vulture
03.08.03, 09:20
Po wydaniu albumu "Hughes Turner Project" przez panów Joe Lynn Turnera i
Glenna Hughesa, nieustannie żerujących na historii pewnego zespołu, którego
chwilowo członkami byli (i nie tylko tego), a następnie wydaniu płyty live,
gdzie nowego materiału autorskiego panów JLT i GH było już naprawdę niewiele,
bo przeróbki zajęły trzy czwarte płyty, myślałem, że dadzą spokój. Ale gdzie
tam.
Na stronie Glenna Hughesa właśnie pojawiła się informacja, że oba słowiki
zakończyły właśnie nagrywanie kontynuacji HTP, czyli HTPII po prostu,
ponieważ tak im się dobrze pracowało, no i album się podobał. Panowie Hughes
i Turner, żeby uniknąć wątpliwości, najchętniej prezentują kawałki, w których
powstaniu nie mieli udziału, gdyż te, które współtworzyli, chwały i sławy ani
im, ani Deep Purple nie przyniosły (chlubne wyjątki wśród masakrowanych przez
HTP kawałków -"Burn" i "Stormbringer"). Każdy z panów poza tym zdążył już
nagrać część tych utworów solo, co jeszcze bardziej uświadamia, jak wspaniałe
były oryginały.
A zresztą. Polecam przesłuchanie tego, co Joe Lynn Turner zrobił z "Black
Night" - zagrał go w wersji a la Cinderella czy Motley Crue. Żenada, po
prostu żenada.
Tych dwóch gości powinno się wysłać na bezludną wyspę - kochają tylko te
dźwięki, które sami wydają, więc niech tam wyją i nikomu nie zawracają głowy
kolejnymi profanacjami przyzwoitych kompozycji.