Dodaj do ulubionych

Wrażenia z podrózy - info organizacyjne

30.03.10, 21:11
Dzień dobry.

Podczas miesięcznego turystycznego pobytu w Nowej Zelandii postanowiłem podzielić się moimi doświadczeniami na tym forum. Teraz po dwóch tygodniach od powrotu w końcu się zebrałem, żeby to postanowienie przekuć w czyn.

Nie chodzi mi tu jednak o wychwalanie tego pięknego kraju, bo już dosyć o tym napisano zarówno na niniejszym forum jak i gdzie indziej i w mojej ocenie to wszystko prawda. Ja jednak chciałbym skupić się na zagadnieniach praktycznych takiego wyjazdu z punktu widzenia turysty z Europy po to, żeby kolejnym polskim turystom było łatwiej taki wyjazd zorganizować.

Zacznę może od przedstawienia naszego sposobu podróżowania. Zdecydowaliśmy się na najdłuższy urlop, jaki udało nam się uzyskać. W naszym przypadku było to od 12 lutego do 15 marca. Podróżowaliśmy w składzie dwuosobowym (żona i ja) w wariancie najbardziej elastycznym, czyli podróż indywidualna wynajętym samochodem. Na wycieczki zorganizowane decydowaliśmy się tylko tam, gdzie indywidualny turysta nie ma wstępu. Nasz budżet nie był tak ograniczony, żeby wszędzie się decydować na najtańsze opcje, ale też nie szaleliśmy za bardzo.

W kolejnych postach mam zamiar przedstawić kilka aspektów praktycznych takiej wyprawy, mam nadzieję, że uda mi się samo zdyscyplinować i umieścić je w krótkim czasie. Jeszcze raz chciałbym zaznaczyć, że nie jest to wątek typu „co zobaczyć” lecz „jak to zorganizować”.

Oczywiście moja opowieść będzie oparta o nasze własne doświadczenia i subiektywne wrażenia, może się więc okazać, że trafiłem na jakieś szczególne okazje (wydaje mi się, że mogło tak być przy okazji wynajmu samochodu) lub przeciwnie, że coś można było zorganizować taniej lub lepiej.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • jorn Transport 30.03.10, 22:01
      Na początek transport. W naszym przypadku obejmował pociągi, samoloty, samochody, statki i kolejkę linową.

      Jeśli chodzi o dojazd do NZ, pewnie niewielu czytelnikom tego forum przydadzą się moje doświadczenia, jako że po pierwsze nie mieszkamy w Polsce, a po drugie nie mogliśmy skorzystać z najkorzystniejszych opcji, bo rezerwację mogliśmy rozpoczynać z niewielkim wyprzedzeniem. W rezultacie zapłaciliśmy za bilety dość drogo (ponad 1300€ od osoby). Jako że mieszkamy w okolicach Brukseli, przy poszukiwaniu możliwości dotarcia do NZ z krajów Beneluksu, Anglii i zachodnich Niemiec. Najlepszą ofertę znalazłem w KLM na trasie Antwerpia – Amsterdam – Kuala Lumpur – Auckland i z powrotem w odwrotnej kolejności. Odcinki Antwerpia – Amsterdam i Amsterdam – Antwerpia pokonaliśmy pociągiem wysokiej prędkości (Thalys), resztę trasy samolotami.

      Ponieważ chcieliśmy zacząć od Południowej Wyspy, kupiliśmy też bilety lotnicze na trasie Auckland – Christchurch. Lecieliśmy liniami Pacific Blue za jedyne 89$ od osoby (jeśli nie zaznaczam inaczej, przez $ rozumieć należy dolary nowozelandzkie). Przelot ten zarezerwowaliśmy na następny dzień po przylocie do Auckland ze względu na obawę, że nasz lot z Malezji może się opóźnić. Popołudnie po przylocie do Auckland wykorzystaliśmy na zwiedzanie tego miasta.

