Dodaj do ulubionych

Czym do pracy?

14.12.14, 13:14
Właśnie zacząłęm zadawać sobie takie pytanie: czym wypada pracownikowi dydaktyczno-naukowemu dojeżdżać do pracy? Mieszkam w dużym mieście, jak dotąd wygodnie dojeżdżało mi się komunikacją miejską. Jednak kilku nieoficjalnych rozmowach okazało się, że to jednak nie wypada, szczególnie, jeśli jest się już po doktoracie. No i w oczach studentów, chyba taki ktoś nie wygląda za poważnie, skoro wysiada z MZK a student wysiada np. z Audi.
Samochód mam jednak już dosyć leciwy i wypada chyba w nim pokazywać się jeszcze mniej niż w MZK. Co wybrać? Wziąć kredyt na nowy samochód czy lepiej przyjeżdżąć MZK jako pierwszy do pracy i odjeżdżać jako ostatni? W tym drugim przypadku wykupiłbym nawet miejsce parkingowe, żeby zachować przynajmniej jakieś pozory, że dojeżdżam do pracy samochodem. Może TAXI? Wiadomo jednak, jak się jest świeżo po doktoracie to budżet jest jednak ograniczony. Jak to jest u Was?
Czasem z zazdrością spoglądam na studentów, który podjeżdżają sobie rowerem.
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: Czym do pracy? 14.12.14, 13:33
      facepalm.
    • czlowiek.z.makulatury Re: Czym do pracy? 14.12.14, 13:34
      Jestem porażony. Po tematach stołówkowych myślałem, że już mnie nic nie zdziwi.
      • nullified Re: Czym do pracy? 14.12.14, 17:07
        czlowiek.z.makulatury napisał(a):

        > Jestem porażony. Po tematach stołówkowych myślałem, że już mnie nic nie zdziwi.
        >

        jeszcze mamy toalety... mamy?
    • dobrycy Re: Czym do pracy? 14.12.14, 13:57
      Ponieważ pewnie za niedługo będzie pytanie jak się ubierać, odpowiadam:
      Ja chodze zawsze w wytartych koszulach i zniszczonych butach, spodnie czasem też
      mam przetarte. Do pracy jeżdze komunikacją miejską. Dzięki temu studenci
      widzą do jakiego dziadostwa człowieka może doprowadzić praca na polskiej uczelni.
      Przełożonych i kolegów też dzięki temu nie denerwuje tym że mi się powodzi.
      Koledze, zwłaszcza zaraz po doktoracie radze to samo. Nic tak nie denerwuje leśnego dziada
      jak młodzik po doktoracie wysiadający z wozu innego niż drabiniasty, czy marynarka
      dobrej jakości.
      • czlowiek.z.makulatury Re: Czym do pracy? 14.12.14, 14:03
        Czasy się zmieniają.

        Znałem faceta na początku lat 1990, który miał stare Audi, gdy Polonez był największym obiektem marzeń kadry naukowo-dydaktycznej. Wszyscy mu tak zazdrościli, że go sekowali przy każdej okazji. Nagroda? Nie potrzebuje, bo ma Audi. Nadgodziny? Nie potrzebuje, bo ma Audi. Potem stawiał go na sąsiedniej ulicy, ale było za późno. Wszyscy już wiedzieli, że ma Audi. Obcięli mu godziny i musiał zrezygnować z pracy.

        Sam jak kupiłem sobie nowy samochód to nawet żona mi radziła, żebym dojeżdżał autobusem, żeby go nikt nie zobaczył, bo jeszcze mnie nie wezmą do żadnego grantu.

        • so_no Re: Czym do pracy? 14.12.14, 15:07
          Czasy rzeczywiście się zmieniają.
          U nas, jakby jakiś kierownik kliniki przyjechał jakim padłem, to by stracił zaufanie pacjentów, nie mówiąc o asystentach, którzy często mają dobre bryki.
          Na co dzień nikt nie zazdrości dobrego samochodu. Mało tego. Nie wypada chodzić w kiepskiej jakości garniturze. Prestiż zawodu tego wymaga.
          Ale pamiętam, jak kolega był na stażu w USA w renomowanej klinice onkologicznej. Jak przyjechał w drugim dniu komunikacją miejską, to szef kliniki dał mu swoją kartę kredytową i kazał pójść do salonu i kupić jakiś samochód (ze średniej półki zaznaczył), żeby mu wstydu nie przynosił, jak będzie pracował u niego te kilka miesięcy. Po skończonym stażu oczywiście samochód został u właściciela, czyli sponsora, bo był kupiony na profa. Pewnie go dla następnego stażysty z Polski zostawił.
          • czlowiek.z.makulatury Re: Czym do pracy? 14.12.14, 15:27
            Tu jak zwykle wyskakuje specyfika dziedziny. Otóż nie w każdej dziedzinie są międzynarodowe korporacje sypiące milionami na badania kliniczne z powodu taniości królików doświadczalnych (tj. Polaków). Z tego względu znam Panią profesor, która nawet występuje w mediach a jeździ skuterem za 1400, bynajmniej nie z łatwości parkowania.
          • chilly Re: Czym do pracy? 14.12.14, 15:29
            Lekarzy proponuję wyłaczyć z tej dyskusji. Ich status majątkowy pośrednio tylko wynika z działalności naukowej. Wyłaczyłbym też ekonomistów i prawników - tym z kolei udało się przekonać ciemny lud o swych wyjatkowych kwalifikacjach (a może po prostu sami sobie ustalaja zarobki?). Reszta ludu naukowego zbliża się raczej do definicji sformułowanej przez wielokrotnie cytowanego już na forum rektora:
            opole.gazeta.pl/opole/1,35114,15242320,Prof__Nicieja__Nie_odrozniam_profesora_od_menela.html

            • podworkowy Re: Czym do pracy? 14.12.14, 17:05
              e tam, ja tam chodzę do pracy per pedes apostolorum
          • cowell Re: Czym do pracy? 14.12.14, 15:40
            To smutne. Ale jak rozumiem taka specyfika branży lekarskiej łączącej naukę z biznesem. Podobnie jest wśród ekonomistów, ale tylko tych którzy też próbują łączyć naukę z biznesem. Oni też zwracają uwagę na jakość garniturów. Ale oni z reguły należą bardziej do świata biznesu i naukę raczej pozorują.
            Zaś pozostali żyją raczej skromnie a szacunek rozdzielają na podstawie wysiłku i osiągnięć naukowych. Wielu z tych ekonomistów zna też pojęcie konsumpcji na pokaz:
            pl.wikipedia.org/wiki/Ostentacyjna_konsumpcja
            • so_no Re: Czym do pracy? 14.12.14, 17:05
              Tak, lekarzom sie dobrze powodzi finansowo. Nauka to jak hobby i tylko niektórzy tym sie zajmują. Ale w tym zawodzie nauka i tytuły są przepustką do jeszcze większych profitów.
              Taka specyfika dziedziny.
              Poza tym jak nie masz konkretnych osiągnięć w jakiejś specjalizacji, to dalej nic nie znaczysz, więc trzeba sie starać i zdobywać sukcesy terapeutyczne, czyli konkretnie wdrażać nowatorskie techniki leczenia, bo pacjenci odchodzą, a badań klinicznych Ci nikt nie proponuje. Dobrobyt to pochodna tych starań, które muszą sie wiązać z nauką.
              • ewa_65 Re: Czym do pracy? 15.12.14, 14:09
                Zaraz zaraz. Są specjalizacje i specjalizacje. Różnie się powodzi.
                Ale faktycznie pod względem samochodów to widzę w środowisku tendencje - zastaw się, pracuj na dyżurach po 20 dni/msc, pracuj w 4 spółkach ale furę kup. Inna sprawa, że bez samochodu nie da się logistycznie kilku prac ogarnąć ;)
          • felisdomestica Re: Czym do pracy? 14.12.14, 17:22
            Co innego zamożność, a co innego snobizm. Snobizm wśród lekarzy jest tak samo powszechny, jak wśród polityków. No po prstu fura, skóra i komóra, nic się nie zmieniło... Prestiż zawodu raczej wymaga, by nie robić błędów lekarskich. Do głowy by mi nie przyszło, jako pacjentce, by oceniać lekarza po tym, co ma w garażu albo na grzbiecie. Prawdziwa klasa sama się obroni, peniądzem wspomagać się muszą ci słabsi.
            • so_no Re: Czym do pracy? 14.12.14, 17:36
              NIe masz racji. Lekarz powinien być schludnie i czysto ubrany. Wielu pacjentów to podkreśla i tego wymaga. To są standardy światowe !!! I mówię tu o szacunku do pacjenta, który wyrażasz również ubiorem (nie widzę nic złego w dobrym, markowym garniturze, w którym przyjmuję pacjentów).
              Oczywiście jest wielu doktorów, szczególnie nowobogackich, którzy szpanują szmalem i robią taką jak opisujesz opinię.
              • czlowiek.z.makulatury Re: Czym do pracy? 14.12.14, 18:07
                Przepraszam, samo to, że temat ten rozwinął się do tego poziomu, obraża nas wszystkich oraz dyskutantów (w tym mnie) w szczególności. To jest prywatną sprawą jak się kto ubiera oraz czym dojeżdża, niezależnie od zajęcia.
                • so_no Re: Czym do pracy? 14.12.14, 18:13
                  Wybaczcie, przepraszam najmocniej.
          • pfg Re: Czym do pracy? 15.12.14, 09:01
            so_no napisał(a):

            > i kazał pójść do salonu i kupić jakiś samochód (ze średniej półki zaznaczył),
            > żeby mu wstydu nie przynosił

            Młody Saudyjczyk pisze do ojca:

            "Ukochany Ojcze, bardzo podoba mi się tu w Berlinie, gdzie mnie posłałeś na studia. Koledzy są fajni, profesorowie mądrzy. Tylko trochę mi głupio, gdy rano przyjeżdżam na uczelnię moim srebrnym Mercedesem, a koledzy i profesorowie przyjeżdżają pociągami."

            Ojciec odpisuje:

            "Drogi Synu, przelałem ci na konto 20 mln dolarów. Idź i kup sobie ten pociąg, przestań przynosić wstyd naszej rodzinie."

            MSPANC.

            P.s. Opowieść o samochodzie dla stażysty z Polski ładna. I równie prawdziwa.
          • piotr_hd Re: Czym do pracy? 16.12.14, 05:35
            specyfika USA, gdzie poza paroma wyjątkami typu NYC - komunikacją miejską jeżdżą tylko biedni ludzie (poza tym jest niebezpiecznie). Co nie zmienia faktu, że na mojej (renomowanej) uczelni w USA wielu profesorów przyjeżdża rowerami, a inni prowadzą zajęcia w spodenkach i t-shirtach. Nikomu te rzeczy nie przeszkadzają :)
    • pisiarz Re: Czym do pracy? 14.12.14, 20:53
      Hulajnogą. Przynajmniej oryginalnie...

      A tak już poważniej - mam wrażenie, że niektórzy tu uczeni nie załapali ironii wyciekającej z postu barubaka każdym słowem. Ale może to tylko wrażenie i to ja nie załapałem, ze oni jednak załapali...
    • flamengista absolutnie tylko rower 14.12.14, 21:56
      Oczywiście holender, najlepiej taki poobijany i w kwiatki. Studentom zaimponujesz, że jesteś hipsterem (choć to już ponoć trochę passe), kolegom że jesteś eko i fit, a profesorowie cię polubią, bo nie zajmujesz miejsca na parkingu.
    • jose35 Re: Czym do pracy? 14.12.14, 22:12
      Hehe, ten wątek nie jest tak całkiem z czapy. Wielu moich kolegów ma takie dylematy. Sam słyszałem przypadkowo, jak studenci rozmawiali o asystencie X - "hehe, ten to autobusem popyla". W każdym razie, na mojej uczelni 90% wykładowców dojeżdża samochodami (parking tylko dla wykładowców, zawsze pełny). Zresztą no ludzie nie przesadzajmy, używany kilkuletni, całkiem dobry i sprawny samochód, to nie jest jakiś nieosiągalny wydatek, nawet przy zarobkach uczelnianych (jedynych)... a wy tu ze skrajności w skrajność - albo nowe audi i garniak od Armaniego albo 20 letni rzęch, dziadowanie i wygląd a'la menel... naprawdę jest wiele możliwości pośrodku... a jak ktoś mieszka poza miastem, to już w ogóle nie wyobrażam sobie dojazdu MZK, w końcu czas to pieniądz :)
      • ziemal Re: Czym do pracy? 14.12.14, 23:00
        Ciekawy wątek, szkoda, że dyskusja sie urwała, bo nabierala kolorów. Nigdy nie pracowałem na uczelni, dopiero jestem po habilitacji i pierwszy raz w życiu złożyłem aplikacje na konkurs w uczelni. Ale zawsze mnie zastanawiało, dlaczego uczeni w Polsce robią z siebie takie sieroty i niedorajdów? I to już od najmłodszych lat.
        • maria.francesca Re: Czym do pracy? 15.12.14, 07:20
          ziemal napisał:

          > Ciekawy wątek, szkoda, że dyskusja sie urwała, bo nabierala kolorów. Nigdy nie
          > pracowałem na uczelni, dopiero jestem po habilitacji i pierwszy raz w życiu zło
          > żyłem aplikacje na konkurs w uczelni. Ale zawsze mnie zastanawiało, dlaczego u
          > czeni w Polsce robią z siebie takie sieroty i niedorajdów? I to już od najmłods
          > zych lat.

          Znając to forum, myślę, że ludzie tutaj sobie jaja trochę robią. Nie traktuj wszystkiego poważnie :) Na palcach jednej ręki mogę policzyć wykładowców, którzy nie mają samochodu. I to są zwykle ci, którzy albo mieszkają blisko uczelni (chociaż oni też mają auta ale raczej nie używają na co dzień), albo z jakichś powodów nie zrobili prawa jazdy. W Warszawie znam natomiast kilka osób dojeżdżających z domków pod miastem (!) samochodem do stacji metra, a potem metrem do centrum, bo tak szybciej. Zresztą samochód to teraz standard, a nie jakiś luksus :)
          • johanka79 Re: Czym do pracy? 15.12.14, 11:47
            Pendolino
            • czlowiek.z.makulatury Re: Czym do pracy? 15.12.14, 13:00
              Pendolino + Dreamliner ;)
              • ziemal Re: Czym do pracy? 15.12.14, 15:31
                Ja miałem marzenie podjechać do pracy z jednostką S.W.A.T. Ale nie dane mi było :-(
                • czlowiek.z.makulatury Re: Czym do pracy? 15.12.14, 15:54
                  To szkoda, nie załapałeś się do szajki profesorów z Wrocławia wyłudzających granty?
                  • ziemal Re: Czym do pracy? 15.12.14, 16:19
                    Jam nie godzien takich zaszczytów :-(
                    • ziemal Re: Czym do pracy? 15.12.14, 16:22
                      Ja dopiero docent, gdzie mi tam do Profesorów?
                  • piotrek-256 Re: Czym do pracy? 15.12.14, 16:31
                    Ale wy jesteście zacofani.

                    Teraz jest moda na zdrowy tryb życia i eko więc.
                    1 Wypasiony rower, zawsze tańszy niż samochód.
                    2 Wypasiony strój kolarski, komplet letni i zimowy.

                    I nie trzeba płacić za benzynę. Najważniejsze, żeby mieć typowo kolarski strój, który podkreśla, że robicie to dla zdrowia, a nie z żadnych innych powodów.
                    Na wydziale można mieć, szafę z garniturami, jak się jest ścisłowcem to z flanelowymi koszulami. Dobrze też zacząć się domagać prysznicy na wydziale.
                    Rower trzymamy w pokoju, bo oczywiście wydział, nie zapewnia strzeżonego parkingu rowerowego. Z drugiej strony daje szanse przespacerowania się po korytarzu w obcisłych leginsach, co zwiększa poziom ekspozycji eko-szpanu ;).
                    • czlowiek.z.makulatury Re: Czym do pracy? 15.12.14, 19:15
                      Uuu, ja tam jestem w fazie domagania się papieru toaletowego. Ale nie ma na to pieniędzy, bo uczelnia prowadzi inwestycje w betony. Jak za komuny.
                      • piotrek-256 Re: Czym do pracy? 15.12.14, 19:36
                        prysznice mogą być betonowe, skoro uparli się na betony to kijem Wisły nie zawrócisz, lepiej płynąć z prądem. Poza tym pod prysznicem zawsze można się podmyć, jak nie ma papieru...
                      • spokojny.zenek Re: Czym do pracy? 15.12.14, 20:35
                        To może ja pod wpływem tej dyskusji wejdę w fazę domagania się pokoju, w którym mógłbym ten rower trzymać.
                    • sammy_the_salmon Re: Czym do pracy? 15.12.14, 21:28
                      Jest jeszcze kwestia wygody - znam gościa w mieście ze sprawnie funkcjonującą komunikacją, który, pomimo nowego wypasionego BMW w garażu, do pracy codziennie pomyka autobusem - bo tak jest po prostu wygodniej. Samochód służy do ewentualnych weekendowych wypadów za miasto.
                      • chilly Re: Czym do pracy? 15.12.14, 21:34
                        Taniej byłoby brać auto z wypożyczalni :)
                        • ziemal Re: Czym do pracy? 15.12.14, 22:42
                          Wychodzi na to z tej dyskusji, że każdy naukowiec ma prawo do odrobiny luksusu:
                          własne biurko jednoosobowe, własny fotel jednoosobowy, jeden osobisty komputer (ewentualnie własne hasło na wspólnym), ale za to koniecznie osobista klawiatura, papier toaletowy, dość swobodny dostęp do klopa, no i wreszcie środek lokomocji – wypasiona bryka, na widok której laski wymiękają , majtki same spadają i wogóle.
                          • piotrek-256 Re: Czym do pracy? 16.12.14, 00:02
                            Nie nie rozumiesz :). Naukowiec musi być elitarny, musi się odróżniać od reszty społeczeństwa, musi umieć przekonać społeczeństwo, że to co robi jest ważne. Zwykły zjadacz chleba nie ma pojęcia co robimy i czy to jest ważne, czy nie, ale jeśli ktoś jest profesorem, zachowuje się jak profesor, wygląda jak profesor i mówi jak profesor, to pewnie jednak robi coś ważnego i należy mu za to płacić.

                            Większość humanistów nie jest wstanie przekonać części ścisłowców, że takie zabobony jak literatura i pedagogika to w kościele, a nie na uczelni. Co więcej astronomowie to by pewnie polegli w starciu z pierwszym lepszym filozofem jeśli idzie o ich wkład w rozwój i dobrobyt naszego kraju. Wniosek jest prosty, należy kompletnie odrzucić próby tłumaczenia istotności.

                            Należy tylko w kółko powtarzać, że nauka jest istotna bo jest ważna, ważna bo istotna, podlewać wszystko metafizyczno magicznym sosem, o przeznaczeniu ludzkości, o koncepcji poznania i.t.d. najlepiej używając niezrozumiałych słów. Do tego ważne są rytuały i stopnie wtajemniczenia. I może ciemny lud to kupi ;)
                            • eeela Re: Czym do pracy? 03.01.15, 00:48
                              o przeznaczeniu ludzkoś
                              > ci, o koncepcji poznania i.t.d.

                              Ja to kupuję. Widać ciemna masa ze mnie ;-)
                        • sammy_the_salmon Re: Czym do pracy? 15.12.14, 22:47
                          Jak to często bywa z tego typu samochodami, zakup był raczej podyktowany emocjami, a nie rachunkiem ekonomicznym (a obecnie, po opadnięciu emocji, rachunek ekonomiczny jest podratowywany wypożyczaniem auta chętnym :).
                    • babazgaga Re: Czym do pracy? 16.12.14, 11:05
                      Ej, ale jak ktoś ma grubą dupę i wielki brzuch, to taki szpan korytarzowy na obcisło zadziała wręcz na niekorzyść...
                      Choc z drugiej trony, przy tych pensjach, skąd wziąć na grubą dupę i wielki brzuch?....
                      • pan.toranaga Re: Czym do pracy? 16.12.14, 11:19
                        babazgaga napisała:
                        > Choc z drugiej trony, przy tych pensjach, skąd wziąć na grubą dupę i wielki brz
                        > uch?....

                        Właśnie przy tych pensjach: tusza w dzisiejszych czasach to symbol statusu - niskiego! Może mniej u nas, ale w Wiodącym Kraju na pewno.
                  • tomek_dti Re: Czym do pracy? 18.12.14, 23:26
                    To oni jeszcze nie siedzą w kurorcie za kratkami?
          • nullified Re: Czym do pracy? 17.12.14, 13:06
            maria.francesca napisała:

            > Znając to forum, myślę, że ludzie tutaj sobie jaja trochę robią. Nie traktuj ws
            > zystkiego poważnie :)

            nieeee, no co Ty, my tu wszystko jaknajbardziejno serio, to poważna sprawa przecież.

            >Na palcach jednej ręki mogę policzyć wykładowców, którzy
            > nie mają samochodu.

            oj bo Ci renkę urwie ;)

            >I to są zwykle ci, którzy albo mieszkają blisko uczelni (ch
            > ociaż oni też mają auta ale raczej nie używają na co dzień), albo z jakichś pow
            > odów nie zrobili prawa jazdy.

            hm... uprawnienia mam (żeby tylko na auto ;p ), blisko nie mieszkam, bryki nie posiadam, nie posiadałem, nie zamierzam posiadać (ani tym bardziej jeździć). Po krajowych drogach, tylko APC albo innym bewupem - w innych pojazdach czułbym się zagrożony ;p

            Poza tym perpedes lepszy niż mercedes, no i o ilez zdrowszy!
            • jose35 Re: Czym do pracy? 17.12.14, 16:24
              nullified napisał:
              > hm... uprawnienia mam (żeby tylko na auto ;p ), blisko nie mieszkam, bryki nie
              > posiadam, nie posiadałem, nie zamierzam posiadać (ani tym bardziej jeździć)

              To te twoje "uprawnienia" sobie możesz wsadzić, skoro nie jeździsz...
              Ale faktycznie lepiej, że bryki nie masz, bo stwarzałbyś zagrożenie dla innych.
              • nullified Re: Czym do pracy? 18.12.14, 16:57
                jose35 napisał:

                > nullified napisał:
                > > hm... uprawnienia mam (żeby tylko na auto ;p ), blisko nie mieszkam, bryk
                > i nie
                > > posiadam, nie posiadałem, nie zamierzam posiadać (ani tym bardziej jeździ
                > ć)
                >
                > To te twoje "uprawnienia" sobie możesz wsadzić, skoro nie jeździsz...
                > Ale faktycznie lepiej, że bryki nie masz, bo stwarzałbyś zagrożenie dla innych.

                kolega pan szanowny zawsze tak bezczuciowo z humorem czy jeno się nastrój świąt rodzinnych (czas święty, czas czynów gwałtownych!) udzielił nadto? ;)

                Ja tak całkiem bezinteresownie pytam, jak Polak Polaka co mu wykole.
        • tobestudent Re: Czym do pracy? 17.12.14, 16:39
          Ło matko, ale dziadów z siebie robicie tu na forum... jakieś stare rowery, trabanty, ciuchy menela...? I jak to jest, że większość profesorów i doktorów na mojej uczelni jeździ w miarę dobrymi furami, ogromny parking uczelniany jest zapchany do granic możliwości, studentom nie dają wjazdówek na parking (jak pytałem w administracji, powiedzieli że nie ma miejsc bo pierwszeństwo mają wykładowcy, potem administracja), skoro prawie każdy tutaj się zarzeka, że nie ma samochodu? Albo jaja sobie robicie, albo reprezentujecie tę najbardziej "dziadowską" część środowiska akademickiego. To później się nie dziwcie, że studenci nie mają szacunku do takich życiowych nieudaczników...
    • whiteskies Re: Czym do pracy? 16.12.14, 12:58
      MZK, rower. Ja zależnie od dnia jeżdżę, staram sie unikać samochodu.
      Prof. Iwo Białynicki Birula, tegoroczny laureat nagrody FNP, jak pamięcią sięgnę jeszcze za czasów PRL jeździł rowerem i prestiżu mu od tego nie ubyło / nie ubywa. Możesz pomyśleć o rowerze elektrycznym :)
      • dala.tata Re: Czym do pracy? 16.12.14, 13:10
        Ja jezdze autem. Poza nadwaga niczego mi od tego nie przybywa. Swoja droga, ten caly watek to jakis absurd. Mam kompletnie w nosie, czym jezdza do pracy moi koledzy, od asystenta do rektora, ktory zreszta ma auto gorsze od mojego ( i podejrzewam, ze tez ma to w mosie).

        Przyznam jednak, ze jak kolega przyjechal zajebistym motorem i go zobaczylem na nim, to mu pozazdroscilem. Gdy sie tym podzielilem z nim, wyjasnil, ze on wolalby autem, ale na brytyjskich drogach motor pozwala mu skrocic czas jazdy o 45 minut. Jego motor nie mial jednak wplywu na moja ocene jego dorobku.
        • ziemal Re: Czym do pracy? 16.12.14, 18:27
          dala.tata napisał:
          "Mam kompletnie w nosie, czym jezdza do pracy moi koledzy, od asystenta do rektora, ktory zreszta ma auto gorsze od mojego".
          Zgoda i pewnie większość starszej stopniem kadry naukowej myśli podobnie. Jednak młodszym kolegom wydaje się, że chodziło o to, czy przyjeżdżając do pracy na uczelnię lepszą bryką, nie narażą się komuś z GTW. Tak jak było w latach 90-tych o których wspominał wyżej Full Proffessor multiplex cacy-cacy rehab. dr Man from Maculature,. To może być dość życiowe pytanie. Chyba, że to w całości są jaja. A ponieważ jajogłowi raczej nie słyną z poczucia humoru, to jedziemy na poważnie.
          • dala.tata Re: Czym do pracy? 16.12.14, 18:41
            Mowiac szczerze, trzeba byc kompletnym kretynem, zeby tak myslec. przeciez mlody kolega moze miec bogatych rodzicow, a moze tez zyc od lat w lepiance, bo chce sobie oszczedzic na audi r8. i jak dla mnie, niech sobie leb urywa. zupelnie mnie to nie obchodzi, tak jak nie obchodza mnie torebki louis vuittona, garnitury ermenegildo zegna czy wreszcie brylanty od de beersa.
          • dobrycy Re: Czym do pracy? 16.12.14, 19:42
            ziemal napisał:

            > dala.tata napisał:
            > "Mam kompletnie w nosie, czym jezdza do pracy moi koledzy, od asystenta do rekt
            > ora, ktory zreszta ma auto gorsze od mojego".
            > Zgoda i pewnie większość starszej stopniem kadry naukowej myśli podobnie. Jedna
            > k młodszym kolegom wydaje się, że chodziło o to, czy przyjeżdżając do pracy na
            > uczelnię lepszą bryką, nie narażą się komuś z GTW. Tak jak było w latach 90-tyc
            > h o których wspominał wyżej Full Proffessor multiplex cacy-cacy rehab. dr Man f
            > rom Maculature,. To może być dość życiowe pytanie. Chyba, że to w całości są ja
            > ja. A ponieważ jajogłowi raczej nie słyną z poczucia humoru, to jedziemy na pow
            > ażnie.

            Zdecydowana większość polskich naukowców jest głęboko zakompleksiona, również na tle materialnym. Młody doktor który pokazuje że mu się powodzi wskutek tego sporo ryzykuje,
            nawet jeżeli denerwuje tylko 49% RW, bo przy głosowaniu o przedłuzenie etatu może zabraknąć
            kilka %. Jasne że sam fakt przyjeżdzania dobrym autem to nie jedyny czynnik. Ale zwracam uwage
            ze młodzi ludzie mają dzisiaj "asertywność" która w połączeniu z czynnikem materialnym
            potrafi niejednego wkurzyć.
            • jose35 Re: Czym do pracy? 16.12.14, 21:36
              > Zdecydowana większość polskich naukowców jest głęboko zakompleksiona, również n
              > a tle materialnym. Młody doktor który pokazuje że mu się powodzi wskutek tego s
              > poro ryzykuje,

              Ale gdzie jest powiedziane, że ma od razu przyjeżdżać do pracy bryką za 500 tys?
              Naprawdę przeciętnego naukowca w Polsce nie stać na samochód za 20 tys?
              No nie wierzę...
              • piotrek-256 Re: Czym do pracy? 16.12.14, 22:58
                No nie wiem. Samochodem za 20 tyś to raczej wstyd, to już lepiej na piechotę chodzić, znaczy można parkować kilka kilometrów od uczelni i wtedy na piechotę.

                Pal licho kolegów czy innych ludzi z pracy, w branży wiadomo jak jest, ale wiecie taka głupota: egzamin ustny, student wyciąga kopertę i co. Myślicie, że co jest w środku? Jak student wie, że profesor jeździ mercedesem i chodzi w drogich garniakach to w środku będzie przynajmniej z 1000 zł, a jak profesor menel co jeździ trabantem to powinno mu 20 zł wystarczyć. Ubranie, markowe perfumy, złoty zegarek, to po prostu się zwraca jeśli ktoś umie dobrze wykorzystać swój image. Przychodzi facet z firmy i z kim będzie rozmawiał na uczelni, a abnegatem w krótkich spodenkach, czy ze kimś kogo wygląd budzi zaufanie i szacunek. Krótka gadka, on dostaje 6 magistrantów do komercyjnego projektu a ja do kieszeni bach 12 tyś, wiecie o informatyków ciężko na rynku. Jeszcze jak człowiek się zakręci organizacyjnie to da się wskoczyć do jakiejś fundacji i znowu kasa leci za zasiadanie i prezencję. Jak się już to opanuje to hobbistycznie można zająć się nauką.
                • dobrycy Re: Czym do pracy? 16.12.14, 23:13
                  piotrek-256 napisał:

                  > No nie wiem. Samochodem za 20 tyś to raczej wstyd, to już lepiej na piechotę ch
                  > odzić, znaczy można parkować kilka kilometrów od uczelni i wtedy na piechotę.
                  To pewnie zależy od rejonu kraju. W Rzeszowie pewnie 20 tys to nie az taki obciach
                  jak w stolicy

                  >
                  > Pal licho kolegów czy innych ludzi z pracy, w branży wiadomo jak jest, ale wiec
                  > ie taka głupota: egzamin ustny, student wyciąga kopertę i co. Myślicie, że co j
                  > est w środku? Jak student wie, że profesor jeździ mercedesem i chodzi w drogich
                  > garniakach to w środku będzie przynajmniej z 1000 zł, a jak profesor menel co
                  > jeździ trabantem to powinno mu 20 zł wystarczyć.
                  Kiedyś ktoś tu już na forum coś opowiadał o próbie przekupienia
                  prowadzącego dokładnie taką kwotą. Więc dokładnie tak właśnie jest.


                  Ubranie, markowe perfumy, złot
                  > y zegarek, to po prostu się zwraca jeśli ktoś umie dobrze wykorzystać swój imag
                  > e. Przychodzi facet z firmy i z kim będzie rozmawiał na uczelni, a abnegatem w
                  > krótkich spodenkach, czy ze kimś kogo wygląd budzi zaufanie i szacunek. Krótka
                  > gadka, on dostaje 6 magistrantów do komercyjnego projektu a ja do kieszeni bach
                  > 12 tyś, wiecie o informatyków ciężko na rynku. Jeszcze jak człowiek się zakręc
                  > i organizacyjnie to da się wskoczyć do jakiejś fundacji i znowu kasa leci za za
                  > siadanie i prezencję. Jak się już to opanuje to hobbistycznie można zająć się n
                  > auką.
                  Też prawda. Pouczająca jest też różnica wyglądu np. prawników czy lekarzy w
                  stosunku do ściślaków. Od razu widać, nawet dla potencjalnych kandydatów na
                  studia jak będą wyglądać jak pójdą tą ścieżka, i myśle że to jest jedna z przyczyn
                  deficytu studentów ścisłych kierunków
                • jose35 Re: Czym do pracy? 16.12.14, 23:36
                  > No nie wiem. Samochodem za 20 tyś to raczej wstyd, to już lepiej na piechotę ch
                  > odzić, znaczy można parkować kilka kilometrów od uczelni i wtedy na piechotę.

                  No już nie przesadzaj.

                  > est w środku? Jak student wie, że profesor jeździ mercedesem i chodzi w drogich
                  > garniakach to w środku będzie przynajmniej z 1000 zł, a jak profesor menel co
                  > jeździ trabantem to powinno mu 20 zł wystarczyć.

                  A to jeszcze zależy jakim mercedesem :) bo są też bardzo tanie modele. A trabanta to już dawno na ulicach nie widziałem. I popatrz, na parkingu mojej uczelni jakoś same dobre samochody parkują :) a naukowcy niby tacy biedni...
        • babazgaga Re: Czym do pracy? 16.12.14, 21:48
          Daaalaaaaa no co ty

          klik
        • kobieta_z_saturnem Re: Czym do pracy? 25.12.14, 10:26
          dala.tata napisał:
          > Przyznam jednak, ze jak kolega przyjechal zajebistym motorem i go zobaczylem na
          > nim, to mu pozazdroscilem. Gdy sie tym podzielilem z nim, wyjasnil, ze on wola
          > lby autem, ale na brytyjskich drogach motor pozwala mu skrocic czas jazdy o 45
          > minut. Jego motor nie mial jednak wplywu na moja ocene jego dorobku.

          Obawiam się, że jazda motorem może skrócić nie tylko czas dojazdu do pracy, ale także życie.
          • nullified Re: Czym do pracy? 25.12.14, 23:38
            kobieta_z_saturnem napisała:

            > Obawiam się, że jazda motorem może skrócić nie tylko czas dojazdu do pracy, ale
            > także życie.

            można jeszcze na miotle ;) "a co! a jak!?"
    • akuku5 Akademicki dress code 17.12.14, 17:59
      Tak się złożyło, że na pierwszą w życiu zagraniczną konferencję pojechałem - jakiś już czas temu - do Oksfordu. Jechałem przerażony, że pogrążę się tam swoim nienajlepszym angielskim i starymi, znoszonymi ciuchami (a byłem spłukany). O ile z angielskim sprawa rzeczywiście nie przedstawiała się różowo, to okazało się, że zupełnie niepotrzebnie martwiłem się o ubranie. Większość prelegentów i słuchaczy nosiła absolutne byle co, a keynote speaker wyglądał, jakby ciuchy dostał od Armii Zbawienia.
      Moja próba badawcza jest niewielka, ale parę razy później mi się to potwierdziło - im wyższa ranga wydarzenia, tym bardziej niechlujne ubrania. Oczywiście zdarzają się też badacze ubrani elegancko (o dziwo = raczej Amerykanie, niż Brytyjczycy), ale dominuje jednak abnegacja. Czasami wydaje mi się, że to właśnie jakiś rodzaj perwersyjnej ostentacji, bo widziałem ludzi na pewno nieźle zarabiających, którzy nosili stare łachy, skarpetki do sandałów i jeździli starymi gratami. Natomiast krawaty, kamizelki i garnitury to bez wątpienia atrybuty konferencji w przysłowiowej Akademii Pierdziszewskiej.
      Ale może to po prostu przypadek? Też coś takiego zaobserwowaliście?
      • czlowiek.z.makulatury Re: Akademicki dress code 17.12.14, 18:28
        Właśnie dokładnie to samo chciałem napisać. Nawet byłem na stażu zagramanicznym. Dostałem do oprowadzenia po mieście przewodnika, jednego z pracowników naukowych. No i wsiadamy do autobusu, a tam zaczepia nas menel najprawdopodobniej o pieniądze, bo holenderskiego nie znam. Narkoman jakiś czy pijak. Co za koszmar.

        Ale widzę, że mój przewodnik raczej chyba wesoło z nim gada po tym ichniemu gulgotaniu. Na koniec się serdecznie żegnają i pozdrawiają. Co za ulga.

        Okazało się, że to wielki profesor, kandydat wymieniany co roku przy Noblach.

        Natomiast taką korelację - im gorsza konferencja, tym wszyscy bardziej zapięci - widzę ewidentnie. W miejscach, gdzie nie wiedziałem, że są uniwersytety (np. Kielce), wszyscy są zawsze pod krawatem. Ostatnio byłem w Niemczech na konferencji - listopad. Przyjeżdża Amerykanin, uznany profesor, obecnie dyrektor ważnej instytucji naukowej. W czerwonym t-shircie oraz krótkich spodenkach, takich do połowy łydki. Przeprasza za plamy na t-shircie, bo w trakcie przerwy wylał na siebie mleko a potem obsypał pączkiem. To oczywiście obserwacje ekstremalne, ale średnio to i tak wygląda w ten sposób.
        • czlowiek.z.makulatury Re: Akademicki dress code 17.12.14, 18:31
          Dodam, że te shorty keynote speakera zostałyby uznane za obsceniczne nawet na W-Fie w gimnazjum.
          • tobestudent Re: Akademicki dress code 17.12.14, 18:39
            czlowiek.z.makulatury napisał(a):

            > Dodam, że te shorty keynote speakera zostałyby uznane za obsceniczne nawet na W
            > -Fie w gimnazjum.

            Czyżby miał takie? :)
            • czlowiek.z.makulatury Re: Akademicki dress code 17.12.14, 18:56
              Szukałem odpowiedników, ale google dawał mi takie najpierw takie laseczki, że ho ho jak mikołaj. A potem jak dodałem "men" to wyskoczyły takie ładne zdjęcia umięśnionych modeli, że zupełnie to nie odpowiadało urokowi jednak przedemerytalnego, nieco otyłego pana w obcisłych spodenkach.
        • charioteer1 Re: Akademicki dress code 17.12.14, 19:01
          czlowiek.z.makulatury napisał(a):

          > Natomiast taką korelację - im gorsza konferencja, tym wszyscy bardziej zapięci
          > - widzę ewidentnie.

          Tak, faktycznie jest taka korelacja. Prelegentki wbijajace sie w kreacje a'la swiadkowa na slubie tuz przed swoim wystapieniem w sesji to tez lokalny koloryt. Z kolei im wazniejsza konferencja, tym wiekszy luz, bo tu dziala mechanizm, przeciez jestesmy ze soba, u siebie, wiec po co sie puszyc, mozna w dresiku.

          Jednak pozory moga mylic. Nie zapomne widoku kolegi z dobrego uni w UK, ktorego znam z konferencji z dresikow i t-shirtow, w outficie pt. brytyjski profesor w delegacji. Outfit byl kompletny, garnitur, klasyczna blekitna koszula, lacznie z granatowym welnianym plaszczem i klasyczny czarny parasol do tego. Jeszcze byla elegancka czarna walizeczka. To bylo sluzbowe spotkanie na jednym z brytyjskich uni, ale w dosc kameralnym gronie. Pozostali uczestnicy byli w strojach mniej, lub bardziej casual. Pytam sie go, byles tu juz wczesniej? Taaa, doktoraty im recenzuje. Aha.
      • kardla Re: Akademicki dress code 17.12.14, 19:01
        U mnie też tak jest :P

        Najważniejsi profesorowie konkurują ze sobą o miano największego ekscentryka.

        I łeb w łeb w nieformalnych rankingach idą osobnik numer 1 który na każdą okazję i bez względu na warunki pogodowe zakłada krótkie (do kolan) spodenki i hawajską koszulę, oraz osobnik numer 2 który zawsze ma na sobie garnitur, kamizelkę, krawat okraszony wąsami zakręconymi jak za czasów franza józefa (tylko bardziej szpiczaście).
      • dala.tata Re: Akademicki dress code 17.12.14, 20:24
        To sie jakis czas temu zmienilo, ale orzez dlugi czas mozna bylo zawsze rozpoznac uczestnikow konferencji ze wschodniej europy. Panowie w tanich, okropnych, nielezacych garniturach, panie wlasnie a la swiadkowa.

        Z drugiej strony amerykanie orzebeirajacy sie na samo wystapienie to tez normalka, szczegolnie na duzych konferencjach, gdzie mozna dac sie poznac.
        • ziemal Re: Akademicki dress code 17.12.14, 22:34
          Raz mnie spotkało na amerykańskiej konferencji, że z kolegą wchodzimy luzacko na salę obrad, (jak często bywało), a tu facio na bramce nie wpuszcza, bo nie mamy garniturów.
          No nie wpuści. Ale organizator przewidział najwyraźniej taką sytuację, ponieważ bramkarz miał kilka czarnych marynerek własnie dla takich gości. No to dostaliśmy po jednej. Na szczęście mieliśmy dlugie spodnie.
          Pózniej okazało się, że te marynarki nie są do zwrotu ? wliczone w koszty.
        • flamengista a Azjaci? 17.12.14, 23:01
          Koreańczycy, Chińczycy czy Indusi też zawsze w garniturach. Tyle, że oni na ogół mają je dobrej jakości.
      • flamengista są różnice kulturowe 17.12.14, 22:59
        to co zauważyłeś faktycznie występuje głównie w Wielkiej Brytanii czy Australii.

        Są jednak też różnice dyscyplinarne. Swego czasu jeździłem na konferencje demograficzne - tam uczestnicy mieli bardzo luźny strój, wręcz ekscentryczny (typu bermudy i sandały ze skarpetami - profesorowie z Anglii).

        Tradycyjnie socjologowie i historycy noszą luźne marynarki i dżinsy. Podobnie z politologami, w zasadzie niezależnie od kraju.

        Natomiast z ekonomistami już tak nie jest:) Niemcy i Holendrzy są na ogół w garniturze i w krawacie. Panie w garsonkach. Włosi tym bardziej. Pewne odstępstwa mogą być wśród Latynosów, ale polega to na braku krawata. Największa ekstrema zaś wśród ekspertów z zarządzania - ci chodzą w ciemnych garniturach nawet podczas upałów. Co ciekawe, na ogół nie widać, by się pocili. Kosmos.
        • czlowiek.z.makulatury Re: są różnice kulturowe 18.12.14, 10:28
          Prawdziwy kosmos to faceci od marketingu. W grudniu zeszłego roku mi się zdarzyło w czymś takim uczestniczyć. Widziałem takiego, co się trzy razy przebrał w trakcie jednego posiedzenia (po każdej przerwie). Jako zatwardziały dziad leśny aż go spytałem o to, na co uzyskałem cały wykład o byciu dzęntelmenem, który ma osoby strój na morning, iwning i afczenón.

          Jeden celowo się spóźnił, żeby oświadczyć, że właśnie wrócił z Seszeli. Był strzaskany opalenizną na murzyna, w garniturze i klapkach. Wyciągnął torbę z napisem "Seyschelles" czy jakoś tak i obracał ją w trakcie spotkania, żeby każdy widział, gdyby nie dosłyszał.

          Pamiętam też dyskusję w przerwie między facetami od marketingu, że się zapisali na krawaty jakiejś bliżej mi nieznanej firmy po 5 tysięcy złotych i kolejka jest taka, że dostaną te krawaty za pół roku dopiero.

          W myślach przeliczałem na tony makulatury jakie mógłbym za to wydać i jeszcze na drugi sweterek by mi starczyło, bo nie mam w czym chodzić jak ten się pierze.
          • kardla Re: są różnice kulturowe 18.12.14, 11:22
            Żyją tym czego nauczają :P
          • flamengista to są teoretycy:) 18.12.14, 12:35
            mam w rodzinie mega-eksperta od marketingu, bo praktyka - czyli kogoś kto wciska komuś teoretycznie niepotrzebne towary za kupę kasy (średnio - kilkadziesiąt tysięcy euro od sztuki).

            I to jest dopiero szał - nie wystarczy jeden zegarek warty połowę mojego mieszkania, do tego garnitur szyty na miarę i buty za 5 tys. €. Trzeba mieć kilkanaście zestawów takich cudeniek, na każdą delegację co najmniej kilka. Niestety, tak to działa. Po prostu żeby sprzedać kit multimilionerom, trzeba im zaimponować błyskotkami.

            Koledzy z marketingu to wiedzą, więc imponują - na miarę swoich możliwości. Ale oni muszą przekonać senior menegagerów, więc wczasy na Seszelach i ekskluzywny krawat od biedy wystarczą. Na polskie warunki, rzecz jasna.
          • kobieta_z_saturnem Re: są różnice kulturowe 28.12.14, 23:10
            No proszę, a marketing i zarządzanie to podobno najgorszy kierunek pod względem perspektyw zawodowych, w tym finansowych.
        • nullified Re: są różnice kulturowe 18.12.14, 16:59
          flamengista napisał:

          > Natomiast z ekonomistami już tak nie jest:)

          wiadomo powazni ludzie są ;)
          >Największa ekstrema z
          > aś wśród ekspertów z zarządzania - ci chodzą w ciemnych garniturach nawet podcz
          > as upałów. Co ciekawe, na ogół nie widać, by się pocili. Kosmos.

          no wiesz, mananagamenent to już całkiem pogrzeb jest
    • tomek_dti Re: Czym do pracy? 18.12.14, 23:33
      Widzę, że niektórzy mają kompleksy, bo jeżdżą autobusem do pracy. Ja mieszkam już któryś rok z rzędu akademiku ze studentami (przestałem te lata liczyć), bo nie mam kasy na mieszkanie, ani na wynajem. Pracy nie mogę zmienić, bo dostanę "dyscyplinarkę" w przypadku odejścia.
      • tobestudent Re: Czym do pracy? 19.12.14, 01:34
        tomek_dti napisał:

        > Widzę, że niektórzy mają kompleksy, bo jeżdżą autobusem do pracy. Ja mieszkam j
        > uż któryś rok z rzędu akademiku ze studentami (przestałem te lata liczyć), bo n
        > ie mam kasy na mieszkanie, ani na wynajem. Pracy nie mogę zmienić, bo dostanę "
        > dyscyplinarkę" w przypadku odejścia.

        Hehe, "dyscyplinarka" w przypadku odejścia, taaaa, jasne... taki z ciebie wykładowca jak ze mnie biskup.
        • tomek_dti Re: Czym do pracy? 19.12.14, 11:37
          Chciałem odejść, ale nie ma kierownik zastępcy na mnie, więc zaczął mnie straszyć dyscyplinarką jak nie będę się podporządkowywał. Takie rzeczy się dzieją na polskich uczelniach. Mobbing to normalna sprawa w Polsce. Chłopie zejdź na ziemię.


          > > Widzę, że niektórzy mają kompleksy, bo jeżdżą autobusem do pracy. Ja mies
          > zkam j
          > > uż któryś rok z rzędu akademiku ze studentami (przestałem te lata liczyć)
          > , bo n
          > > ie mam kasy na mieszkanie, ani na wynajem. Pracy nie mogę zmienić, bo dos
          > tanę "
          > > dyscyplinarkę" w przypadku odejścia.
          >
          > Hehe, "dyscyplinarka" w przypadku odejścia, taaaa, jasne... taki z ciebie wykła
          > dowca jak ze mnie biskup.
          • dala.tata Re: Czym do pracy? 19.12.14, 12:19
            Jak mozna grozic dyscyplinarka za zrezygnowanie z pracy?
            • tomek_dti Re: Czym do pracy? 19.12.14, 12:35
              Jeżeli jesteś szefem wszystkich szefów, to wszystko możesz. Na szczęście emerytura tuż, tuż.
              • dala.tata Re: Czym do pracy? 19.12.14, 18:09
                to jednak nie ma nic wspolnego z 'dyscyplinarka'. Proponuje jednak odrobine umiaru w widzeniu profsora jako wszechmogacego.
              • aldona_a Re: Czym do pracy? 19.12.14, 19:55
                tomek_dti napisał:

                > Jeżeli jesteś szefem wszystkich szefów, to wszystko możesz. Na szczęście emeryt
                > ura tuż, tuż.

                Aha, czyli kolega tuż przed emeryturą a mieszka jeszcze w akademiku ze studentami :D :D dobre.
            • charioteer1 Re: Czym do pracy? 19.12.14, 18:01
              Jezeli kolega z wlasnej woli wdepnal w jakis plagiacik, albo dal sie w cos wkrecic, to tak.
      • chilly Re: Czym do pracy? 19.12.14, 19:53
        tomek_dti napisał:
        > Ja mieszkam już któryś rok z rzędu akademiku ze studentami (przestałem te lata liczyć), bo nie mam kasy na mieszkanie, ani na wynajem.
        Ideał do którego dążymy? No, przynajmniej kolejne nasze rządy...
        • tomek_dti Re: Czym do pracy? 20.12.14, 11:42
          aldona_a napisał(a):
          > Aha, czyli kolega tuż przed emeryturą a mieszka jeszcze w akademiku ze studenta
          > mi :D :D dobre.

          Czytaj uważnie. Szef jest już prawie na emeryturze, a ja jestem młodym pracownikiem i mieszkam w akademiku, bo mnie nie stać na jakąkolwiek alternatywę.


          charioteer1 napisał:
          > Jezeli kolega z wlasnej woli wdepnal w jakis plagiacik, albo dal sie w cos wkre
          > cic, to tak.

          "Plagiacik"? Oszalałeś. Nie mam z tym nic wspólnego.

          dala.tata napisał:
          > Proponuje jednak odrobine umi
          > aru w widzeniu profsora jako wszechmogacego.

          Dla mnie nie jest wszechmogący. Ot, taki grajek we własnej piaskownicy, o którym było na tym forum głośno w negatywnym świetle.
    • kobieta_z_saturnem samochody są passe 21.12.14, 20:41
      Obecnie w zakorkowanych miastach pełnych busspasów samochody są passe.

      Poza tym ciekawa jestem, czy wykładowcy z dziedziny ekologii też mają takie parcie na samochody?

      Po trzecie - myślałam, że tak baczną uwagę na samochody zwracają uwagę tylko tlenione blondynki bez wykształcenia, zwane blacharami. A tu negatywna niespodzianka....
      • dala.tata Re: samochody są passe 21.12.14, 21:09
        Tak, bo pracownicy uczelni ogolnie nie maja zycia, chodza w workach po kartoflach, a perfum, nie mowiac o samochodzie, to dla nich anatema.
        • chilly Re: samochody są passe 21.12.14, 22:57
          Rolki, tylko rolki!
          • whiteskies Re: samochody są passe 22.12.14, 23:17
            Hulajnoga jak najbardziej. Świetnie zgrywa się z komunikacja miejską :)
            P.S. Pisze nie do końca żartobliwie. Mam co najmniej dwóch kolegów którzy tego używają. I wymaga dobrego asfaltu...
        • flamengista wypraszam sobie 23.12.14, 22:22
          Anatema (przez h) jest całkiem fajna. Oto dowód.
      • pisiarz Re: samochody są passe 22.12.14, 10:13
        > Obecnie w zakorkowanych miastach pełnych busspasów samochody są passe.

        Łyszful sinking, jak to się mówi w kręgach naukowych, po polsku ;-) Niestety...

        > Poza tym ciekawa jestem, czy wykładowcy z dziedziny ekologii też mają takie par
        > cie na samochody?

        Niektórzy, a nawet większość wykładowców, doskonale rozgranicza to, co wykładają od tego, jak żyją. Są wykładowcy przedmiotów medycznych, którzy palą faję za fają, są i wykładowcy z dziedziny ekologii i ochrony środowiska, co to jeżdżą samochodami nawet do sklepu po bułki.

        > Po trzecie - myślałam, że tak baczną uwagę na samochody zwracają uwagę tylko tl
        > enione blondynki bez wykształcenia, zwane blacharami.

        No, np. u nas to, czym kto jeździ, to główny temat rozmów niektórych kolegów (i koleżanek). I jeszcze to, która drużyna sportowa co tam osiągnęła. Nieraz mam wrażenie, że rozmowa pana profesora z panią doktor przypomina nieco rozmowę stereotypowego dresiarza ze stereotypową blacharą.
        • kobieta_z_saturnem Re: samochody są passe 23.12.14, 20:01
          pisiarz napisał:
          > No, np. u nas to, czym kto jeździ, to główny temat rozmów niektórych kolegów (i
          > koleżanek). I jeszcze to, która drużyna sportowa co tam osiągnęła. Nieraz mam
          > wrażenie, że rozmowa pana profesora z panią doktor przypomina nieco rozmowę ste
          > reotypowego dresiarza ze stereotypową blacharą.

          Też to zauważyłam. Masz jakieś przemyślenia na temat przyczyny tego stanu rzeczy?

          Przecież od ludzi wykształconych i dojrzałych społecznie wymaga się pewnego dystanu do prymitywnego materializmu na pokaz.
          • dala.tata Re: samochody są passe 23.12.14, 20:09
            Z ciekawosci zapytam, kto dokladnie wymaga i z jakiego powodu?
            • piotrek-256 Re: samochody są passe 23.12.14, 22:37
              Nom :).

              Tak, sobie pomyślałem, że elita, rzeczywiście powinna mieć jakiś dystans itd.
              Elita to np. tacy angielscy dżentelmeni... Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, oni je po prostu mają i tu jest klucz. Możesz mieć dystans do taniego materializmu, kiedy masz tyle kasy, że się nie zastanawiasz, czy cię stać na samochód albo garnitur tylko kupujesz taki jaki ci się aktualnie podoba.
              Naukowcy być może kiedyś byli elitą, wtedy kiedy profesora było stać na willę w Oxfordzie i służbę, a jego żona mogła zajmować się dziećmi, graniem na pianinie i czytaniem romansów.
              • kobieta_z_saturnem Re: samochody są passe 23.12.14, 23:39
                piotrek-256 napisał:
                > Możesz mieć dystans do taniego mat
                > erializmu, kiedy masz tyle kasy, że się nie zastanawiasz, czy cię stać na samoc
                > hód albo garnitur tylko kupujesz taki jaki ci się aktualnie podoba.

                Zarabiam poniżej średniej i mam dystans do prymitywnego materializmu. Nie aspiruję ani do modnego samochodu ani do egzotycznych wakacji. Owszem, chciałabym zarabiać więcej, ale z uwagi na poczucie bezpieczeństwa socjalnego oraz względnej niezależności od innych osób, a nie z uwagi na umowne rekwizyty bogactwa pożądane przez społeczeństwo.

                Jak jest dobre połączenie komunikacją miejską, to wygodniej i praktyczniej jest do niej wsiadać i czytać książkę, ewentualnie dosypiać, niż stać w korkach i tracić nerwy przy menewrach omijania rowerzystów i pieszych.
              • pisiarz Re: samochody są passe 25.12.14, 18:50
                > Możesz mieć dystans do taniego mat
                > erializmu, kiedy masz tyle kasy, że się nie zastanawiasz, czy cię stać na samoc
                > hód albo garnitur tylko kupujesz taki jaki ci się aktualnie podoba

                Nie. Dystans do taniego i nieco droższego materializmu masz wtedy, gdy uznajesz, że nie ma istotnego znaczenia, czy jeździsz do pracy samochodem, czy tramwajem. Jeśli po prostu kupujesz sobie, co chcesz - to nie jest to dystans, tylko po prostu masz kupę pieniędzy, i już. Chyba, że inaczej rozumiemy słowo "dystans"...
                • piotrek-256 Re: samochody są passe 30.12.14, 10:31
                  Może być, że użyłem złego terminu, ale tak chodziło mi o to, że masz tyle kasy, żeby się nie zastanawiać przy półce w markecie, który makaron kupić.
          • pisiarz Re: samochody są passe 25.12.14, 19:29
            kobieta_z_saturnem napisała:

            > Też to zauważyłam. Masz jakieś przemyślenia na temat przyczyny tego stanu rzecz
            > y?

            Być może przyczyną jest fakt, że do nauki trafia coraz więcej osób przypadkowych. Dla których praca naukowa jest tym, czym dla piekarza pieczenie chleba, a dla motorniczego - prowadzenie tramwaju. Zwykłym zajęciem, dającym utrzymanie. I ci ludzie mają takie priorytety, jak przeciętny piekarz czy motorniczy.

            Napisałaś:
            >> Przecież od ludzi wykształconych i dojrzałych społecznie wymaga się pewnego dystanu do prymitywnego materializmu na pokaz.

            Wydaje mi się, ze dziś od ludzi wykształconych wymaga się tylko tego, zeby z grubsza znali się na dziedzinie, w jakiej byli kształceni. i tyle.

            • dobrycy Re: samochody są passe 29.12.14, 11:38
              pisiarz napisał:


              > Być może przyczyną jest fakt, że do nauki trafia coraz więcej osób przypadkowyc
              > h. Dla których praca naukowa jest tym, czym dla piekarza pieczenie chleba, a dl
              > a motorniczego - prowadzenie tramwaju. Zwykłym zajęciem, dającym utrzymanie. I
              > ci ludzie mają takie priorytety, jak przeciętny piekarz czy motorniczy.


              To prawda, też to zauważyłem. Dlatego cały czas proponuje śluby ubóstwa
              i kolejne święcenia na leśnego dziada (habilitacja już chyba nie działa tak dobrze jak kiedyś).
              Prawdziwy polski naukowiec nie może się rozpraszać doczesnymi marnościami.

            • piotrek-256 Re: samochody są passe 30.12.14, 10:41
              Piekarz to nie motorniczy :P



              ballada o Cześku piekarzu
            • czlowiek.z.makulatury Re: samochody są passe 30.12.14, 20:28
              Hm. Serio, nie wiem co odpisać.

              Jest to zgodne z moim postulatem, żeby wykształcić enzymy trawienia celulozy jak przeżuwacze i zacząć żywić się makulaturą, którą się produkuje. W ten sposób naukowcy staliby się się szybko samowystarczalni. Pozbawieni oporów poruszaliby się w nieskończoność ruchem jednostajnym. Osoby, które nie wykształciłyby enzymów wymarłyby, zgodnie z postulatem przeżycia najlepiej przystosowanych.

              Rozumiem, że motyw zarobkowy w nauce jest czczym materializmem i stawia nas w jednym rzędzie z motorniczym. Ujawnienie posiadania takiej myśli prowadzi do szeregu dość dziwnych implikacji.

              Dlaczego praca motorniczego czy piekarza ma być na tyle hańbiąca, że została użyta w przykładzie?

              Czy może to wspólnota materialnych potrzeb ludzkich jest taka hańbiąca? Można to rozwinąć, wszakże również małpy jedzą i piją, zatem dla dobra celów wyższych nieskalanych przyziemnym materializmem należałoby zaprzestać tych hańbiących czynności ku chwale nauki.
              • pisiarz Re: samochody są passe 31.12.14, 13:01
                Panie Profesorze z Makulatury, teraz z kolei ja nie wiem, od czego zacząć. Zacznę od uwagi ogólnej: obaj wiemy, o co chodzi, ale Pan świetnie udaje, że Pan nie wie, aby dać popis swoim niezwykłym zdolnościom do tworzenia ironicznych wypowiedzi.
                Na wypadek, gdyby się tu jednak zabłąkał ktoś, kto nie rozumie, o co chodzi, tłumaczę:

                1. Nie chodzi o trawienie makulatury. Jeśli komuś potrzebny jest samochód - to niech go kupi. Ale po co od razu robić z tego fetysz. Czy Jeśli Pan kupi paczkę makaronu "Malma", to opowiada Pan z wypiekami na twarzy swoim kolegom od makulatury, jaki to super-hiper-ekstra-mega makaron Pan kupił, jak Pan go ugotował itd. itp.? Nie? A, widzi Pan, a w przypadku samochodów można odnieść wrażenie, że dla wielu "uczonych" jest to coś więcej, niż urządzenie do przewiezienia cztetrech liter z miejsca na miejsce.

                2.
                > Dlaczego praca motorniczego czy piekarza ma być na tyle hańbiąca, że została uż
                > yta w przykładzie?

                Nie ma być hańbiąca i nigdzie nie napisałem, ze jest - to Pan sobie dopowiedział. Po prostu, wyżej wymienieni fachowcy wykonują czynności, w których strasznie mało jest miejsca na inwencję. Ani to dobrze, ani źle - takie prace są potrzebne i już. Ale trudno np. wymagać od motorniczego, żeby wieczorem rozważał, jak to on jutro poprowadzi tramwaj. Po prostu - pojedzie stałą trasą, zgodnie z rozkładem - i tyle. Zatem musi zająć umysł czymś innym.
        • podworkowy Re: samochody są passe 23.12.14, 23:13
          gorąco protestuję przeciwko zrównywaniu zainteresowania sportem i cudzymi pojazdami. Śmieli się z Pana na W-F czy co? Przypomnę, że filozofowie wg. Platona mieli przechodzić trzyletni kurs ćwiczeń fizycznych, a idea kalos kagathos ma piękne antecedencje.
          • dobrycy Re: samochody są passe 24.12.14, 10:29
            Teraz uczniowie mają dwunastoletnik kurs ćwiczeń fizycznych
            (zwany WF) i filozofowie z nich za bardzo nie wyrastają, a jeśli to chłopscy.
            No chyba, że źle obserwuje.


            podworkowy napisał(a):

            > gorąco protestuję przeciwko zrównywaniu zainteresowania sportem i cudzymi pojaz
            > dami. Śmieli się z Pana na W-F czy co? Przypomnę, że filozofowie wg. Platona mi
            > eli przechodzić trzyletni kurs ćwiczeń fizycznych, a idea kalos kagathos ma pię
            > kne antecedencje.
          • pisiarz Re: samochody są passe 25.12.14, 18:53
            Czym innym są ćwiczenia fizyczne, a czym innym pasjonowanie faktem, że jakiś tam puchar świata zdobyła drużyna z jednego, a nie z drugiego końca globu. Z tego, co mi wiadomo, Platon zalecał filozofom osobiste ćwiczenia fizyczne, a nie oglądanie, jak ćwiczą inni, z kubkiem wina w ręku.
            • dobrycy Re: samochody są passe 29.12.14, 11:40
              pisiarz napisał:

              > Czym innym są ćwiczenia fizyczne, a czym innym pasjonowanie faktem, że jakiś ta
              > m puchar świata zdobyła drużyna z jednego, a nie z drugiego końca globu. Z tego
              > , co mi wiadomo, Platon zalecał filozofom osobiste ćwiczenia fizyczne, a nie og
              > lądanie, jak ćwiczą inni, z kubkiem wina w ręku.

              Eee tam, lepiej się uczyć na cudzych błędach.
              Poza tym filozofuje się na temat sportu zdecydowanie lepiej przed telewizorem niż na sali treningowej. Tam nieuduchowiona praktyka
              zabija wysoką abstrakcję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka