09.09.11, 11:44
reformy na uczelniach ruszyły - praca.gazetaprawna.pl/artykuly/539383,wykladowca_znajdzie_prace_przez_internet.html - możemy startować w konkursach o etaty w całej Polsce, bo przecież całe życie zawodowe spędzić w jednej uczelni to wieki wstyd; mój kolega też się zawstydził i spróbował; znalazł ofertę, ale oczywiście nie w mieście, w którym mieszkał; wystartował w konkursie zachęcony renomą uczelni i obietnicami, że będzie mieszkanie (on nie ślimak i ze swoim nie przeniesie się); słuchajcie, nawet wygrał i dostał etat; potem poszedł do uczelnianej administracji w sprawie mieszkania i tam... grzecznie mu powiedzieli - Panie, jakie mieszkanie? nie było,nie ma i nie będzie, wynajmij se Pan na mieście; poszukał - najtańsze, adekwatne do wielkości jego rodziny kosztuje tyle ile on dostanie na tej uczelni (samo odstępne dla właściciela); jest ugotowany bo z etatu na dotychczasowej uczelni zrezygnował; sprzedać starego i kupić nowego nie może, bo w nowym miejscu metr kosztuje dwa razy więcej niż w starym, a zdolności kredytowej to on aż takiej nie ma; i tak to mają się zachodnie rozwiązania do polskich realiów, ale nic to, najważniejsze, że się reformujemy
Obserwuj wątek
    • donnajohnson Re: małe ale 09.09.11, 12:10
      proon napisał:
      >wystartował w konkursie zachęcony renomą uczelni i obietnicami, że będzie mieszkanie (on nie ślimak i ze swoim nie przeniesie się)

      To jakas wyjatkowa niedojda ten twoj kolega.
      Nie wyobrazam sobie zeby tak waznej kwesti jak mieszkanie nie sformalizowac w postaci umowy czy tez innego dokumentu potwierdzajacego takie porozumienie.
      Pytanie jest jeszcze kto obiecywal???
      Ale moze ja sie nie znam :p
    • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 12:24
      trzeba byc wyjatkowym idiota, zeby zrezygnowac z etatu, zanim dostanie sie kontrakt, razem ze wszystkimi 'dodatkami', w tym wypadku meiszkaniem.

      proon, albo klamiesz jak z nut, albo zaprowadz kolege po pomoc psychiatryczna.
      • proon Re: małe ale 09.09.11, 13:08
        tak kłamię jak z nut - zgodnie z prawem dotychczasową umowę musiał wypowiedzieć do końca czerwca, czyli zaraz po wygraniu konkursu (nowy pracodawca nie chciał, by pracował gdzie indziej na dodatkowym etacie) ; obietnice mieszkania usłyszał od szefostwa instytutu na etapie składania papierów na konkurs (uwierzył, bo jak nie wierzyć renomowanej uczelni); o konkrety zaczął dopytywać się we wrześniu we właściwej komórce administracji i wtedy wyszło to, co powinien wiedzieć - polskie uczelnie od dawna nie mają mieszkań służbowych (moja uczelnia już kilka lat temu zamieniła hotel asystentów na akademik, ostatni raz w Polsce o dawaniu mieszkań przyjmowanym pracownikom i to głównie profesorom słyszałem jakieś 15 lat temu) - same kłamstwa
        • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 13:24
          powtarzam - to znaczy ze jest skonzconym idiota. podwazac podstawy egzystencji swojej i rodziny 'na gebe' jest dla mnie niezwykle, niesamowite. zal mi faceta, jesli istnieje, bardziej rodziny, niestety, takie zachowanie jest dl amnie niezrozumiale.

          Kiedys startowalem w konkursie na profesure w Irlandii. niestety, nie dostalem. po kilku dniach po decyzji dostalem telefon od dziekana, ktory mi owiadczyl zeoni jednak by mnie chcieli, i zaprpoponowal mi prace. praca byla na tym samym poziomie, jak moja wtedy (ale ze znacznie wyzsza pensja), z obietnica, ze jak wygasnie kontrakt, to zostane profesorem. podlechtalo to moja proznosc, powiedzialem, ze sie zastanowie, umowilismy sie na telefon. w nastepnej rozmowei, juz na chlodno, poweidzialem, ze bardzo chetnie, jednak ja chce miec obietnice profesury (a przynajmniej stalego kontraktu) na pismie. niestety, takiej obietnicy nikt mi nie chcial dac. zapewniali, obiecywali, ale nie napisali. to sie wypchali. bylbym kretynem, gdybym zrezgnowal ze stalego kontraktu, bo mnie dziekan zapewnia.

          niedawno byl tu watek osoby, ktora skonczyla jakies kursa i okazalo sie, ze kurs nie dawal uprawnien, jakich ta osoba oczekiwala. a przeciez rektor mowil......iestety osoba nie uzyskala wsparcia emocjonalnego....ale ona mloda, nie rozumie....ale clzowiek ktory juz pracuje na uczelni? trzeba byc kompletnym idiota....
          • proon Re: małe ale 09.09.11, 13:32
            fakt, na gębę to można umawiać się na piwo, ale ja go trochę rozumiem, kilkanaście lat temu głośno było o ściąganiu pracowników do młodych uczelni za pomocą mieszkań a nawet domów; poza tym, obietnica mieszkania dotyczyła chyba (tak sądzę) pokoju gościnnego, ale to jest dobre jak ktoś przyjeżdża na miesięczny staż, a nie dla rodziny z dziećmi i zmiany miejsca pracy na stałe
            • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 13:40
              no to ciesze sie, ze sie zgadzamy. to sa zbyt powazne sprawy, zeby sie na gebe umawiac, a potem sie okazuje, ze niedokladnie zrozumial itd itd.

              proon napisał:

              > fakt, na gębę to można umawiać się na piwo, ale ja go trochę rozumiem, kilkanaś
              > cie lat temu głośno było o ściąganiu pracowników do młodych uczelni za pomocą m
              > ieszkań a nawet domów; poza tym, obietnica mieszkania dotyczyła chyba (tak sądz
              > ę) pokoju gościnnego, ale to jest dobre jak ktoś przyjeżdża na miesięczny staż,
              > a nie dla rodziny z dziećmi i zmiany miejsca pracy na stałe
      • marialisboa Re: małe ale 09.09.11, 13:10
        Wybacz...ale co to za pomysł z dostawaniem mieszkania???? To jeszcze się w ogóle praktykuje????
        Kiedyś podobno nauczyciele angielskiego dostawali mieszkania przy szkole żeby tylko chcieli uczyć na wsi...

        W ogóle zauważam tendencje wśród znajomych, że każdy jak już kupił mieszkanie to osiadł na stałe i jak nie ma pracy to nie ma...nawet nie pomyślą, żeby się przeprowadzić.Przy takim rynku pracy jaki mamy, kryzysie i w ogóle funkcjonowaniu jako stracone pokolenie (nie wiem w której działce jestem Y, czy Z?) mobilność jest podstawą. Nie widzę w tym nic złego, sama przeprowadzałam się już 4 razy w przeciągu ostatnich 5 lat, 3 kraje UE.....głównie ze względu na pracę.
        Proon, wybacz, ale z Twoich postów wynika roszczeniowa postawa....że niby jak ktoś ma dr przed nazwiskiem, to już wszystko mu się należy...mieszkanie, godna płaca, szacunek społeczeństwa i darmowy karnet do siłowni plus wakacje pod gruszą.
        Wiem, że na polskich uniwersytetach nie jest różowo...ale kto każe ludziom tam pracować? Nigdzie nie jest łatwo, nasłuchałam się ostatnio opinii o pracy naukowej w Europie, nawet w Stanach ludzie marudzą....a też wydawało mi się , że w Polsce to już totalne dno...widać nie tylko my tacy biedni.
        • proon Re: małe ale 09.09.11, 13:26
          acha, masz racje, pje.... mnie z roszczeniowością; ale po kolei; jak się od pracowników uczelni wymaga mobilności, to najpierw powinno się sprawdzić, czy taka mobilność jest możliwa z powodów społeczno-ekonomicznych; w przypadku singli sprawa jest prosta; ale większość pracowników ma rodziny i nie może z nimi mieszkać w pokojach gościnnych przy akademikach; działanie typu idę za praca i sprzedaje mieszkanie, by kupić nowe tam gdzie jest praca, daje się wykonać przy przejściu z Warszawy czy Krakowa do Rzeszowa czy Białegostoku ; odwrotny kierunek jest możliwy jak ma się kupę kasy, bo mieszkania w W i K są dwa razy droższe niż w R i B; różnicę można pokryć kredytem, ale polskie uczelnie płacą stosunkowo mało i dają umowy terminowe (chodzi o młodszych pracowników), to powoduje, że banki takich klientów odsyłają z kwitkiem; można też zostawić rodzinę w starym miejscu i zostać tzw. rodzina weekendową, ale to prosta droga do rozbicia małżeństwa i problemów wychowawczych z dziećmi; dlatego też i w Polsce i w niejednym kraju niektóre uczelnie i firmy mają mieszkania służbowe dla pracowników, których chcą ściągnąć z daleka; kiedyś niejedna polska uczelnia takowe miała i wtedy mobilność był realna, ale nie teraz;
          jeżeli zaś chodzi o argumenty typu "kto każe ludziom tam pracować?", "że niby jak ktoś ma dr przed nazwiskiem, to już wszystko mu się należy" - mam dzisiaj pokojowy nastrój i na nie nie odpowiem, bo musiałbym "rzucać mięsem" w autora tak inteligentnych wypowiedzi
          • donnajohnson Re: małe ale 09.09.11, 13:35
            proon napisał:

            > w przypadku singli sprawa jest prosta; ale większość pracowników ma rodziny i nie może z nimi mieszkać w pokojach gościnnych przy akademikach

            Coz, identycznie jak w Polsce rodziny maja tez naukowcy w Niemczech, a pomimo tego habilitacje robia w innych osrodkach niz robili doktoraty. Daja rade. Nie wyrokuje czy to dobrze czy zle ale jedynie mowie ze tak sie da.
            • kardla Re: małe ale 09.09.11, 16:11
              W Niemczech za 1/3 placy mozna wynajac porzadne mieszkanie dla calej rodziny. I owa rodzine utrzymac, nawet jezeli partner nie pracuje przez jakis czas.
              W Warszawie za jakies 90% placy poczatkujacego pikusia mozna wynajac conajwyzej kawalerke.

              To jest roznica. I owszem, wiem z doswiadczenia.
              • donnajohnson Re: małe ale 09.09.11, 16:15
                Nie ma to jak nie doczytac do konca
                @,@
                • kardla Re: małe ale 09.09.11, 20:14
                  Doczytalam pozniej. :P

                  Ale do tego tez sie moge odniesc (a jakze! :P)

                  Mam na wydziale nowego postdocka z innego kraju. Zostawil w poprzednim miescie zone na 5 lat ma kontrakt. Czyli tak jak mowisz - inne stosunki rodzinne.
                  Tyle ze co tydzien lata sobie do domu. I stac go na to z jego malopikusiowej pensji. Tak samo jak na samodzielne mieszkanie w milym miejscu oraz wyjscia do restauracji.
                  W polsce to niemozliwe - chyba ze ochotnik do 40 roku zycia planuje mieszkac w mieszkaniu z 3 studentami, jezdzic przez 6-8 godzin w pociagu (w jedna strone) oraz zywic sie zupkami chinskimi.
              • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 16:45
                sprobuj za 1/3 placy wykladowcy (czyli naszego adiunkta, ppowiedzmy) wynajac mieszkanie w Londynie dla calej rodziny. powodzenia!

                kardla napisała:

                > W Niemczech za 1/3 placy mozna wynajac porzadne mieszkanie dla calej rodziny. I
                > owa rodzine utrzymac, nawet jezeli partner nie pracuje przez jakis czas.
                > W Warszawie za jakies 90% placy poczatkujacego pikusia mozna wynajac conajwyzej
                > kawalerke.
                >
                > To jest roznica. I owszem, wiem z doswiadczenia.
                • kardla Re: małe ale 09.09.11, 20:05
                  No, a w Moskwie jest jeszcze gorzej a ludzie zyja. I co z tego?

                  • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 23:44
                    no wlasnie nie wiem. to ty dajesz przyklad niemieckiej pensji w odroznieniu od warszawskiej. jedz do koszalina i bedzie lepiej.

                    kardla napisała:

                    > No, a w Moskwie jest jeszcze gorzej a ludzie zyja. I co z tego?
                    >
                    • kardla Re: małe ale 10.09.11, 00:21
                      O wroclawiu raczej myslalam :P

                      A na powaznie chodzi mi tylko o to co juz zostalo powiedziane w tym watku. Placac takie pieniadze jak teraz nie mozna oczekiwac mobilnosci, tak samo jak nie mozna oczekiwac ze ktos za 10 tys zl zbuduje prom kosmiczny. To znaczy oczekiwac to sobie mozna...

                      I zeby nie bylo - ja mieszkam i robie doktorat za granica. Mi jest dobrze (mimo ze wg przepisow tego kraju moje dochody umieszczaja mnie na progu ubostwa). Ale mam na mieszkanie, jedzenie, bilet do domu i do kina.
                      I gleboko podziwiam (z duuuuza nutka zdziwienia) znajomych z Polski, ktorzy jakos zyja i staraja sie pracowac za 1 tys zl miesiecznie - w Warszawie.
                      • dala.tata Re: małe ale 10.09.11, 09:56
                        ale tak ogolnie to ja sie z tym zgadzam. i ogolnie uwazam ze wymaganie mobilnosc jest nieporozumieniem. ja tylko wskazuje, ze te problemy nie dotycza tylko polskich naukowcow.
                • ta_ruda Re: małe ale 16.09.11, 15:34
                  dokladnie, pracuje w okolicach Londynu jako wykladowca, i chcac wynajac 2sypialniowe mieszkanie w przecietnej dzielnicy (np Ealing strefa 3) musialabym wydac okolo 50-70% mojej miesiecznej pensji - i mam na mysli tylko sam czynsz, bez podatku lokalnego, telefonu, wody, swiatla, gazu, TV, oplat za komunikacje miejska.

                  i jak tu zyc?????? ;-)
                  ale nie jest zle, mieszkam na prowincji i do pracy dojezdzam w jedna strone 2 godziny (3 razy w tyg na szczescie)

                  dala.tata napisał:

                  > sprobuj za 1/3 placy wykladowcy (czyli naszego adiunkta, ppowiedzmy) wynajac mi
                  > eszkanie w Londynie dla calej rodziny. powodzenia!
                  >
                  > kardla napisała:
                  >
                  > > W Niemczech za 1/3 placy mozna wynajac porzadne mieszkanie dla calej rodz
                  > iny. I
                  > > owa rodzine utrzymac, nawet jezeli partner nie pracuje przez jakis czas.
                  >
                  > > W Warszawie za jakies 90% placy poczatkujacego pikusia mozna wynajac cona
                  > jwyzej
                  > > kawalerke.
                  > >
                  > > To jest roznica. I owszem, wiem z doswiadczenia.
                  >
                  >
            • spokojny.zenek Re: małe ale 10.09.11, 14:21
              donnajohnson napisała:

              > Coz, identycznie jak w Polsce rodziny maja tez naukowcy w Niemczech, a pomimo t
              > ego habilitacje robia w innych osrodkach niz robili doktoraty. Daja rade. Nie w
              > yrokuje czy to dobrze czy zle ale jedynie mowie ze tak sie da.

              Jeżeli nie dotrzegasz fundamentalnej róznicy (w tym względzie) między Polska i Niemcami, to po prostu ręce i nogi opadają.
              A mnie sie wydawało, że wątek jest - pośrednio - właśnie o tym....

              • donnajohnson Re: małe ale 10.09.11, 14:39
                A od czego tak te rece opadaja bo nie wiem???
                Przeciez jest wyraznie napisane ze ja pisze nie o finansach ale o jednosci rodziny.
                Czy rodziny niemieckie sa az tak inne od polskich pod wzgledem emocjonalnym???
                Tak ciezko doczytac reszte postow? Szczegolnie ze jest ich raptem kilkanascie.
                • spokojny.zenek Re: małe ale 10.09.11, 15:05
                  O czym piszesz może sobie sprawdzić każdy, kto przeczyta Twój post, na który odpowiadałem.
                  Trudno, żeby ręce i nogi nie opadały, jeśli ktoś używa argumentu "w Niemczech też mają rodziny" w odpowiedzi na to konkretne zdanie, na które użył. Cóż to ma do rzeczy, że mają? Ktoś temu przeczy, ze mają? Tego dotyczy dyskusja, czy maja, czy nie mają?
                  • donnajohnson Re: małe ale 10.09.11, 15:21
                    Otoz drogi zenku wlasnie tego dotyczy dyskujsa o czym mozesz przekonac sie czytajac pozostale posty.
                    Dziekuje za zrozumienie istoty sprawy.


                    spokojny.zenek napisał:


                    > O czym piszesz może sobie sprawdzić każdy, kto przeczyta Twój post, na który od
                    > powiadałem.
                    > Trudno, żeby ręce i nogi nie opadały, jeśli ktoś używa argumentu "w Niemczech t
                    > eż mają rodziny" w odpowiedzi na to konkretne zdanie, na które użył. Cóż to ma
                    > do rzeczy, że mają? Ktoś temu przeczy, ze mają? Tego dotyczy dyskusja, czy maja
                    > , czy nie mają?
                    • spokojny.zenek Re: małe ale 10.09.11, 16:38
                      Cieszę się, że mi dziękujesz za zrozumienie istoty sprawy, szkoda tylko, że Ciebie na to zrozumienie nie stać i używasz kuriozalnych "argumentów" niezwiązanych z tematem dyskusji.
                      • donnajohnson Re: małe ale 10.09.11, 16:41
                        spokojny.zenek napisał:

                        > Cieszę się, że mi dziękujesz za zrozumienie istoty sprawy, szkoda tylko, że Cie
                        > bie na to zrozumienie nie stać i używasz kuriozalnych "argumentów" niezwiązanyc
                        > h z tematem dyskusji.

                        Jako, ze juz dzis blysnales 'intelektem' chcac zamienic wlasne mieszkanie na pokoj w hotelu asystenta to dam ci spokoj.
                        Sorry memory jedyneczke kasujemy.
                        pozdro.
                        • spokojny.zenek Re: małe ale 10.09.11, 16:43
                          donnajohnson napisała:


                          > Jako, ze juz dzis blysnales 'intelektem' chcac zamienic wlasne mieszkanie na po
                          > koj w hotelu asystenta

                          O, i jeszcze małe kłamstewko na koniec...
                          Nie ma to jak umieć przegrywać...
                          • donnajohnson Re: małe ale 10.09.11, 16:49
                            Tekst linka

                            spokojny.zenek napisał:
                            > O, i jeszcze małe kłamstewko na koniec...
                            > Nie ma to jak umieć przegrywać...
                            • spokojny.zenek Re: małe ale 10.09.11, 17:00
                              No i?
                              Gdzie pod tym linkiem jest coś, co by potwierdzało twój kłamliwy zarzut?
                              • donnajohnson Re: małe ale 10.09.11, 17:07
                                spokojny.zenek napisał:

                                > No i?
                                > Gdzie pod tym linkiem jest coś, co by potwierdzało twój kłamliwy zarzut?

                                "O czym piszesz może sobie sprawdzić każdy, kto przeczyta Twój post" - spokojny.zenek
                                • spokojny.zenek Re: małe ale 10.09.11, 20:20
                                  Albo lubisz iść w zaparte, albo naprawdę nie rozumiesz prostego tekstu po polsku...
            • marcio1234 Re: małe ale 11.09.11, 23:24
              Tak, identycznie mają rodzina ale warunki robienia habilitacji już nie są identyczne. Podam tylko mały przykład: pociąg z Monachium do Frankfurtu pokonuje 400 km odległości pomiędzy tymi miastami w 3 godziny i kwadrans, kursując co godzinę. Więc praca w oddalonym o kilkaset km ośrodku nie jest problemem bo np. weekend można spędzić z rodziną a jak szef pójdzie na rękę to i trochę więcej niż weekend.
              A teraz porównaj to z dojazdem np z Torunia do Krakowa, też ok 400 km na którą pociąg potrzebuje 8 godzin (optymistycznie bo są przesiadki). O czasach samochodowych przez litość już nie będę wspominał.
              O tym że partnerowi pracę jest łatwiej znaleźć w przeciętnym niemieckim mieście niż w przeciętnym polskim chyba też nie trzeba wspominać.
              Z ciekawości zapytam: ile czasu pracowałaś w Niemczech?
          • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 13:50
            ja mysle ze to jest problem. jednak ten problem isnieje rowniez w UK. nigdy nie aplikuje o prace w Londynie i okolicach, bo mnie nie stac by bylo na przeprowadzke. i tyle. ceny domow w Londynie sa okolicach kosmosu i kredyt hipoteczny na taki dom nawet z pensji profesorskiej bylby bardzo trudny do splacenia. z pensji wykladowcy (nawet dwu) uzyskanie takiego kredytu byloby bardzo trudne.

            co do etatow tymczasowych, to im lepszy uniweersytet w UK, tym wiecej osob jest zatrudnioncyh tymczasowo. w Oxbridge to, o ile pamietam, okolo 50 proc pracownikow akademickich. wszystko, o czym mowisz, dotyczy nie tylko Polski. tyle ze my tu rozumiemy, ze to jest nasz wybor i wolimy nie zawisac co drugi dzien na krzyzu i mowic, jak nam strasznie ciezko.
            • adept44_ltd Re: małe ale 09.09.11, 14:03
              no, pewna różnica też leży w tym, że wasz "krzyż" jest jednak lepiej opłacany... to też tajemnica dostrzeżonego przez Donnę fenomenu niemieckiego... inaczej wygląda też kwestia wynajmu mieszkania...
              • donnajohnson Re: małe ale 09.09.11, 14:12
                Moj post dotyczyl raczej kwesti funkcjonowania rodziny, a nie zdolnosci finansowych :P
                Ale dziekuje za uwage.
                Musze jednak przyznac, ze wiekszosc moich znajomych z Niemiec decyduje sie na przeniesinie sie do nowego osrodka wylacznie na czas robienia habilitacji. Tym samym zostawiaja rodzine na starym miejscu co oznacza, ze po obronie planuja powrot.
                Byc moze to specyfika zawodu. Nie kazdy osrodek akademicki ma porownywalny szpital czy zaplecze.
                • flamengista pańskie jaja 11.09.11, 19:34
                  Porównywanie "kwestii funkcjonowania rodziny" naukowca bez kontekstu społeczno-ekonomicznego jest przegięciem. I doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, więc proszę - nie wciskaj nam kitu.

                  Równie dobrze mogę napisać, że kalabryjscy chłopi w II poł XIX wieku co roku na 5 miesięcy opuszczali swoje żony by robić na plantacjach kawy w Sao Paulo i jakoś dawali radę. A w Mogadiszu za kilogram mąki biedni mieszkańcy płacą 2 dolary - i też jakoś żyją!

                  Już mniejsza o to, że w Niemczech zarobki pracowników akademickich uwzględniając realną siłę nabywczą są kilkukrotne wyższe. Że ceny wynajmu mieszkania w Polsce w zasadzie dogoniły te niemieckie (wynajem mieszkania w centrum Krakowa i centrum Kolonii kosztuje tyle samo).

                  Ale żeby nie widzieć niemieckich udogodnień transportowych - sieci lotnisk i dostępności tanich linii, superszybkich kolei i darmowych autostrad - które umożliwiają komfortowe dojazdy nawet na b. długie dystanse - trzeba być ślepcem.

                  Spróbuj się przenieść z Krakowa do Poznania i dojeżdżać do rodziny w weekendy. Życzę powodzenia. 460 km możesz przejechać w najlepszym wypadku w 6 godzin. Z Koeln do Hamburga, 430 km przejedziesz w 4 godziny.

                  Tak samo należy tłumaczyć fenomen mobilności amerykańskiej - b. tanie mieszkania i domy + świetna infrastruktura drogowa + tanie paliwo.
                  • donnajohnson Re: pańskie jaja 12.09.11, 10:15
                    flamengista napisał:

                    > Równie dobrze mogę napisać, że kalabryjscy chłopi w II poł XIX wieku co roku na
                    > 5 miesięcy opuszczali swoje żony by robić na plantacjach kawy w Sao Paulo i ja
                    > koś dawali radę. A w Mogadiszu za kilogram mąki biedni mieszkańcy płacą 2 dolar
                    > y - i też jakoś żyją!
                    I to sa bardzo dobre przyklady. :P

                    > Spróbuj się przenieść z Krakowa do Poznania i dojeżdżać do rodziny w weekendy.
                    > Życzę powodzenia. 460 km możesz przejechać w najlepszym wypadku w 6 godzin. Z K
                    > oeln do Hamburga, 430 km przejedziesz w 4 godziny.
                    >
                    > Tak samo należy tłumaczyć fenomen mobilności amerykańskiej - b. tanie mieszkani
                    > a i domy + świetna infrastruktura drogowa + tanie paliwo.

                    Czyli jak rozumiem, 100% akceptujesz 5-6x w tygodniu przejazdy z Koeln do Hamburga byleby bylo mniej niz 4 godziny (x2 to 8 h stracone) i odpwiednio ci za to zaplacic. Maz/zona dzieci pies i kot nie maja juz znczenia.
                    No to zycze dlugiego pozycia.
                    • spokojny.zenek Re: pańskie jaja 12.09.11, 10:19
                      Widzę, że nie tylko nie sobie upatrzyłaś, lecz że wkładanie w usta adwersarzy czegoś, czego nie powiedzieli jest twoją specjalnością i znakiem rozpoznawczym?

                      • donnajohnson Re: pańskie jaja 12.09.11, 10:27
                        Siema Zenus.
                        Jak noc?
                        Moczyles sie i rano nie w sosie?
                        • donnajohnson Re: pańskie jaja 12.09.11, 10:34
                          Ehh mialo byc" męczyles sie"
                          :)))
                          I jakby nie dotarlo twoje posty zenus ignoruje.
                          • spokojny.zenek Re: pańskie jaja 12.09.11, 10:37
                            Przy tej proporcji chamstwa do intelektu nie pozostało ci nic innego jak "ignorować". Żeby odpowiedzieć, trzeba by mieć jakiś argument.
                          • pfg Re: pańskie jaja 13.09.11, 10:46
                            To jest żałosne, donna. Ja bym się wstydził.
                            • donnajohnson Re: pańskie jaja 13.09.11, 17:40
                              yhy ;]]]]]
                              nawet bardzo ;]]]]]]
                        • spokojny.zenek KOSZ 12.09.11, 10:38
                    • donnajohnson Re: pańskie jaja 12.09.11, 10:26
                      I po raz kolejny i ostatni napisze swoje stanowisko.
                      Niemcy podaje nie bez powodu bowiem tak o ile mi wiadomo jest wymog robienia habilitacji w innym miejscu niz doktorat( nie wiem tylko czy ustawowy czy zwyczajowy).
                      Niemcy mieszkan nie dostaja, zarobki maja oczywiscie wieksze a mimo to robia te habilitacje. Czesto rzeczywiscie stajac sie rodzinami weekendowymi. Placza na dtym ale tak jest (przynajmniej ci ktorych ja zanm). Taki stan rzeczy jest wpisany w ich nature pracy. Tak jak ja musze miec trzech doktorantow i 2 recenzje oni musze zrobic hab. w innym osrodku. Koniec kropka.
                      Czy ta sytuacja jest dobra czy zla nie oceniam.
                      Ekonomia tu nie ma nic do rzeczy. Bo nie chodzi przeciez o to zeby widywac rodzine 1 lub 2 razy w miesiacu. Nawet gdyby zarabiali kokosy to i tak rozlaka jest wpisana w ich charakter pracy.
                      • spokojny.zenek Re: pańskie jaja 12.09.11, 10:36
                        donnajohnson napisała:

                        > I po raz kolejny i ostatni napisze swoje stanowisko.
                        > Niemcy podaje nie bez powodu bowiem tak o ile mi wiadomo jest wymog robienia ha
                        > bilitacji w innym miejscu niz doktorat( nie wiem tylko czy ustawowy czy zwyczaj
                        > owy).

                        Byc moze gdzieś jest taki zwyczaj. Ustawowy wybóg dotyczy czegos innego - PO habilitacji nie moze się byc zatrudnionym w dotychczasowym miejscu.

                        > Niemcy mieszkan nie dostaja, zarobki maja oczywiscie wieksze a mimo to robia te
                        > habilitacje.

                        Skoro mają "oczywiscie większe", to dlaczego "mimo"?

                        Czesto rzeczywiscie stajac sie rodzinami weekendowymi. Placza na
                        > dtym ale tak jest (przynajmniej ci ktorych ja zanm). Taki stan rzeczy jest wpis
                        > any w ich nature pracy.

                        Czy dalej nie potrafisz zrozumieć fundamentalnej różnicy między niemieckim a polskim "otoczeniem", którą już chyba CZTERY osoby próbowały ci różnymi słowami uświadomić? Czy nie jesteś w stanie pojąć, jak - wobec niewątpliwego istnienia tej różnicy - żenujący jest twój argument sprowadzajacy się do "ale w Niemczech jakoś się da"?


                        • donnajohnson Re: pańskie jaja 12.09.11, 10:41
                          Ty zenus jestes ulomny, tak?
                          Nie potrafisz czytac ze zrozumieniem, tak?
                          Bo jesli nie masz problemow to mam wrazenie, ze jestes seksista.
                          • spokojny.zenek KOSZ 12.09.11, 10:42
                      • carnivore69 Re: pańskie jaja 12.09.11, 11:55
                        > Niemcy podaje nie bez powodu bowiem tak o ile mi wiadomo jest wymog robienia ha
                        > bilitacji w innym miejscu niz doktorat (nie wiem tylko czy ustawowy czy zwyczaj
                        > owy).

                        Ustawowego wymogu nie ma. O zwyczaju pierwszy raz slysze. (I z pewnoscia nie obowiazuje on w znanych mi uniwerkach/wydzialach.)

                        Pzdr.
                      • carnivore69 PS. Do donny (kawa na lawe) 12.09.11, 12:02
                        PL: sytuacja ekonomiczna (wysokosc pensji/szansa na znalezienie pracy przez partnera) zawyczaj nie pozwala na przebiesienie sie z rodzina do innego osrodka. W przypadku przeprowadzki samemu "dojezdzanie" byloby mozliwe najczesciej tylko w teorii.

                        D/UK/NL/B/...: sytuacja ekonomiczna (wysokosc pensji/szansa na znalezienie pracy przez partnera) duzo czesciej pozwala na przeniesienie sie z rodzina do innego osrodka. W przypadku przeprowadzki samemu "dojezdzanie" moze sprawdzac sie przez jakis czas zupelnie niezle.

                        Pzdr.
                        • donnajohnson Re: PS. Do donny (kawa na lawe) 12.09.11, 12:07
                          Ale misiu przeciez ja tego nie neguje.
                          • carnivore69 Re: PS. Do donny (kawa na lawe) 12.09.11, 13:08
                            > Ekonomia tu nie ma nic do rzeczy. Bo nie chodzi przeciez o to zeby widywac rodzine 1 lub 2
                            > razy w miesiacu. Nawet gdyby zarabiali kokosy to i tak rozlaka jest wpisana w ich charakter
                            > pracy.

                            Zdecyduj sie wiec, ciociu.

                            Albo nie negujesz tego co napisalem powyzej ("oczekiwana rozlaka" Polaka jest wyzsza), albo twierdzisz, ze relokacja Niemca wiaze sie srednio z takimi samymi konsekwencjami jak relokacja Polaka - biorac pod uwage mozliwosc przeprowadzki rodziny/sprawnosc dojazdow ("oczekiwana rozlaka" identyczna).

                            Pzdr.
                            • donnajohnson Re: PS. Do donny (kawa na lawe) 12.09.11, 13:22
                              Dla cb wszystko xD
                              Wiec po kolei. Kwestia mobilnosci jest dla mnie indywidualna decyzja kazdego naukowca. Ja jestem generalie przeciw mobilnosci samej dla siebie (musi ona wniesc cos rozwojowego). W Polsce moja waska specjalnoscia badawcza nie zajmuje sie zadna inna Katedra wiec mam problem gdzie wyjechac :P
                              Ale ja takiej decyzji nie podejme chocby mi gory zlota obiecali (dlatego tez pisze, ze dla mnie watek ekonomiczny nie ma tu znaczenia). Dlaczego? Bo wazniejsza jest dla mnie moja rodzina a ta jest gleboko zakorzeniona tu gdzie mieszkam i mowi stanowczo nie.
                              Teraz pytanie co jesli ustawa mnie do tego zmusza (by zmuszala)? Jezeli mam parcie zeby awansowac to zaciskam zeby i jade do innego osrodka (wbrew rodzinie) pracuje okreslony czas w kiepskich warunkach i wracam. Czy skonczyloby sie to rozwodem? Nie wiem (ale sadze ze tak). Stad tez na mysl przysli mi znajomi w Niemczech.
                              2 opcja - Ewentualnie daje sobie spokoj (jestem w takiej systuacji ze mi nie zalezy).
                              Ale czy w razie przenosin wymagam od Uczelni lokum??? Otoz nie. A nawet gdyby ktos mi obiecywal mieszkanie za przejscie to podpisuje stosowna umowe i tyle - o tm byl ten watek.
                              Nie neguje, ze latwiej jest sie przeniesc jak sie ma lepsze zaplecze finansowe - to truizm.
                              Pisze jedynie ze sa ograniczenia emocjonalne dla mnie nie do przejscia (ale ludzie w swiecie daja sobie z nimi rade bez wzgledu na to ile zarabiaja). I bynajmniej nie oceniam ich postawy.
                              Tyle i az tyle.
                              • adept44_ltd Re: PS. Do donny (kawa na lawe) 12.09.11, 15:15
                                hm, wiesz, teraz jak wrócisz do początku tej debaty, to zobaczysz, że twój post dało się odczytać, tak jak to wszyscy zrobili, w jeden sposób: ci, którym się to w PL nie podoba to cioty, a prawdziwi faceci w BRD potrafią (można też przygotować wersję dla innych płci); tak to wynika zarówno z postu, jak i z kontekstu, w którym się pojawił; my ci tu pokazywaliśmy, że wcześniej przed decyzją emocjonalną znajduje się problem finansowy, w PL nie do przejścia (jeszcze większy, jeśli chce się żyć na dwa domy, bo to kosztuje dwa razy więcej) - dostało się nam, że nic nie kumamy, po czym okazuje się, że tobie chodzi o coś innego ;-))))
                                • donnajohnson Re: PS. Do donny (kawa na lawe) 12.09.11, 15:28
                                  Tak zdaje sobie sprawe (po ponownym przeczytaniu) ze to moje stwierdzenie ze "Niemcy daja rade" moglo/bylo dwuznaczne. Ale kazdy kolejny moj post podkreslal ze chodzi mi o sprawy rodziny. Przepraszam jesli wyszlo nieporozumienie moja wina bylo zapewne nieporadne przekazanie mysli (medycy tak czasem maja :P). Mowia gruzlica a mysla dzuma xD
                                  Natomiast uwagi zenka dalej uwazam za napastliwe i obrazliwe ("zenujacy post..." itd " i dlatego bede mu opdlacac pieknym za nadobne). A ze moge to chyba widac.
                                  ^,^


                                  adept44_ltd napisał:

                                  > hm, wiesz, teraz jak wrócisz do początku tej debaty, to zobaczysz, że twój post
                                  > dało się odczytać, tak jak to wszyscy zrobili, w jeden sposób: ci, którym się
                                  > to w PL nie podoba to cioty, a prawdziwi faceci w BRD potrafią (można też przyg
                                  > otować wersję dla innych płci); tak to wynika zarówno z postu, jak i z kontekst
                                  > u, w którym się pojawił; my ci tu pokazywaliśmy, że wcześniej przed decyzją emo
                                  > cjonalną znajduje się problem finansowy, w PL nie do przejścia (jeszcze większy
                                  > , jeśli chce się żyć na dwa domy, bo to kosztuje dwa razy więcej) - dostało się
                                  > nam, że nic nie kumamy, po czym okazuje się, że tobie chodzi o coś innego ;-))
                                  > ))
                                  • adept44_ltd Re: PS. Do donny (kawa na lawe) 12.09.11, 15:42
                                    donnajohnson napisała:

                                    A ze moge to chyba widac.


                                    no ba, moczenie się Zenka przejdzie do klasyki ;-)
                                    • pfg Re: PS. Do donny (kawa na lawe) 12.09.11, 17:26
                                      Widzę, że muszę przeczytać cały ten wątek :-)

                                      Ale żeby oddać cesarzowi co cesarskie stwierdzam, że argument "ekonomia nie ma tu nic do rzeczy" jest całkowicie fałszywy.
                                    • spokojny.zenek Re: PS. Do donny (kawa na lawe) 13.09.11, 06:39
                                      Do klasyki? Chyba powinno przejść do kosza, razem zresztą z autorką, nieprawdaż admini?
                • spokojny.zenek Re: małe ale 12.09.11, 10:18
                  donnajohnson napisała:

                  > Musze jednak przyznac, ze wiekszosc moich znajomych z Niemiec decyduje sie na p
                  > rzeniesinie sie do nowego osrodka wylacznie na czas robienia habilitacji. Tym s
                  > amym zostawiaja rodzine na starym miejscu co oznacza, ze po obronie planuja pow
                  > rot.

                  Znowu opowiadasz bajki. Istotą niemieckiej mobilności jest to, że po habilitacji MUSI SIĘ iść gdzie indziej, niż się pracowało przed habilitacją. Stąd też nie ma możliwości "planowania powrotu". Ewentualnie można sobie "planować" ale i tak nie można zrealizować.

              • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 16:38
                z calym szacunkiem adpecie, my jednak wydajemy nasze pieniadze tu. i jesli cie nie stac, to naprawde nie ma znaczenia, czy cie nie stac w Londynie, czy w Warszawie.

                mnie nie stac na mieszkanie w Londynie i mozesz mi dlugo tlumaczyc, ze wiecej zarabiam, jednak mnie nie stac. i moze byc najpiekniejsza, najlepsza, cudnie mnie rozwijajaca praca na ktorejs z uczelni londynskich, jest mi ona jednak niedostepna.

                przecietny mlody wykladowca ma problemy z kupnem domu (to tutaj standardowa forma zapewniania sobie lokum, jest to miesiecznie znacznie tansza forma niz wynajmowanie) na poludnie od Birmingham. i znow, mozesz mu tlumaczyc, ze on zarabia wiecej, jednak nie zmeinia to tego, ze wysokosc jego pensji ogranicza mu rynek pracy, mobilosc, szanse rozowju kariery dosc dramatycznie. ale masz racje, on zarabia wiecej niz polski adiunkt, niewiele jednak w tym wypadku z tego wynika.

                adept44_ltd napisał:

                > no, pewna różnica też leży w tym, że wasz "krzyż" jest jednak lepiej opłacany..
                > . to też tajemnica dostrzeżonego przez Donnę fenomenu niemieckiego... inaczej w
                > ygląda też kwestia wynajmu mieszkania...
                • adept44_ltd Re: małe ale 09.09.11, 17:01
                  ponoć w tym segmencie ;) sytuacja jest porównywalna... no ale jak wyłączymy Londyn... jako przykład ekstremalny, sytuacja wygląda inaczej... u nas w miastach akademickich ceny mieszkań są jakoś porównywalne... a tu mówimy tylko o mieszkaniach

                  forsal.pl/artykuly/443298,ceny_mieszkan_w_warszawie_wsrod_najwyzszych_w_europie.html
                  • adept44_ltd Re: małe ale 09.09.11, 17:05
                    aaa,żeby było jasne - nie tyle interesuje mnie licytowanie się na jakość dźwiganego krzyża, ile sam fakt, że nie można w takich warunkach wymagać mobilności... i mówię to jako zwolennik mobilności i dość mobilny osobnik
                    • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 17:32
                      ja ogolnie jestem przecwiny wymuszonej mobilnosci. ja rozumiem, ze to moze pbyc pozyteczne, ale nie jako wymog.

                      aja ogolnie mowie, ze nieustanne mowienie, ze my zarabiamy wiecej, nie ma sensu. bo my wydajemy te pieniadze tu i mamy tu swoje problemy, ktore dla dzisiaj wypromowanego doktora, jesli w ogole znajdzie prace na uczelni, sa znaczne.

                      adept44_ltd napisał:

                      > aaa,żeby było jasne - nie tyle interesuje mnie licytowanie się na jakość dźwiga
                      > nego krzyża, ile sam fakt, że nie można w takich warunkach wymagać mobilności..
                      > . i mówię to jako zwolennik mobilności i dość mobilny osobnik
                      • adept44_ltd Re: małe ale 09.09.11, 17:50
                        ok, ale z tymi różnicami w wydawaniu w relacji PL - Zachód jest różnie; np, mamy najtańszą benzynę... ale tylko jeśli nie brać pod uwagę różnic w zarobkach itp, itd.
                        • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 18:10
                          ale ja nie chce tweirdzic, ze w PL jest superowo i mnie tu trzymaja sila i dlatego nie wracam. nie. tylko nie robmy z PL piekla najstraszniejszego, a z Zachodu raju, w ktorym mieskza sie za darmo, a pensje mozna wydawac na fine dining....

                          adept44_ltd napisał:

                          > ok, ale z tymi różnicami w wydawaniu w relacji PL - Zachód jest różnie; np, mam
                          > y najtańszą benzynę... ale tylko jeśli nie brać pod uwagę różnic w zarobkach it
                          > p, itd.
                          • adept44_ltd Re: małe ale 09.09.11, 18:21
                            nie, no tego to nie robimy ;-)
                  • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 17:29
                    jak wylaczymy Londyn, to sprawy sie maja lepiej, ale nie dobrze. Ogolnie rzecz biorac najlepiej polnoc Anglii, Szkocja (ale nie Edynburg) i Walia (ale nie Cardiff). w reszcie miast jest lepiej, ale nie w dorbych dzielnicach. w ostatnich 10 latach ceny domow UK wzrosly szalenczo, mowimy o przebitce 2-3-krotnej, wykluczajac z rynku ludzi zaczynajacych prace.
            • proon Re: małe ale 09.09.11, 15:04
              "tyle ze my tu rozumiemy, ze to jest nasz wybor i wolimy nie zawisac co drugi dzien na krzyzu i mowic, jak nam strasznie ciezko." - a my tu mamy inną sytuację, to nie nasz wybór - prawie wszyscy zaczynali pracę w innych realiach, jeszcze dwa-trzy lata temu pomysł opuszczenia uczelni, na której robiło się doktorat czy habilitację uznawany był za przejaw chamstwa i niewdzięczności; nie powinno bowiem się opuszczać uczelni, która wydała sporo kasy, by delikwent zrobił stopień; skoro go finansowała, to teraz powinien wzmocnić potencjał swojej uczelni (minima kadrowe), a nie jakiejś obcej; tak więc prawie każdy planował - tu zaczynam, i tu będę musiał pracować do emerytury; za tym poszły inwestycje w mieszkania/domy (na kredyt) oraz zdobycie pracy dla współmałżonka; teraz nam się mówi - taka postawa (stabilizacja) to be, musicie co parę lat przemieszczać się - to jest łamanie reguł, które braliśmy pod uwagę podejmując masę decyzji życiowych; rozumiem, że czasy się zmieniły, a wraz z nimi i wymagania - ale nie akceptuję barbarzyństwa polegającego na tym, że nowe rozwiązania nie uwzględniają polskich realiów, zmuszając do lawirowania lub zgody na znaczne pogorszenie sytuacji życiowej swojej rodziny
              usiłuje się u nas wprowadzić rozwiązania, przeciwko którym nawet na Zachodzie nasilają się protesty
              u nas zresztą też protestują ci, jakoby z myślą o których robiona jest reforma - młodzi - strajk-doktorancki.bzzz.net/
              • donnajohnson Re: małe ale 09.09.11, 15:25
                proon napisał:

                >teraz nam się mówi - taka postawa (stabilizacja) to be, musicie co parę lat przemieszczać się - to jest łamanie reguł

                Nie bardzo wiem gdzie ty widzisz taki przymus? Ustawa cie do tego zmusza? Kierownik Katedry? Rektor? Zona? Kochanka?
                Ktoooooo?

                Przeciez chec zmiany srodowiska i laboratorium jest dla "chcacych". Mozna zreszta "chciec" Z roznych przyczyn (lepsze stanowisko, pensja, wyzyszy poziom badan itd.). To sa indywidualne decyzje a nie odgorna regulacja.
              • dala.tata Re: małe ale 09.09.11, 16:41
                wiesz co, nawet nie chce mi sie pisac, jak bardzo sie zmienily realia pracay nauczelniach w UK. nie uwierzylbys mi. ale bez watpienia masz prawo myslec, ze to tobie jest naprawde, naprawde zle.
              • ta_ruda Re: małe ale 16.09.11, 15:41
                jestem w szoku!
                dorosly, wysoce wyksztalcony czlowiek ktory mowi ze :
                [i]b][/b]proon napisał:
                a my tu mamy inną sytuację
                > , to nie nasz wybór - prawie wszyscy zaczynali pracę w innych realiach, jeszcze
                > dwa-trzy lata temu pomysł opuszczenia uczelni, na której robiło się doktorat c
                > zy habilitację uznawany był za przejaw chamstwa i niewdzięczności; nie powinno
                > bowiem się opuszczać uczelni, która wydała sporo kasy, by delikwent zrobił stop
                > ień; skoro go finansowała, to teraz powinien wzmocnić potencjał swojej uczelni
                > (minima kadrowe), a nie jakiejś obcej; tak więc prawie każdy planował - tu zacz
                > ynam, i tu będę musiał pracować do emerytury; za tym poszły inwestycje w mieszk
                > ania/domy (na kredyt) oraz zdobycie pracy dla współmałżonka; teraz nam się mówi
                > - taka postawa (stabilizacja) to be, musicie co parę lat przemieszczać się - t
                > o jest łamanie reguł, które braliśmy pod uwagę podejmując masę decyzji życiowyc
                > h; rozumiem, że czasy się zmieniły, a wraz z nimi i wymagania - ale nie akceptu
                > ję barbarzyństwa polegającego na tym, że nowe rozwiązania nie uwzględniają pols
                > kich realiów, zmuszając do lawirowania lub zgody na znaczne pogorszenie sytuacj
                > i życiowej swojej rodziny[/i]

                czy ty uczyles sie w szkole podstawowej i sredniej takiego przedmiotu jak historia, albo nawet biologia? czy uczyles sie o zmianach jakie ZAWSZE zachodzily we WSZYSTKICH sploeczenstwach? Czy nie czytales o tym ze ludzkosc sie zmienia ciagle szukajac nowych sposobow na zycie? jeszcze nie jest dla ciebie za pozno aby sie oswic z mysle ze zycie jest dlugie, bardzo dlugie i wiele rzeczy moze i bedzie sie zmieniac.

                • proon Re: małe ale 16.09.11, 16:23
                  jestem w szoku, dorosły, wykształcony człowiek ma coś przeciwko głoszeniu poglądów innych niż głoszą władze; szanowna pani - najwyraźniej nie rozumiesz co dzieje się na uczelniach, nie sięgasz wyobraźnią do sytuacji, w której pseudoreformy Kudryckiej zadziałają, nie życzę pani odczucia na własnej skórze ich "dobroczynnego" efektu
        • flamengista wybacz - ale co to za pomysł z mobilnością? 11.09.11, 19:09
          Porównujesz sytuację z Europy Zachodniej z polskim rynkiem pracy - to zupełne nieporozumienie. Ba, tak nawet nie działa wszędzie w EU-15.

          Jak będzie dalej takie finansowanie i poziom pensji w nauce, to będziemy mieli tak jak we Włoszech. W jednym z najbogatszych regionów, w najlepszym ichniejszym uniwersytecie na doktoranckich tylko miejscowi - bo tylko tych stać na utrzymanie się z nędznego stypendium. Oczywiście, ci 35-letni (a więc młodzi, jak na włoskie standardy) doktoranci nadal mieszkają u swoich rodziców.

          Mobilność to fajna rzecz, ale możliwa przy odpowiednio wysokich pensjach. Wynajem mieszkania we Wrocławiu, Gdańsku, Krakowie czy Poznaniu to jakieś 1500 zł miesięcznie. Więc o tyle musi być wyższa pensja, by zachęcić adiunkta z Krakowa do przeniesienia się z UJ np. do UAM.

          Nie trzeba być geniuszem pokroju Stiglitza czy Solowa, żeby to zrozumieć.

          Natomiast u nas Pani Minister dekretuje odgórnie zakaz wieloetatowości i nakaz mobilności i myśli, że to wystarczy. Pobożne życzenia.
          • spokojny.zenek Re: wybacz - ale co to za pomysł z mobilnością? 12.09.11, 10:45

            A to pamiętacie? Całkiem niedawno:

            forum.gazeta.pl/forum/w,87574,125449570,125449570,Zaczynamy_wciaganie_drabiny.html
    • sendivigius Re: małe ale 10.09.11, 08:42
      Jak nie lubie sie zgadzac z Dala to tym razem niestety musze, kolega potrzebuje pomocy profesjonalnej - bo moze on i naukowiec, ale aby byc tak odjechanym aby przypuszczac ze ktos dostanie "sign in bonus" w wyskoosci 5-10 letniej pensji (bo to jest cena mieszkania) to juz trzeba byc albo kompletnie popieprzonym albo.... urodzic i wychowac sie w uprzywilejowanej kascie "grupy trzymajacej wladze" co traktuje budzet publiczny jak wlasny portfel. Stawiam na to drugie.
      • dala.tata Re: małe ale 10.09.11, 09:57
        zadales mi cios prosto w serce!

        sendivigius napisał:

        > Jak nie lubie sie zgadzac z Dala to tym razem niestety musze, kolega potrzebuje
      • niewyspany77 Re: małe ale 10.09.11, 10:27
        Sendi, ale nie przeginaj w drugą stronę. Nie wiem, czy jest jakiekolwiek miejsce w cywilizacji, gdzie uczelnia "daje" mieszkanie (tak, tak, "daje"). Natomiast jeszcze do niedawna funkcjonowały tzw domy asystenta, gdzie przy pomyślnych wiatrach można było się tanio zakwaterować - opłata była symboliczna albo żadna. Przypuszczam że właśnie o taki lokal chodziło temu człowiekowi, któremu solidarnie obrabiamy tu dupę. W mojej alma mater rektor miał fajną chawirę ulokowaną w takim domu asystenta, a paradoks był taki, że asystentów tam było tyle co kot napłakał, mieszkali przede wszystkim adiunkci i starsi wykładowcy w wieku przedemerytalnym. Co do reszty się z wami zgadzam - rozwiązać umowę o pracę bez dogranej nowej to teraz jest hadkor nad hadkory, zaraz chario powie, że nienawidzę adiunktów, ale to jest dowód, że są wśród nich typy kompletnie niezaradne życiowo, które bez uczelni w życiu sobie nie radzą.

        A tak poza tym to ja postuluję wprowadzenie na studia III stopnia obowiązkowego przedmiotu "poszukiwanie pracy na rynku pozauczelnianym" gdzie ludzi nauczą twardych umiejętności: jak pisać cv, list motywacyjny i wytłumaczą lokalizacje powiatowych urzędów pracy w okolicy.
      • donnajohnson Re: małe ale 10.09.11, 10:55
        sendivigius napisał:

        > Jak nie lubie sie zgadzac z Dala to tym razem niestety musze, kolega potrzebuje
        > pomocy profesjonalnej .

        Hmmm, jakos mi tak smutno ale nie bede nad tym rozpaczac.
        Dlaczego wszyscy "sie zgadzaja" z Dala jak moj post dotyczacy "zaradnosci" opisywanego kolegi byl pierwszy ...
        Buuuuuuuuuuuu
        ;/
      • spokojny.zenek Re: małe ale 10.09.11, 14:29
        Przecież jest oczywiste, ze temu "niezaradnemu" nie chodziło o to, że "dostanie" za darmo mieszkanie, lecz zapewne o to, że uczelnia zakwateruje go w jakichś swoich zasobach - domu typu "hotel asystenta" czy w "służbowym" mieszkaniu "na mieście".
        Rozumiem, ze niektórzy chcą sobie na tym "naiwnym" poużywać, ale lekką przesadą jest przypisywanie mu aż takiej głupoty.
        • sendivigius Re: małe ale 10.09.11, 16:04
          Nie mily zenku, jesli dalej w tekscie jest wywod o cenach metra kwadratowego to jest jasne ze chodzilo o mieszkanie. Oczywiscie sluzbowe, ktore oczywiscie potem mozna "wykupic" za 1% wartosci.
          • dala.tata Re: małe ale 10.09.11, 16:14
            a ja sie bardzo ciesze, ze sie z toba zgadzam sendi. widzisz, okazuje sie, ze roznica miedzy nami sprowadza sie do zyczliwosci. ja jestem mily i zyczliwy, a ty nie :-)

            ja tez nie mialem watpliwosci, ze nie chodzilo o zaden hotel asystencki. nawiasem mowiac, przperowadzka ze swojego mieszkania do hotelu asystenckiego jest mniej wiecej na poziomie glupoty, ktora wykazal sie ow 'niezaradny'.

            sendivigius napisał:

            > Nie mily zenku, jesli dalej w tekscie jest wywod o cenach metra kwadratowego to
            > jest jasne ze chodzilo o mieszkanie. Oczywiscie sluzbowe, ktore oczywiscie pot
            > em mozna "wykupic" za 1% wartosci.
          • spokojny.zenek Re: małe ale 10.09.11, 16:41
            sendivigius napisał:

            > Nie mily zenku, jesli dalej w tekscie jest wywod o cenach metra kwadratowego to
            > jest jasne ze chodzilo o mieszkanie.

            Nie, nie tylko nie jest jasne, ale zgoła oczywiste jest coś dokładnie odwrotnego - że ktoś twierdzi (nie wnikam, czy słusznie), że został "wystawiony do wiatru", a więc niejako "zmuszony" do kupna mieszkania na wolnym rynku. Żadną miarą nie wynika z tego, czy miał (wedle swego przekonania) mieszkać w "otrzymanym" mieszkaniu, domu, namiocie, czy rzecznej barce.

        • dala.tata Re: małe ale 10.09.11, 16:27
          rzecywiscie, przeciez przeprowadzka rodziny do 'hotelu asystenta' z wlasnego mieszkania jest czyms oczywistym i wrecz godnym pozazdroszczenia nie? szczwany lis, a nie zadna oferma.

          spokojny.zenek napisał:

          > Przecież jest oczywiste, ze temu "niezaradnemu" nie chodziło o to, że "dostanie
          > " za darmo mieszkanie, lecz zapewne o to, że uczelnia zakwateruje go w jakichś
          > swoich zasobach - domu typu "hotel asystenta" czy w "służbowym" mieszkaniu "na
          > mieście".
          > Rozumiem, ze niektórzy chcą sobie na tym "naiwnym" poużywać, ale lekką przesadą
          > jest przypisywanie mu aż takiej głupoty.
          • spokojny.zenek Re: małe ale 10.09.11, 16:42
            dala.tata napisał:

            > rzecywiscie, przeciez przeprowadzka rodziny do 'hotelu asystenta' z wlasnego m
            > ieszkania jest czyms oczywistym

            Gdzieś coś takiego napisałem?

    • proon Re: małe ale 12.09.11, 08:28
      dyskusja zaczęła skupiać się na intelekcie bogu ducha winnego faceta, a ja miałem nadzieję na rozważania - jak polityka Kudryckiej ma się do realiów; podtrzymam jednak ten wątek i lekko go rozwinę:
      1. mobilność terytorialna pracowników - jak to wygląda w praktyce już opisałem;
      2. mobilność sektorowa pracowników - ktoś, kto robi kilkuletnią przerwę w "karierze" naukowej po to, by nabrać doświadczeń w biznesie, administracji czy edukacji i wrócić jako ekspert (cenny dla studentów) ryzykuje, że w międzyczasie ucieknie mu wiele stypendiów, staży i grantów (przyznawanych z ograniczeniem wieku, np. staże doktorskie tylko do 30, granty dla młodych tylko do 35 itp, a także uczelniane nagrody - za doktorat przed 30, habilitacja przed 40; może też nie wyrobić się z profesurą belwederską i go wywalą z pracy jak skończy 65)
      3. umiędzynarodowienie uczelni - zagraniczni pracownicy - pytanie o stopień inteligencji zachodniego doktora, który przyjedzie do pracy na polskiej uczelni za polską pensję? (pomijam tych nielicznych, którzy zakochali się w Polkach)
      4. zagraniczni studenci - jeżeli chodzi o zagranicznych studentów - widziałem dane wskazujące, że Polska nie może liczyć na istotne zasilenie przez młodych imigrantów, dla których nie jest atrakcyjnym krajem na osiedlenie się, studenci mają taką samą motywację - szukają uczelni tam, gdzie są atrakcyjne warunki do życia i pracy; my możemy liczyć głownie na młodych ze Wschodu, ale... robiąc dla nich kierunki po angielsku tylko ich zniechęcimy, przerabiano to na moim wydziale - woleli zajęcia po polsku;
      i to by było na razie na tyle
      • proon Re: małe ale 12.09.11, 08:37
        jeszcze jeden punkt
        5. współfinansowanie nauki przez biznes - Finlandia równowartość 2,8 % PKB, Szwecja równowartość 2,6% PKB a Polska - 0,19% PKB i o czym tu mówić? najpierw należy stworzyć warunki zachęcające biznes do finansowania nauki, ale u nas tego nie widać
        i jeszcze jedna informacja - wydatki na B+R w Polsce 0,68% PKB , w Finlandii 4% PKB, a średnia europejska 2% PKB; i niech nikt nie pisze , że kasa nie jest problemem polskiej nauki; nie ma kasy nie ma nauki; w USA najpierw była kasa (okres zimnej wojny) , a dopiero potem chwalone przez wielu osiągnięcia; każda inna kolejność jest nielogiczna i nierealna
      • dala.tata Re: małe ale 12.09.11, 09:31
        problem polega na tym, ze te wszystkie problemy i strasznosci nie dotycza jedynie polskiej nauki. o mobilnosci i jej niemozliwosci w UK sie odzywalem tu. rowniez na swiecie sa granty 'wiekowe' i jesli ktos chce sobie zrobic przerwe, to musi sie liczyc z tym, ze ich nie dostanie. rowniez tu nie mozna sobie nic nie robic. choc nie ma habilitacji, to brak dorobku nie jest mile widziany, i im lepsza uczelnia, tym powazniejsze konsekwencje takiego stanu - od drastycznego zwiekszenia poziomu nauczania, do rezygnacji z uslug takiej osoby.

        napisalem juz tez: bezrobocie w UK jest znacznie gorsze niz praca w PL. i to nie pensje sa glownym problemem dla umiedzynarodowienia polskich uczelni. podejrzewam, ze duzo wiekszym bylaby nieznajomosc jezyka angielskiego wsrod studentow, nie mowiac o administracji.....a koniecznosc nostryfikacji dokotratu, to dopiero bylyby zabawy.....

        a to wszystko ma neiwiele wspolnego z poziomem finansowania nauki (bez watpienia bardzo niskiego). ma wiele wspolnego z tym, jak nauka jest zarzadzana, a jest zarzadzana fatalnie zarowno na poziomie ministerialnym, jak i na poziomie uczelni. i na ten temat mozna by ksiazke napisac.
        • proon Re: małe ale 12.09.11, 11:00
          skoro na świecie funkcjonują od dawna rozwiązania, które nam się zaszczepia (czyli ich mechanizmy są dobrze znane), to może byłoby sensowniej ocenić efektywność tych rozwiązań, ale w kontekście naszych pieniędzy i naszych realiów? to, że u mojego sąsiada świetnie sprawdza się ogrzewanie na gaz płynny ( ekologiczne, wygodne, itp) nie oznacza, że u mnie też tak będzie (to droga zabawka, a sąsiad ze sklepiku wyciąga 3 razy tyle ile ja z uczelni); u mnie ta rewelacja rozłoży budżet zanim odczuję jej wygodę, a w efekcie zimą zmarznę;
          wspomniał kolega o nieznajomości angielskiego wśród polskich studentów - to dobry trop, może wreszcie zamiast reformować szkolnictwo wyższe na zasadzie przyjmujemy to co zachodnie, zaczniemy szukać i rozwiązywać realne problemy istniejące w Polsce - kiepsko studenci znają języki, bo w realiach polskiej oświaty języki obce mogą dobrze opanować tylko ci, których rodziców stać na korepetycje i na zagraniczne wyjazdy; pozostali mają lekcje w zbyt dużych grupach, często na 7 i 8 lekcji, w salach z zepsutym magnetofonem i przy braku motywacji w postaci możliwości praktycznego wykorzystania języka; jeżeli chcemy poprawić poziom języków u studentów to musimy reformować oświatę, a tego nie da się zrobić bez dużej kasy; dobre zarządzanie nic nie pomoże jak nie ma kasy na dodatkowe wynagrodzenia (wtedy można zrobić mniejsze grupy), na sprzęt i na zagraniczne wyjazdy - to tylko wierzchołek góry lodowej, ale dla mnie wniosek jest prosty - nie ma reform (ale realnych , a nie pod publikę) bez kasy; poza tym realne reformy nie polegają na małpowaniu, lecz na zmienianiu tego co w konkretnych warunkach funkcjonuje źle i zmienianiu tego ale z uwzględnieniem konkretnych realiów;
          • dala.tata Re: małe ale 12.09.11, 12:11
            ale ja jestem ogolnie przeciwnikiem slepego przenoszenia wszystkiego co zachodnie do PL. takimze przykladem jest obowiazek mobilnosci. Oxbridge jakos sobie bez mobilnosci radzi.....niedawno znajomy startowal na wykaldowstwo w Oxfordzie, niestety nie dostal, bo.....uwaga.....nie studiowal na Oxfordzie (i napisano mu to wprost - he didn't have nay Oxford experience).

            naotmiast reforma szkolnictwa wyzszego przydalaby sie bardzo, tyle ze robiona on jest od dupy strony przez p. Kudrycka, co nie znaczy, ze wszystko, co robi jest zle (zneisneie kolokwium habilitacyjnego jest akurat czyms dobrym, wedllug mnie).

            oczywiscie, ze lepiej zaczac od oswiaty w ogole. tyle ze lektoraty na studiach zawsze byly traktowane per noga. nikt tego nie traktowal powaznie - a mozna by zaczac. i ta zmiana akurat nie wymaga dodatkowej kasy. powtarzam to znudzenia zreszta - dzisiejsze szkolnictwo wyzsze przeje dowolne pieniadze, przy zmianach zerowych. glwonie dlatego, ze w rzeczywsitosci wiekszosc ludzi nie chce zmian.
            • chilly Re: małe ale 12.09.11, 15:44
              "dzisiejsze szkolnictwo wyzsze przeje dowolne pieniadze, przy zmianach zerowych. glwonie dlatego, ze w rzeczywsitosci wiekszosc ludzi nie chce zmian".
              No, tego nie wiemy. Na razie wiemy jednak, że przeje te znikome pieniądze, które otrzymuje. I nawet są z tego pewne efekty - ciekawe byłoby porównanie międzynarodowe wydatków i efektów w przeliczeniu np. na 1000 wydatkowanych dolarów. Nie wiemy, jak by to było przy nakładach np. 5-krotnie większych. Podejrzewam, że przez kilka, może nawet kilkanaście lat dużych zmian by nie było, w końcu jednak nastąpiłby skok jakościowy.
              A co do tej większości, która nie chce zmian - skąd ta wiedza. Zgadzam się, że istnieje dostatecznie liczne i wpływowe lobby, które ich nie chce. Ale tak uogólniać? Na wydziałach ścisłych i przyrodniczych na pewno nie jest to prawdą. Ale i w naukach społecznych czy humanistycznych obstawiłbym, że większość pracowników chce zmian. Prawdziwych, nie pozorowanych, ale też dobrze przemyślanych. Nie tak, jak "reforma" Naszej Basi Kochanej.
              Na razie wiem tylko, że podwyżek na mojej uczelni nie było od 5 lat. Pani Basia obiecywała je "po reformie" - od roku 2013. ale teraz czytam, że wtedy się zaczną, by w roku 2016 osiągnąć poziom 30% dzisiejszych wynagrodzeń. Te 30% za 10 minionych lat - toż to nawet nie wyrówna inflacji.
              • adept44_ltd Re: małe ale 12.09.11, 15:53
                podpisuję się pod tym, pieniądze zbyt małe, jakie są obecnie, wystarczają (poza wyjątkami) na imitowanie działalności, są więc marnowane z mocy systemu,
                co do tego opornego środowiska to ja się przyznam, że nie za bardzo je widzę... ludzie mają dość marazmu i niepewności...
                • dala.tata Re: małe ale 12.09.11, 16:12
                  adepcie drogi, reforma, jesli mialaby miec jakikowliek sens, to musi przyniesc niepewnosc. pewnie inna niepewnosc, jednak niepewnosc. marazm? pewnie tak, jednak w duzym stopniu ten marazm jest robiony naszymi wlasnymi recami!

                  adept44_ltd napisał:

                  > podpisuję się pod tym, pieniądze zbyt małe, jakie są obecnie, wystarczają (poza
                  > wyjątkami) na imitowanie działalności, są więc marnowane z mocy systemu,
                  > co do tego opornego środowiska to ja się przyznam, że nie za bardzo je widzę...
                  > ludzie mają dość marazmu i niepewności...
                  • adept44_ltd Re: małe ale 12.09.11, 16:50
                    Dala, a skąd wziąłeś tę pewność? niepewność może być stanem przejściowym, a obecnie (zresztą, jak pokazuje Bauman, pisząc o prekariacie - na szerszą skalę) staje się ona stanem trwałym. Jeśli uważasz, że to ma wpływ pozytywny, to z pełnym przekonaniem mówię, że mylisz się, jeśli tak nie uważasz, to nie mówię tak ;-)
                    • dala.tata Re: małe ale 12.09.11, 16:55
                      to po co narzekasz, ze ludzie maja dosc niepewnosci. reforma te niepewnosc wzmozy! czy to jest wplyw pozytywny? poweidzialbym, ze i tak i nie :-)

                      ale slowa 'prekariat' to nie ma, nie? nawet pomimo tego, ze wlasnie je napisalem :-)
                      • adept44_ltd Re: małe ale 12.09.11, 17:04
                        nic nie rozumiem :(
                        1. zwłaszcza, że napisałem, że to nie jest wpływ pozytywny...

                        2. ze słowem na "p" też nie złapałem...


                        idę na siłkę ;)
                        • dala.tata Re: małe ale 12.09.11, 17:11
                          nei chce mi sie tlumaczyc.

                          napisales slowo 'prekariat', wedel mnie takiego slowa nie ma.

                          ja ide pozniej :-)

                          adept44_ltd napisał:

                          > nic nie rozumiem :(
                          > 1. zwłaszcza, że napisałem, że to nie jest wpływ pozytywny...
                          >
                          > 2. ze słowem na "p" też nie złapałem...
                          >
                          >
                          > idę na siłkę ;)
                          • adept44_ltd Re: małe ale 12.09.11, 18:49
                            to zbyt idealistyczna teza, na którą nam empirystom trudno przystać...
              • dala.tata Re: małe ale 12.09.11, 16:10
                nie wiemy, chilly, jednak mowie to glwonie po to, zeby pokazac, ze sypniecie grosze nie ma wiekszego sensu. zeby sypnac, trzeba by najpierw wiedziec po co, na co, dlaczego, w jakim systemie itd itd.

                no wlasnie nie uogolniam. mowie o wiekszosci, byc moze dotyczy to szerokiej humnaistyki, ale nie jestem pewien. skad wiem, no wiem, bo widze. i nie, nie jest to oparte na badaniach. ale widze na przyklad, ze nie ma i nie bylo zadnego alternatywnego pomyslu na reforme. nadal uwazam, ze stworzenie koherentnego pomyslu nanauke wywodzacego sie ze 'srodowiska' jest dobrym, coc spoznionym, pomyslem, chocby po to, by pokazac mialkosc czesci reform. a cala mase reform mozna zaczac od juz: konkursy, prawidziwe doktoraty, prawdziwe habilitacje, prawdziwe oceny pracownikow. bez przymykania oczu. a jesli trzeba miec armie nauczajaca armie studentow, to moze bez sciemy przynajmniej.

                jednak 'srodowiska' glwonie wywodzi sie reforma typu: dajcie wiecej forsy. i ja naprawde rozumiem, ze pensje sa niskie, ale reforma nauki nie moze sie opierac na zadaniu podwyzek.ale wiem, mnie sie latwo mowi....
    • kardla mogl wystapic o mieszkanie komunalne 13.09.11, 14:48
      Oto interesujacy watek. forum.gazeta.pl/forum/w,297,124844342,,mieszkania_komunalne_ul_Ossowskiego.html?s=1&v=2

      Rozdzina wykladowcow z dwojka dzieci (szczegolnie jezeli sa chore - np na astme) kwalifikuje sie do mieszkania komunalnego 45metrowego conajmniej!
      Nowe bloki, kuchenki, ogrodzone, plac zabaw dla dzieci, 20 min do centrum i 6.22zl za metr! Tylko brac! Wykladowcy do mieszkan komunalnych!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka