Napiszcie jak zaczela sie wasza przygoda z klasyką. jak bylem malutki czesto ogladalem w tv rozne koncerty i zawsze sie smialem do brata( jak to dziecko) " ale ci dyrygenci to zawsze maja taka szope na glowie"

puszczali mozarta albo beethovena a ja poprostu sie z tego smialem potem w wieku 16 lat cos we mnie zaskoczylo . zaczelo sie od kupna wiezy i ku mojemu zdziwieniu nie wiedzialem co do niej wlozyc i nagle prądy muzyki klasycznej dotarly do mojej glowy mimo ze u mnie w domu sie sluchalo abby

Mamusia puszczala abbe a ja wkladam chopina do czytnika i puszczam na caly glos i mowie "no mamusiu to jest muzyka a nie jakies tam twoje jarmarczne przyspiewki" potem to przerodzilo sie w obsesje chcialem miec wszystkie utwory jakie wyprodukowali klasycy a teraz mam 24 lata i wiem ze juz do smierci klasyka bedzie mi towarzyszyc .To jest moja pierwsza milosc odwzajemniona . alez te nagrania sa mi oddane ! Glenn gould gra zawsze najlepiej jak potrafi a zimerman tak ostatnio sie postarał przy balladzie f moll ze dostalem palpitacji serca. Wiem wielu z Was to profesjonalni muzycy wiec zaczynaliscie wczesniej ale do tej pory sie dziwie jak to mozliwe ze w domu gdzie z kultura wszyscy byli na bakier wyrosl taki zwariowany pasjonat