flamengista 09.03.13, 14:54 Przesłać promotorowi pracę dyplomową, w której przepisało się jego doktorat. To niestety nie jest dowcip. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
flamengista no nie wiem 09.03.13, 15:05 doktorat specjalnie wrzuciłem na platformę e-learningową, pokazując seminarzystom jako wzorzec do tworzenia struktury własnej pracy dyplomowej. Naprawdę nie mam pojęcia, co ten facet sobie pomyślał... Mniejsza o oszustwo, to dowód na kompletne skretynienie. Odpowiedz Link
podworkowy Re: no nie wiem 09.03.13, 15:09 to u mnie się kandydatka bardziej wykazała, bo przepisała z hard copy... W moim przypadku jednak to była nie tyle bezczelność co - powiedzmy oględnie - nieumiejętność pisania; studentka (zaoczna) z przyczyn osobistych (faktycznie ważnych) nie chodziła na seminaria, nie oddawała fragmentów prac, tylko - na co w drodze wyjątku wyraziłem jej zgodę - dała od razu całość pod koniec semestru. Odpowiedz Link
flamengista była już ta anegdota? 09.03.13, 15:29 Do mojego znajomego na seminarium przyszła studentka, która przez 1,5 roku nie dawała znaku życia. Last minute przedstawiła całą pracę magisterską. Znajomy próbował eufemistycznie załatwić sprawę. Wie Pani, my jesteśmy staromodni... Ponad 600 lat tradycji... Przyzwyczajeni jesteśmy, że student pracuje systematycznie z promotorem: najpierw oddaje 1 rozdział, potem 2 i tak dalej... Na to studentka: "jak się Panu Profesorowi nie podoba moja praca, to za tydzień mogę przynieść zupełnie nową!" Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: no nie wiem 09.03.13, 20:34 Może słuszna kara za grzech pychy ? ;-))) Odpowiedz Link
flamengista chyba za dobre serce 09.03.13, 21:31 czyją pracę miałem tam dać? przecież tylko do swojej mam pełne prawa, wolałem uniknąć ew. kłopotów. Jasne, na seminarium pokazuję wydruki obronionych prac, ale nie mogę ich udostępniać na platformie internetowej. Bo to można uznać za formę publikacji. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Szczyt bezczelności u studenta? 09.03.13, 15:06 ja wprawdzie nie z doktoratu, ale z książki, ale już to przeżyłem ;-) Odpowiedz Link
flamengista inna perspektywa 09.03.13, 15:25 powiem szczerze, że to jednak zupełnie coś innego, niż odkryć zwykły plagiat. Pierwszy raz ktoś próbował mnie bezczelnie okraść. I to nie z moich pieniędzy (to już doświadczyłem), ale z mojej ciężkiej pracy intelektualnej. Normalnie w przypadku odkrycia plagiatu u seminarzysty jestem tylko zdenerwowany. W tym przypadku to było totalne w$^&%$@nie. A już zupełnie sobie nie wyobrażam, co musiała poczuć ta Pani Prof. Z Lublina, której niedoszła doktorantka z filozofii przepisała niemal całą rozprawę habilitacyjną. Odpowiedz Link
aqua48 Re: inna perspektywa 09.03.13, 16:35 flamengista napisał: > A już zupełnie sobie nie wyobrażam, co musiała poczuć ta Pani Prof. Z Lublina, > której niedoszła doktorantka z filozofii przepisała niemal całą rozprawę habili > tacyjną. > Aj tam, aj tam, niech no tylko jakieś błędy w tej pracy spróbowałaby znaleźć... Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: inna perspektywa 09.03.13, 16:54 Mnie kiedyś student nagrywał na dyktafon, a potem pilnie wszystko spisał i stworzył z tego stronę internetową z moimi "wykładami". Nawet bym mu jeszcze darował, gdyby nie walnął na niej 1000 banerów z reklamami. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: inna perspektywa 09.03.13, 20:12 Nie było tak źle. Mógł przecież udostępniać tę stronę po wysłaniu płatnego kodu :-)) Odpowiedz Link
eeela Re: inna perspektywa 10.03.13, 12:12 > A już zupełnie sobie nie wyobrażam, co musiała poczuć ta Pani Prof. Z Lublina, > której niedoszła doktorantka z filozofii przepisała niemal całą rozprawę habili > tacyjną. Pani profesor z Lublina podzieliła się swoimi odczuciami na łamach Forum Akademickiego: forumakademickie.pl/fa/2013/02/jestem-ofiara-plagiatu/ Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Szczyt bezczelności u studenta? 09.03.13, 17:43 adept44_ltd napisał: > ja wprawdzie nie z doktoratu, ale z książki, ale już to przeżyłem ;-) Z artykulu ;-) Odpowiedz Link
mn7 Re: Szczyt bezczelności u studenta? 09.03.13, 17:57 A jesteś pewien, że to co przepisał naprawdę przepisał bezpośrednio od Ciebie? Pytam poważnie, bez drugiego dna. Odpowiedz Link
flamengista tak 09.03.13, 21:34 to jest zero-jedynkowa sytuacja. Przepisane wszystko, włącznie z przypisami i odniesieniami do konkretnych stron w tychże. Ponadto niektóre fragmenty próbowano nieudolnie ukryć po przeklejeniu do worda - przez co wychodzą totalne bzdury. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: tak 09.03.13, 21:47 Jeżeli dobrze zrozumiałem pytanie, to nie chodziło o "przepisał" lecz o "bezpośrednio". Odpowiedz Link
flamengista nic nie wskazuje na to, by było inaczej 10.03.13, 10:54 Gdzieżby miał szukać tekstu do splagiatowania, skoro ten leżał przed nosem? W dodatku w jego przypisach nie ma ani jednego odwołania do mojego tekstu, są tylko przypisy które sam zrobiłem. Włącznie z odwołaniem do tych samych stron:) Dodam jeszcze, że część tych źródeł jest nadal w PL trudnodostępna, chodzi m.in. o publikacje z początku lat 90tych, które sprowadzałem przez wypożyczalnię międzybiblioteczną, lub z których korzystałem podczas kwerendy zagranicznej. Nie, student nie wygląda na takiego, który ma ochotę się przemęczać. Raczej poszedł po najmniejszej linii oporu. Miał mój tekst w wersji elektronicznej, przekleił do edytora tekstów i przy pomocy prawego przycisku myszy pozamieniał kilka słów, jako "listek figowy". Widać to z resztą w paru miejscach, gdzie przez swoją głupotę i nieuwagę dokonał podwójnego zaprzeczenia, przez co cały akapit brzmi niedorzecznie. PS. Owszem, student teoretycznie mógł dotrzeć do innego tekstu, w którym mnie splagiatowano - ale jest to bardzo mało prawdopodobne. Zbyt duży zbieg okoliczności. A inne splagiatowane fragmenty w jego pracy wykorzystują teksty innych autorów, które są dostępne na popularnym portalu udostępniającym odpłatnie pdf (oczywiście z pogwałceniem prawa autorskiego). Odpowiedz Link
mn7 Re: nic nie wskazuje na to, by było inaczej 13.03.13, 12:23 Moje pytanie brało się stąd, że znałam przypadek plagiatu w pracy magisterskiej, który był w istocie wykorzystaniem całkiem innej pracy magisterskiej będącej "bezpośrednim" plagiatem. Magistrant był szczerze zdziwiony, bo co prawda sumienia czystego nie miał, ale zdawało mu się, że z nieco innego powodu. Odpowiedz Link
q_vw Re: Szczyt bezczelności u studenta? 09.03.13, 20:31 Człowiek ma okazję się pośmiać, czytając takie teksty... Studenci coraz głupsi... zasady szlag trafił... Odpowiedz Link
flamengista nie, to nie jest śmieszne 09.03.13, 21:39 śmieszne by było, gdyby po takiej sytuacji sprawa trafiała z automatu do komisji, a ta surowo karała studenta (pierwsze podejście - płatne powtarzanie semestru, drugie - relegacja ze studiów). Nie, ten oszust w końcu dostanie dyplom. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: nie, to nie jest śmieszne 09.03.13, 21:45 Bo taki jest system na Twojeje uczelni. Gdyby były poważne egzaminy (zwane "obronami") to by go można wtedy zatrzymać, choćby odpowiednio zadanymi pytaniami "z pracy". Odpowiedz Link
q_vw Re: nie, to nie jest śmieszne 10.03.13, 00:15 No właśnie... to jakim cudem, taki delikwent, dostanie dyplom ? To powinno go skreślić całkowicie ! Odpowiedz Link
flamengista ano taki 10.03.13, 10:55 że każdy student jest na wagę złota i się go nie wyrzuci. Odpowiedz Link
dr_pitcher Re: Szczyt bezczelności u studenta? 09.03.13, 20:51 to nie jest szczyt bezczelnosci a oznaka uznania i uwielbienia! Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: Szczyt bezczelności u studenta? 09.03.13, 21:17 Może fla prowadzi seminarium jak w czasach Średniowiecza i student po prostu przesiąknął tą atmosferą, jak ta słynna doktorantka z Wrocławia? Odpowiedz Link
flamengista na poważnie 09.03.13, 21:37 o ja już nie wiem, co mam robić. Na wykładzie metodologicznym i ćwiczeniach do niego tłumaczymy, na czym polega plagiat. Na seminarium ćwiczymy cytowanie i parafrazę z robieniem przypisów. Dokładnie informuję i uprzedzam, czym to grozi. Mimo to co roku wyłapuję ca. 2-3 osoby z 15 osobowego seminarium. A przecież skoro czytam prace to doskonale wiadomo, że to wyłapię. Nie ma innej możliwości. Mimo to próbują - jak ćmy lecące do ognia. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: na poważnie 09.03.13, 21:46 flamengista napisał: > o ja już nie wiem, co mam robić. Na wykładzie metodologicznym i ćwiczeniach do > niego tłumaczymy, na czym polega plagiat. Na seminarium ćwiczymy cytowanie i pa > rafrazę z robieniem przypisów. Dokładnie informuję i uprzedzam, czym to grozi. Skoro tak, to chyba i tak ponad typowy standard. Odpowiedz Link
dala.tata Re: na poważnie 09.03.13, 21:49 Fla, wszyscy uprzedzaja, wszyscy strasza. I niewiele z tego wynika. Sam nie zrobisz nic. Odpowiedz Link
dala.tata Re: Szczyt bezczelności u studenta? 09.03.13, 21:48 To ja moze pod wlos. Nie jestem taki pewien, czy to taka kompletna bezczelnosc, raczej bezradnosc i niezrozumienie 'zasad' plagiatu oraz naruszenie przez flamengiste zasad akademickich. flamengista pstepuje nieladnie i czyta! :) Ja niestety mysle, ze pzrynajmniej po czesci plagiatywynikaja z 'kultury plagiatu'. Polscy studenci nie sa zawieszeni w prozni i wiedza doskonale, ze czesci (znacznej?) ich kolegow plagiaty przechodza, rowniez w pracach licencjackich czy magisterskich. Jesli nie lapie sie mniejszosci (tak sadze), to jaka jest mtywacja, by nie plagiatowac? Pomijam juz oczywiscie sprawy plagiatow ich 'mistrzow', ktore raczej nie zniechecaja do tych praktyk. Odpowiedz Link
flamengista no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 10:59 tylko czemu taki deliwent wybiera mnie na promotora? Wie, bo oświadczam to wielokrotnie (na wykładzie metodologicznym i na seminariach), że u mnie plagiat nie przejdzie. Że czytam bardzo dokładnie prace. Mimo to mam stały odsetek ca. 20% seminarzystów, którzy próbują mnie oszukać. To zakrawa na chorobę psychiczną. Może taki przypadek psychiatria nazwie wkrótce syndromem mgr O? Odpowiedz Link
podworkowy Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 11:13 CENZOR, CENZOR! Dala, nie śpij!!! Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 11:33 ale co? że adrenalina? szukam jakiegoś sensownego wyjaśnienia... ;-) Odpowiedz Link
podworkowy Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 11:37 chodzi o post flamengisty, naruszający zasady dali... (Oczywiście wołanie o cenzurę ma charakter ironiczny, no ale jeśli bumcyk podpadł za "zapalenie mózgu", to isonomia - równość wobec prawa - wymaga, by flamengista także dostał czarną polewkę) Odpowiedz Link
dala.tata Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 12:05 Kolego podworkowy, nie spie i widze. Nie mysle o sobie jako cenzorze. Z roznych wzgledow nie chce, by dyskutowac przerzucajac sie 'argumentami' ad psychiatrum. Nie rozumie, dlaczego to taka straszna regula. flamengista nie wymysla nikomu, nie widze powodu, by to wycinac. Odpowiedz Link
podworkowy Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 12:11 proszę zatem o wykładnię, dlaczego mój post o "tekstach rodem z psychiatryka" wywołał groźbę sankcji, a post z użyciem zwrotu "zachowanie X zatrąca o chorobę psychiczną" (czy jakoś tak) jest akceptowalny... A właściwie to nie chcę tej wykładni - proszę zignorować powyższe. Po prostu dla mnie b. ważną zaletą tego forum jest praktyczny brak cenzury, nawet, jak ktoś pisze zupełne absurdy w rodzaju "99 % polskich habilitacji to plagiaty". Stąd też moje zafrapowanie wyjątkiem czynionym przez Pana dla zmedykalizowanych ocen. Tak, jak pisałem - nieważne. Odpowiedz Link
dala.tata Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 13:08 Szpitale psychiatryczne to w wiekszkosci bardzo smutne miejsca,w ktorym ludzie sa glownie odizolowani i nie maja okazji pisac 'takich tekstow'. a ogolniej, uwazam, ze poziom stygmatyzacji choroby pscyhicznej w polskich dyskursach publicznych jest tak absurdalnie wysoki, ze chcialbym, by to forum bylo wolne od tego. Gdy slysze czy czytam wypowiedzi polskich prominentnych politykow, to nierzadko slysze o schizofrenii i czyms schizofrenicznym, rzadziej, ale rowniez, odwolania do psychiatry. Uwazam to za skandal. Nie przypominam sobie czegos takiego w UK i podejrzewam, ze polityk odwolujacy sie do chorob w swych wypowiedziach zostalby publicznie zdyscyplinowany. Ludzie cierpiacy na zaburzenia psychiczne maja wystarczajaco zle w zyciu, zeby im dokladac nieustannie negatywnymi odniesieniami do choroby psychicznej, zawsze przedstawiajacymi ja jako cos absurdalnego, kretynskiego itd. Ci ludzie musza radzic sobie z tym wszystkim na co dzien. Wydaje mi sie, ze my, podobno elita intelektualna, powinnismy unikac wpisywania sie w takie praktyki. Odpowiedz Link
dala.tata Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 13:25 A oto przyklad o 'psychopatach' z dzisiaj: Tekst linka. Jeszcze raz: mnie nie odpowiada tego typu dyskurs publiczny. I dlatego stawiam mu tame na forum. Odpowiedz Link
ford.ka Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 14:16 Może jednak da się rozdzielić obrzucanie się oskarżeniami o choroby psychiczne między dyskutantami i zastanowienie się nad stanem psychicznym osób, o których rozmawiamy? Przyznam, że w niektórych dyskutowanych tu przypadkach typu "średniowieczna filozofka z Wrocławia" trudno mi uwierzyć, że nie mamy tu do czynienia z zaburzeniami natury psychicznej. No bo jak nie to, to co? Testowała sprawność systemu? Przecież nawet stwierdzenie "czuła się bezkarna" wobec tego, co ta pani zrobiła, de facto stwierdza zaburzenia psychiczne. Wykluczenie z dyskusji choćby możliwości zaburzeń prowadzi do sytuacji komicznych, kiedy dorośli i poważni ludzie zastanawiają się, jak racjonalnie opisać i ocenić zachowanie całkowicie irracjonalne, na co również Wrocław dał przykład. A na to jeszcze nakłada się przyzwolenie na pewną "ekscentryczność" w akademii. To tylko taka ekscentryczność, powtarzamy sobie głupio, a w końcu budzimy się np. z socjopatą manipulującym otoczeniem jako szefem. Co czasami wydaje mi się polską normą w szeroko pojętej humanistyce. Odpowiedz Link
dala.tata Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 14:26 Wydaje mi sie, ze to napisalem w odniesieniu do postu flamengisty. Choroba psychiczna nie jest tabu, o niej mozna rozmawiac. Pzreciwstawiam sie jednak wykorzystywaniu jej jako inwektywy. I tyle. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 14:29 wykorzystywanie jej jako inwektywy prowadzi też do tego, że niemożliwe staje się diagnozowanie w przestrzeni publicznej realnych zaburzeń... Odpowiedz Link
dala.tata Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 14:38 Zgadzam sie, dlatego nie wezme udzialu w takich 'diagnozach'. Ostatnio zreszta grupa psychologow przeciwstawila sie takim praktykom wsrod psychologow. Jednak ja naprawde nie chce wprowadzic cenzury. adept44_ltd napisał: > wykorzystywanie jej jako inwektywy prowadzi też do tego, że niemożliwe staje si > ę diagnozowanie w przestrzeni publicznej realnych zaburzeń... Odpowiedz Link
eeela Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 14:39 Jakoś trudno jest mi wyobrazić sobie, że miałabym nie potrafić odróżnić diagnozy od inwektywy. Nie widziałam chyba wątku, o którym mowa, ale zgadzam się z zasadą. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 14:43 nie mówię o twoich umiejętnościach, mówię o dyskursie, w którym nadużywanie inwektywy sprawia, że diagnozy pozostają niezauważalne; parafrazując klasyczkę - choroba staje się tylko metaforą... Odpowiedz Link
dala.tata Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 14:44 Problem w tym, ze diagnozy nie stawia sie publicznie, bez kwalifikacji do tego, na dodatek bez kontaktu z osoba. Odpowiedz Link
eeela Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 15:36 Ale można snuć domysły - to nie są inwektywy. Wszystko zależy od formy przecież. Odpowiedz Link
flamengista otóż to 10.03.13, 15:29 ja próbuję zrozumieć motywację ludzi, którzy próbują mnie oszukać. Przecież wiedzą na starcie, że ja plagiatów nie toleruję. Doskonale zdają sobie też sprawę z tego, że są dostępni inni promotorzy do wyboru, u których być może takie oszustwo byłoby łatwiejsze do ukrycia. Mimo to trafiają mi się tacy, o których na starcie wiem, że sprawią problemy. Więc albo trąci to masochizmem, albo potrzebą wejścia w konflikt i postawienia na swoim, albo też innym zaburzeniem. Bo nie jest to racjonalne zachowanie. Ja nikogo nie wyśmiewam: sam mam krewnych, którzy są chorzy psychicznie, mieliśmy również kiedyś takiego kolegę w pracy. Więc jest we mnie sporo empatii wobec takich osób. Ja tylko usiłuję to wszystko zrozumieć. Odpowiedz Link
ford.ka Re: otóż to 10.03.13, 15:45 Odpowiedź jest banalnie prosta (i nie wymaga kwalifikacji z psychiatrii). Przychodzą do Ciebie po siedemnastu latach edukacji, gdzie każdy im kolejno mówił dokładnie, głośno i wyraźnie, co nie przejdzie, a potem jakoś tak przechodziło. Jeśli nie im samym to kolegom. Może czasem z bólami i trzeba się było popłakać i przysiąc, że to ostatni raz. Albo napisać poprawkę i tym razem postarali się o lepsze ściągi. No to absolutnie racjonalnie (tj. na podstawie doświadczenia i wiedzy zasłyszanej, a często nie mając żadnych podstaw, by sądzić, że może być inaczej) wnioskują, że mówisz, co musisz powiedzieć, a zrobisz to samo co wszyscy. A jak nie zrobisz, to powtórzą piąty rok z innym promotorem, który aż tak wnikliwie czytać nie będzie. Ryzyko jest wkalkulowane i wyszło im z tych kalkulacji, że się opłaca. A do Ciebie idą np. bo liczą, że pomożesz im się dostać na studia doktoranckie. Albo dlatego że od drugiego semestru seminarium nie robisz zajęć dla wszystkich tylko indywidualne konsultacje, więc nie ma problemu, jak ktoś ma stałą pracę. Bo opowiadałeś dowcipy na wykładzie. Bo nie opowiadałeś erotycznych dowcipów na wykładzie. Gdybyś poznał prawdziwy powód, pewnie byś się zdziwił ;) Odpowiedz Link
hohenstauf można im pomóc 10.03.13, 16:35 wystarczy sumiennie prowadzić seminarium i spotykać się tylko z taką ilością seminarzystów, którą da się radę objąć opieką promotorską, inaczej to jest oszukiwanie nie gorsze i nie lepsze od przedstawiania plagiatu jak udajesz, że im służysz jako mistrz i promotor, to oni udają, że piszą pracę, i słusznie oczekują, że będziesz udawał, że praca jest na wysokim poziomie, potem oni będą udawać, że się przygotowują do obrony, Twoją rolą jest udawać, że zadajesz im trudne pytania, rolą komisji będzie udawanie, że są zadowoleni z pracy, w końcu Ty udajesz, że magistranci recenzenta Twoich magistrantów napisali dobre prace a on udaje, że jest zadowolony z prac Twoich magistrantów, a dziekan to już w ogóle jest zadowolony z definicji bo jest od tego aby być zadowolony z mocy urzędu. Co ja robię. Prowadzę solidnie seminarium, na którym obecność jest obowiązkowa, i jak kogoś nie ma na całych 12h (6 spotkań po 3 lub 2 godziny dydaktyczne, w sumie 12h zegarowych), to opuszczenie choć jednego seminarium - nie ważne z jakich powodów - wyklucza studenta z mojej grupy. Nie udaję, że będzie nam się dobrze współpracowało. A potem wyznaczam termin na pierwszy rozdział, drugi rozdział, kolejne rozdziały, punkty, z 2 grup 20 osobowych mam na tym etapie nie więcej niż 10 śmiałków, około 6 z dziennych i 4 z zaocznych, i potem wykrusza mi się może jeden, a "obsów" w terminach nie mam żadnych - wystarczy trochę dyscypliny, wymagać od siebie a potem egzekwować co do milimetra ustalenia - dobrowolne ustalenia dorosłych ludzi. Brak dorosłości powoduje, że nie ma podstaw do współpracy. Z dziekanatem należy ustalić, że przyjmuje się nie więcej niż jest się w stanie unieść, kiedyś zapisywali się stojąc w kolejkach, teraz jest tak, że w zależności od średniej, studentom w systemie otwierają się okienka, najpierw dla tych z powyżej 4,99; potem co godzinę dopuszczani są kolejni z odpowiednio niższymi średnimi i gdy dopuszczana jest do zapisów średnia około 4,8; u mnie nie ma już miejsc. Z życzeniami krytyczniejszego spojrzenia na siebie samego, Hohenstauf Odpowiedz Link
flamengista zadam naiwne pytanie 10.03.13, 19:55 a co się dzieje z tymi, których "wyrzucasz"? Jak ich wykluczasz ze swojej grupy? Idziesz do dziekanatu ze stosownym pismem? Stwierdzenie "z dziekanatem należy ustalić" pokazuje, że operujesz w zupełnie innej, alternatywnej czasoprzestrzeni. I jeszcze przyjmujesz wg. średniej;) Słuchaj, jak się jest profesorem i jest się w GTW, to oczywiście można tak robić. Ale nie udawaj, że tak wolno wszystkim. Odpowiedz Link
hohenstauf Re: zadam naiwne pytanie 10.03.13, 23:13 Po pierwsze nikogo nie wyrzucam. Informuję studenta lub studentkę, że nie uda nam się współpraca, z mojej winy, bo straciłem zaufanie w powodzenie promowania jego lub jej pracy i już się nigdy nie pojawiają. Czasami dają mi coś do podpisania, ale najczęściej po prostu znikają i na następny semestr nie mam ich już na liście. U nas samorząd studencki wymusił to, aby pierwszeństwo w zapisach mieli lepsi (mierzone średnią) studenci niż słabsi. Został przygotowany internetowy portal zapisów - i w zasadzie wszystkie zapisy są według średniej. Zajęcia wolnego wyboru, wykłady do wyboru, zajęcia z WF, książki z biblioteki w nowym semestrze, lektoraty, praktyki z pakietu zgłoszonego do uczelnianego działu karier przez firmy, i właśnie seminaria - podana jest data zapisów, student loguje się z użyciem numeru indeksu, peselu i indywidualnego hasła, a potem już sam system dba aby zapisujący się widział tylko to do czego jest jeszcze dostęp. Nie ma rozróżnienia na profesorów i nieprofesorów - działa wolny wybór klienta usługi edukacyjnej ograniczony jedynie kolejnością wynikającą z jego wcześniejszych wyników w nauce. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: zadam naiwne pytanie 10.03.13, 23:36 > zajęcia z WF, książki z biblioteki w nowym semestrze, W tym momencie zrobilo mi sie zimno w okolicach kregoslupa. Co ma WF do sredniej studiow? Mistrza Polski juniorow w judo zapiszecie na boks, bo mu zabraklo sredniej studiow? Z ksiazkami z biblioteki to juz jest jakis apartheid. Odpowiedz Link
hohenstauf Re: zadam naiwne pytanie 11.03.13, 08:14 mnie te regulacje ani nie grzeją - ani nie ziębią - dotyczą studentów i wprowadzone zostały przez studentów - jest to ich własna sprawa zwłaszcza, ze średnia studiów, to osobisty wybór studenta, więc jak nie chce mu się uczyć - to jego sprawa, a jak mu się chce uczyć - to się uczy i ma lepszą średnią i pierwszeństwo nie wiem czy mamy judoków - ale ci od tenisa stołowego mają swoje własne zajęcia i nie uczestniczą w zapisach ogólnych, gdyż przynależność do sekcji na podstawie oceny opiekuna sekcji daje wpis z WF Z książkami do biblioteki, jest do tego segregacja "rasowa", bo w październiku i pierwszy miesiąc zimowego, mogą z niej korzystać tylko nasi studenci - nie mogą wypożyczać ci z innych uczelni, a tuż przed tymi okresami, zewnętrzni są zobowiązani do oddania wszystkich książek z określonym oznaczeniem. Odpowiedz Link
podworkowy Re: zadam naiwne pytanie 10.03.13, 23:38 ja bardzo przepraszam, ale co sie dzieje ze studentem, który już się u Pana nie pojawia? Zapisuje się na inne seminarium? Gdzież tak jest, na jakiej to uczelni?:) Odpowiedz Link
hohenstauf Re: zadam naiwne pytanie 11.03.13, 08:21 kompletnie o to nie dbam, gdzieś się przepisuje zapewne, czasem niektórzy z nich są potem autorami prac recenzowanych przeze mnie, co pokazuje, że przyjął ich ktoś inny studenci są przecież dorosłymi a jeśli nie dorosłymi, to chociaż pełnoletnimi ludźmi, i jak nie chodzą na wykład czy ćwiczenia, to też nie obchodzi to prowadzącego usługę edukacyjną świadczy się nie pod przymusem - a dla chętnych, to ich sprawa zaliczenie z kolei udzielane jest na podstawie eksperckiej oceny podpisującego zaliczenie - na jego warunkach, i to też jest wynik wyboru studenta, komu podda się pod ocenę. Odpowiedz Link
podworkowy Re: zadam naiwne pytanie 11.03.13, 09:35 ponowię pytanie, cóż to za uczelnia, w której możliwe są częste zmiany promotora w ciągu roku akademickiego, i to bez specjalnych formalności? Odpowiedz Link
flamengista u nas 11.03.13, 09:53 można się przenosić dowolną ilość razy. Potrzeba "tylko" 1. zgody dotychczasowego promotora 2. zgody nowego promotora 3. zgody opiekuna studiów 4. zgody dziekana Więc jeśli powiem seminarzyście, że mam go dosyć, to ląduję na etapie nr. 1. I na ogół nie ma siły, by dotrzeć do etapu nr. 2:) My nie jesteśmy frajerami: wiemy, że na ogół migrujący seminarzysta oznacza kłopoty. Więc jak mam pełną grupę to nie chcę dokładać sobie roboty i przyjmować kolejnej duszyczki. A nawet jak dojdzie do etapu 2 - to żaden szef nie lubi, jak na niego przerzuca się swoje kłopoty. Szczególnie, że do przenosin dochodzi na ogół przy "gardłowej sprawie", po wszystkich terminach sesyjnych. Odpowiedz Link
hohenstauf Re: u nas 13.03.13, 13:00 U nas (poprawki nanoszę na Twoim cytacie): > można się przenosić dowolną ilość razy. Potrzeba "tylko" > 1. zgody dotychczasowego promotora > 2. zgody nowego promotora ... > 4. zgody dziekana (udzielanej z automatu przez upoważnionego pracownika dziekanatu) W zasadzie 1 punkt nie musi być udzielony pisemnie. Mało tego, zapisy są najpierw deklaratywne, i potem zdąży się przeprowadzić 4 a nawet 5 spotkań, zanim ostateczny termin ostatecznego zapisu minie. Spora część pracowników niesamodzielnych, ma niepełne grupy. Od jakiegoś czasu niesamodzielni (o ile nie mają otwartego postępowania habilitacyjnego) nie mogą prowadzić seminariów magisterskich a licencjackie tylko za zgodą szefa zakładu. Część niesamodzielnych na zasadzie praw nabytych może prowadzić magisterki na trzech trybach (zaoczne, wieczorowe, dzienne), część na jednym z trybów. Zatem aż tak różowo to nie jest. Spora część pracowników niesamodzielnych, która ma niepełne grupy a za to ma pełne gacie, że nie uzbiera na ratę kredytu, przyjmuje każdego, byleby złapać kilka h rozliczeniowych na semestr za każdego seminarzystę. W stosunku do liczby studentów, chętnych do prowadzenia seminariów jest za dużo, stąd ograniczenie dla niesamodzielnych. Mało tego, jedyna dywanikowa rozmowa z przełożonym dotyczyła semestru gdy na obronie był u mnie niemal komplet, bo z braku doświadczenia, doprowadziłam niemal 38 seminarzystów na dwie grupy (stacjonarne i niestacjonarne) i to do tego niemal wszyscy mieli ode mnie bdb (recenzent się zgadzał). Przełożony życzył sobie, aby oceniać rygorystyczniej, nie doprowadzać do inflacji ocen, kilkanaście procent najsłabszych seminarzystów w ogóle nie dopuszczać do obrony, a resztę ocen doprowadzić do rozkładu symetrycznego z dominantą w okolicach 3,25 - 3,5 dla trzech semestrów seminarium. Odpowiedz Link
flamengista fajne rozwiązanie 11.03.13, 09:47 CytatInformuję studenta lub studentkę, że nie uda nam się współpraca, z mojej winy, bo straciłem zaufanie w powodzenie promowania jego lub jej pracy i już się nigdy nie pojawiają Czyli przerzucasz problem na swoją koleżankę lub swojego kolegę. Milusiński idzie do dziekana, mówi że Kowalski jest dla niego be i przydziela mu się innego promotora z automatu. A ten musi się męczyć z takim niedojdą. Takie rzeczy uchodzą na sucho jedynie samodzielnym. Bo w przypadku adiunktów ląduje się na dywaniku u szefa. Nikt nie lubi podrzucania gorącego kartofla. Rezygnujący definitywnie to niestety margines, bo prawdziwe kłopoty zaczynają się dopiero na ostatnim roku. Wizja skutecznego finiszu wzmacnia determinację nawet u totalnych lesserów. Wiedzą, że są blisko celu i rzadko odpuszczają. CytatU nas samorząd studencki wymusił to, aby pierwszeństwo w zapisach mieli lepsi (mierzone średnią) studenci niż słabsi. No tak, ale przecież ci słabsi też gdzieś się zapisują, prawda? To, że masz komfort prowadzenia na seminarium elity, że zbierasz śmietankę z całego roku nie rozwiązuje ogólnego problemu. Najwyraźniej nie miałeś na seminarium studenta ze średnią poniżej 2,5. Zadam też kolejne pytanie: a co jeśli na seminarium do popularnego adiunkta zapiszą się wszyscy najlepsi, a na samym końcu najsłabsi trafią do Wielkiego Profesora? W jakiej sytuacji postawi to adiunkta? A co zrobić, jeśli seminarium Wielkiego Profesora nie ruszy z powodu braku chętnych? Jak długo przetrwa taki system zapisu? Powtarzam: pracujesz zupełnie w innych, nieporównywalnych warunkach. Odpowiedz Link
podworkowy Re: fajne rozwiązanie 11.03.13, 09:52 flamengisto, przecież hohenstauf w sposób oczywisty konfabuluje:) Odpowiedz Link
flamengista dopiero teraz 11.03.13, 09:54 przeczytałem jego kolejny wątek i stało się to jasne. Wbrew pozorom, wcale nie musiał. Bo są i w tym kraju uczelnie, na których jest w miarę normalnie. Są też i uczelnie takie, na których pracuje m.in. ruda - więc zawsze mogłem trafić gorzej;) Odpowiedz Link
podworkowy Re: dopiero teraz 11.03.13, 09:59 w chwili kiedy napisał, że studenci znikają i tylko czasem dają mu coś do podpisania (rozumiem, że to ci geniusze ze średnią nie niższą niż 4,8), to już chyba było mniej więcej jasne. A zresztą może hohenstauf to alter ego rudej?;) Something to think about....NOT! Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: dopiero teraz 11.03.13, 10:05 Zwłaszcza, że system podpowiada, że to jakaś ona. A może Opatrzność nam ich/ją/jego zesłała, byśmy nie popadali w przekonanie kiedyś ujęte słowami: "Warszawa to cala Polska"? Odpowiedz Link
podworkowy Re: dopiero teraz 11.03.13, 10:10 Jeśli Opatrzność miałaby być tak okrutna, to strach się bać Odpowiedz Link
assembea [...] 19.03.13, 10:28 Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum . Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: dopiero teraz 19.03.13, 11:14 ja bardzo przepraszam, ale takie rzeczy nas tu nie interesują...!!! a to, że ruda ściemnia widać po jej postach, niemniej żadne dociekania nad tożsamością nie będą tolerowane... Odpowiedz Link
flamengista to dalej nie ma sensu 10.03.13, 19:58 Po co się mają męczyć u mnie (btw: część ma spore problemy z poprzednim kursem, przez który musieli brać płatne przedłużenia sesji i 3 termin egzaminu) - skoro mogą u innych, bezstresowo? Ja wiem, że kalkulacja jest taka, że "jakoś to będzie". Ale przecież zawsze lepiej do luzaka niż do upierdliwego wykładowcy, który już sprawił im sporo kłopotu. Dla mnie to nadal kompletna zagadka. Odpowiedz Link
ford.ka Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 12:01 Myślę, że kluczem jest tu słowo "racjonalny". Jak dowodzą rozliczne przykłady dyskutowane na tym forum brać akademicka może widzieć najróżniejsze zachowania jako całkowicie racjonalne - redaktorzy wypełniający własną produkcją redagowane przez siebie czasopisma, habilitanci podający jako dorobek swoje doktoraty, doktoranci podający jako swój dorobek cudze habilitacje, recenzenci piszący dwie recenzje pozytywną i negatywną do wyboru. Oni wszyscy racjonalnie definiują swój problem i racjonalnie (ze swojego punktu widzenia) znajdują rozwiązanie. Tyle że nie widzą irracjonalności tego rozwiązania z punktu widzenia innych. Wśród studentów to jest częstsze, bo oni mają problem z pogodzeniem się z tym, że ci inni nie tylko patrzą na nich z podziwem, ale czasem ich oceniają na podstawie efektów a nie dobrych chęci, świat nie kręci się wokół nich, a zasady nie naginają się do ich życzeń... W sumie może lepiej jeśli się o tym przekonają jeszcze w stosunkowo bezpiecznym środowisku akademickim, a nie później w prawdziwym życiu. Odpowiedz Link
dala.tata Re: no dobra, to jest jakiś argument 10.03.13, 14:34 Niestey, ford ma wiele racji, pzryklady, krore podaje, mozna mnozyc. Oszukujemy i to oszukujemy na potege. Co wiecej, mamy na to przyzwolenie. Redaktor, ktory klamie, jest po prostu zaradny, podobnie jak habilitant, ktory upycha ksiazke doktorska. Ja bylem wychowywany z przyslowiami typu: reguly sa od tego, by je lamac. I owo lamanie regul widzimy na co dzien, nie tylko wsrod naszych bliznich, ale rowniez wsrod naszych przywodcow, wsrod elity. Naginanie regul jest przeciez glownym elememtem polskiego zycia politycznego. Dlaczego mielisbysmy sadzic, ze owo naginanie nie ma dtyczyc zycia akademickiego? Odpowiedz Link
sendivigius Re: Szczyt bezczelności u studenta? 09.03.13, 23:02 Ja moge jedynie dodac w podobnym duchu co dala. Gdzie ten student byl przez 4 lata, na Ksiezycu czy uczyl sie w waszej uczelni. I czego sie od was nauczyl? A gdzie zdawal mature - i czego sie tam nauczyl? Przekonanie ze problem polega na tym ze jest za slaba "policja antyplagiatowa" jest calkowicie naiwny. Ta skorupka juz cuchnie. W wielu stanach USA nie ma obowiazku szkolnego. W niektorych jest sformulowany fakultatywnie - czyli na przyklad jezeli jeden z rodzicow ma szkole srednia to dziecko nie ma obowiazku szkolnego. Wychodzi sie z zalozenia ze jesli rodzic nawet tego co robic z dzieckiem nie nauczyl sie w szkole to widac nie jest ona wiele warta wiec w czym problem? Jezeli wasz student nie wie co to plagiat to tym bardziej dyplom mu do niczego nie potrzebny. W czym problem? Odpowiedz Link
pigwa_polska Re: Szczyt bezczelności u studenta? 09.03.13, 23:55 śmieszniej by było, gdyby nieczytany przeszedł przez promotora i recenzenta z trójkami, za to, że praca słabiutka... często wina jest po naszej stronie - jako wykładowców - nakładamy na młodzież bezsensowne ciężary, których sami nie unieślibyśmy... spójrzmy uczciwie na nasze magisterki, niektóre były ok, ale spora część jest obroniona na bdb a my jako autorzy tej pracy, za podobną pracę nie dalibyśmy bdb. Dlaczego nie wywiesiłeś swojej magisterki a doktorat? Czy naprawdę uważasz, że bronione u Ciebie magisterki mają mieć poziom Twojego doktoratu? Wywieś swoją magisterkę z informacją jaką ocenę otrzymałeś i jeśli tak powszechnie narzekamy, że kiedyś poziom był wyższy a dziś niższy - to z radością daj każdemu, kto osiągnie poziom Twojej magisterki, taką ocenę jaką sam za magisterkę otrzymałeś. Ale obawiam się, że wielu się wstydzi swojej magisterki, częściowo chwała Ci flamengisto za to, że chociaż nie wstydzisz się swojego doktoratu. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Szczyt bezczelności u studenta? 10.03.13, 00:18 Nie wiem, co chcesz tym postem powiedziec. Natomiast u siebie w pracy widze cos takiego, ze bledy metodologiczne, ktore nie maja prawa znalezc sie w magisterkach, bo recenzent natychmiast strzeli focha, bez najmniejszych problemow tolerowane sa w doktoratach i nawet w habilitacjach. Odpowiedz Link
snerek Re: Szczyt bezczelności u studenta? 10.03.13, 09:42 No tak - autor pracy na jednej stronie zamiast tekstu pracy umieścił informację, że ktokolwiek pierwszy do dnia (data już była po obronie) znajdzie tę informację, otrzyma od niego jako autora kwotę X (ta kwota była większa niż dwie miesięczne pensje profesorskie). Notatki tej ani nie znalazł promotor, ani recenzenci. Praca dotyczyła niewydolności procedur biurokratycznych, a strona ta była eksperymentem - studium przypadku, wykorzystanym jako element w pracy już po obronie. Odpowiedz Link
flamengista pojechałaś po bandzie 10.03.13, 11:11 "często wina jest po naszej stronie - jako wykładowców - nakładamy na młodzież bezsensowne ciężary, których sami nie unieślibyśmy..." Poziom licencjackich prac (a nawet niektórych magisterskich) dorównuje poziomem niektórych moich prac, publikowanych w czasopiśmie koła naukowego za czasów studenckich. Naprawdę, nie wymagam od nich nic nadzwyczajnego. Nawet bardzo przeciętny student jest w stanie napisać trójkową pracę samodzielnie, przy mojej pomocy. "Dlaczego nie wywiesiłeś swojej magisterki a doktorat?" Sherlocku, skąd takie wnioski;) Wywiesiłem zarówno magisterkę (w zasadzie: obie magisterki!), jak i doktorat. Magisterkę - żeby wzorować się na strukturze, ew. hipotezach badawczych. Doktorat - żeby wykorzystać wstęp (motywy podjęcia tematu, opis stanu badań) a także 2 rozdziały teoretyczne. Duża część seminarzystów pisze u mnie pracę z mojej działki badawczej, więc jest to dodatkowo jedno z pierwszych źródeł do których sięgają. I zazwyczaj ten doktorat w pracy parafrazują i poprawnie cytują. "Czy naprawdę uważasz, że bronione u Ciebie magisterki mają mieć poziom Twojego doktoratu?" Sorki, ale napiszę: WTF?!? Droga Koleżanko, skąd takie wnioski? To tylko materiał pomocniczy dla studentów, zawsze uspokajam seminarzystów że to zupełnie inna półka. "Wywieś swoją magisterkę z informacją jaką ocenę otrzymałeś" Ano tak robię. Z obu piątki. Ale nie w tym rzecz. Sam mówię studentom, że przeglądając ją dzisiaj jestem lekko zażenowany poziomem:) Ale to chyba dowód na to, że robię jednak postępy... PS. Ośmielę się zaryzykować tezę, że moja druga magisterka miała poziom niektórych doktoratów, bronionych obecnie. Z resztą była nawet niezobowiązująca propozycja, by z niej zrezygnować, pogłębić badania i zrobić doktorat. Odpowiedz Link
gruszka_wierzbowa Re: pojechałaś po bandzie 10.03.13, 12:45 > PS. Ośmielę się zaryzykować tezę, że moja druga magisterka miała poziom niektór > ych doktoratów, bronionych obecnie. Z resztą była nawet niezobowiązująca propoz > ycja, by z niej zrezygnować, pogłębić badania i zrobić doktorat. Takie rzeczy się zdarzają, nawet obecnymi magisterkami. Dlatego tak żenujący jest dla mnie poziom niektórych doktoratów oraz polityka kadrowa, która nie jest nastawiona na zatrudnianie najlepszych, tylko tych którzy mieli farta i obronili doktorat chwilę przed tym, jak zwolniło się miejsce na uczelni. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: pojechałaś po bandzie 10.03.13, 22:50 A w Niemczech narzekają, że terminy habilitacji są dostosowywane do otwierających się gdzieś na innych uczelniach wakatów... Problem nie jest ani nowy, ani swoisty. Odpowiedz Link
gruszka_wierzbowa Re: pojechałaś po bandzie 14.03.13, 01:16 > Problem nie jest ani nowy, ani swoisty. Nie mówię, że taki jest. Ale w świetle tego, że chcemy poprawić jakość polskiej nauki, to taka polityka kadrowa jest bardzo szkodliwa. Dużo bardziej szkodliwa niż niemiecka. Tam przynajmniej ktoś się habilituje bo chce startować na stanowisko. U nas ktoś się obronił i nagle go zaskoczyli ofertą pracy. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: pojechałaś po bandzie 15.03.13, 11:32 gruszka_wierzbowa napisała: > U nas ktoś się obronił i nagle go zaskoczyli ofertą pracy. Trauma na całe życie! Trudno się nie zgodzić, że ta polityka jest chora, ale to temat na większą dyskusję. Prawdę mówiąc - nie wydaje mi się, żeby problem polegał akurat na tym, że rytm zatrudniania jest wyznaczony przypadkowymi czynnikami, więc się zatrudnia pierwszego pod ręką. Niezależnie od tego, co o tym sądzimy, to jest raczej tak, że osoby mające coś do powiedzenia w tych kwestiach mają kogoś nieco wcześniej upatrzonego. A czasem może byc nawet i tak, jak to opisuje flamengista. Odpowiedz Link