Dodaj do ulubionych

przygoda z klasyką

13.05.06, 08:15
Napiszcie jak zaczela sie wasza przygoda z klasyką. jak bylem malutki czesto ogladalem w tv rozne koncerty i zawsze sie smialem do brata( jak to dziecko) " ale ci dyrygenci to zawsze maja taka szope na glowie" smile puszczali mozarta albo beethovena a ja poprostu sie z tego smialem potem w wieku 16 lat cos we mnie zaskoczylo . zaczelo sie od kupna wiezy i ku mojemu zdziwieniu nie wiedzialem co do niej wlozyc i nagle prądy muzyki klasycznej dotarly do mojej glowy mimo ze u mnie w domu sie sluchalo abby tongue_out Mamusia puszczala abbe a ja wkladam chopina do czytnika i puszczam na caly glos i mowie "no mamusiu to jest muzyka a nie jakies tam twoje jarmarczne przyspiewki" potem to przerodzilo sie w obsesje chcialem miec wszystkie utwory jakie wyprodukowali klasycy a teraz mam 24 lata i wiem ze juz do smierci klasyka bedzie mi towarzyszyc .To jest moja pierwsza milosc odwzajemniona . alez te nagrania sa mi oddane ! Glenn gould gra zawsze najlepiej jak potrafi a zimerman tak ostatnio sie postarał przy balladzie f moll ze dostalem palpitacji serca. Wiem wielu z Was to profesjonalni muzycy wiec zaczynaliscie wczesniej ale do tej pory sie dziwie jak to mozliwe ze w domu gdzie z kultura wszyscy byli na bakier wyrosl taki zwariowany pasjonatsmile
Obserwuj wątek
    • schaetzchen Re: przygoda z klasyką 13.05.06, 09:09
      To jest ciekawy temat, zwłaszcza kiedy dotyczy ludzi z "niegrających" domów. Moi
      rodzice nie są muzykami, w całej rodzinie tylko ja się "wyrodziłam", a zaczęło
      się właściwie przypadkiem. Jak byłam mała, to - jak każde dziecko - jak tylko
      zobaczyłam gdzieś pianino, to natychmiast musiałam coś poplumkać. Moi rodzice
      pomyśleli sobie, że pewnie dziecko uzdolnione (że nie przyszło im do głowy, że
      wszystkie dzieci tak plumkają?), a ponieważ - podobno - czysto śpiewałam (tata
      był w stanie to ocenić, bo śpiewał przez lata w chórze UW), to stwierdzili, że
      dziecko uczyć każą. Pozostawała wszelako kwestia zakupu instrumentu, co na
      początku lat 80 nie było prostą sprawą. Pianino udało się kupić mojej cioci w
      Krakowie i tak to zostałam zapisana do ogniska muzycznego. Tak miało zostać, to
      znaczy miałam się uczyć dla przyjemności, nie "zawodowo". Ale po dwóch latach
      moja pani od fortepianu oznajmiła, że idzie uczyć do szkoły muzycznej i że do
      ogniska przyjdzie inna pani. Ja na to, że nie chcę do innej pani, tylko ja też
      pójdę do szkoły muzycznej. No i udało się, na szczęście przymknęli oko na to, że
      w ognisku uczyłam się tylko grać, nie miałam żadnych przedmiotów teoretycznych -
      ale to była dopiero 3 klasa, więc łatwo dało się nadrobić. A potem? Potem nie
      wyobrażałam sobie niepójścia do średniej szkoły muz. - mimo, że na studia
      wybierałam się na medycynę smile Stwierdziłam, że chirurg ze sprawnymi palcami to
      dobra rzecz. Potem medycyna jakoś wywietrzała... No i udało mi się, bo zawodowo
      zajmuję się tym co bardzo kocham smile))))
      • maro76 Re: przygoda z klasyką 13.05.06, 11:39
        ja mam kłopot z określeniem kiedy złapałem bakcyla
        na pewno w wieku lat nastu, kiedy to jak (prawie)kazdy
        nastolatek miałem za sobą jakieś fascynacje popowe i doszedłem
        do momentu jakiegos znuzenia albo po prostu checi poznania czegos nowego

        pojawiły sie pierwsze płytu z cyklu "The best of classical music"
        z "Lotem trzmiela", "Cwałowaniem Walkirii", Czterema porami roku i
        innymi typowymi składnikami tego bigosu hultajskiegosmile
        dodatkowo słuchałem "pirackiego radia Mozart" jak sami sie nazywali
        a potem Radia Klasyka

