Post Kanarka o "Rambo II" (hihi) zainspirował mnie do
otwarcia tego wątku.
Swego czasu - lato 1991 - zdarzyło mi się przebywać w
Oldenburgu. Byłem tam na koncercie miejscowej orkiestry
(niezłej!), która grała właśnie drugi Rachmaninowa z
amerykańskim pianistą Tzimonem Barto. Faktycznie,
określenie "Rambo II" bylo tu bardzo na rzeczy,
zwłaszcza odnośnie pianisty. On nie grał, on bił i
rąbał fortepian. Dość powiedzieć, że na ostatnim
okordzie instrument - odjechał dobry metr (sic!), a
wiolonczeliści musieli się troszkę ewakuować. Okropne,
po prostu okropne wykonanie

Znacie tego pana o powierzchowności boksera?
Macie inne podobnie kuriozalne wspomnienia?
Pozdrawiam