Johannes Brahms
Koncert skrzypcowy D-dur op.77
IV Symfonia e-moll op.98
Orkiestra Symfoniczna FN
Krzysztof Jakowicz - skrzypce
Jerzy Semkow - dyrygent
Nie wiem jak było w piątek, mam nadzieję, że lepiej...
Na pierwszy ogień poszedł Koncert Skrzypcowy Brahmsa. Pierwsza fraza w
orkiestrze – przyjemne zaskoczenie – płynnie, szlachetnym, aksamitnym
dźwiękiem... no no no! Niestety, radość trwała krótko. Bardzo zawiodłam się na
soliście. Pan Jakowicz grał przeforsowanym dźwiękiem, skandalicznie fałszował,
bez pomysłu – bo te jęczenia to trudno mi nazwać interpretacją... Zmagali się
zresztą wszyscy z ciężką materią I części. Orkiestra jak tylko miała grać
forte, to owszem, było głośno, ale nic poza tym. W drugiej – oboistka robiła
co mogła, niestety została zagłuszona przez resztę drzewa (intonacja fatalna,
żaden akord nie stroił, a grane to wszystko jak przez orkiestrę strażacką). W
sumie Finał wypadł najlepiej, bo te cygańskie zawodzenia były najbardziej na
miejscu. Podsumowując – bardzo słabe wykonanie. Co z tego, że parę fraz może i
ciekawych, ale nie uratowały one całości.
Po przerwie IV Symfonia. Dużo lepiej. Ja wprawdzie wolę bardziej finezyjne
granie, zabrakło mi delikatności w części II (pierwsze wejście smyczków arco –
dramat), finałowa chaconna tak samo – trochę to było rysowane zbyt grubą – jak
na mój gust – kreską. A tam, gdzie trzeba było przyłożyć, trzeba, żeby
orkiestra grała jak jeden organizm – brakowało precyzji. Ale to była bardzo
solidna, porządna interpretacja, spotkała się z zasłużoną owacją.
Podsumowując – mimo wszystko nie żałuję, że byłam

Symfonia choć nie do
końca moja, to nie upieram się, że mam na nią lepszy pomysł

Ale mam dobry
humor, bo kupiłam sobie ładne buty

)))
PS Czy moje bystre oko dobrze widziało, że Kanarek śledził z uwagą partię
wiolonczel? Serdecznie pozdrawiam!