zatrzymac, ale wiem, ze jesli udaloby mi sie zatrzymac jedna,
            pomiedzy palcami zostalby mi tylko wulgarny, omdlewajacy ton"
            (jean-paul sartre, "mdlosci")
    • Gość: www.iwimo.pl Re: problem poznawczej natury:) IP: 217.153.153.* 26.11.04, 12:30
      zdecydowanie popieram przedpiscęwink
    • Gość: yoshitoshi Re: problem poznawczej natury:) IP: 217.97.135.* 26.11.04, 15:38
      na wiedze o muzyce składa sie wg mnie znajomość gatunków muzycznych [historia,
      rozwój, zanik, róznice, podobieństawa, opozycje i zapozycznia], liczne
      konteksty, przez które mozna analizować muzykę - psychologiczny, socjologiczny,
      polityczny, biograficzny, antropologiczny etc. oraz znajomość samej muzyki -
      ososbiste doswiadczenie - które werbalizujemy w mowie i piśmie, do czego
      niestety niezbedna jest w miare rozwinięta umiejetność pisania, mówienia i
      myślenia.
      osobiscie, wystarczy mi w przypadku oceny kogos innego - pod katem znajomości
      muzyki - posiadanie ostanich trzech umiejetnosci.


    • braineater Merci zbiorowe:) 26.11.04, 17:18
      głównie za to, że przywróciliście mi wiarę w to, że o muzyce da się rozmawiać
      nie bluzgając i nie krytykując gustów różnych od własnego; że udało się zrobic
      wątek w którym nikt jeszce nie spytał o żadną piosenkę z reklamy; i za parę
      tytułów ksiązkowych do których bedę mógł sięgnąc.
      Pozdrowieniasmile
      PS do mechanikka - post otwierający również został napisany w takt najnowszej,
      nakolanapowalajacej, płyty Toma W.smile
      • mechanikk Re: Merci zbiorowe:) 26.11.04, 18:47
        to nie lada wyczyn pisać coś przy tym Waitsie nowym wink mnie by się ręce
        porozpierzchały na wszystkie strony.

        fakt, że aż łzy do oczu nabiegają jak się czyta ten wątek.
        co szkodzi więcej takich robić?
    • ice_age_comin Re: problem poznawczej natury:) 27.11.04, 18:29
      a ja tam sram na problemy natury poznawczej. na dobrej muzyce znam sie ja. jak
      mi sie cos podoba to jest dobre, jak nie to nie. i jest to gust absolutny.






      zeby nie prowokowac plowych dyskusji dodam ze to byl dowcip.
    • nongomery Re: problem poznawczej natury:) 28.11.04, 21:03
      Krwawe i bezkrawe bitwy znawców muzyki są często bezprzykładne i
      bez...sensowne. Nie ma bowiem kogoś, kto zna się na muzyce, a nie ma swojego
      ulubionego kierunku. Zawsze będziemy faworyzować coś bardziej od drugiego.
      Najbardziej zaś na muzyce znają się DJ-E RADIOWI - to oni mają do czynienia z
      większością muzyki i wedle założeń ich pracy - żadna, dosłownie żadna muzyka
      nie może być im obca. Sam pracuję w radiu i wiem, że znać się na muzyce to
      znaczy mieć doświadczenie w każdym z jej nurtów - od wesołych piosenek
      francuskich satanistów po piosenki Kabaretu Starszych Panów.
      Tak to prawda, wiedza o muzyce na pewno nie leży w żadnej z tych grup - leży po
      środku. A sztuką, po opanowaniu której można nazywać się znawcą muzyki jest
      obiektywne spojrzenie na każdy gatunek.
      Znawca muzyki ma swojego faworyta, ale przede wszystkim utrzymuje też względny
      stosunek do całej reszty. W tym miejscy zachęcam wszystkim melomanów do
      takiej "obiektywnej" postawy. Nie krzyczcie już i nie bluzgajcie
      na "innowierców" - oni mają takie same prawa i wolność do słuchania tego, czego
      chcą.
      Pozdrowienia - Dj Star (Oxygen Radio Polska)
      • Gość: ajron men problem poznawczy natury hip hopu:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 22:58
        został rozwiązany:
        indexrapu.risp.pl/ziomy.mp3
    • Gość: głuchy Re: problem poznawczej natury:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.04, 09:46
      Ta wielceciekawa dyskusja sprowokowała mnie do przytoczenia swych własnych
      słów "wypowiedzianych" na innym forum:
      "Muzyka jest produktem - "sprzedaje" się albo nie. Muzyka jest sztuką - umie
      się ją tworzyć albo nie. Muzyka jest rozrywką - bawi nas lub nie. Koniec."
      Jest to jedno z podsumowań dyskusji prowadzonej na innym forum i przy innej
      okazji. A wywołać chcę temat "muzyki, jako produktu". Nie chcę zakładć nowego
      wątku, gdyż chciałbym, by w owej ewentualnej dyskusji wzięli udział ci sami
      Szanowni Przedpisywacze.
      Czasy mamy takie jakie mamy. Producenci "qpy owijają w złotka" - byle tylko
      sprzedać i zarobić. Skądinąd wiem, że nie trzeba "znać cię na muzyce" by ją
      produkować. Przynajmnej w naszym kraju.
      PS. Wpis ten proszę traktować jako prowokację (z pominięciem negatywnego
      wydźwięku tego słowa), a nie jako uwagi pod czyimś adresem.
    • Gość: Bąbel intymności Doswiadczenie IP: *.unused.zigzag.pl 29.11.04, 12:06
      Gdyby nie bogactwo gatunków, pewnie zastanawianie się nad tym, co to znaczy
      znać się na muzyce, byłoby dyskusją formatu: ?kto się tak naprawdę zna na
      samochodach. Czy Ci, którzy je produkuja, czy ci, ktorzy je naprawiają, czy ci
      co nimi jeżdżą, itd.? A tak wiadomo, że znać na muzyce może się tylko maniak.
      Bo żeby mieć choćby powierzchniową wiedzę, trzeba słuchać non-stop i szusować
      po stacjach w internecie, i czytać, czytać, czytać - bo tylko słowa są w stanie
      ułożyć tysiące dźwięków w naszej głowie. Dlatego ja się nie znam na muzyce. Za
      dużo pracuję, za dużo śpię, za dużo rozmawiam z ludźmi (o muzyce nie potrafię).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka