ford.ka
17.05.11, 10:20
Dostałem właśnie artykuł po redakcji, poprawki głównie stylistyczne, ale sporo więc trochę czasu to zajmie, i dotarło do mnie, że jeśli spędzę ten czas gapiąc się w okno, a artykuł razem z poprawkami zdeletuje, będzie to działanie najsensowniejsze. Artykuł ukaże się w zbiorówce i ma 27.000 znaków - ledwie się mieści w wytycznych. Ale jednego arkusza wydawniczego nie ma czyli 0 punktów. Jeśli całość zbiorówki nie przekoczy 6 arkuszy, to redaktorzy też dostaną 0 punktów, a pewnie tyle nie ma, więc nawet dla nich nie ma sensu się wysilać.
A będzie lepiej. Dotarły do mnie plotki o nowej ocenie parametrycznej - na pociechę polonistom i grafomanom podniesiono punktację monografii po polsku do 20 punktów, ale monografia (d. książka) zaczyna się teraz od 10 arkuszy (dla niewydających: 225 standardowych stron maszynopisu względnie 400.000 znaków ze spacjami), artykuły w monografiach (d. konferencyjniak wzgl. zbiorówka) przeceniono - angielskie idą teraz po 4 (przecena 20%), polskie po 2 (przecena 33%) - ale do oceny liczą się dopiero powyżej 1 arkusza (22,5 maszynopisu, 40K znaków).
I tak sobie pomyślałem - czy tylko mnie przeszkadza, że mamy właśnie trzeci rok, jak kilkadziesiąt tysięcy ludzi żyje w niepewności w kwestiach najbardziej podstawowych - na jakich zasadach są oceniani, wg jakich zasad mogą awansować, kto ich będzie oceniać, ile będą zarabiać w przyszłym roku, a wreszcie czy i skąd wezmą pieniądze na wykonywanie swojej pracy, bo najwyraźniej normą jest teraz, że każdy pracownik załatwia własne finansowanie? Czy jest jeszcze ktoś, kto wie na pewno, ile jeszcze będzie pracować, zanim go wyrotują, oprócz tych którzy już dawno przekroczyli wszystkie terminy? Osiem lat od dzisiaj, od wczoraj, od zatrudnienia czy od obrony? Czy normą są ustawy, z których każdy może sobie wyczytać, co zechce? Czy jakaś uczelnia zadała sobie oficjalnie trud ogłoszenia swojej polityki w kwestii czasu zatrudnienia pod nową ustawą?
Czy tylko mnie przeszkadza, że oceny naszej pracy dokonuje się wg zasad wprowadzanych ZAWSZE wstecz, czyli tak że nie da się w żaden sposób przewidzieć na pół kroku naprzód, co należy robić? Chcecie przykładów? Proszę bardzo - publikowanie w zagranicznych czasopismach z dziedzin niszowych t.j. nieistniejących na żadnych listach dawało 3 punkty. Teraz 0. Publikowanie w zbiorówkach zgodnie z wymogami redaktorów (t.j. na ogół teksty nie dłuższe niż kilkanaście stron) dawało przynajmniej 3-5 punktów. Teraz 0. Edycja tekstów? 0. Przy każdej zmianie reguł, widzę, jak mój dorobek tworzony zgodnie z wszystkimi regułami sztuki stopniowo ZNIKA, a przecież nie ma co się łudzić, kiedy dojdzie do oceny, zostanie przeprowadzona zgodnie z aktualnym "cennikiem". Nie wchodzę w to, czy te zmiany są sensowne, może są, ale nie jeśli wprowadza się je z mocą wsteczną.
Ściślaków to pewnie nie wzruszy, ale wy, kochani, od pierwszego dnia studiów znacie reguły - publikuje się artykuły w czasopismach i nigdzie więcej i nic innego, i to się nie zmienia co roku. Co najwyżej zmieni się wycena jakiegoś konkretnego czasopisma. A tu nie ma stałych reguł, wszystko jest płynne. Jednego dnia podstawowym zadaniem filologa od czasów Erazma z Rotterdamu jest edycja tekstów, drugiego edycja wypada i już.
To tylko ja jestem nawdrażliwą mimozą czy jeszcze ktoś tak ma?