ORKIESTRA SYMFONICZNA FILHARMONII NARODOWEJ
Jerzy SEMKOW – dyrygent
Jon Kimura PARKER– fortepian
Piotr CZAJKOWSKI
– Koncert fortepianowy b-moll op. 23
– V Symfonia e-moll op. 64
Wspaniały koncert. Nie wiem od czego zacząć i co w tym wszystkim było
najwspanialsze... ale zacznę chyba od tego, że porównania z niedzielnym
koncertem (Kremer) były nieuniknione – z powodu bliskości czasowej. Przez te
parę dni ktoś (dzięki Bogu!) podmienił nam orkiestrę. Ze sceny polała się taka
ilość emocji i zaangażowania, że naprawde trudno uwierzyć, że grali to ci sami
ludzie, którzy w niedzielę “na zimno” załatwili Szostakowicza.
Po zeszłorocznym koncercie z Brahmsem – spodziewałam sie dobrego koncertu, ale
żeby aż tak? Pamiętam, że wtedy w IV Symfonii nie wszystko mi się podobało,
ale że generalnie "na plus" (na koncert skrzypcowy spuśćmy zasłonę milczenia).
Ale dzisiaj? Rewelacja.
Co mnie najbardziej powaliło u Semkowa? Nie wiem, wszystko – ale najbardziej
chyba to, jakie on ma wyczucie czasu. Tempa trafione w punkt. Wszystko
dokładnie wytrzymane. I te cieniowane w mistrzowski sposób frazy. I dynamika
ogromna (mam na myśli zakres, a nie rozwalające forte. Ta orkiestra potrafi
grać głośno – dziś pokazali, że piano ma wiele odcieni i kolorów, a forte może
być miłe dla ucha). Wydobył z partytury rzeczy, o których nie miałam pojęcia

Wiecie, “kim” dyrygował w początku Koncertu? Kontrabasami!!! To było
genialne, bo akordom fortepianu i “melodyi” w skrzypcach towarzyszyło piękne,
soczyste “pum”.
Koncert – wypada parę słów napisać o pianiście. Bardzo dobry. Na scenę wszedł
pan wyglądający jak samuraj, więc się trochę przestraszyłam, ale samuraj
okazał się na szczęście poetą. Przepiękne Andante semplice. Cała “machina”
orkiestrowo-fortepianowa funkcjonowała bardzo sprawnie. To była bardzo
“spójna” interpretacja – wszystkie dialogi dopracowane, unisono grane melodie
w fortepianie + dętych bardzo piękne. Pan pianista robił dodatkowo dobre (na
mnie) wrażenie, bo nie uwodził publiczności efektami, które – niestety – są
dość popularne wśród wykonawców, był bardzo skupiony i... introwertyczny? Na
ogół dawało to znakomity efekt (wiem że w odniesieniu do tego koncertu to
brzmi jak herezja, ale naprawde dobrze się tego słuchało!), miałam tylko parę
razy wrażenie, że trochę pan gra po łebkach. Paradoksalnie - “przelatywał”
solowe fragmenty, a pięknie “słuchał się” tam, gdzie akompaniowała mu
orkiestra (znakomicie zresztą). Ach, w refrenie z Finału pokazał, że ma też
lewą rękę

Zabrakło mi trochę pary w finale I części (od oktaw), ale to moje
skrzywienie wynikające ze zbyt częstego słuchania tego nagrania:
cdaccord.com.pl/album.php?acd=020
Ciekawa jestem jak ten pan gra G-dur Ravela...
Ale najlepsze było po przerwie. Genialna V Symfonia. Brawa dla wszystkich, ale
szczególnie dla kwintetu za piękny, matowy początek i II część, dla solistów –
waltornisty, oboistki, fagocisty. Klarnety też pięknie brzmiały, zwłaszcza we
fragmentach a 2

Wogóle miałam wrażenie, że dęte lepiej się nastroiły przed
Symfonią niż przed Koncertem

Tak jak napisałam na początku: rewelacyjne wyczucie czasu. Muzyka płynąca w
absolutnie naturalny – i absolutnie doskonały – sposób. Świetnie wyważone
plany i proporcje. Śpiewność i piękne legato. I inna koncepcja niż w Koncercie
– o ile tam miałam wrażenie, że ma to być wersja “powściągliwa”, a napewno
zamyślona, to tutaj – gorące emocje, kontrasty, śpiewność, rubato... Ani
chwili wytchnienia

Znakomicie rozplanowane napięcie – nie wiem jak on to
zrobił, ale kiedy po I części wydawało się, że więcej już nie można – to
przywalił taki finał, że czapki z głów. Może dzięki niebiańskiej, schowanej II
części? Może dzięki pięknemu, delikatnemu walcowi? To są jakieś czary...
Jeśli możecie, to koniecznie idźcie jutro do FN! A za tydzień Beethoven.