        trwało to czas jakiś ale na stałe do muz. klasycznej nie udało mi sie
        przywiązac
        pojawil sie w mojej glowie Pink Floyd, Metallica, U2 i klasyka ustąpiła znowu
        zniknęła mi z pola słyszeniasmile

        to jak powróciła jest dla mnie zagadkąsmile
        na pewno przypadkiem w jakims radiu z klasyczną usłyszałem "Finch’han dal vino"
        z "Don Giovanniego", spodobało mi sie ze zacząłem eksplorowac Empik pod tym
        kątem (opera), przy okazji zajrzałem na sąsiednie półki i poszłooooosmile))

        aha, pomogła mi też w zafascynowaniu się książka Janusza
        Łętowskiego "Przewodnik płytowy" którą wtedy dostałem

        nie mogę powiedzieć ze wsiąkłem na dobre, mam okresy ze nie słucham klasyki,
        poza tym słucham sporo innych rzeczy, w tym takich ktorych boje sie na tym forum
        wymienic zeby admin anatemą nie obłozyłwink))

        ale generalnie mysle ze związany juz jestem z tym rodzajem muzyki trwałą więzią
        i chwalę to sobie jak mało co!smile)


        • dwakretki Re: przygoda z klasyką 13.05.06, 12:20
          muzyka klasyczna interesowała mnie od zawsze (z relacji rodzinnych wiem, że już
          jako mały berbeć reagowałem na nią pozytywnie). poszedłem do szkoły muzycznej
          na skrzypeczki, w trzeciej klasie w domu pojawiło się pianino i z tego okresu
          zachowałem sobie moje pierwsze próby kompozytorskie. na lekcjach audycji
          muzycznych dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak polifonia i od tej
          pory chciałem grać tylko to.
          uczyłem się muzyki 18 lat i nadal mi mało, ale stałem się wybredny, mam swoje
          ulubione obszary i te zgłębiam, są jednak takie, które nigdy mnie nie
          interesowały i o nich nie wiem niemal nic (wstyd).
    • ela556 Re: przygoda z klasyką 13.05.06, 17:26
      Ja zaczęłam bardzo póżno bo prred emeryturą. Najpierw słucham Radio Klasyka
      potem kupiłam wieże zaczełam kupować płyty najpopularniejsze składanki
      klasyczne potem płyty dobrych wykonawców i orkiestr trochę literatury . Obecnie
      nie wyobrażam sobie życia bez klasyki.Uwielbiam romantyzm Do muzyki
      współczesnej nie dojrzeję
    • apfelbaum Re: przygoda z klasyką 14.05.06, 08:33
      Pochodzę z małego grajdołka, ale na szczęście moi rodzice są muzykalni i też
      mają porządne wykształcenie pedagogiczne. Uczyć zacząłem się jak miałem 9-10
      lat. Pamiętam, że czasem miałem wszystkiego dość, ponieważ trzeba było trzy -
      cztery razy w tygodniu jechać makabrycznie zatłoczonym autobusem, rzadziej
      pociągiem (stacja oddalona dwa kilometry bez dojazdu)30 kilometrów. Były lata
      80-te, syf.
      Oczywiście, że próbowałem się migać od grania, potrafiłem godzinami udawać, że
      ćwiczę, ale na pulpicie miałem historię czegoś-tam-czegoś lub geografię czegoś-
      tam-czegoś smile
      Jednakowoż - mimo grania, właściwie muzyki nie słuchałem poza Chopinem, ale i
      tego też rzadko. I nagle, jak przyszła tzw. transformacja, gruchnęło. Zacząłem
      katować domowników muzyką, z miejsca współczesną. Miałem 15 lat, kiedy
      zorientowałem się, że tak naprawdę tworzenie muzyki jest moim powołaniem, tak
      sądzę do tej pory smile
      Zacząłem od Święta wiosny i ogólnie od współczesności, potem powoli
      Szostakowicz, Prokofiew, Mahler, Schubert czyli do tyłu smile.
      Za upór i konsekwencję jestem dozgonnie wdzięczy mojemu Tacie, bo dzięki temu
      robię to, do czego czuję ogromne powołanie, co daje mi radość i w ogóle. A
      wiem, jak wiele Go kosztowało dowożenie mnie i użeranie się z oporem materii.
      A może i bym został historykiem, może i dobrym nawet? Kto wie? smile
    • przemkowa.b Re: przygoda z klasyką 14.05.06, 18:31
      Rodzice ćwiczyli na skrzypcach dzień w dzieńwink więcej tatasmile jak miałam 5 lat
      kupili mi pianino i od niego zaczęłam. Ale w szkole chciałam na skrzypce iść,
      no i tak już 17 lat...wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka