Rozkłada mnie piękna melancholia nowej płyty Moby’ego.
No cóż. Na pewno nie jest to oryginalność i nowatorstwo na miarę „Play”. Moby
popełnia czasem nawet maleńkie autoplagiaty (słyszę w niektórych utworach rytm
z „Run on” albo „Natural blues”

, ale kogo to obchodzi (a tym bardziej mnie),
skoro to piękne ? Słychać, że Moby poszedł dalej niż na poprzedniej płycie w
stronę łączenia bluesa z rytmem electro. I bardzo dobrze. Nie we wszystkich
utworach śpiewa – do niektórych zaprosił ludzi o aksamitnych głosach, co
idealnie współgra ze stylizowanym z lekka na gospel charakterem niektórych
utworów.
Moby wypracował sobie swój własny niepowtarzalny styl, jak dotąd to nikt go nie
skopiował i mam nadzieję, że tak się nie stanie, bo jego muzyka jest chyba zbyt
eklektyczna do kopiowania.
Tak podsumowując, to jest jedna z najpiękniejszych płyt jakie w życiu
słyszałam.
Punktacja: 9,5/10