Dodaj do ulubionych

Magisterka już za 1,2 tys. zł.

29.06.13, 12:12
Magisterka już za 1,2 tys. zł. Kupisz jak w sklepie
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14190645,Magisterka_juz_za_1_2_tys__zl__Kupisz_jak_w_sklepie.html#BoxWiadTxt
CytatCeny magisterek wahają się od 10 do 50 zł za stronę. Praca gotowa w dwa tygodnie. Na doktorat trzeba poczekać trzy miesiące i kosztuje już drogo 30 - 40 tys. zł. Licencjat może powstać nawet w 2-3 dni, cena zależy od tego, jak bardzo zamawiającemu się spieszy.

ciekawe za ile książka profesorska?
Obserwuj wątek
    • podworkowy Re: Magisterka już za 1,2 tys. zł. 29.06.13, 13:52
      tekst jak tekst, nihil novi. Nic tak jednak nie kompromituje idei studiów doktoranckich, jak fakt, że doktorat można napisać w 3 miesiące...
      • charioteer1 Re: Magisterka już za 1,2 tys. zł. 29.06.13, 13:59
        podworkowy napisał(a):

        > Nic tak jednak nie kompromituje idei studiów dokto
        > ranckich, jak fakt, że doktorat można napisać w 3 miesiące...

        Pelna zgoda. Mam wrazenie, ze w niektorych przypadkach przeszlaby ksiazka telefoniczna z napisem praca doktorska na okladce.
      • ethelfeld Re: Magisterka już za 1,2 tys. zł. 03.07.13, 20:46
        Znam osobę która napisała książkę habilitacyjną właśnie w 3 miesiące, tj. podczas wakacji. Przy czym rozpiętość czasu między obroną doktoratu a kolokwium habilitacyjnym to w przypadku tej osoby zaledwie rok :)

        Żadna bujda. Rzecz miała miejsce w 2009 roku ( tzn kolokwium hab) w UW
    • dala.tata Re: Magisterka już za 1,2 tys. zł. 29.06.13, 14:01
      Ja bym powiedzial, ze skompromitowane to sa rady, przed ktorymi takie doktoraty przechodza. O promotorach nie wspone, bo sie krew gotuje.
      • flamengista otóż to 29.06.13, 14:24
        to samo dotyczy nawet prac licencjackich. Nie ma cudów, 70-stronicowa praca napisana przez 22-latkę zajmującą się modellingiem w ciągu 2 tygodni musi być strasznym gniotem. A ktoś kto przyjmuje od studentów całą pracę do czytania jest marnym promotorem.

        Wystarczy minimum przyzwoitości i wywiązywanie się ze swoich obowiązków promotorskich, by uwalić 90% takich prac na zamówienie.
        • assembea Re: otóż to 30.06.13, 11:35
          > Wystarczy minimum przyzwoitości i wywiązywanie się ze swoich obowiązków promoto
          > rskich, by uwalić 90% takich prac na zamówienie.

          Zgoda, jeśli masz _normalne_ obowiązki promotorskie i dydaktyczne. Ale co, jeśli masz 2 x pensum dydaktyczne plus kilkunastu magistrantów / licencjatów? Jeśli będziesz robić dydaktykę dobrze, to dostaniesz jej jeszcze więcej, kosztem pracy naukowej. W swoim własnym interesie musisz się opieprzać...

          I tak z zupełnie innej beczki: czy u Was, na obronach, zadaje się jeszcze magistrantowi sakramentalne pytanie "proszę przedstawić swoją pracę magisterską"?
          • assembea Re: otóż to 30.06.13, 11:44
            Dodatek do powyższego - żeby było jasne - nie dotyczy do hum-społ, tylko technicznych...
          • trzy.14 Re: otóż to 30.06.13, 15:07
            Tylko kilkunastu magistrantów? Ja słyszałem o przypadku, gdy ktoś prowadził jednocześnie 140 (słownie: sto czterdzieści) prac dyplomowych. Na pewno nie jest to rekordzista. I zapewne są to dane tylko z jednego etatu...
            • dala.tata Re: otóż to 30.06.13, 15:22
              Bardzo przepraszam, ale jak was traktowac powaznie?

              trzy.14 napisał:

              > Tylko kilkunastu magistrantów? Ja słyszałem o przypadku, gdy ktoś prowadził jed
              > nocześnie 140 (słownie: sto czterdzieści) prac dyplomowych. Na pewno nie jest t
              > o rekordzista. I zapewne są to dane tylko z jednego etatu...
              • adept44_ltd Re: otóż to 30.06.13, 15:29
                nas? he he..., nasz system, w którym seminaria mogą liczyć po 20 uczestników... a zamiast zatrudnić kogoś do prowadzenia zajęć wciska się je już zatrudnionym i prowadzącym...
                • assembea Re: otóż to 30.06.13, 16:18
                  Nasz system?

                  U nas, ale także w wielu innych przeciętnych jednostkach spory procent habów jest zatrudniony "fikcyjnie" w takim sensie, że owi habi mają dawać uprawnienia, ale nie prowadzą zajęć. Co więcej, od dawna w siedzibie uczelni nie bywają - wszak wieloetatowość we współczesnym wydaniu wygląda tak, że jeden etat ma się "u nas", a drugi - np. w usiech. I oczywiście klient fizycznie jest TAM, tam prowadzi zajęcia - u nas pojawia się tylko jego nazwisko. A kto prowadzi za niego zajęcia - my... Nienormalnej wielkości obciążenia dydaktyczne biorą się między innymi stąd (ale nie tylko).

                  > nas? he he..., nasz system, w którym seminaria mogą liczyć po 20 uczestników...

                  U nas (w mojej dziedzinie) nie może być tak, że osoba prowadząca seminarium magisterskie jest promotorem _wszystkich_ seminarzystów - nie dałaby rady, nikt nie godziłby się na wrzucenie mu takich zajęć do pensum. W założeniu wszyscy mają mieć licencjatów / magistrantów po równo - ale to tylko w założeniu. W rzeczywistości krewni i znajomi królika potrafią nie mieć wcale magistrantów, i to przez wiele lat - nawet ci niepublikujący!!! Bo jeszcze zrozumiałbym, że publikujący, zdobywający granty są pod ochroną - ale nie, tu o wielkości obciążeń dydaktycznych decyduje tylko to, czy jest się zatrudnionym po protekcji, czy też jest się zatrudnionym do pracy (za siebie i tych protegowanych).
                  • adept44_ltd Re: otóż to 30.06.13, 16:29
                    co to za branża... mówiąc inaczej - jaką państwową uczelnię stać na zatrudnianie fikcyjnych samodzielnych...
                    • assembea Re: otóż to 30.06.13, 17:19
                      > co to za branża... mówiąc inaczej - jaką państwową uczelnię stać na zatrudniani
                      > e fikcyjnych samodzielnych...

                      Bez tego stracilibyśmy uprawnienia - tak przynajmniej twierdzi góra. Zresztą, nie jesteśmy jedyni - jest spora grupa instytucji, która tak robi. O haba niełatwo....
                      • adept44_ltd Re: otóż to 30.06.13, 17:29
                        no cóż, to już patologia na własne życzenie...
                • dala.tata Re: otóż to 30.06.13, 16:22
                  No was. Stary, system, w ktorym promotor ma ponad setke dyplomantow, jest niepowazny. I ja sie nie chce wypowiadac, dlaczego tak jest. To po prostujest niepowazne.

                  I zwroc uwage, ze ty mowisz o 20 magistrantach, co jest poteznym obciazeniem, a trzy.14 mowi o 140!!! Ty mowisz o duzym obcoazeniu,trzy.14 wskazuje na absurd na skale swiatowa.

                  adept44_ltd napisał:

                  > nas? he he..., nasz system, w którym seminaria mogą liczyć po 20 uczestników...
                  > a zamiast zatrudnić kogoś do prowadzenia zajęć wciska się je już zatrudnionym
                  > i prowadzącym...
                  • adept44_ltd Re: otóż to 30.06.13, 16:28
                    tak, ale mechanizm jest ten sam - oszczędzamy...
                    • dala.tata Re: otóż to 30.06.13, 16:34
                      Mechanizm jest ten sam. Ale sa oszczednosci, ktore wymagaja wiecej pracy i sa oszczednosci, ktore nie pozwalaja uczelni traktowac powaznie.

                      adept44_ltd napisał:

                      > tak, ale mechanizm jest ten sam - oszczędzamy...
                      • adept44_ltd Re: otóż to 30.06.13, 16:39
                        pełna zgoda, dlatego też coraz mniej rzeczy traktuję poważnie ;-)
                        a mówiąc serio - to mechanizm ministerialny... :)
                        • dala.tata Re: otóż to 30.06.13, 17:07
                          ja tego nie kwestionuje. Choc musze przyznac, ze wydaje mi sie to troche bardziej skomplikowane. Jednak to jakas osoba, a nie mechanizm ministerialny, zgadza sie na 140 dyplomantow.

                          adept44_ltd napisał:

                          > pełna zgoda, dlatego też coraz mniej rzeczy traktuję poważnie ;-)
                          > a mówiąc serio - to mechanizm ministerialny... :)
                  • spokojny.zenek Re: otóż to 30.06.13, 18:01
                    dala.tata napisał:

                    > No was. Stary, system, w ktorym promotor ma ponad setke dyplomantow, jest niepo
                    > wazny.

                    Chyba znacznie bardziej niepoważne jest dyskutowanie na zasadzie "ja słyszałem...".
              • trzy.14 Re: otóż to 30.06.13, 20:58
                Ja jeszcze dodam, że liczbę 140 usłyszałem na spotkaniu poświęconym, hmmm... kontroli jakości dydaktyki.

                Na sprawę można też spojrzeć inaczej. Wydział Prawa i Ekonomii UWr w 2006 wydał 2500 dyplomów magisterskich i 300 licencjackich. W tym samym roku mury tej uczelni opuściło 33 magistrów fizyki i astronomii oraz 43 biotechnologii. Liczba słuchaczy studiów podyplomowych WPiE wynosiła ok. 600.
                Liczba doktorantów - 170. Nie wiem, jaki był stan zatrudnienia na tym wydziale, ale na całej uczelni habilitację (która daje uprawnienia do opieki nad pracami magisterskimi) miało ok. 500 osób.
                Więc na WPiE mogło ich być 50. 2500/50 = 50 ŚREDNIO + minimum 1 wypromowany doktor + promocje na innych etatach.
                Dane zaczerpnąłem z BiP, sprawozdanie rektora UWr za 2006.
                • flamengista co do tego ma habilitacja? 30.06.13, 21:10
                  Cytat habilitację (która daje uprawnienia do opieki nad pracamimagisterskimi) ...

                  Albo nie masz racji, albo bezprawnie wypromowałem już z 20 magistrantów.
                  • trzy.14 Re: co do tego ma habilitacja? 30.06.13, 22:09
                    Spójrzmy np. tu:
                    www.chemiaogolna.slam.katowice.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=76&Itemid=149
                    Cytat
                    2. Pracę magisterską student wykonuje pod kierunkiem nauczyciela akademickiego posiadającego, co najmniej stopień naukowy doktora habilitowanego, z zastrzeżeniem punktu 3. Dziekan, na wniosek kierownika jednostki, po zasięgnięciu opinii Rady Wydziału może upoważnić do kierowania pracą magisterską nauczyciela akademickiego, który, co najmniej od 3 lat ma stopień doktora.


                    Czyli za jakość prac magisterskich odpowiadają habilitowani, ale jeżeli np. są przeciążeni, mogą wspomóc się niehabilitowanymi. Ogólna zasada (to pewnie przepis ustawowy lub z rozporządzenia) jest taka, że niehabilitowany jest tak ułomny, że nie tylko z prowadzeniem doktoratu, ale nawet magisterium sobie nie poradzi i musi uzyskać specjalną zgodę, by magistrem się opiekować. Uważam to za jeden z największych skandali wśród wielu skandali akademickich.
                  • trzy.14 Re: co do tego ma habilitacja? 30.06.13, 22:13
                    Wydaje mi się też, że te 140 prac dyplomowych wziął stachanowiec w czasach, gdy za prowadzenie prac dyplomowych brało się pieniążki. Niezależnie od ich liczby. Jak wydział bogaty, to musiał jakoś te swoje bogactwa rozdystrybuować. Logika podpowiada, że takiego zaszczytu mógł dostąpić tylko obywatel habilitowany, bo koszenie kasy jest jednym z benefitów habilitacji, o ile dyscyplina właściwa i owce same podkładają się pod nożyce,
                  • trzy.14 Re: co do tego ma habilitacja? 30.06.13, 22:23
                    A teraz wyimki z regulaminu o wdzięcznej nazwie "ZASADY DYPLOMOWANIA obowiązujące od roku akademickiego 2012/13 przyjęte przez Radę Wydziału Chemii UJ na posiedzeniu w dniu 17. stycznia, 2013 r.

                    Cytat
                    Prowadzenie prac licencjackich przez nauczycieli akademickich posiadających stopień naukowy doktora zatrudnionych na stanowiskach adiunkta lub starszego wykładowcy wymaga zgody Kierownika odpowiedniego zespołu lub grupy badawczej.


                    Cytat
                    Przynajmniej jeden z pracowników pełniących rolę opiekuna lub recenzenta pracy licencjackiej musi posiadać stopień naukowy doktora habilitowanego lub tytuł naukowy.


                    • podworkowy Re: co do tego ma habilitacja? 30.06.13, 23:52
                      na wydziałach prawa promują też doktorzy - przydzielanie im seminariów to standard procedure
                      • trzy.14 Re: co do tego ma habilitacja? 01.07.13, 00:36
                        Jasne, samodzielni by takiej liczby studentów "nie przerobili". Tyle że niesamodzielni muszą mieć zgodę Dziekana - zapewne nawet na prawie są takie zwyczaje - a samodzielni nie. To znaczy, że flamengista, podobnie jak każdy inny niesamodzielny, jest traktowany jak osobnik nieco umysłowo lub etycznie ułomny. Jest to praktyka w Polsce powszechna.
                    • pfg Re: co do tego ma habilitacja? 01.07.13, 10:05
                      To dziwne, że na Wydziale Chemii UJ wymaga się, aby promotorami lub przynajmniej recenzentami prac licencjackich byli samodzielni. Regulamin Studiów UJ tego nie nakazuje - prace licencjackie, w odróżnieniu od magisterskich, mogą bez żadnych szykan prowadzić doktorzy - ale oczywiście wydziałowi wolno przyjąć zasady bardziej surowe.
                  • pfg Re: co do tego ma habilitacja? 01.07.13, 09:58
                    flamengista napisał:

                    > Cytat habilitację (która daje uprawnienia do opieki nad pracamimagisterskimi)
                    > ...

                    >
                    > Albo nie masz racji, albo bezprawnie wypromowałem już z 20 magistrantów.

                    To bodajże zależy od uczelni. Na UJ opiekunem pracy magisterskiej w zasadzie powinien być doktor habilitowany lub profesor; jedynie w szczególnych przypadkach Rada Wydziału może do tego upoważnić doktora zatrudnionego na etacie adiunkta lub starszego wykładowcy, ale wówczas recenzentem musi być samodzielny. Rzecz jasna w praktyce szczególne przypadki są normą.

                    Nawiasem mówiąc, na jednym z najważniejszych wydziałów UJ kilka (no, może ~10) lat temu za rzecz oczywistą uchodziło, że profesorowie -nie wyszyscy na tym wydziale, ale dostatecznie wielu, aby efekt był znaczący - promowali po kilkudziesięciu, a bywało, że i ~100, magistrantów rocznie (mowa o bardzo popularnym kierunku). Miało to kilka negatywnych konsekwencji: Po pierwsze, nie mogli sprawować żadnej realnej kontroli nad tymi pracami, więc często zdarzały się masowe plagiaty. Po drugie, tak sprawowaną "opieką" nad magistrantami nie dość, że wyrabiali całe pensum, to jeszcze mieli nadgodziny. Nie miał kto prowadzić kursowych wykładów (pensum wyrobione!), a za nadgodziny trzeba było płacić. I chyba ostatecznie presja finansowa, plus opisana w prasie seria wyjątkowo bezczelnych plagiatów, być może także powstanie prywatnej konkurencji, sprawiły, że UJ wydał przepis, iż opieką nad studentami można rozliczać co najwyżej 1/3 pensum. Nadal więc profesor może mieć 100 magistrantów rocznie, ale 94 zajmuje się pro bono. No i patrzcie państwo, zjawisko znikło.
                    • trzy.14 Re: co do tego ma habilitacja? 01.07.13, 10:45
                      Ten post powinna wziąć sobie do serca p. minister, gdyby jeszcze kiedykolwiek miało jej przyjść do głowy, że samo wrzucenie większych pieniędzy do systemu cokolwiek w nim zmieni (na lepsze).
                      • pfg Re: co do tego ma habilitacja? 01.07.13, 11:24
                        trzy.14 napisał:

                        > p. minister, gdyby jeszcze kiedykolwiek
                        > miało jej przyjść do głowy, że samo wrzucenie większych pieniędzy do systemu

                        Takich pomysłów pani mister raczej nie ma :-)
                        • trzy.14 Re: co do tego ma habilitacja? 01.07.13, 15:20
                          PO KL
                          PO IG
                          Itp itd.
                          Właśnie na zasadzie, że zafundujemy laby, rozdamy stypendia i od razu będzie lepiej...
                    • spokojny.zenek Re: co do tego ma habilitacja? 01.07.13, 17:56
                      Nie wiem, który wydział masz na myśłi, ale jeśli ten, którego wyjątkowo nie lubisz to piszesz rzeczy niezgodne z prawdą. Od ponad 20 lat obowiązują na owym wydziale limity seminarium magisterskiego - dawniej 12 osób, od jakiegoś czasu 15. Wprowadzone podobno po to, żeby coś takiego nie miało prawa sie zdarzyć. Co więcej, magistranci do pensum się nie liczą - liczą sie godziny seminarium.
                      • pfg Re: co do tego ma habilitacja? 01.07.13, 22:08
                        Ale ja nic do tego wydziału nie mam - ani go nie lubię, ani lubię. Jest mi obojętny.
                        • spokojny.zenek Re: co do tego ma habilitacja? 01.07.13, 22:19
                          Czyli trafnie zgadłem, którego wydziału dotyczyła ta miejska legenda, którą się z nami podzieliłeś?
                          • pfg Re: co do tego ma habilitacja? 02.07.13, 10:02
                            Zenku, ja do wszystkich wydziałów UJ, poza własnym, mam taki stosunek.
                            A "legenda" nie jet miejska, tylko senacka.
                            • spokojny.zenek Re: co do tego ma habilitacja? 02.07.13, 11:38
                              Ta "opisana w prasie seria wyjątkowo bezczelnych plagiatów" to też może z senatu?
                              To ja Ci opowiem inną: pewna jednostka na całkiem innym wydziale, zupełnie niemasowym, miała przez prawie 10 lat tylko kilkoro magistrantów. Ale za to miała więcej samodzielnych. I każdy z tych samodzielnych co roku rozliczał sobie 60 godzin czy tam ile seminarium magisterskiego. Tym sposobem każdy z tych magistrantów wygenerował kilkaset godzin do pensum. Ładne? Moim zdaniem bardzo ładne. Co więcej - prawdziwe, w przeciwieństwie do Twojej historyjki, która z prawdą nie miała z żądnym punkcie nic wspólnego. No chyba że tak miało być. Albo że chodziło o inny wydział. Bo jeśli o ten, który Ty wiesz a ja rozumiem, to nikt tam nie przekraczał limitu choć wielu chciało i nigdy magistranci się do pensum nie liczyli.
                              • pfg Re: co do tego ma habilitacja? 02.07.13, 12:57
                                spokojny.zenek napisał:

                                > To ja Ci opowiem inną: pewna jednostka na całkiem innym wydziale, zupełnie niem
                                > asowym, miała przez prawie 10 lat tylko kilkoro magistrantów. Ale za to miała w
                                > ięcej samodzielnych. I każdy z tych samodzielnych co roku rozliczał sobie 60 go
                                > dzin czy tam ile seminarium magisterskiego. Tym sposobem każdy z tych magistran
                                > tów wygenerował kilkaset godzin do pensum.

                                Tak też mogło być. W kwestii rozliczania dydaktyki na UJ przez długie lata było mnóstwo patologii. Chyba dopiero za późnego Ziejki, a może nawet za wczesnego Musioła, nie pamiętam, ustalono minimalną liczebność grupy, pozwalającej prowadzącemu rozliczyć pensum. (Maksymalną też, ale to działa w drugą stronę.)
                                • spokojny.zenek Re: co do tego ma habilitacja? 02.07.13, 13:03
                                  No widzisz. A na tym wydziale który Ci jest równie obojętny jak pozostałe (z wyjątkiem Twojego własnego) - dużo dużo wcześniej. Podobnie jak całe mnóstwo różnych innych zabezpieczeń, które można było potem kopiować gdzie indziej. Ale nie przeszkadza to wszystko w krzewieniu miejskich legend w których tenże wydział jest szawrccharakterem. Na przykład o 100 magistrantach jeszcze kilka lat temu albo o rozliczaniu sobie pensum magistratami.
                      • flamengista ależ oczywiście, że masz limity 02.07.13, 09:04
                        12 osób w grupie seminaryjnej i blisko 100 seminarzystów wcale się nie wykluczają.

                        W "złotych" czasach mieliśmy dzienne, zaoczne i wieczorowe, jednolite magisterskie i SUMy (studia uzupełniające magisterskie - dla owieczek po Wyższej Szkole Gotowania na Gazie, by dorobili magisterium u nas) a także kierunki które prowadzone były w ZODach (zamiejscowe ośrodki dydaktyczne).

                        Jeśli ktoś był łasy na seminaria (byli tacy), mógł wziąć nawet 7-8 grup seminaryjnych, na każdej formie studiów jedną. Czyli wyrabiał samymi seminariami 7x60 godzin w roku:)

                        U nas też przepis jest taki, że seminarium nie można wyrobić ponad 50% pensum. Ale można wyrobić pensum 1 seminarium i 1-2 kursami podstawowymi. Pozostałe seminaria wlicza się jako nadgodziny. Jest też kuriozalny limit godzin w 1 semestrze - jeśli dobrze pamiętam, 390. Powyżej tego nie płacą.

                        Przy czym u nas nadal płaci się (choć niewiele) za każdego wypromowanego i za recenzje.
                        • spokojny.zenek Re: ależ oczywiście, że masz limity 02.07.13, 11:40
                          flamengista napisał:

                          > Przy czym u nas nadal płaci się (choć niewiele) za każdego wypromowanego i za r
                          > ecenzje.

                          A to już chyba niestety wielka rzadkość.
                    • flamengista tak 02.07.13, 09:06
                      zgadza się. Wiem, że na UJ na ogół doktor nie ma "zaszczytu" prowadzenia magistrantów, tylko licencjatów.

                      U nas z kolei mogę prowadzić te prace, ale recenzentem musi być samodzielny. I robi się problem, szczególnie przy szybkich obronach, bo w sprawie każdej recenzji muszę specjalnie prosić.
                      • spokojny.zenek Re: tak 02.07.13, 11:42
                        flamengista napisał:

                        > zgadza się. Wiem, że na UJ na ogół doktor nie ma "zaszczytu" prowadzenia magist
                        > rantów, tylko licencjatów.

                        A jeśli nie ma licencjatów (studia jednolite) - w ogóle go taki "zaszczyt" nie spotyka.

            • assembea Re: otóż to 30.06.13, 16:06
              > Tylko kilkunastu magistrantów? Ja słyszałem o przypadku, gdy ktoś prowadził jed
              > nocześnie 140 (słownie: sto czterdzieści) prac dyplomowych. Na pewno nie jest t
              > o rekordzista. I zapewne są to dane tylko z jednego etatu...

              Piszesz o ekstremie - ja o normie.
          • flamengista no excuse! 30.06.13, 20:59
            Miewałem już po 400 i więcej godzin, 2 grupy seminaryjne licencjackie i 1 magisterską. Mimo to wszystkie prace solidnie przeczytałem i przypilnowałem. Bo ja się nad tym podpisuję i nie odwalam fuszerki.

            Sposób jest prosty: trzeba umieć organizować sobie pracę i asertywnie egzekwować terminów składania kolejnych części.
        • pigwa_polska naiwność 30.06.13, 12:52
          Student nagrywa rozmowę z promotorem i odtwarza ten plik piszący pracę wykonawca usługi.
          Promotor nie ma szans na wykrycie usługowego pisania pracy.

          A są znane mi przypadki pracowników naukowych, którzy jako studenci napisali swe prace magisterskie w 2 tygodnie, zaczęli 3 tygodnie przed obroną. I są to bardzo dobrzy pracownicy naukowi, z sukcesami zarówno dydaktycznymi jak i naukowymi. Uwalanie czyjejś dobrej pracy tylko dlatego, że jej utalentowany autor napisał ją dobrze w krótkim czasie to równie głupie jak uwalanie czyjejś dobrej habilitacji tylko dlatego, że autor habilitacji jest za młody lub wsadzanie do więzienia Roma za pedofilię za to, że skonsumował związek małżeński z własną małżonką z którą pobrał się w zgodzie z romskim kalendarzem biologicznym, czyli gdy była na progu rozpoczęcia starzenia się (około 12 lat).
          Nie da się ludzi powsadzać do takich samych szufladek.
          • podworkowy Re: naiwność 30.06.13, 13:16
            no naturalnie, 3 tygodnie na przeczytanie 40 paru pozycji literatury i napisanie 50 stron, ze już nie wspomnę o przemyśleniu zagadnienia. Proponuję uczynić z tego standard dla pracowników naukowych.
            • pigwa_polska Re: naiwność 30.06.13, 14:10
              Ależ ja nie twierdzę, że może tak każdy.
              A swoją drogą, znam takiego profesora, który twierdzi, że książkę habilitacyjną napisał w 3 tygodnie. Od zera do pierwszej wersji, która poszła do recenzentów wydawniczych.
              Pojechał do domu pracy twórczej. Wziął wszystkie możliwe książki i co tam miał oraz zapasy żywności i napojów, zamknął się, uczulił portierów aby nie niepokoiły i chroniły przed intruzami i po 21 dniach wrócił z książką, na podstawie której skutecznie stał się habilitowanym. W czasie gdy o tym opowiadał, był we władzach publicznej uczelni z północnej Polski (dość sporych rozmiarów wojewódzkie miasto nieprowincjonalne).

              Nie można zakładać, że coś co zostało wykonane szybko - jest źle zrobione. Dobrze napisana praca dyplomowa lub awansowa nie jest funkcją czasu.
              • dala.tata Re: naiwność 30.06.13, 14:23
                Profesor, ktory twierdzi, ze napisal ksiazke w trzy tygodnie, albo klamie, albo byl nawalony jak stodola, jak to mowil. Albo ty nie zrozumialas, co mowil, bo mowil o tym, ze sie przygotowal do wszystkiego wczesniej, a trzy tygodnie zajelo mu tylko fizyczne wstukanie tekstu ksiazki, w co wierze bez problemu, ale to nie jest 'napisanie ksiazki w 3 tygodnie'.

                Nie da sie tez napisac pracy mgr w dwa tygodnie. Po prostu sie nie da. Nie da sie przeczytac literatury, zrobic jakichs badan i napisac pracy. I tyle. I tak, szybko napisana praca mgr, poza jakimis szczegolnymi wyjatkami, jest slaba praca mgr. Podobnie jak i doktorat i habilitacja.
              • dr_pitcher Re: naiwność 30.06.13, 20:38
                Swoj doktorat napisalem w dwa tygodnie. Moj student w osiem dni. Ale bez uprzednich lat nauki, eksperymentow, prob i publikacji nie byloby to mozliwe. Sa ludzie ktorzy maja dryg do pisania, ale musza miec CO pisac. A na to nie wystarcza trzy tygodnie.
                • eeela Re: naiwność 04.07.13, 11:55
                  Ja doktorat pisałam dłużej, ale magisterkę rzeczywiście machnęłam w trzy tygodnie i obroniłam miesiąc później summa cum laude. Ale było właśnie tak jak mówisz - te trzy tygodnie były poprzedzone rokiem zbierania materiałów, czytania, grupowania danych, zastanawiania się nad strukturą. Jak się ma to wszystko gotowe, to nie sztuka szybko pisać.
                  • kardla Re: naiwność 04.07.13, 12:16
                    Ja to jednak jakas nieudana jestem - i pisanie czegokolwiek zajmuje mi znacznie wiecej czasu...
          • flamengista po raz 125 30.06.13, 21:05
            masz problem z nadinterpretacją moich słów. Nigdzie nie pisałem, że kryterium niedopuszczenia pracy ma być czas jej pisania. Tylko jej fatalna jakość, która na ogół (choć nie zawsze) ma związek z nakładem czasu i wysiłku włożonego w jej powstanie. Jeśli są geniusze, potrafiący napisać dobrą pracę w 2 tygodnie - tym lepiej. Jeden z nich jest zdaje się prezydentem tego kraju.

            Co do profesjonalnego pisania na zamówienie - zgoda. Ale taka usługa nie kosztuje 15-30 zł za stronę, tylko znacznie więcej. Bo piszący musi uwzględniać te poprawki. Więc przynajmniej powodujesz, że oszust musi głębiej sięgnąć do kieszeni. W dodatku w wyniku twojej pracy powstaje niezłe dzieło. I o to chodzi.

            Rola promotora nie polega na byciu inkwizytorem czy detektywem. Nie mam obsesji przyłapania seminarzystę za rękę na zlecaniu pisania dysertacji. Mi chodzi tylko o to, by dzieło sygnowane również moim nazwiskiem prezentowało odpowiedni poziom.
      • gruszka_wierzbowa Re: Magisterka już za 1,2 tys. zł. 30.06.13, 14:02
        W takich chwilach, aż wstyd się czasem przyznać, że jest się członkiem społeczności akademickiej i samemu się doktorat posiada.
    • dr_pitcher Re: Magisterka już za 1,2 tys. zł. 30.06.13, 20:52
      Zaskakujace jest co innego: 37% respondentow sondy uwaza, ze nie nic w tym zlego (bo studia to fikcja i wazny jest papierek). 5% nie ma zdania. Tylko 58% jest przeciw temu procederowi. Powtarzam TYLKO 58% - czyli jak spoleczenstwo akceptujemy kanciarzy. A jesli tak, taka jaka czesc owych pozostalych 42% korzystala z takich uslug?
      To, ze system do tego dopuszcza to insza inszosc.
      • flamengista to w ogóle nie jest zaskakujące 02.07.13, 09:14
        Kilka faktów z życia wziętych:
        1. system fotoradarów jest sparaliżowany, bo w internecie odkryto prostą metodę na niepłacenie. A więc ignorowanie listów ze zdjęciem i nie odpowiadanie na nie. System się zamulił, a po 2 latach sprawa jest przedawniona.
        2. w przypadku jazdy tramwajem po Krakowie i kontroli biletów, jest min. 50% szansy na to, że zobaczysz złapanego "gapowicza", jadącego bez biletów
        3. na korytarzu przed moim gabinetem studenci bez obciachu wycinają ściągi do egzaminów
        4. w moim bloku jakieś 30-40% mieszkań jest wynajęte studentom. W każdym z nich właściciel zgłasza tylko 1 osobę, przez co płaci niższy czynsz (woda i śmieci ryczałtem)
        5. niedawno robiłem remont - poza podłogą, na większość usług nie wystawiono mi żadnej faktury
        6. wiadomość z zeszłego tygodnia - pewien adwokat miał układ z sędziną i wszystko wygrywał. W mieście, gdzie do tego doszło, wszyscy moi znajomi mówią: "przecież wszyscy o tym wiedzą od dawna". Wszyscy, a jednak nic nie robili

        Niestety, to społeczeństwo nawyk kombinowania ma we krwi. I bardzo trudno z tym walczyć. Nie tylko na uczelniach. Powiedziałbym nawet, że na uczelniach jest to stosunkowo najprostsze.
    • pfg Tymczase w Poznaniu 02.07.13, 17:51
      ...rektorz rządzi (i kosi kasę), choć to chyba tylko licencjat. Linka.
      • flamengista spadłem z krzesła 02.07.13, 20:24
        Przestępczy proceder polegał na tym, że:
        Cytatmożna było zdawać egzaminy i dostawać zaliczenia za pieniądze

        Jestem w ciężkim szoku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka