Dodaj do ulubionych

najciekawsze przezycia muzyczne

30.01.03, 09:46
kazdy z nas ma chyba cos fajnego - ciekawe przeżycia muzyczne (koncert, płyta ...) spotkania z ludzmi
czy muzyką. interpretacje przewracające swiat, . Opiszcie
pi
Obserwuj wątek
    • piautre1 Re: najciekawsze przezycia muzyczne 30.01.03, 11:01
      na to aby osmielic innych-sam zaczne
      W domu słuchano muzyki, a konkursami chopinowkimi się żyło. Gdy rodzina orzekła że jestem
      wystarczająco dorosły, zabrano mnie na pierwszy konkurs (przesłuchania pierwszego etapu). Ze wzgledu
      na stopien zainteresowania muzyką zgodnie ustalano, ze jeden ciężko zdobyty bilet na finał przypadnie
      mnie. I tak znalazłem sie w sali koncertowej filharmonii, gdzie to mój ukochany koncert e-moll grał
      mlodziutki 18-letni włoch - MAURIZIO POLLINI. Do domu wróciłem z wypiekami na twarzy, nie mogłem
      spać przeżywając setki razy ów koncert, a gdy ogłoszono Polliniego zwycięzcą - oszalałem ze szczescia
      po raz pierwszy.

      w latach siedemdziesiątych przyszła era pink floyda. Wybrałem się kiedyś na koncert muzyki
      mechanicznej, a polegało to na tym, że w Sali Kongresowej na estradzie stały megawaty kolumn a z
      taśmociągu (magnetofonu) leciała muzyka. Wszystko to (dla urealnienia) w mroku. I tak z ciemności
      wyłoniły się pierwsze dźwięki suity "shine on you crazy diamond" rozpoczynające oczywiście płytę "wish
      you were here". Szok. Szok i oczarowanie. Atmosfera ta przypomniała mi się dopiero po 20 latach, gdy
      usłyszałem wyłaniające sie z absolutnej ciszy i ciemności Bolero Ravela pod batutą Krenza.

      W konkursach chopinowskich największy szok lat siedemdziesiątych to...nie, nie, wcale nie Christian
      Zimmerman, lecz Garrick Ohlsson. Zwalisty chłop o rękach jak bochny chleba, ale gdy grał zwiewne
      etiudy to, jak pięknie określił to Waldorf, 2 bochny chleba zamieniały się w 2 motyle fruwające nad
      klawiaturą. Gdy udało mi się wejść na jego występ III etapu, byłem w siódmym niebie. Mącił ten radosny
      fakt jeden szczegół; otóż w programie była sonata h-moll, której nie rozumiałem, nie ceniłem i
      odpokutowywałem niemalże każde jej wykonanie. Po prostu przecudowna sonata b-moll tak usunęła ją
      w cień. Aliści pierwsze dźwięki tejże sonaty postawiły mi uszy do góry, w drugiej części usłyszałem po raz
      pierwszy całe jej bogactwo i piękno a w finale padłem plackiem i nie podniosłem się. Te 15-minutowe
      brawa słyszalne na płycie (nagranie na żywo z przesłuchania) TO JA!
      Lata siedemdziesiąte to odkrycie jazzu. Nie stroniąc bynajmniej od innych gatunków, wyselekcjonowałem
      sobie wąską muzykę instrumentalną - skrzypce i (a może raczej przede wszystkim) fortepian. Miałem tez
      swoich faworytów - nieśmiertelny i ponadczasowy Stefan Grapelli i Didier Lockwood w klasie skrzypiec,
      oraz jeden jedyny niepowtarzalny - guru fortepianu Keith Jarrett.
      Gdy w początkach lat osiemdziesiątych pojechałem na kilkuletni kontrakt do Afryki, zabrałem ze sobą
      całą skrzynie kaset i płyt. Aż tu nagle w ośrodku francuskim zobaczyłem plakat, ze przyjeżdża Lockwood
      ze swoim trio - Philippe Catherine i Christian Escoude. W dniu rozpoczęcia sprzedaży biletów (te nawyki)
      byłem pod ośrodkiem wczesnym rankiem, niepomiernie dziwiąc się brakiem kolejki, kupiłem bilet bez
      tłoku, i na koncert zameldowałem się z mini radiomagnetofonem, na który ni obsługa, ni sam Lockwood
      specjalnie się nie krzywili. Sam koncert - po prostu odlot i ekstaza. Przecudowny. Nagranie, choć
      technicznie podłej jakości należy w moich zbiorach do ścisłej czołówki. Gdy po latach udało mi się nabyć
      płytę tegoż trio z tym samym repertuarem - to już nie to samo, a zachwycające koncertowe "cote jardin"
      Philippe'a Catherine jest tylko poprawnie nagranym kawałkiem muzyki. Ale oczywiście po koncercie
      wdarłem sie za kulisy, rozmawiałem z nimi, a Lockwood jak dowiedział się żem z Polski, kazał pozdrowić
      jego przyjaciela Krzesimira (nie mógł wymówic tego słowa).
      Dziś mam obszerną kolekcję (dobre kilkadziesiąt tytułów) Jarretta, ale wonczas moja płyto (taśmo) teka
      liczyła zaledwie kilka tytułów, z klasyka- kolońskim koncertem i My song na czele. Raz nie mogłem znaleźć
      nagrania i gdy przetrząsałem dom, usłyszałem, że mój syn zamiast tradycyjnych Dire Straitsów (miał
      WZYSTKO) puszcza sobie przed snem Koln Concert.
      W latach dziewięćdziesiątych wydawało się że nic mnie już nie zaskoczy. Poszedłem kiedyś na koncert
      mojej ulubionej pianistki- Ewy Pobłockiej po powrocie z jakiegoś tournee. Tam usłyszałem JEJ
      wykonanie koncertu G-Dur Ravela, i mimo że znam ten koncert dobrze, m.in z wyk Marty Argherich -
      oczarowała mnie!


      Pozdrawiam wszystkich miłośników muzyki
      Pi
      • qwerty88 Re: najciekawsze przezycia muzyczne 08.04.03, 14:01
        Nie będę snuł takiej długiej (ani ciekawej) opowieści... niestety nie mam
        takich warunków jak autor tego wątku ale ostatnio 2-krotnie wybrałem się na
        koniec świata smile)) czyli do Wrocławia do Hali Ludowej... na Carmina Burana i na
        Aidę... i muszę przyznać ze pomimo wszystkich związanych z takimi gigantycznymi
        spektaklami niedoskonałościami... jestem oczarowany do dzisiaj.. smile
    • zenna przezycie muzyczne 16.04.03, 23:03
      Przypomnialam sobie o nim, bo akurat dzisiaj tego sluchalam:

      "Cisza na morzu" Mendelssohna, uslyszana kiedys w filharmonii. Bezmierny
      spokoj i jakas 'rozleglosc' tej muzyki po prostu wcisnely mnie w oparcie
      fotela i na chwile pozbawily oddechu.
      Nieraz na koncertach zdarzalo mi się szczypac w reke, żeby nie ulec za bardzo
      wzruszeniu, ale jeszcze nic mnie w podobny sposób nie porazilo.


      A jeszcze z domowego sluchania Bacha:

      Pewien wieczor, kiedy przekonalam się, ze dojrzalam do Passacaglii - po wielu
      miesiacach nieudanych prob wysluchania jej w calosci, bo ciagle była za
      trudna. Male zwyciestwo nad soba...

      I pierwsze przesluchanie plyty z koncertem na 3 klawesyny d-moll BWV 1063. To
      było w odbiorze mile, latwe i przyjemne, ale z niespodzianka przy Alla
      Siciliana. Przywyklam do tego, ze piekna fraza przemija zawsze zbyt szybko; a
      tu było inaczej, zdazylam się nia nasycic.
      Otrzymawszy wiecej niż zwykle, nie spodziewalam się już niczego ponadto,
      tymczasem wachlarz doskonalosci rozwinal się jeszcze raz, i jeszcze nastepny
      raz... Hm, to chyba było szczescie smile
      • vinyl_pl Re: przezycie muzyczne 05.05.03, 11:25
        zenna napisała:

        > A jeszcze z domowego sluchania Bacha:
        >
        > Pewien wieczor, kiedy przekonalam się, ze dojrzalam do Passacaglii - po wielu
        > miesiacach nieudanych prob wysluchania jej w calosci, bo ciagle była za
        > trudna. Male zwyciestwo nad soba...

        A slyszalas jak to gra trio Jacqua Loussiera?
        • zenna Re: przezycie muzyczne 06.05.03, 17:44
          vinyl_pl napisał:

          > A slyszalas jak to gra trio Jacqua Loussiera?

          Niestety, nie... Moze moglbys troche 'opowiedziec'?...

          • vinyl_pl Re: przezycie muzyczne 07.05.03, 14:45
            zenna napisała:

            > vinyl_pl napisał:
            >
            > > A slyszalas jak to gra trio Jacqua Loussiera?
            >
            > Niestety, nie... Moze moglbys troche 'opowiedziec'?...
            >

            Niestety nie znalazlem pliku do posluchania w internecie.....w kazdym razie jak
            masz wygodny gleboki fotel to po chwili jestes juz na jego dnie. Wciaga.
    • amic Re: najciekawsze przezycia muzyczne 17.04.03, 15:10
      Latem 1998 roku byłem w Bostonie. Któregoś dnia wybrałem się wieczorem aby
      obejrzeć Boston Symphony Hall i sprawdzić czy (było już po sezonie) i ew.
      kiedy będzie okazja posłuchać Bostońskiej Orkiestry Symfonicznej, na którą
      ostrzyłem sobie zęby na długo przed przyjazdem. Wysiadam z metra za 5 ósma i
      wyjściu z powierzchnię widzę tłum ludzi przy wejściu do budynku. Okazuje się,
      że Boston Pops graja jeden z cyklu koncertów na stulecie urodzin Gerschwina.
      Oczywiście moje pytanie o bilety skwitowane zostało lekceważącym wzruszeniem
      ramion. Zacząłem perswadować bileterowi, że 10 tys mil przejechałem tylko po
      to aby tego właśnie koncertu posłuchać. Bezskutecznie. Byłem jednak twardy i
      perswazje kontynuowałem. I słusznie bo 15 minut po rozpoczęciu koncertu
      ciemnoskóry obywatel usmiechnął sie miło i wręczył mi jakiś kartonik a na
      pytanie o cenę machnął reką. ... To było przezycie. Takiego wykonania
      Gerschwina nie słyszałem i pewnie już nie usłyszę. Osiemdziesiecioosobowa
      orkiestra grała jak big-band. Wszystko co najlepsze! A na ostatni bis - żart
      muzyczny - największe przeboje w zmienionych tempach, z "s'wonderful" w rytmie
      marsza za zakończenie i z oklaskami jak na noworocznym koncercie w Wiedniu.
      Szaleństo na trybunach!!!

      A propos Koncertu Noworocznego. Towarzyszy mi (przez TV oczywiście) od
      początku mojego życia w każdy pierwszy dzień nowego roku, zresztą razem
      konkursem turnieju czterech skoczni i to od czasów, gdy Małyszu nikt nic
      jeszcze nie wiedział - nawet jego rodzice. I to jest moje marzenie o
      przezyciu muzycznym, jeszcze z dzieciństwa a dotąd niestety nie zrealizowane -
      być 1 stycznia w sali Wiedeńskiego Towarzystwa Muzycznego. Ale mam nadzieję.

      Pozdrawiam

      Amic
      • quarquar Msza h-moll Bacha! 23.04.03, 22:36
        Pamietam, jak pierwszy raz uslyszalam msze h-moll Bacha. Bylo to w filharmonii
        Krakowskiej, zadne tam tam instrumenty dawne: orkiestra i chor filharmonii,
        przyzwoici, polscy solisci. To byl dla mnie po prostu wstrzas,nie moglam
        uwierzyc,ze cos tak genialnego zostalo napisane reka czlowieka. No ale przeciez
        mowimy o Bachu!
        Od tamtej pory slyszalam Msze na zywo m.in. z Herreweghe i King's Consort i
        pewnie "filhrmoniczne" wykonanie bylo by dla mnie trudne do wytrzymania.Ale
        tamten koncert byl dla mnie objawieniem!
        • bbkk Re: Msza h-moll Bacha! 05.05.03, 11:43
          A mnie ostatnio zaskoczył Chopin. Nie przepadam za nim, ale Preludium a-moll
          wybiegające co najmniej 100 lat do przodu bardzo mile mnie zaskoczyło.
          • sullivan1 missa solemnis 06.05.03, 15:55
            a w szczegolnosci Credo. na slowa "Homo factus est" prawie sie poplakalem.

            bylo to wykonanie paryskiej orkiestry symfonicznej, z wlasnym chorem, a
            solistami polskimi i niemieckimi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka