Dodaj do ulubionych

Zwan - recenzja

IP: *.acn.waw.pl 13.02.03, 15:52
jakoś wątek lovelettera umarł śmiercią naturalną (
ludzie.piszcie.recenzje.! ), więc pozwalam sobie
go trochę ożywić. (btw, love, nie obrażę się, jak
dodasz do swojej biblioteki także moje smucenia o the
music i pogodno)

otóż przesłuchałem kilkunastokrotnie płytę nowego
zespołu billy'ego corgana pod wdzięczną nazwą "zwan".
płyta nazywa się "mary star of the sea" i jest
najlepszą imo płytą kolegi corgana od czasu pamiętnego
"mellon collie & and the infinite sadness" (bo trzeba
sobie uczciwie powiedzieć, że tak smashing pumkins, jak
i zwan są orkiestrą jednego faceta).kol. corgan, co
jest głównym powodem, dla którego jego dokonania mi się
podobają, posiada rzadką umiejętność eleganckiego
łączenia ze sobą energii i rockowej ekspresji z liryką
i melancholią. pamiętamy świetne, singlowe "1979" czy
"tonight", gdzie billy wył doprawdy pięknie, ale także
takie dziwa jak x.y.u., które trudno nazwać
smuceniem. smashing pumpkins potrafili też grać
psychodelicznie, czego dowodem jest np.bullet with
butterfly wings.
innym zespołem, który potrafi robić to samo tak dobrze,
jest chyba jeszcze tylko radiohead, którzy mają jednak
dla mnie tą wadę, że są znacznie bardziej
depresyjni.zwan - jako następce smashing pumpkins -
łączy z radiohead jeszcze to, że po poronionych
eksperymentach z elektroniką wrócili, jak bóg
przykazał,do porządnego gitarowego grania. "mary star
of the sea" stanowi jednak krok do przodu w stosunku do
dokonań smashing pumpkins,w żadnym wypadku nie będąc
prostym odcinaniem kuponów. zwan eksploatuje technikę
łącznia różnych "rodzajów energii" do granic
możliwości. nie jest już tak, jak było na płytach
smashing pumpkins, że mamy kawałki wolne i szybkie,
energetyczne lub klimatyczne. tutaj przejście od
jednego nastroju do drugiego następuje w mgnieniu oka,
(czternastominutowe (!) "jesus i") a bywa i tak, że
wszystkie smaki przeplatają się w jedym kawałku, łącząc
się jak w jakiejś azjatyckiej kwaśno-ostro-słodkiej
potrawie. nawet tam, gdzie ewidentnie klimat ma być
trochę bardziej pogodny (come with me), czy bardziej
energiczny (el sol, baby let's rock, ride a black swan,
endless summer) specyficzny sposób śpiewania corgana
powoduje, że do muzyki wkrada się nutka melancholii.
tam, gdzie ma być melancholijnie (of a broken heart,
heartsong), jest melancholijnie, ale nie dołująco, i
nadal dość pogodnie (of a broken heart niepokojaco
przypomina mi to najnowsze myslovitz - chyba "umrzeć z
miłości", nawet tekst jest jakiś podobny). przy tym
wszystkim, płyta jest niezwykle spójna i równa, lokując
się nastrojem chyba najwyżej ze wszystkich
dotyczasowych płyt corgana/sp. w zasadzie jedynym
kawałkiem, który mi się nie dokońca podoba,ze względu
na nieco dziwną linię melodyczną, jest "declaration of
faith". singlowe "honestly" nie do końca odbija chyba
to co się dzieje na płycie, jest w sumie najmniej
"pomieszane". generalnie, dla lubiących takie rzeczy i
chwilkę zadumania ;-] - koniecznie. dla miłośników
ostrego grania - raczej nie, odjazdów w rodzaju
silverfuck tu nie znajdziecie. moim, całkiem
prywatnym, zdaniem - corgan jeszcze raz okazuje się być
zdolnym kucharzem, który wypichcił nam całkiem strawne
danie.
Obserwuj wątek
    • loveletter Re: Zwan - recenzja 13.02.03, 17:21
      Gość portalu: janek0 napisał(a):


      > jakoś wątek lovelettera umarł śmiercią naturalną (


      Wątek żyje póki żyję ja !!!!!!!!!!!!! smile)). Teraz nieco śpi, ale jeśli tylko
      będzie choć jeden tekst na pół roku to będę go odświeżał. Tak sobie po prostu
      cały czas myślę, że jakbym wchodził na to forum teraz (jako nowy) to pewnie
      chciałbym sobie właśnie takie rzeczy poczytać. Większość naszych (tj - TWA)
      pogaduszek pewnie jest dość ... ehm ... niezrozumiała wink


      >(btw, love, nie obrażę się, jak


      > dodasz do swojej biblioteki także moje smucenia o the


      > music i pogodno)


      Nie ma problemu. Podrzuć mi tylko link do nich, ok? W odpowiedzi na tego posta
      np.


      Pozdrawiam. Lovwink
    • miecio4 Re: Zwan - recenzja 13.02.03, 20:50
      Gość portalu: janek0 napisał(a):

      > zwan - jako następce smashing pumpkins -
      > łączy z radiohead jeszcze to, że po poronionych
      > eksperymentach z elektroniką wrócili, jak bóg
      > przykazał,do porządnego gitarowego grania.


      Jest to pole do szerokiej dyskusji i to z dwóch aspektów:
      1. Rozumiem ze ten powrót do gitarowego grania Radiohead wnosisz po
      wypowiedziach muzyków na ten temat. ja mysle ze trzeba sie wstrzymać z tak
      śmiałym stwierdzeniem do wydania płyty bo ja przez Amnesiac słyszałem podobne
      wypowiedzi.
      2. Jak na mój gust to Radiohead nigdy nie był (poza pierwszą beznadziejną
      płytą) zespołem stricte gitarowym. Myslę ze ich siła polegała własnie na
      umiejetnym wplataniu w swoje dzieła najpierw instrumentów klawiszowych a
      później elektroniki.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka