trzy.14
08.02.26, 08:33
Temat mający fundamentalne znaczenie dla dydaktyki akademickiej:
Według badania CBOS dodatkowe zajęcia pozalekcyjne opłaca swoim dzieciom już 80 procent rodziców. Przed maturą na korepetycje chodzą już niemal wszyscy uczniowie, a ceny prywatnych lekcji rosną w zawrotnym tempie.
Rozmawiam czasami ze studentami. Sytuacja w szkołach poza wielkimi aglomeracjami jest fatalna. W miasteczkach powiatowych nie idzie zebrać pełnych klas z rozszerzoną matematyką (cóż dopiero z chemią czy fizyką), więc w klasach formalnie mat-fiz (dla Sendiego: teraz to się nazywa "klasa politechniczna", bo słowo fizyka w szkole kojarzy już się chyba tylko z diabłem) przerabia się program "mieszany", cokolwiek to znaczy. Z kolei studenci z Bydgoszczy, miasta akademickiego, twierdzą, że w ich liceum nie było nauczyciela, który dawałby radę na rozszerzonej fizyce. O kompetencjach nauczycieli informatyki można by napisać całą księgę, i nikomu nie byłoby do śmiechu. Istnieją też licea, w których rozszerzenia z jakiegoś przedmiotu idą co 2 lata (niewielkie miasta wielkości Londynu, znaczy się, Lądka Zdrój). Jakiś czas temu widziałem też statystyki, ile w Polsce szkół podstawowych ma mniej niż 6 osób w klasie i od razu zrozumiałem, dlaczego mimo wydawania sporych pieniędzy na oświatę, jest to studnia bez dna. I w głowę zachodzę, jak takie szkółki organizują lekcje chemii czy fizyki czy biologii. Laboratoria to raz (wiadomo, że ich nie ma), ale kadra, kadra!!! Pewnie w większości to nauczyciele innych przedmiotów po rocznych kursach internetowych (tak, w Polsce to możliwe).