Gość: melex
IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl
17.11.02, 13:46
koncert zorna wygladal tak (dla tych ktorzy nie byli): przyjechal miztrz,
przywiozl kwartet smyczkowy plus pianiste (ktory ma na imie angela, wiec
zapowiadano go jako ją). usiadl na widowni, kwartet zagral, potem zagralo
trio (na tej czesci ziewalem), potem mistrz wlaczyl (przyciskiem play -
widzialem, bo siedzialem pare miejsc od niego) swoj skomponowany na laptopie
w samolocie (jak sadze) glut, ktory stanowil czesc prezentacji fotografii
starych duchem i cialem prac niezyjacego surrealisty. potem wyszedl kwartet.
zagral. potem byly oklaski i wyszedl pan zorn, zeby sie uklonic.
odpierdolilo mu, albo komus w katowicach, bo zapowiadano koncert zorna, a
gral kwartet, co to go kronos trzy razy z zamknietymi oczyma objezdza, ale
ludziska tlumnie porzyszli, bo zorn przecie.
jak to mowia: w gume ciecie tez zajecie (tym bardziej za 20 tysiecy papierow)