Wlepiłem ją też na ogólne forum w wątek eurowizyjny, ale że jest ich kilka,
to nie wszyscy zauważą i docenią ogrom mojej pracy. Siedzieliśmy ze
znajomymi, raczyliśmy się napojem chmielowym i robiliśmy notatki (serio), raz
po raz spadając ze śmiechu na ziemię...
***
Dobiegła końca niezwykle prestiżowa impreza, jaką jest coroczny konkurs
piosenki EUROWIZJA, w tym roku zorganizowany po raz 48 i, niestety, nie
ostatni. Wykonawcy prezentowali – jak zwykle – dość równy poziom, ale żeby
nie skrzywdzić żadnego z nich, przybliżę po kolei sylwetki poszczególnych
kandydatów:
1. Na początek wystąpiła reprezentantka Islandii, BIRGITTA, która w
rozszerzanych spodniach, metalowej obroży na szyi i z głową udekorowaną
starymi skarpetkami dziecięcymi (w różnych kolorach) zaśpiewała oryginalną i
oryginalnie zatytułowaną piosenkę „Open Your Heart”. Skarpetki stanowiły
najciekawszy element jej występu.
2. Austria potraktowała Eurowizję tak, jak na to ta impreza zasługuje, i
wysłała nań artystę ALFA POIERA, chyba kabaretowego, który wystąpił w mycce,
fałszując.
3. Irlandczyk MICKEY HARTE, wyglądający jak pijany hydraulik udający
Bono, zaśpiewał pieśń a la Ronan Keating, „We’ve Got The World”. Przed
zagładą uratował go tylko ładny żeński chórek. W zasadzie chórek sam by sobie
lepiej poradził.
4. Turcja (zwycięzcy, niestety) wysłała fałszującą SERTAB ERENER, z
piosenką „Everyway I Can”, brzmiącą jak mutant produkcji Tarpana i Jennifer
Lopez z odrobiną Spice Girls. Pawiopędne, ale – jak widać – skuteczne.
Artystka co jakiś czas zawijana była w różową firankę, ale niestety za każdym
razem udawało jej się na czas rozwinąć.
5. Maltanka LYNN CHIRCOP udanie parodiowała Celine Dion (w stroju
p.t.: „dlaczego lata 80-te nie powinny wracać”

, z tym że według niej występ
był poważny. Jednocześnie artystka została laureatką konkursu na najgłupszy
uśmiech festiwalu.
6. BOŚNIA HERCEGOWINA wydelegowała na festiwal panią MIJĘ MARTINĘ,
ubraną w kawałki ciemnego namiotu, do którego dość mocno przywiązano różne
sznureczki, żeby się nie rozpadł. Utwór, wykonany przez artystkę, nieznacznie
kojarzył się z dokonaniami Abby łamane przez Stachursky, czyli był zajebisty.
7. Portugalka RITA GUERRA, wyglądająca jak Cher w wersji blond po
nieudanej operacji plastycznej, zaśpiewała coś, niespecjalnie przejmując się
melodią. Komentator Artur Orzech dodał, że artystka na co dzień zajmuje się
dubbingowaniem filmów Disneya. Jako Chip czy jako Donald?
8. Chorwatka CLAUDIA BENINI zaproponowała udaną mieszankę brzmień
Britney Spears, S Club 7 itp. Piosenka brzmiała jak „Oops I Did It Again And
Again” i była tak samo dobra.
9. CYPR ukarał słuchaczy STELIOSEM CONSTANTASEM, który wyglądał jak
alfosn z włoskiego filmu kryminalnego klasy C z lat osiemdziesiątych.
Utwór „Feeling Alive” nawiązywał stylistycznie do dokonań Enrique Iglesiasa.
Stelios dysponuje zresztą podobnymi warunkami głosowymi.
10. Niemka LOU, ubrana jak na bal przebierańców w towarzystwie
dobroczynnym, zaproponowała pierwszy tego wieczoru melodyjny utwór „Let’s Get
Happy”. Jedna z dziewcząt z Tatu powiedziała na temat Niemki, że w Rosji
państwo troszczy się o starych ludzi, a nie wysya na festiwale...
11. Kontrowersyjne Rosjanki z TATU tym razem nie obmacywały się na scenie
i w ogóle cud, że wystąpiły, gdyż jedna miała problemy z gardłem. Po występie
nie za bardzo można było stwierdzić, która nie miała.
12. Hiszpanka BETH, zwyciężczyni tamtejszej wersji „Idola” wystąpiła we
fragmentach poharatanej przez wściekłego niedźwiedzia kolczugi i
sparodiowała „Waiting For Tonight” Jennifer Fatass. Głos w sumie też miała
równie dobry.
13. Ze sceny zniknął jakiś czas temu Jerzy Połomski. Zastanawialiśmy się,
co się z nim dzieje i... znalazł się! Przybrał imię LIOR i nazwisko NARKIS i
wystąpił jako reprezentant Izraela. W zasadzie nie wiadomo było, czy ogląda
się Eurowizję, San Remo, czy warsztaty w zakładzie dla nerwowo chorych.
14. Holandia, kraj wiatraków, tulipanów i mleczarek, wysłał na konkurs
panią, która sto lat temu miała jakiś przebój w pierwszej pięćsetce w Albanii
i od tej pory robi come back. Pani nazywa się ESTER HART; jej nowa
piosenka „One More Night”, jak określił Artur Orzech „być może spodobałaby
się Whitney Houston”. Whitney chyba nawet w stanie totalnego naprania
zauważyłaby, że lata osiemdziesiąte się skończyły jakiś czas temu. Jedna z
tancerek wyglądała jak Mama Cass z The Mamas & The Papas, więc było się z
czego pośmiać.
15. Najgorszą tragedią był duet brytyjski GEMINI (już chyba była na
świecie formacja o tej nazwie, nie licząc zespołu akompaniującego Kasi
Poczwarskiej na pierwszym albumie), wyglądający jak Kylie Minogue i Jason
Domofon w chwilę po zagładzie nuklearnej. Ich głosy brzmiały jakby były po co
najmniej trzech zagładach. Być może fałszowanie wokalistki miało stanowić
zamierzony efekt artystyczny. Brytyjczycy, jako jedyni, otrzymali zasłużenie
zero punktów w głosowaniu.
16. Ukrainiec Olexander – podobnie jak Anglik z występującego wcześniej
Gemini – sprawiał wrażenie, jakby dopiero co wstał i nie miał czasu uczesać
się, ogolić, umyć itp. Śpiewał z manierą Cugowskiego wpadającego w Phila
Collinsa, czyli ślicznie. Sam utwór stanowił wypadkową dokonań Lionela
Richie, Eltona Johna, paru kiepskich musicali i Edwarda Hulewicza.
17. Greczynka MANDO przypominała nieco reprezentantkę Portugalii, która z
kolei przypominała Shakirochera. Greczynka miała dwa poważne atuty (dla
ułatwienia: nie chodzi ani o mikrofon, ani o głos), które na szczęście nie
eksplodowały, podczas gdy męczyła się z utworem (a publiczność z nią).
18. Norweg JUSTEN COŚTAM - podobnie jak Ukrainiec i Anglik- też nie
miał chyba dużo czasu na doprowadzenie się do porządku, poza tym włosy mu
wciągnął odkurzacz i tak zostało. Piosenka, stanowiąca hybrydę „Hey
Jude”, „Imagine” i kilku przebojów Eltona Johna, na pewno zapisze się w
pamięci publiczności na co najmniej kwadrans.
19. Francuzka LUIZA BALEJAŻ (czy jakoś) zaprezentowała piosenkę
bezczelnie nieprzyzwoitą jeśli o Eurowizje chodzi, bo po prostu ładną, ale
przepadła, i dobrze. Niech sobie we Francji śpiewa te swoje smęty, my tu
Keine Grenzen i zabawę chcemy...
20. No właśnie, a propos... chyba ostatni duży występ ICH TROJE w
składzie z tą panią, która odchodzi (nie, nie z tą z czerwonymi włosami,
chodzi o blondynę). Rozczarował brak pochodni i krzyków „Jesteście
zajebiści”.
21. Łotysze, zeszłoroczni zwycięzcy, zaproponowali radosnego pawika o
nazwie FLY (chodziło o rozporek?), trio, przypominające połączenie 2 plus 1 z
Tercetem Egzotycznym. Piosenka „Hello From Mars” zasługuje na wysłanie na
Marsa razem z jej wykonawcami.
22. Belgijska grupa URBAN TRAD (skład zmniejszony z 17 do 6 osób ze
względów regulaminowych) zaprezentowali w miarę sensowny utwór „Sanomi”,
żywcem zerżnięty z pieśni grupy ERA o zupkach w proszku Amino. Dwoma punktami
przegrali z Turczynką. Byli za mało rozebrani.
23. Estońska grupa RUFUS (też był już taki zespół) w utworze „Eighties
Coming Back” wykorzystał milion patentów z nagrań Johnny Hates Jazz, New
Order, Simply Red itp. i sprokurował kawałek, który zapomina się na bieżąco
podczas słuchania. Brawo.
24. Rumunka NICOLA siedem razy próbowała dostać się na Eurowizję i
wreszcie się jej, niestety, udało (pewnie nikt inny się nie zgłosił albo
komisja miała już dość i skapitulowała). Pani ta została też „rumuńską
kobietą roku” według jakiegoś rankingu. Wykonała pawia po utworach Sonique, a
następnie szczęśliwie zeszła ze sceny.
25. Szwedzi tradycyjnie skopiowali patenty ABBY przechodzącej w Steps i
dali do zaśpiewania duetowi FAME.