ydorius
23.05.03, 12:24
Kupiłem wczoraj monitor. Duży, dzięwiętnastocalowy po przekątnej (to
jakaś makabrycznie wielka ilość centymetrów jest). Zobaczyłem na wystawie w
sklepie i był w nim taki staw, zdjęcie jakiejś pięknej krainy, dla której
Unia Europejska jest czymś co jest, nie czymś co się staje (heideggerowskie
patrzenie na jezioro. Prawie jak Matrix). Przechylałem głowę w kierunku
wystawy próbując wyobrazić sobie, że jezioro wylewa się z monitora. Błękit.
Szkoda, ze nie ma fioletowych jezior, a wystarczyłoby odrobinę inne załamanie
światła i mielibyśmy fioletowe niebo i fioletowe jeziora. Byłoby cudne.
Przyglądałem mu się i przypomniało mi się, gdy świat był jeszcze czarno
biały, a wszyscy mężczyźni nosili wąsy (był taki czas) i te zdjęcia, gdy
wszyscy ci wąsacze wystawali przed sklepami oglądając przez podwójną szybę
(dobrze, że podwójną, bo telewizor był wtedy małym reaktorem) jakiś mecz...
Bez głosu, sam obraz. Małe czarnobiałe ludziki w nadkolanówkach zasuwający po
szarej murawie, nie zdające sobie sprawy z tego, że gdzieś tam grupka wąsaczy
przycupniętych przed sklepami dzięki nim dostaje skrzydeł... Tak po prawdzie,
to zaglądając w monitor z niebieskim jeziorem nie potrafiłem siebie porównać
do tamtych dziwnych postaci. Ja byłem kolorowy i to u mnie w świecie trawa
była zielona... Tamto – jak wspomnienie z obcej planety.
Wszedłem do środka i porozmawiawszy o parametrach technicznych
(rozmowa, która prawie zawsze jest inicjowana przez rozentuzjazmowanego
sprzedawcę, czującego pewnego rodzaju osobistą dumę z rozdzielczości, plamki
i odchylania... czy jak się to wszystko nazywa) – kupiłem.
Zaniosłem do domu. Duży waży więcej, ukuło mi się po drodze sloganowe
powiedzenie i było trochę lżej nieść. Zaniosłem do domu, przetaszczyłem,
szczęśliwy i zaniepokojony trochę – nowością, zmianą...
Podłączyłem do komputera. Wszystko duże, jasne i przejrzyste.
Ściągnąłem z sieci jezioro jakiejś krainy, dla której senne marzenie posłów
LPR, stowarzyszenie NAFTA, jest rzeczywistością tak oczywistą jak dla mnie
to, że posłowie LPR nie mają sennych marzeń. Według prawa Hubble’a
przesunięcie ku czerwieni jest oznaką ucieczki. Programem graficznym
przesunąłem jezioro ku fioletowi czyniąc je tym samym nieco bliższym. Fiolet
wody, fiolet nieba, fiolet ręki, fiolet nieobecnej tęczówki – wszystko
sprzężone ze sobą, moje.
Inna rzeczywistość, wspomnienie z innego życia. Cyfrowa przyroda
odświeżana z częstotliwością 85 herców – postmodernistyczny powrót do korzeni.
m,
.y.
----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.