      Samochód: tu chyba mieliśmy szczęście. Z mojego wcześniejszego rozeznania wynikało, że można mieć albo nowy samochód z którejś z globalnych sieci za wysoką cenę lub samochód starszy (zwykle ośmo-, dziesięcioletni) za cenę o ok. połowę niższą. Mnie się udało to połączyć i dostać duży i nowy samochód z Europcara za cenę małego samochodu z lokalnej wypożyczalni. Konkretnie za samochód klasy full size (na Południowej Wyspie Toyota Aurion, na Północnej Ford Falcon, oba bogato wyposażone) za 42$ dziennie. Oczywiście stawki Europcara są prawie dwukrotnie wyższe, ale ja rezerwowałem poprzez amerykańską stronę wypożyczalni National (www.nationalcar.com), która w Nowej Zelandii jest reprezentowana przez Europcar. Wypożyczalnia ta nie pozwala na przewożenie ich samochodów pomiędzy wyspami, trzeba jeden samochód oddać w Picton, drugi się dostaje w Wellington (lub odwrotnie). W ten sposób turysta oszczędza na koszcie przewiezienia samochodu promem, ale dla takich spontanicznych turystów jak my pewną niedogodnością jest konieczność zawiadomienia wypożyczalni z trzydniowym wyprzedzeniem o dacie zmiany wyspy. Między wyspami można przepłynąć promem firmy Interislander lub firmy Bluebridge. Podróż trwa nieco ponad 3 godziny. Koszt w przypadku Bluebridge’a wynosi 55$ od osoby, w Interislander zależy od tego, który rejs się wybierze. Może to być nieco mniej lub nieco więcej niż w Bluebridge’u. Istnieje też możliwość przelotu samolotem lub wyczarterowania jachtu, ale to już droższa impreza. Trafiliśmy też ofertę bardziej ekstremalną: startujemy samolotem z Picton i wyskakujemy ze spadochronem nad Wellington (lub odwrotnie), a bagaże odbieramy na lotnisku.

      Przy powrocie do domu z Auckland nie ma już opłaty wyjazdowej w wysokości 25$.

      Ciąg dalszy mam nadzieję, że nastąpi.

      Pozdrawiam
      • beatrix10 Re: Transport 31.03.10, 00:15
        Dzieki za taki watek!Czekamy na nastepny epizod!
        • jorn Re: Transport 31.03.10, 17:18
          Cieszę się, że watek spotkał się z uznaniem. teraz właśnie wyjeżdżam na święta,
          więc nie wiem, czy przez najbliższy tydzień coś się uda napisać, ale po powrocie
          na pewno coś jeszcze będzie.

          Wesołych Świąt!
          • iza42 Re: Transport 01.04.10, 11:47
            Jorn, bardzo ciekawy watek. Mam pytanie dotyczace wynajmu samochodu. Piszesz, ze
            udalo Ci sie wynajac dobry samochod za przyzwoita cene. Czy w cene, ktora
            podales - $42 za dobe wliczone jest ubezpieczenie?
            Wiekszosc firm zachwala samochody po tanich cenach, jeszcze tanszych, ok $ 30 za
            dobe ale potem sie okazuje, ze trzeba placic ubezpieczenie ktore wynosi drugie
            tyle albo wiecej, tak wiec praktycznie niemozliwoscia jest wynajecie czegos
            ponizej $60 za dobe. Oczywiscie, ze z ubezpieczenia mozna zrezygnowac ale strach
            to robic bo w przypadku jakiejs nawet niezawinionej stluczki trzeba placic
            krocie. Ciekawa jestem wiec ile kosztowalo Cie ubezpieczenie samochodu?
            • jorn Re: Transport 03.04.10, 23:19
              Odpowiadam krótko, bo jestem z wizyta świąteczną i wypada się z rodziną
              integrować, a nie w internecie siedzieć (po powrocie obiecuję ciąg dalszy).

              Ta cena (jak właśnie sprawdziłem, było to dokładnie 41,61$ dziennie, 297,81$
              tygodniowo) obejmowała obowiązkowe ubezpieczenie (odpowiednik naszego OC) i CDW
              z udziałem własnym 2500$. Proponowano nam ograniczenie lub zniesienie udziału
              własnego, z czego nie skorzystaliśmy. Nie pamiętam już, ile to miałoby dokładnie
              kosztować (coś około 25$ dziennie za ograniczenie odpowiedzialności do 300$),
              ale stwierdziliśmy, że się absolutnie nie opłaca, ponieważ ryzyko, że coś się
              stanie i trzeba będzie płacić za szkody jest niewielkie (dotychczas
              wynajmowaliśmy samochody na wakacjach ok. 10 razy i tylko raz musieliśmy płacić
              za uszkodzenie zderzaka), a koszt ograniczenia lub zniesienia odpowiedzialności
              był nieakceptowalny w stosunku do naszej oceny ryzyka zaistnienia zdarzenia i
              maksymalnej kwoty, którą ewentualnie trzeba byłoby zapłacić (w naszym przypadku
              ok 675$ za zmniejszenie odpowiedzialności o 2200$, czyli opłacałoby się, gdyby
              prawdopodobieństwo zaistnienia dużej szkody w pojeździe wynosiło prawie 1:3).
              Dodatkowo zwykle (nie wiem, czy również w tym przypadku) ograniczenie
              odpowiedzialności nie dotyczy opon, szyb i świateł, a więc elementów najbardziej
              narażonych na uszkodzenie. Osobiście doradzałbym wykupywanie dodatkowego
              ograniczenia / zniesienia odpowiedzialności tylko tym osobom, dla których
              konieczność zapłaty za ewentualne szkody w samochodzie oznaczałaby tak wielki
              uszczerbek w budżecie, że aż czyniący nawet niewielkie ryzyko nieakceptowalnym i
              tylko w wypadku wynajmów krótkoterminowych, bo przy dłuższych terminach i tak
              trzeba zapłacić niewiele mniej niż maksymalna odpowiedzialność klienta.

              Pozdrawiam i wesołych świąt życzę
              • iza42 Re: Transport 05.04.10, 04:00
                To rzeczywiscie tanio, jezeli uwzgledni sie ubezpieczenie lacznie z tzw third
                party. Zgadzam sie, ze calkowite zrzeczenie sie tzw excess w zamian za wysoka
                cene nie bardzo sie oplaca, zwlaszcza w bezpiecznym kraju jak NZ gdzie przypadki
                wlaman do samochodow i wypadki sa raczej rzadkie. czekamy na nastepna czesc
                po Swietach.
                • jorn Re: Transport 09.04.10, 20:05
                  Pewnie, że tanio, zwłaszcza, że chodzi o samochód klasy "Full Size", czyli
                  bardzo duży.

                  Pozdrawiam
                  • jorn Podróżowanie samochodem 09.04.10, 20:06
                    Witam, wróciłem.

                    Było ostatnio o samochodzie, teraz więc czas na opowieść o tym, jak się tym samochodem jeździ po Nowej Zelandii.

                    Przed wyjazdem trochę poczytałem w różnych miejscach, z których wyłoniła się apokaliptyczna wizja wąskich i krętych dróg, po których samochody poruszają się z prędkością galopującego żółwia. Po odebraniu samochodu okazało się, że nie jest tak źle, choć faktycznie nowozelandzkie drogi nie dorównują niemieckim autostradom. Ale po kolei:

                    1. Pierwsza i podstawowa zasada, o której nie należy ani na moment zapominać brzmi KEEP LEFT. W tym kraju kierowca siedzi po prawej stronie samochodu i jedzie po lewej stronie jezdni. Po kilkudziesięciu minutach człowiek się do tego przyzwyczaja, po kilku dniach przestaje się to wydawać dziwne, ale czujność trzeba zachować do końca.

                    2. Zasada prawej ręki. W krajach z ruchem lewostronnym zasada prawej ręki pozostaje zasadą prawej ręki i nie ulega lustrzanemu odwróceniu. Nadal ten z prawej ma pierwszeństwo. Zresztą, zasadę tę wymyślili Anglicy i w ruchu lewostronnym ma ona więcej sensu, bo musimy ustąpić temu, który nadjeżdża od strony kierowcy i którego lepiej widzimy. Jednakże w Nowej Zelandii jakiś teoretyk ruchu drogowego „usprawnił” tę zasadę (podczas mojego pobytu w Nowej Zelandii przeczytałem w gazecie, że rząd zamierza powrócić to stany obowiązującego w innych krajach z ruchem lewostronnym). Mianowicie skręcając w prawo musimy przepuścić tych z nadjeżdżających z przeciwka, którzy skręcają w prawo, ale już nie tych, którzy jadą prosto. Czasami prowadzi to do zamieszania na skrzyżowaniu. Więcej na ten temat w moim wątku założonym na początku lutego (jeszcze raz dziękuję za udzielone mi wtedy odpowiedzi).

                    3. Prędkości. Maksymalna dozwolona prędkość wynosi 100 km/h (w obszarze zabudowanym 50 km/h). Zwykle na krętych odcinkach nie ma niższego ograniczenia prędkości, za to są tabliczki z prędkością zalecaną. W kilku miejscach przeczytałem, że w dobrych warunkach drogowych do tej zalecanej prędkości spokojnie można dodać 20 km/h. Z moich doświadczeń wynikło, że tak, ale nie zawsze i można się naciąć. Rzeczywiście te zalecenia od 80 km/h w górę można zwykle (ale nie zawsze) spokojnie zignorować i jechać 100, zaleceń poniżej 60 km/h lepiej się trzymać, bo one są na rzeczywiście ciasnych zakrętach. Moje zalecenie jest takie: jeśli widzisz dalszy przebieg drogi, możesz ocenić, czy zalecenie jest zasadne, czy nie. Jeśli dalszy przebieg drogi jest niewidoczny za zakrętem czy wzniesieniem, lepiej zwolnić do zalecanej prędkości.

                    4. Tempo jazdy: nie jest tak źle, jak niektórzy piszą. Fakt, że drogi są często wąskie i kręte, ale nie brak też prostych odcinków. Dodatkowo te drogi są często puste (z wyjątkiem okolic największych miast, zwłaszcza Auckland i niektórych głównych dróg na Wyspie Północnej) i rzadko przebiegają przez wsie i miasteczka. Szczególnie Wyspa Południowa jest rzadko zaludniona. W efekcie średnie prędkości są często wyższe od tych uzyskiwanych w Europie poza autostradami.

                    5. Uwaga na zwierzęta. Zwłaszcza trzeba uważać na duże ptaki drapieżne (nigdy nie wiem, czy to jastrzębie, czy sokoły, jakoś ich nie rozróżniam) posilające się padliną zabitą przez samochody. Ptaki te mają zwyczaj podrywać się do lotu, kiedy nadjeżdża samochód. Problem w tym, że często startuje w niewłaściwym kierunku i łatwo można zaliczyć zderzenie z takim ptakiem.

                    Ciąg dalszy nastąpi.

                    Pozdrawiam
                    • abere8 Re: Podróżowanie samochodem 10.04.10, 07:06
                      jorn napisał:

                      > 1. Pierwsza i podstawowa zasada, o której nie należy ani na moment
                      zapominać brzmi KEEP LEFT. W tym kraju kierowca siedzi po prawej
                      stronie samochodu i jedzie
                      > po lewej stronie jezdni. Po kilkudziesięciu minutach człowiek się
                      do tego przyzwyczaja, po kilku dniach przestaje się to wydawać
                      dziwne, ale czujność trzeba
                      > zachować do końca.

                      O tak, czujność trzeba cały czas zachowywać. Mnie już niedługo
                      stuknie siedem lat w NZ, a i tak zdarza mi się próbować wsiąść do
                      samochodu od strony kierowcy, kiedy mam być pasażerem, zwłaszcza,
                      kiedy jestem zmęczona.
                      • jorn Jestem! Wracam! 20.05.10, 21:10
                        Przepraszam bardzo za kilkutygodniową nieobecność na forum. Początkowo zostałem wycięty z okazji żałoby narodowej, później nie miałem czasu, a jeszcze później nie mogłem się jakoś zabrać za pisanie. Postaram się to nadrobić.

                        Pozdrawiam
                        • jorn Jeszcze o drogach 20.05.10, 21:26
                          6. Trzeba uważać na drogi nieutwardzone, którymi często się dojeżdża do
                          ciekawych miejsc. Spodziewałem się, że będą takie jak w USA, gdzie po szutrówkach jeździ się zwykle niewiele wolniej niż po asfalcie, tylko zostawia się za sobą tumany kurzu i trzeba być przygotowanym na uślizgi tylnej osi. W NZ jest gorzej. Żwir używany do usypywania takiej nawierzchni jest znacznie grubszy i szybka jazda grozi uszkodzeniami lakieru lub szyb. Raczej nie daje się jeździć szybciej niż 50km/h. Wiele wypożyczalni nie pozwala zwykle jeździć po takich drogach ich samochodami, więc jeśli decydujemy się na taki wypad poza asfalt, tym bardziej trzeba uważać, żeby nic nie uszkodzić. Dodatkowo na takich drogach czasem występują brody (wszystkie, które spotkałem, oznaczone były znakami drogowymi z napisem "ford"). Przed takim brodem lepiej się zatrzymać i ocenić, czy i jak da się go pokonać samochodem, który mamy.

                          7. Remonty. Nowozelandzkie drogi budowane i naprawiane są jakąś archaiczną metodą, którą w Polsce ostatnio spotkałem jakieś 30 lat temu i to na jakiejś lokalnej dróżce. Wylewają mianowicie jakiś taki mocno smołowaty asfalt i sypią na to grubą warstwę żwiru, który wbijają w asfalt walcem. Problem w tym, że nigdy nie udaje im się całego żwiru wbić walcem i sporo tego luźnego zostaje przez jakiś czas po remoncie, zanim przejeżdżające samochody wbiją resztę żwirku w asfalt lub zdmuchną go z jezdni. Zanim to nastąpi, taki luźny żwirek oczywiście też grozi drobnymi uszkodzeniami samochodu.

                          Pozdrawiam
                          • iza42 Re: Jeszcze o drogach 20.05.10, 22:38
                            Jorn, milo ze jestes z powrotem.
                            Wyciety z powodu zaloby narodowej? To zaskoczylo mnie calkowicie. W Twoich
                            postach nie bylo nic co mogloby w jakis sposob naruszyc pamiec poleglych pod
                            Smolenskiem. Naprawde bardzo dziwne.
                            Wracajac do drog, mam pytanie. Jak podobaly Ci sie liczne ronda w tutejszym
                            jezyku znane jako roundebouts? Jest to pewna nowozenandzka specjalnosc, moze nie
                            tylko w NZ bo jest ich rowniez pelno w Australii.
                            Zwalniaja jazde, co jest czasem dobrze czasem nie, szczegolnie jezeli sie stoi
                            na skrzyzowaniu a ciag samochodow z prawej strony nie ma konca. Z drugies strony
                            maja taka zalete, ze jak sie czlowiek zgubi to latwo zawrocic.
                            • jorn Re: Jeszcze o drogach 21.05.10, 19:34
                              W moich nie, ale wg. wyjaśnień administratorów forum w postach zamieszczonych przez kogoś, kto gdzieś po drodze między Brukselą i Warszawą łączył się przez ten sam serwer znalazły się jakieś nieodpowiednie treści. W rezultacie łącze to zostało zamknięte i przez tydzień nie mogłem nic zamieścić na żadnym forum w portalu gazeta.pl.

                              Co do rond - jakoś nie rzuciła mi się w oczy ich nadmierna liczba. Może dlatego, że w Europie ostatnio też jest ich wiele. W rezultacie jedyną rzeczą, na którą musiałem uważać był fakt, że samochody mające pierwszeństwo przejazdu nadjeżdżały z prawej strony, a nie z lewej, jak jestem przyzwyczajony. Ciąg samochodów nie ma końca? Gdzie? Ja chyba w jakiejś innej Nowej Zelandii byłem. Jednak nawet, gdy tych nadjeżdżających z prawej jest dużo, zawsze między nimi od czasu do czasu zdarzają się przerwy, w które można wskoczyć. A w tym jestem niezły, więc ronda mi wcale nie przeszkadzały, wprost przeciwnie, na skrzyżowaniach, gdzie natężenie ruchu z różnych kierunków jest +/- jednakowe, a ruch nie jest straszliwie intensywny, takie ronda znakomicie dystrybuują ruch i zapobiegają powstawaniu korków.

                              I tu jedna rzecz, która mi się przypomniała: zauważyłem, że nowozelandzcy kierowcy sygnalizują prawym kierunkowskazem zamiar jazdy w kółko po rondzie, a wyłączają kierunkowskaz chcąc z ronda zjechać (niektórzy, raczej nieliczni, wtedy włączali lewy kierunkowskaz). W Europie robimy to inaczej: nie migamy jadąc w kółko, włączamy zewnętrzny kierunkowskaz (prawy na kontynencie, lewy na wyspach) zjeżdżając z ronda.

                              Pozdrawiam
                              • jorn Zakwaterowanie i wyżywienie 21.05.10, 20:47
                                Postawiliśmy na prawie pełen spontan, jak zawsze zresztą. Wynika to z naszego doświadczenia w podróżowaniu, które nam mówi, że bardzo trudno jest z góry ustalić, ile czasu się spędzi w poszczególnych miejscowościach, jeśli podróżuje się po nieznanym kraju. Wiedzieliśmy tylko, ile czasu spędzimy na początku podróży w Auckland, jako że przylecieliśmy z Europu wczesnym popołudniem, a następnego dnia rano odlatywaliśmy do Christchuch. W związku z tym zarezerwowaliśmy sobie hotel w Mangerere pod Auckland. Później już był spontan. Przydał się telefon komórkowy z nowozelandzkim numerem, z którego obdzwanialiśmy hotele, kiedy już wiedzieliśmy, w której miejscowości przyjdzie nam spędzić najbliższą noc. Korzystaliśmy przede wszystkim z broszury BBH, z adresów w przewodniku i z bazy adresowej urządzenia nawigacji satelitarnej. Poza BBH spaliśmy również w kilku hostelach YHA oraz w kilku motelach.

                                Hostele BBH i YHA mają bardzo różny standard, ale większość jest OK, prawdę powiedziawszy w większości przypadków byłem pozytywnie zaskoczony. Jedynym mankamentem jest to, że dostanie bez wcześniejszej rezerwacji pokoju z łazienką graniczy z cudem, jako że pokoi takich jest bardzo mało. W broszurze BBH jest też krótki opis każdego z nich, dane kontaktowe, ceny i średnia ocena przyznawana przez członków BBH. Ze względu na fakt, że klientelą hosteli są przede wszystkim ludzie młodzi, obawialiśmy się nieco, że odgłosy imprezowania mogą uniemożliwić wyspanie się, ale nie mieliśmy takich przygód. Motele, w których mieszkaliśmy przypominały motele amerykańskie, które od europejskich różnią się wielkością pokoi (na plus). Ceny: BBH i YHA za pokój dwuosobowy bez łazienki: ok. 60-80$; w motelach za pokój dwuosobowy: 100-150$.

                                Wyżywienie: prawie wszędzie jest masa restauracji w cenach nieco niższych niż w Europie Zachodniej. Uwaga: poza największymi miastami może być kłopot w znalezieniu noclegu i czynnej restauracji po godz. 21:00.

                                Pozdrawiam
                                • jorn Mapy, przewodniki 21.05.10, 23:24
                                  Na koniec o materiałach pomocniczych.

                                  Korzystaliśmy z najnowszego wydania przewodnika w języku angielskim pt. "The Rough Guide to New Zealand". Bardzo lubię przewodniki z tej serii i uważam, że zwykle są najlepsze, ale ten mnie zawiódł. Mam wrażenie, że autor w wielu miejscach nie był osobiście, pisał przewodnik na podstawie innych opracowań. Stąd w wielu miejscach informacje praktyczne (dojazd, godziny otwarcia, ceny itp.), które zwykle są mocną stroną przewodników z serii "Rough Guide", były niepełne, niejasne, czasem błędne. Te części przewodnika kontrastowały z opisami miejsc, które autor najwyraźniej sam odwiedził, gdzie te opisy są znacznie lepsze, zbliżone do normalnego poziomu serii.

                                  Mapy, nawigacja. Korzystaliśmy z urządzenia nawigacyjnego Tomtom Go 920. Mapę kupiłem za niecałe 50€ korzystając ze swiąteczno-noworocznej promocji na stronie TomToma. Mapa jest nieco mniej dokładna od tomtomowej mapy Europy czy Ameryki Północnej, ale nie na tyle, żeby to powodowało jakieś problemy w nawigacji. Na plus w porównaniu z mapą Ameryki Płn. należy zapisać dwie rzeczy: zapisane na mapie czasy przejazdu są znacznie bliższe (a nawet bardzo bliskie) rzeczywistym czasom przejazdu, jakie uzyskiwałem (w USA często jeździłem nawet dwa razy szybciej, niż zapowiadał GPS mimo, że jeździłem przepisowo). Druga rzecz, to fakt, że ta mapa zawiera nie tylko drogi dostępne samochodem, ale też szlaki piesze, dzięki czemu mogliśmy łatwo do nich trafić.

                                  Oczywiście sam GPS, to za mało, trzeba mieć jako uzupełnienie tradycyjną mapę papierową. Na Wyspie Południowej Europcar wyposażył nas w całkiem dobry atlas Nowej Zelandii (jedyną jego wadą był brak informacji o odległościach). Na Wyspie Północnej nie było juz tak dobrze - w samochodzie znalazłem darmową mapę wydaną przez AA, która nie była zła, ale to jednak nie to samo. Lepsza była mapa wydana przez YHA (z zaznaczonymi lokalizacjami ich hosteli).

                                  To tyle z mojej strony (chyba, że jeszcze coś mi się przypomni). Będę tu co jakiś czas zaglądał, jeśli ktoś będzie miał jakieś pytania, proszę się nie krępować, w miarę możliwości chętnie odpowiem. Ewentualne pytania proszę zadawać w tym wątku, pisanie maili mija się z celem, bo tego adresu używam wyłącznie do logowania się na forum.

                                  Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka