Szyby klubu Aurora prawie wyleciały z ram, gdyby nie zapobiegliwość
organizatorów, którzy (prawdopodobnie uprzedzeni przez organizatorów
uprzednich koncertów w Kielcach i Bydgoszczy) zasłonili je grubymi
zasłonami...
Trio The Hub to klasyczny nowojorski avant-jazz (jeżeli można w tym przypadku
użyć przymiotnika "klasyczny"). Jeżeli komuś kojarzy się cokolwiek z tym
postmodernistycznym terminem to jest jak najbardziej na najlepszej ścieżce do
zrozumienia fenomenu tego zespołu.
Saksofon altowy + gitara basowa + perkusja. Niby nic takiego, ale w połączeniu
z ekspresją muzyków oraz zastosowaniu do wszystkich z nich efektów dźwiękowych
(tak, tak, do perkusji też!) powoduje, że koncert The Hub pozostaje w pamięci
przez długie miesiące, jeżeli nie lata...
Trio z NY rozpoczęło swój występ z klasycznym (tzw. koncertowym), 40 minutowym
opóźnieniem. Aurora była pełna jak zasobniki amunicyjne pancernika o tej samej
nazwie, który w 1915 roku dał sygnał do masowej rewolucji w carskiej Rosji. Od
pierwszego numeru byliśmy wszyscy - tam ciaśnie zgromadzeni - pewni, że to
będzie "masakra"....
Początek występu zapowiedział się praktycznie tak, jak nowojorską awangardę
widzą reżyserzy filmów z zachodniego wybrzeża, czyli: potok saksofonowych
fraz, tumult perkusji, sparowany chatocznie (dla niewprawnego ucha) brzmiącymi
pochodami basu...
Z każdym kolejnym utworem trio rozpoczynało inwazję na uszy i wymagania
(czytaj: możliwości percepcyjne) słuchaczy, dodając do czystych barw swoich
instrumentów kolejne efekty dźwiękowe, zniekształcające (przepraszam:
wzbogacjające!) ich pierwotne brzmienie.
Z biegiem czasu (koncert trwał prawie 2 godziny) nie tylko saksofonista Dan
Magay, ale także basista Tim Dahl, a co najdziwniejsze perkusista (sic!) Sean
Noonan coraz bardziej pogrążali swoje pierwotne brzmienia w czeluściach
elektronicznych buldożerów, przekształcających instrumenty w maszyny dźwiękowe
"nie-z-tej-ziemi".
Chłopcy grają ze sobą od 1998 roku i od tego czasu, ani na chwilę nie poddali
się schematom. Jakimkolwiek schematom. Tego wieczoru w Aurorze zdawało się, że
filigranowy relatywnie dach byłego warsztatu samochodowego oderwie się od
betonowej konstrukcji i pofrunie hen, w dal warszawskiej nocy...
Pikanterii ich sztuki dodaje fakt, iż jeden z przywoływanych na tym forum
muzyków jazzowych, niejaki Yusef Lateef nazwał ich kiedyś "modelową
konstrukcją duszy i rozumu, w poszukiwaniu najwyższej prawdy i estetyki".
Cokolwiek mistrz Lateef miał na myśli, uszom gości Aurory musiało objawić się
jako coś, czego jeszcze w tym miejscu nie słyszeli. Wypytywani przeze mnie
uczestnicy tego "zajścia" po koncercie, w pierwszych słowach zawierali zawsze
słowo "energia", i pomimo, że słowo to jest dziś (dzięki mediom) wyświechtane
na kilkanaście stron świata, oddaje mimo wszystko nastrój tego wieczoru.
The Hub. Trzech ludzi nie z tej ziemi (NY) na scenie Aurory przy ul. Dobrej.
LKF