ford.ka
29.10.09, 22:51
Na wypadek, gdyby ktoś był na tyle pogrążony w jesiennej depresji,
że odciął się od mediów i nie wie, co się w świecie dzieje,
informuje, że najlepszy w kosmosie (a przynajmniej stąd do Peru)
rząd nierobów jest niebezpiecznie blisko przeprowadzenia pozorowanej
reformy szkolnictwa wyższego (przynajmniej tę jedną będą mieli na
koncie, niestety, padło na nas), a jej założenia wyglądają tak
(streszczam za Metro i Rzepą):
* wprowadzenie w publicznych uczelniach opłat za drugi kierunek
studiów. Jedynie 10 proc. najlepszych studentów będzie mogło uczyć
się na kolejnym kierunku za darmo
Super nie? Teraz robi to 10%, po reformie będzie robić 10%, tylko
trzeba będzie zagonić kilkaset osób do sprawdzania, czy to jest
to "właściwe" 10%. Oszczędności nie do wyobrażenia. Zresztą studenci
już protestują, więc pewnie nic z tego nie będzie.
*nowe zasady przyznawania stypendiów, większe środki na pomoc
socjalną
Byłoby miło, ale mamy kryzys, więc pewnie zmienią się tylko zasady.
Widzę tu mnóstwo roboty dla kilku tysięcy osób, które będą
sprawdzać, czy stypendia teraz już dostają "właściwe" osoby.
Najpiękniejsze jest to, że teraz stosunek socjalnych do naukowych
jest 50/50, a po nowemu będzie 75/25. 75% funduszu ma iść na...
socjalne, bo co będziemy dopłacać do kujonów.
Dla nauki są to kwestie, łagodnie mówiąc, wtórne.
*bliższa współpraca szkół wyższych z przedsiębiorcami np. wspólne
układanie programów studiów i wymiana kadry; uczelnie mają kształcić
w zawodach, na które jest zapotrzebowanie na rynku pracy
Jestem bardzo za, ale z punktu widzenia filologa równie dobrze pani
minister może zapisać w ustawie obowiązek nawiązania współpracy z
cywilizacjami pozaziemskimi. Tak na marginesie - od ładnych kilku
lat kształcę nauczycieli języka angielskiego, na których jest
zapotrzebowanie na rynku pracy. Dlaczego więc mam 100% pewności, że
nie dostanę grosza więcej?
*ograniczenie ilości miejsc zatrudnienia naukowców najwyżej do dwóch
uczelni i to za zgodą przełożonych
Sukces! Udało nam się ubić stugłowego smoka wieloetatowości!
Magnificencje będą mogły skazać dowolnie wybrane przez siebie osoby
na dietę bez możliwości odwołania. Dwa pytania do wszystkich: czy
ktoś zna osobiście jakiekoś wieloetatowca (Uwaga! Liczymy od więcej
niż trzech ETATÓw) i czy ktoś potrafi żyć normalnie w dużym mieście
i dokładać do swojej pracy z pensji sekretarki t.j. 2000-2500 na
rękę? Normalnie t.j. zapłacić za mieszkanie, jedzenie, wakacje
przynajmniej raz do roku, jeżdżący samochód itd. Anachoreci proszę
nie pisać!
* Resort chce także wyeliminować nepotyzm na uczelniach i
instytucjach związanych ze szkolnictwem wyższym. Zakazana będzie
podległość służbowa, która mogłaby powodować stronnicze decyzje i
nieobiektywne oceny naukowe.
ROTFL.
*docenianie najlepszych szkół, które będą mogły starać o tzw. status
Krajowego Naukowego Ośrodka Wiodącego i dostawać od państwa
dodatkowe pieniądze.
Kolejny sukces! Ale jako zły człowiek znowu mam pewność na 200% że
dla mnie i mnie podobnych oznacza to, że ewentualne "dodatkowe"
pieniądze zostaną zabrane podobnie niepotrzebnym i niewiodącym jak
ja. Bo przecież mamy kryzys.
* Z projektu wypadł pomysł, by w zamian za wyższą emeryturę
profesorowie wcześniej przechodzili w stan spoczynku i nie blokowali
etatów młodszym.
Może i lepiej, bo są miejsca, gdzie takie odejście wymusiłoby
zamknięcie całej zabawy... Ale są one nieliczne, a naukowe dinozaury
mają zwykle ostre zęby i pazury.
* Naukowcy nie chcieli zrezygnować z habilitacji i tym samym
uprościć rozwoju kariery akademickiej.
No i tak z Metra dowiedziałem się, że nie jestem naukowcem... Ale
Rzepa mi wyjaśniła, że tajemniczy "naukowcy" to niejaki dr hab. Lech
Kaczyński, który dwukrotnie zagroził wetem.
Rzepa szczegółowiej:
* MNiSW proponuje również zlikwidowanie konieczności pisania pracy
habilitacyjnej i kolokwium. Osoba ubiegająca się o habilitację ma
być oceniana przez doraźną komisję złożoną z fachowców, w której
większość będą stanowić recenzenci zewnętrzni. Oceniane będą
zwłaszcza te osiągnięcia dotyczące opublikowanych wyników badań, w
których kandydat na doktora habilitowanego brał udział.
No jak "proponuje możliwość zlikwidowania" to przecież znaczy, że
rozprawa jest w sumie najlepsza. Na pewno lepsza od "doraźnej"
komisji... ;) Ale dalej jest jeszcze śmieszniej:
* Punkty do rozpoczęcia procedury podejmowanej przez samego
kandydata będą przyznawane też np. za uzyskane patenty, znajomość
języków obcych, a dla nauk humanistycznych - prace na rzecz
społeczeństwa - np. ekspertyzy wykonane na zlecenie instytucji
publicznych.
No to jako filolog obcy powinien chyba zamienić magisterkę na
habilitację. Tylko dla jakiej instytucji mam tę ekspertyzę napisać?
Otwieramy szampany czy czekamy, co jeszcze z tej listy zostanie
skreślone. Na razie góra urodziła mysz, ale ta mysz może być jeszcze
mniejsza!