ignorant11
22.02.06, 04:55
Sława!
Pierwszy gest z Rosją
www.msz.gov.pl/Poranny,przeglad,prasy,1072.html
Po wizycie w Warszawie mam jasność, że Polska chciałaby doprowadzić do
spotkania naszych prezydentów jak najszybciej, a przyjazd Władimira Putina do
Warszawy nie jest tego warunkiem - mówi "Gazecie" przedstawiciel prezydenta
Rosji
Marcin Bosacki, Marcin Wojciechowski: Czy Pana wizyta w Warszawie rozpoczyna
nowy etap w stosunkach polsko-rosyjskich?
Siergiej Jastrzembski: Byłoby nieskromnie mówić, że otwiera nowy rozdział,
tym bardziej że w Warszawie jestem tylko dzień. To w czasach radzieckich
wszystko było przełomowe, epokowe. Wizyta odbywa się z inicjatywy strony
polskiej, chcemy zacząć dialog o tym, jak wyjść z zastoju, w którym pogrążyły
się stosunki polsko-rosyjskie.
Zeszły rok był wyjątkowo trudny dla tych stosunków. Niektórzy nazwali go
nawet "epoką lodowcową". Były niemiłe wymiany zdań prezydentów, pobicia
dzieci rosyjskich dyplomatów w Polsce i polskich dyplomatów oraz dziennikarza
w Moskwie. Czy ten okres mamy już za sobą?
- Co do "epoki lodowcowej", to przesada, dziennikarska metafora. W zeszłym
roku nasi prezydenci - po stronie polskiej jeszcze Aleksander Kwaśniewski -
spotkali się dwa razy, w Krakowie i Moskwie.
Od czasu objęcia władzy przez Władimira Putina takich spotkań było dziesięć.
To niezły wynik, który chciałoby osiągnąć wiele państw w Europie. Polska jest
na ósmym miejscu pod względem współpracy gospodarczej z Rosją. Problemy są,
ale nie można wszystkiego malować wyłącznie w czarnych lub białych barwach.
Ale doskonale Pan wie, że znacznie częściej prezydent Kwaśniewski jeździł do
Rosji niż prezydent Putin odwiedzał Polskę.
- W polityce statystyka czasem bywa przeszkodą. Najważniejszy jest poziom
zaufania, atmosfera między przywódcami, krajami, elitami. Dlatego sądzę, że
liczba wizyt nie ma znaczenia.
Co by Pan odpowiedział ludziom, którzy twierdzą, że interesy naszych krajów
są sprzeczne i dlatego bliska współpraca jest niemożliwa?
- To nieprawda, bo obroty handlowe między Polską i Rosją wynoszą rocznie 12
mld dol. To akurat świadczy o dużej zbieżności interesów. Polska odgrywa
bardzo ważną rolę w kwestii obwodu kaliningradzkiego.
Nasi intelektualiści nawzajem się odwiedzają. Konczałowski wystawia w
Warszawie Szekspira, Wajda w Moskwie Dostojewskiego, Zanussi nakręcił
niedawno film, którego intryga dotyczy polsko-rosyjskich stosunków
dyplomatycznych. Sam niedawno oglądałem w naszej telewizji powtórkę "Potopu"
z Olbrychskim.
Tkanka stosunków jest więc całkiem żywa. Uważam więc pytanie za niewłaściwie
postawione.
Unia Europejska jest partnerem strategicznym Rosji, a Polska jest organiczną
częścią UE. Są problemy, czasem mają one korzenie w tragicznej przeszłości,
ale są też sposoby na ich przezwyciężanie. Weźmy choćby historię stosunków
francusko-niemieckich, które wcale nie były bardziej słoneczne od polsko-
rosyjskich. Ale jednak obu tym krajom udało się przezwyciężyć przeszłość.
Podążajmy podobną drogą. Nie jesteśmy w niczym gorsi.
Ale jak to zrobić praktycznie? Często słyszeliśmy propozycje polityków
rosyjskich, żeby w ogóle zapomnieć o historii.
- Nie wolno zapominać o przeszłości, choćby po to, żeby po raz drugi nie
popełniać tych samych błędów. Niech historycy badają przeszłość, dyskutują,
piszą książki. Archiwa przecież otwierają się coraz bardziej. Nie ma nic
złego w tym, żeby historycy mieli różne zdania o tej samej kwestii.
Ale z drugiej strony - jak mawia prezydent Jacques Chirac - nie można ciągle
patrzeć w lusterko wsteczne, bo to grozi wypadkiem. Ustalmy program stosunków
polsko-rosyjskich, którego celem będzie stworzenie nowej, miłej atmosfery.
Za prezydenta Kwaśniewskiego się to nie udało, choć znakomicie mówi on po
rosyjsku i zna Rosję. Jakie ma Pan wrażenia po pierwszym spotkaniu z
prezydentem Kaczyńskim?
- Nie będę oceniać prezydentów Polski. Uważam, że prezydent Kwaśniewski ma
także sukcesy w stosunkach z Rosją.
Z prezydentem Kaczyńskim rozmawiałem zaledwie godzinę. Pierwsze wrażenie jest
takie, że chce otworzyć nową kartę w stosunkach polsko-rosyjskich, by te
stosunki nie ustępowały w niczym stosunkom Moskwy z Berlinem, Paryżem czy
Rzymem. My możemy z tego tylko się cieszyć.
Dlaczego w takim razie Rosja buduje Gazociąg Północny omijający nasz kraj?
Przecież to nie służy budowie zaufania między Warszawą i Moskwą.
- Przyznam, że tak emocjonalna reakcja Polski była dla nas powodem
zakłopotania. Nasze podejście jest wyłącznie pragmatyczne. Chcemy zbudować
nitkę, która będzie przechodzić poza krajami sprawiającymi problemy z
tranzytem gazu do Europy, podbierając go w niedozwolony sposób.
To przecież nie Polska. Chodzi panu o Białoruś i Ukrainę?
- Wy pobieracie tyle, za ile płacicie. Ale jest kraj, który odbiera więcej
gazu, niż płaci. Nie chcemy od niego zależeć i jako sprzedawca mamy prawo
szukać najtańszych sposobów transportu naszego surowca do odbiorców.
Ten projekt zwiększy bezpieczeństwo energetyczne całej Europy, w tym Polski.
Jeśli pojawią się jakieś problemy z tranzytem przez terytorium naszych
sąsiadów, to Polska będzie mogła otrzymać gaz przez Niemcy. W tym projekcie
nie ma żadnych knowań przeciwko Polsce.
Ale dwa razy poczuliśmy już spadek ciśnienia rosyjskiego gazu. Raz, gdy
Moskwa zakręciła go Białorusi dwa lata temu, drugi raz na początku tego roku,
gdy gaz przestał płynąć na Ukrainę.
- Dla nas to kolejny argument, że należy budować Gazociąg Północny.
Jak Rosja definiuje swoje miejsce obok zjednoczonej Europy? Jako partner?
Jako przyszły uczestnik UE? Konkurent? Obojętny obserwator?
- Ostatnia rola w ogóle nam nie odpowiada. Takie państwo jak Rosja nie może
stać z boku wobec tego, co się dzieje w Europie i na świecie. Pod pewnymi
względami jesteśmy konkurentami. Weźmy choćby handel bronią czy budowę
elektrowni atomowych.
Rosjanie uważają się za Europejczyków, choć raczej chcą grać samodzielnie.
Unia Europejska jest jednak naszym głównym partnerem handlowym i głównym
inwestorem w naszym kraju.
Czy Białoruś nie przeszkadza Moskwie w rozwoju stosunków z UE? Niedawno na
Białoruś nie wpuszczono dziennikarza naszej gazety, łamie się tam prawa
człowieka. Jak to pogodzić ze wspólnymi, europejskimi wartościami? Moskwa
mogłaby odegrać wielką rolę na Białorusi.
- Po pierwsze, trzeba żyć w przyjaźni i nie myśleć za Białorusinów, co jest
dla nich dobre, a co złe. Niech sami dokonają wyboru, jeśli nie dziś, to
jutro albo pojutrze. Ale nie narzucajmy im, co mają wybrać.
Uważa Pan, że wybory prezydenckie na Białorusi będą demokratyczne?
- Wybory jeszcze się nie odbyły. Każdy kraj w Europie ma własne doświadczenie
demokratyczne. W Francji czy USA dochodzenie do niego trwało ok. 200 lat.
Dlaczego mamy komuś narzucać model demokratyczny w czasie jednego pokolenia,
czy najlepiej od razu, tylko dlatego, że podoba się to w Waszyngtonie czy
Paryżu. Rozwiązujmy problemy Białorusi z samymi Białorusinami, a nie za ich
plecami.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie