sobotni_wieczor
28.05.11, 22:45
Zastanawiam się jako doktorantka z blisko rocznym stażem czy to normalne, że nigdy nie mam czasu i moje życie osobiste jest blisko zerowe (nie licząc umawiania się w bibliotekach, na uczelni oraz w okolicach tychże).
Pisanie doktoratu, czasami, rzadko próby uczestniczenia w życiu naukowym (konferencje, szkoły letnie, wymagające pisania długich aplikacji, rzadko zajęcia), czasami wymiana informacji z innymi doktorantami, bycie na bieżąco z wydarzeniami i nie mam czasu na nic więcej.
Jest sobota, po 22:00, ja siedzę i piszę. Nie wyjdę, sama idea wyjścia mnie przeraża, bo męczyłyby mnie jutro zmęczenie a plan na jutro to: siedzieć i pisać.
I idzie mi bardzo dobrze. Ale zastanawiam się czy czegoś nie tracę, czy można inaczej.
Czy ja się jakoś źle planuję?
Przecież w ten sposób nigdy nie poznam mężczyzny swojego życia, pomijając, że najlepsze lata życia upływają mi w bibliotekach (czynnych na szczęście całodobowo).