Dodaj do ulubionych

Konkurs - Finaly

18.10.05, 18:54
Na TVP Kultura (i w internecie) komentuje Jerzy Maksymiuk smile Bardzo fajny
komentarz, nie krytykuje, ale wskazuje co moznaby zrobic lepiej wink
Obserwuj wątek
    • jdrk Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 21:12
      Jacka Kortusa slyszalem tylko od polowy koncertu. Bałem się, że sobie nie
      poradzi, ale nie było tak źle wink Powiedzmy, że zagrał poprawnie - starał się
      współgrać z orkiestrą i jej nie wyprzedzać (co mu dość dobrze wychodziło). Ale
      całość i tak wypdała dość sztywno i szkolnie.

      Rachel Naomi Kudo - ślicznie wyglądała w tej różowej sukni smile Niestety dała się
      ponieść emocjom. Zamiast współgrać, to chciała zdominować orkiestrę, co często
      kończyło się tym, że się z nią "rozjeżdzała" (ale Antoni Wit z lekkim uśmiechem
      na twarzy starał się zawsze naprawiać sytuację). No i mało było w tym romantyzmu
      i w ogóle uczucia.

      Ka Ling Colleen Lee - dziś najlepsza! Wreszcie ją doceniłem wink Było uczucie,
      romantyzm, emocje, no i świetne zgranie z orkiestrą (widać, że ma
      doświadczenie). Był tez krakowiak w Rondzie (u Kudo niestety nie). Mam wrażenie,
      że lubi grać z orkiestrą smile
      • a000000 Re: Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 21:26
        Jacka Kortusa przegapiłam. O rozpaczy!
        Panna Kudo - suknia lila-róż z gołymi plecami, grała moim zdaniem trochę ciężko,
        zwłaszcza część pierwszą, tak trochę wprawkowo i bezdusznie.
        Panna Lee - skromna suknia ciemno-czerwona, podobała mi się. Bardzo ładnie
        zagrała koncert romantyczny.
      • soova Re: Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 22:14
        jdrk napisał:

        > Jacka Kortusa slyszalem tylko od polowy koncertu. Bałem się, że sobie nie
        > poradzi, ale nie było tak źle wink

        Ja też się bałam (nawet kciuki trzymałam przez moment!) - ale dał sobie jakoś
        radę. Nawet robił wysiłki, żeby to jego granie było trochę mniej szkolne.
        >
        > Rachel Naomi Kudo - ślicznie wyglądała w tej różowej sukni smile Niestety dała się
        > ponieść emocjom. Zamiast współgrać, to chciała zdominować orkiestrę, co często
        > kończyło się tym, że się z nią "rozjeżdzała" (ale Antoni Wit z lekkim uśmiechem
        > na twarzy starał się zawsze naprawiać sytuację). No i mało było w tym romantyzm
        > u
        > i w ogóle uczucia.

        Jak zaczęła gromko, tak i skończyła. Przerażony Chopin gdzieś tam schował się w
        kącie i siedział cicho jak mysz pod miotłą, a panna Kudo mordowała w tym czasie
        fortepian.

        > Ka Ling Colleen Lee - dziś najlepsza! Wreszcie ją doceniłem wink Było uczucie,
        > romantyzm, emocje, no i świetne zgranie z orkiestrą (widać, że ma
        > doświadczenie).

        Wszystko było, poza tym moje wrażenie - jak miło, gdy soliście osobiście smile
        grany utwór się podoba. Od razu wpływa to na jakość grania, a nawet na zgranie z
        orkiestrą (ta ostatnia jakby dopiero podczas jej występu zaskoczyła smile i
        zaczęła grać z solistką, a nie obok, jak poprzednio).

        Mam wrażenie,
        > że lubi grać z orkiestrą smile

        I że ma już doświadczenie w tym zakresie. Zdecydowanie najlepszy dziś występ.

        PS. Pan konferansjer mówi, że w Sali Kameralnej jest telebim i dźwięk o wysokiej
        jakości. Pierwsze potwierdzam, drugiemu zaprzeczam.
        • iwa_ja Re: Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 22:37
          Ka Ling Colleen Lee, rzeczywiście najlepiej, ale miałam wrażenie, że szukała
          trochę oddechu, że koncert to za długa forma. Na ślepo wrzucam jej trzecie
          miejsce.
          A w ogóle, dlaczego nikt nie zagrał mazurków jak niegdyś Bunin? W zyciu nie
          słyszałam czegoś bardziej odjazdowego! Czy ci młodzi nie używają w ogóle
          pedału????
          • schaetzchen Re: Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 22:54
            Holender! Nie słyszałam dzisiejszych Finałów (ale za to widziałam - i słyszałam
            - Andrea Chenier w operze), chciałam posłuchać pogadanki smile a tu się łączność psuje!
            Może teraz odpali, moja ulubiona Tajwanka smile
            • schaetzchen Re: Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 22:55
              Tajwanka, a może Hong-Kongka? :0 Chinka? Przepraszam!!!!
          • jdrk Re: Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 23:23
            iwa_ja napisała:
            > Na ślepo wrzucam jej trzecie miejsce.

            A drugie?

            > A w ogóle, dlaczego nikt nie zagrał mazurków jak niegdyś Bunin? W zyciu nie
            > słyszałam czegoś bardziej odjazdowego! Czy ci młodzi nie używają w ogóle
            > pedału????

            Jak mają grać odjazdowo te Mazurki, skoro oni w ogóle ledwo je grają - nie czują
            rytmu ani charakteru. Chociaż Polacy mogli zaszaleć (ale bali sie, bo od
            początku Komisja uwalała za drobne odstępstwa od tekstu). A ktoś niedawno pisał
            "pedału trzeba uzywać z umiarem" - aha, to przy Walcach było wink
          • forresty Re: Kortus, Kudo, Lee 19.10.05, 09:59
            Echhh... Bunin, Bunin. Od niego zaczęła się moja przygoda z Chopinem. Matula
            dali mi na imie Krystian po Zimermanie, ale ja do końca życia wdzieczny będę
            Buninowi że 20 lat temu mnie dzieciaka zafascynował Chopinem i w ogóle sztuką.
            Żeby zagrać mazurka i Poloneza to obawiam się samo operowanie pedałami nie
            starczy. Trzeba przeczytać Pana Tadeusza (kiedyś poznałem prof Oxfordu który
            pracował nad przekładem na angielski, ale z tego co wiem nic dobrego z tego nie
            wyszło), Słowackiego , obejrzeć płótna Kwiatkowskiego, Zalewskiego i innych oraz
            poczuć w sobie tą próżniaczą sarmacką dumę która każe szlachcicowi wejść na
            salon śpiewnie , z energicznym przytupem a jednocześnie z wdziękiem człowieka
            obdarowanego naturalnym talentem którego do końca nie jest świadomy
        • jdrk Re: Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 23:30
          soova napisała:
          > > Jacka Kortusa slyszalem tylko od polowy koncertu. Bałem się, że sobie nie
          > > poradzi, ale nie było tak źle wink
          >
          > Ja też się bałam (nawet kciuki trzymałam przez moment!) - ale dał sobie jakoś
          > radę. Nawet robił wysiłki, żeby to jego granie było trochę mniej szkolne.

          A słyszeliście, że podobno PIERWSZY raz w życiu grał z orkiestrą! No, to ja
          chylę czoła prawdziwemu talentowi. W dodatku chłopak uczy się jeszcze w szkole
          średniej!
          • a000000 Re: Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 23:38
            Dang Thai Son - zwycięzca konkursu w 80 roku, po raz pierwszy w życiu grał z
            orkiestrą w Warszawie. Był studentem z Moskwy.
            • jdrk Re: Kortus, Kudo, Lee 18.10.05, 23:48
              a000000 napisała:
              > Dang Thai Son - zwycięzca konkursu w 80 roku, po raz pierwszy w życiu grał z
              > orkiestrą w Warszawie. Był studentem z Moskwy.

              Miał wtedy 22 lata, ale nie wiedziałem, to był jego pierwszy raz wink
          • forresty Re: Kortus, Kudo, Lee 19.10.05, 10:05
            No mnie też to trochę zmroiło. Rzeczywiście chłopak idzie przez życie mocno
            stąpajac po ziemi i nie roniąc kropli zmarnowanego talentu. Może nie wygra ale
            szacunek na pewno mu się należy.
            Go Jacek go
            Go Jacek go go,
            Go Jacek go go,
            Jacek be goode

            Jego wykonanie koncertu dla mnie było może nie porywające ale w częściach
            "krakowiasto- mazurzastych" słychać było że wie w czym rzecz. Niestety panie pod
            tym względem zawiodły choć ostatni występ wieczoru naprawdę mógł się podobać i
            chyba był najlepszy we wczorajzym "secie"
    • misio1980 Re: Konkurs - Finaly 18.10.05, 23:27
      Gdyby zmieszać poczucie rytmu Kortusa, technikę Kudo i melodykę Lee, to
      mielibyśmy pewnie koncertmistrza idealnego, a tak to troszkę nam się
      pokiereszował dziś ten koncert e-moll. Kortus jak na dziewiczy występ z
      orkiestrą zagrał poprawnie, bez szaleństw, zaskoczył bardzo pozytywnie
      uchwyceniem nastroju finałowego Krakowiaka oraz pięknym nad wyraz dojrzałym
      Romance. Technika jeszcze nie nazbyt doskonała, ale to w końcu dopiero 17-latek.
      Kudo zagrała po wirtuozersku, ale był to raczej Rachmaninow niźli Fred. Sztywne
      larghetto i beznamiętny finał raczej nie wzbudził moich emocji. Bezbłędnym
      występem byłby występ Chinki, gdyby nie to, że nie narzuciwszy sobie wszak zbyt
      wielkiego tempa (co chwalebne) i tak gubiła się w rytmach, szczególnie pod
      koniec koncertu. Rwanie tempa i dość grube wpadki techniczne niestety były dość
      mocno słyszalne, ale bez wątpienia jeśli chodzi o wymiar czysto estetyczny, to
      występ Chinki trzeba określić jako satysfakcjonujący. Słychać było tego dnia,
      kto wie, co to miłość, a kto nie .....

      Czy tylko ja słyszałem, że akustyka podczas występu Polaka była fatalna, czy
      ktoś jeszcze ?
    • zamek Re: Konkurs - Finaly 19.10.05, 00:22
      Ponieważ odwiedziłem rodziców, więc nie dało rady obejść KCh bokiem wink I akurat
      całe szczęście, bo trafiłem na panią Lee smile)) Jest co najmniej kilka powodów,
      dla których słuchałem jej wykonania z przejęciem i zachwytem, a produkcję uważam
      za ponadprzeciętną:
      Lee wspaniale prowadzi frazę, potrafi utrzymać napięcie zawarte w melodii przez
      bardzo długi okres. Dzięki niej udało mi się wczoraj zwrócić uwagę na melodie,
      których w Koncercie dotąd nie słyszałem. Po prostu nikomu przed nią (spośród
      przeze mnie słyszanych) nie udało się tych melodii wyodrębnić.
      Niezwykle plastyczna dynamika. Dość banalnie przez większość pianistów
      traktowany epizod unisono w III części Lee rozegrała frapująco, wzmacniając w
      powrotach melodii niższą partię! To tylko jeden z momentów, w których pokazała,
      jak znakomicie umie panować nad formą i utrzymywać dramaturgię utworu. Dodatkowo
      - gdy się tak znakomicie prowadzi dynamikę, fortepian okazuje się o wiele
      barwniejszym instrumentem.
      "Błyskotki dla koncertu - nie koncert dla błyskotek". Każda figuracja czy
      ornament jedynie służyły upiększeniu melodii, a nie były celem samym w sobie.
      Wielu pianistów, wyćwiczywszy w pocie czoła owe ornamenty, pyszni się nimi potem
      niby indory koralami. Lee dobitnie pokazała, gdzie nos, a gdzie tabakiera.
      Ornament nie może przeszkadzać w snuciu podstawowej myśli melodycznej.
      Świetne wyczucie czasu w utworze. Cierpliwość w prowadzeniu frazy, bez pośpiechu
      i bez natrętnych rubat.
      Rozwaga i spokój, nawet mimo wyraźnego zaangażowania emocjonalnego w utwór. Lee
      miała cały koncert przemyślany nutka po nutce, nie było tam nic ani
      niepotrzebnego, ani "puszczonego". A mimo wszystko można było cieszyć się nie
      tylko inteligencją wykonania, ale i jego bezpretensjonalnością, radością,
      naturalnością. To było zarówno przemyślane, jak i z serca płynące. Do tego Lee
      cieszyła się tym, co robi! Widzieliście jej minę, gdy grała temat z III części?
      To moim zdaniem wyglądało tak, jak gdyby dziewczę miało nam zaraz wraz z Witem i
      Chopinem wyciąć jakiegoś rewelacyjnego szpasa wink
      Lee parokrotnie namawiała orkiestrę do zagrania "koncertu symfonicznego",
      wyraźnie sugerując, iż w tym czy owym miejscu jej funkcją jest akompaniowanie.
      Niestety, nie zawsze zostało to przez Wita jednoznacznie zrozumiane sad

      Cóż, ja po prostu usłyszałem ten koncert zupełnie na nowo smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka