11.12.11, 17:59
Ponoć mamy "dynamizować" naukę. Metodą, jak w milionie programów lojalnościowych, tzn. gromadzeniem punktów. Z drugiej strony, właśnie tej idei dano równo cegłą w łeb. To bowiem w kraju, gdzie tradycja (?) żywej (???) dyskusji problemowej jest od lat rachityczna, oznacza niewliczanie do dorobku ani recenzji, ani polemik. Zupełnie tak, jakby PT Decydenci niekoniecznie mieli pojęcie ani co znaczy rzetelna analiza cudzej pracy (a tym jest szanująca się recenzja), ani uczciwa, merytoryczna polemika.

Zważywszy dorobek tychże decydentów, to dość normalna luka w wiedzy. Niemniej niepokoi perspektywa, że dzięki tej prościutkiej sztuczce formalnej to, co popadło w rachityzm wreszcie ostatecznie zemrze. A nam zostaną "klechdy polskie" o konieczności gonienia; i o tym, że gonimy... itd.
Obserwuj wątek
    • charioteer1 Re: Knebelek? 11.12.11, 18:03
      Najwazniejsze recenzje w dorobku, to te, ktore sie pisze anonimowo.
    • dala.tata Re: Knebelek? 11.12.11, 18:22
      a znasz kraj, w ktorym recenzje i polemiki wliczaja sie do dorobku naukowego?
    • mr.mud Re: Knebelek? 11.12.11, 22:25
      to o czym piszesz to jest "Pan Pikuś". Dla mnie tragedią jest tak naprawdę dowolny system awansu naukowego i oceny dorobku. Bo jeżeli - o czym już pisałem kiedyś na stanowisku dziekana/rektora/szefa katedry itd jest persona z jedną pracą na tzw. liście filadelfijskiej. Jednocześnie oceniająca dorobek innych i zwalniająca ludzi niby z powodu zbyt małych osiągnięć. Jeżeli w końcu ta sama osoba jest wysoko postawiona w jednej z komisji PANowskich itd to zaczyna się robić i śmieszno i straszno... Ok, wiem,ze są ludzie, którzy ze swojej jednostki macierzystej wynieśli tylko dobre wspomnienia i są tez takie jednostki, są też takie, w których kariery ludzi często całe życie poświęcających nauce są łamane i niszczone z premedytacją. I w takich miejscach nie ma dyskusja, a właściwie im jesteś lepiej merytorycznie do takowej przygotowany tym jesteś większym zagrożeniem.

      W tym kraju można wszystko umotywować jakimś tam przepisem, choćbyś był mistrzem klasy światowej w swoim fachu zawsze mogą znaleźć na ciebie jakiś hak, i tu nie ma żadnej dyskusji.

      • mr.mud Re: Knebelek? 11.12.11, 22:29
        przepraszam za literówki..
    • proon Re: Knebelek? 12.12.11, 07:54
      gonienie króliczka, ale tak, by go nie dogonić to nasza narodowa specjalność; a wymieniając zjawiska, które w nauce będą wymierały dodajmy - konferencje na których występowanie przestaje być opłacalne punktowo i coraz bardziej niedostępne finansowo; publikacje zbiorowe - bo z powodu punkcików przestaje być opłacalne ich redagowanie i oczywiście brak kasy na ich wydawanie; badania interdyscyplinarne (przynajmniej w humanistyce) bo uwalają je recenzenci dziwnych panelów grantowych (jak nie rozumiem o co chodzi, to piszę, że pomysł jest do niczego), itp itd, im bardziej przyrównuję reformy Kudryckiej do życia, tym czarniej widzę los nauki i edukacji
      • jael53 Re: Knebelek? 12.12.11, 11:58
        Jak się takich pikusiów trochę zbierze, to widać, co się tworzy.
        Te nieszczęsne teksty polemiczne oraz recenzje (takie, jakie pisywali jeszcze choćby Levi-Strauss czy Gadamer) liczą się we Francji oraz w Niemczech. Należą, razem z wystąpieniami konferencyjnymi, do aktywności.
        W kraju, gdzie "wojowanie myślą" raczej nie jest ugruntowane, ubijanie aktywności można poczytywać albo za sabotaż, albo za bez-myślność. Najpierw trzeba by długiej pracy, żeby wytworzyć nawyk dyskusji, ugruntować sobie zdolność wypowiadania własnego i poszanowania cudzego zdania. A tego bez praktyki się nie osiągnie.

        Co się tworzy? M. in. metodą, o której jeden z Kolegów napisał (lata lecą, a pan X ciągle we wszystkich komisjach), utrwala się zjawisko mordercze dla wszelkiego życia umysłowego - konformizm. Uszczelnia się też system kastowy. Nie mam żadnych złudzeń, że zostaną najlepsi. Najlepsi i najbardziej zdeterminowani wyjadą. Tych mniej zdeterminowanych, a też dobrych bezwzględnie się wypchnie za burtę. Dlaczego? Ponieważ największą troską (realna, nie deklarowana) będzie stworzenie wygodnego, szarego tła, na którym mogą zabłysnąć "ci, co trzeba". Niekoniecznie świetni, za to mający różne inne zalety.
        • dala.tata Re: Knebelek? 12.12.11, 12:24
          to ja niespecjalnie wiem, o co chodzi. no do aktywnosci sie licza. do dorobku nie, bo to nie jest dorobek badawczy.

          natomiast podzielam zal, ze mniej dzisiaj dyskusji czy polemik (choc zdarzaja sie takie, rzecz jasna). a jak juz sa, to raczej na pol gwizdka. a recenzje lepiej pozytywne, bo sadu wezma....i to jest naprawde smutne.
          • jael53 Re: Knebelek? 12.12.11, 13:41
            dala.tata napisał:

            > to ja niespecjalnie wiem, o co chodzi. no do aktywnosci sie licza. do dorobku n
            > ie, bo to nie jest dorobek badawczy.

            No, właśnie ta aktywność też podlega ocenie. Do tego elementy tej całościowej oceny są różnie ważone: inaczej dla tych, którzy są zatrudnieni w charakterze dydaktyków - badaczy (i dla nich aktywność liczy się mocno); inaczej dla "czystych" badaczy. To zresztą żadne novum - tę różnicę zauważa się jeszcze bardziej w systemie brytyjskim. My sobie zaś klecimy puzzle z nieprzystających kawałków - niby się amerykanizujemy, ale zatrzymujemy habilitacje; do tego udajemy, że jest OK, gdy wymagamy wyśmienitych rezultatów stricte badawczych od adiunkta, któremu rok w rok dowalamy po 400 godz. dydaktyki. Do tego udajemy jeszcze wiele innych rzeczy... np. obiektywizm.
            A tymczasem coraz częściej potykam się o "zeznania" młodszych Koleżeństwa, że otrzymują instrukcje w rodzaju: tego nie cytować, tamtego nie ruszać - bo jeśli dostanie się za recenzenta X-a, to jak tkniesz się Lacana, to umarł w butach; ale jeśli dostaniesz Y-a, to zostaniesz oskalpowany za brak Lacana; ale jednak zostaw tego Lacana, bo X jest bardziej prawdopodobny. Jak piszesz do czegoś krakowskiego, to niech Cię ręka boska broni, żeby się zawinął Żiżek...no i tę Tokarską też sobie daruj; ona już może się narażać, ale nie Ty... Itd. I to jest główna osnowa " kreatywności" i "swobody badań".
            >
            > natomiast podzielam zal, ze mniej dzisiaj dyskusji czy polemik (choc zdarzaja s
            > ie takie, rzecz jasna). a jak juz sa, to raczej na pol gwizdka. a recenzje lepi
            > ej pozytywne, bo sadu wezma....i to jest naprawde smutne.
            >
            >
            • proon Re: Knebelek? 12.12.11, 13:52
              "otrzymują instrukcje w rodzaju: tego nie cytować, tamtego nie ruszać" - parę lat już w tym światku dzialam ale o czymś takim nie słyszałem
            • dala.tata Re: Knebelek? 12.12.11, 21:11
              teraz to juz w ogole nie wiem, o co chodzi. habilitacja to stopien naukowy, badawczy, trudno zatem w procedurze zastanawiac sie nad dzialanoscia dydaktyczna (tak jest przy tenure z kolei). i powtorze: be careful what you wish for! wprowadzenie calosciwoeej oceny naukowca, tak jak przy tenure, spowodowaloby, ze moglbys, jak legion innych, nie dostac habilitacji.

              a co ma do tego 400 godzin dydaktycznych, zaiste nie rozumiem.

              a z tym cytowaniem i zakazem cytowan, to jakas sciema.
              • jael53 Re: Knebelek? 15.12.11, 20:52
                Niestety, to nie ściema. To jest tzw. rzeczywista rzeczywistość. Spotykana na najsolidniejszych krajowych uczelniach. Właśnie z uwagi na "cytowalność" ta kwestia (kogo cytować, a kogo nie) staje się coraz bardziej znacząca i jest traktowana coraz bardziej jednoznacznie. Bez osłonek bywa już traktowana na etapie prac zależnych, czyli doktoratów.

                • adept44_ltd Re: Knebelek? 15.12.11, 21:13
                  twoja wizja jest i tak mocno optymistyczna ;-), ja mam wrażenie, że większość nie czyta nic, więc i nie cytuje... (albo rzeczywiście cytuje własny ośrodek, bo wie, że ktoś coś napisał). Właśnie dzisiaj oglądałem monografię (zbiorową, ale monografię, nie pokonferencyjniak) na temat czegoś, w czym kiedyś sporo siedziałem, 60% tekstów można by nie publikować, gdyż poruszają sprawy już opisane, autorzy nie wiedzą o tym...
          • nullified Re: Knebelek? 12.12.11, 19:29
            "ask whyyyyy?"

            Jeśli ci się coś nie opłaca (albo co gorsza odciąga od tego co _musisz_ zrobić) to tego nie robisz, prawda? Tylko robisz to co opłaca się bardziej. hm? Struktura nagród (braku nagród, kar) motywuje zachowania ^^ Nie uważa się polemik, recenzji, tłumaczeń (które tez są zaczynem polemik, krytyki, często w ogóle stwarzają możliwość mówienia w jakimś języku o rzeczach wynalezionych w innym i wzbogacania tego innego o to czego w tamtym języku się pomyśleć nie dało) za "dorobek" to nie można narzekać, że nie ma dysputy.


    • ford.ka Re: Knebelek? 14.12.11, 21:45
      Znam skuteczniejszy knebelek. Właśnie zastanawiam się nad tym, jak uprzejmie poinformować organizatorów Bardzo Ważnego Międzynarodowego Kongresu Raz na Trzy Lata, że mimo iż przyjęli mój referat, nie wezmę w nim udziału, bo dostępne fundusze wynoszą 0 złotych (a dziura w budżecie jednostki sześciocyfrowa), a minimalne koszty udziału znacznie przekraczają moją miesięczną pensję. A potem pomyślę, czy zgłosić się na Bardzo Ważny Krajowy Kongres, bo fundusze j.w. a koszt to co najmniej połowa pensji.
      Publikować będę, oczywiście, w czasopismach, tyle że chyba nigdy nie zobaczę tych swoich publikacji, bo Bardzo Ważny Rocznik napisał do mnie dzisiaj, że jak chcę dostać egzemplarz, mam za niego zapłacić 10% pensji plus koszty przesyłki (plus koszty przelewu zagranicznego). I tak miło że nie kazali zapłacić za publikację. Bardzo Ważnego Rocznika nie ma na żadnej liście, bo wydawcy się takimi głupotami nie przejmują jak przystało na prawdziwych humanistów...
      • dala.tata Re: Knebelek? 14.12.11, 23:06
        konferencjami bym sie nie przejmowal.

        a publikacje zobaczysz, bo ci wysla pdfa. a niektorzy nawet wysylaja zeszyt, w ktorym sie ukazal tekst, a juz na pewno elektroniczny dostep do zeszytu.....

        i pamietaj: always look on the bright side of life....
        • adept44_ltd Re: Knebelek? 14.12.11, 23:10
          taki luz można mieć dopiero po ukrzyżowaniu...
      • proon Re: Knebelek? 15.12.11, 08:47
        witamy w raju ;-), ale nie bardzo rozumiem ten pesymistyczny ton, czyżby kolegę spotkało coś takiego po raz pierwszy??? mnie już takie zdarzenie nawet nie denerwują, przywykłem do tego w ciągu ostatnich 5-6 lat; popieram dala.tate - popatrz na jakąś jaśniejszą stronę życia (np. na studentki), bo w polskiej nauce lepiej to już było
        • ford.ka Re: Knebelek? 15.12.11, 21:30
          A tak akurat trzy takie wieści w ciągu tygodnia, więc mi się ulało. Do tej pory udawało się jakoś wyrwać n.p. na bilet, a resztę dokładałem z własnych. A teraz wiem, że nic nie wyrwę i nie mam z czego dołożyć, zwłaszcza przy ełro po 4,60. Czasownika "wyrwać" używam świadomie, jeszcze nie pracowałem w takim miejscu, gdzie istniałyby jasne i czytelne reguły dzielenia pieniędzy.
          Wielki Kongres to strata przede wszystkim dyplomatyczna, bo tydzień referatów to dostateczna dawka, żeby zabić małego słonia, publikacje wydają w tempie, który uznano by za powolny w czasach Erazma z Rotterdamu. Ale wypada być.
          PDF nie będzie, bo to jest naprawdę "prawdziwe humanistyczne pismo". Dostanę, uwaga, nadbitki...
          Na pociechę znalazłem na amazonie kolejny konferencyjniak, do którego dałem artykuł. Cena: 117 funtów. Wyjdzie dopiero w kwietniu 2012, więc mogę już zacząć odkładać... Konferencyjniak z polskiej konferencji, ale przecież musi być publikacja zagraniczna :(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka