Dodaj do ulubionych

a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychicznie?

20.09.09, 21:23
jak ktoś bliski nas niszczy psychicznie?
jak doprowadza nas do takiego stanu, ze stłuczenie całej zastawy
obiadowej nic nie daję?
że ma się ochotę komuś takiemu dac w twarz, rzucić w niego czymś?
jak nie można po prostu wyjść i zostawić to w pizdu, bo jest się w
mniejszy lub większy sposob uzależniony od tej osoby, od miejsca, od
dziecka?
jak to jest, że jednego dnia ma się anioła obok siebie, a drugiego -
diabła, który spokojnie, rzeczowo, bez awantur doprowadza do łez?
Obserwuj wątek
    • lelieb Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:26
      Pocieszam,tyle mogesad
    • bernimy Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:28
      Może jakaś wspólna rozmowa do czego to w końcu doprowadzi? W jakim
      celu to robi? Co chce osiągnąć?
      • agik82 Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:32
        bernimy napisała:

        > Może jakaś wspólna rozmowa do czego to w końcu doprowadzi?

        tylko co jak z tą osobą nie da się porozmawiać? bo każda próba rozmowy kończy się awanturą i wywlekaniem spraw sprzed 100 lat, któ
    • mearuless Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:32
      przepraszam za wulgaryzmy-ale uwierz mi, ze wiele z nas jest otoczona takimi
      skur***ynami!
      i stoisz czasami patrzysz i masz ochote zajebac w leb, a wiesz ze nie mozesz ze
      musisz wyjsc,przemilczec.

      ja wiem co to znaczy kiedy opadaja rece, nie tylko w przenosni ale
      naprawde,kiedy czlowiek nie ma sily i ochoty nawet na kapiel! nawet na tv, na nic!

      kiedy skrecam jak widze kogos znajomego zeby nie rozmawiac- bo jedyne co moge
      to zwymiotowac, a nie cwierkac o pogodziesad(((((

      i nienawidze jeszcze....a tam, szkoda gadacsad
      • karra-mia Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:35
        własnie
        bo to taki dobry człowiek
        bo pracuje
        bo nieba nam uchyla
        a ja niewdzięcznica płacze??? nikt tego nie zrozumi, więc duszę to w
        sobie, więc płacze do monitora, więc zastanawiam się po co to?

        Bernimy - rozmowa? próbuję, dawała zawsze coś - słowo przepraszam,
        które mi się już objadło; spokojne dni, które krótko trwaly...
        ehhh co będę truc
        • agik82 Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:39
          > własnie
          > bo to taki dobry człowiek
          > bo pracuje
          > bo nieba nam uchyla
          > a ja niewdzięcznica płacze???


          taaa, tylko jak to "niebo" faktycznie wygląda, to nikt nie wie i nie uwierzysad

          przytulam i wspieram, bo wiem co to znaczy
          • karra-mia Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:44
            dzięki agiksad
            tylko nie tak mialo być
            nie tak miało to wyglądac
      • bei Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:38
        ech....bo jeszcze kochasz, więc EMOCJE...gdy następuje agonia
        miłosci, stac nas na chłód, na wyważanie każdej wypowiedzi, na
        lodowaty spokój, na cynizm słodki jak nektar trujących kwiatów...


        Od miłosci do nienawisci tylko cienka linia- stoisz na tej lini
        właśnie...

        Albo zdarza sie coś, co przewartościuje Ci swiat, wówczas nie
        zrobisz awantury o setną porzuconą skarpetkę, o nieumyte naczynia, o
        zapominanie, o wieczne niepamiętanie, o ....bo zaczniesz cenić
        swoje "nerwy", bo dojdziesz do wniosku, ze ON NIE ZMIENI SIĘ

        Pamiętaj, ludzie nie zmieniają sie dla nas samych, tylko dla idei,
        którą prezentujemy...
        • karra-mia Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:43
          bei tylko, ze ja nie robię awantur o glupoty, szkoda mi czasuuncertain
          zaczyna się rozmowa i nagle BACH! pada jedno słowo, o jedno już za
          dużo, za chwilę pada całe zdanie i mam ochotę go pobić, okaleczyć,
          bo nie mam sił, żeby rozmawiać, żeby krzyczeć, żeby własnie robić
          awantury...

          a potem ja gryzę się w środku
          ja - osoba z ludźmi, nie umiem żyć w ciszy, na uboczu, musze gadać,
          ale jak tu gadać? z kim tu gadać? mam przejśc do porządku dziennego
          z brakiem szacunku, z tym rujnowaniem mnie, żeby gadać? i się męczę,
          i płaczę, i gadam do siebie i chcę i nie chcę...
          a czasem proszę Boga, zeby on zniknął...wiem, okropne, ale teraz,
          dziś doprowadził mnie do takiego stanu, do skraju, do łez...
          • agik82 karra 20.09.09, 21:49
            to zawsze "nie tak miało być"sad

            niestety czasem jedno słowo kogoś powoduję taką lawinę myśli i wtedy ma się ochotę zrobić najgorszesad straszne to jestsad

            mam tak, tyle, że nie chodzi o chłopa
        • marina0706 Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:46
          współczuję Ci, moja Mama to przechodzi od 40 lat!!! Z tym ze na
          poczatku ojciec byl alkoholikiem, teraz jest niepijący ale
          psychicznie ją wykańcza. Ona mi powiedziala ostatnio ze jakby miała
          gdzie i pieniadze na to, to by od niego odeszła, to mnie zszokowało,
          bo tez nie myslałam ze az tak źle jest, a otoczenie to juz wogóle
          nie zdaje sobie z tego sprawy. a moze sprobuj go namowic na wspólną
          wizyte u psychologa. Trzymaj sie mocno!
    • mama-dzwoni Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:43
      Man ändert sich oft und bessert sich selten...
    • mathiola Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:45
      Nie wiem o kim piszesz, wnioskuję, że o drugiej połówce. To ja ci powiem. Trzeba
      osiągnąć taki stan umysłu, w którym nie tłuczesz zastawy, nie awanturujesz się,
      nie płaczesz, tylko sobie po prostu jesteś i robisz wszystko, żeby tobie było
      dobrze. Jesteś wściekła? Wyjdź bez słowa. Poczytaj książkę. Poczekaj, aż emocje
      miną. Jak miną - pogadaj. Bez biadolenia kobiecego, zwięźle i krótko - bo tylko
      tak zadziała.
      W momencie, kiedy widzisz, że znowu coś go "bierze" - powiedz sobie: przecież ja
      to już znam. Wiem, że to przejściowe, taki jest i ja go już znam. Nie będę więc
      się nad tym rozwodziła. Idziesz i robisz swoje, zapominasz po prostu na chwilę o
      tym kimś, co tak wkurwia. Milczenie i łagodny wyraz twarzy wytrąca go z
      równowagi, a kiedy już emocje opadają - mówisz wprost i boleśnie smile
      Znam swojego trudnego męża 9 lat, pierwsze 4 uczyłam się życia z nim i uważałam,
      że mnie wykańcza psychicznie, kolejne 5 uczyłam się panować nad sobą - i co
      najważniejsze - uczyłam się rozumieć, że to nie zawsze ja mam rację smile
      I kiedy już te emocje opadały, sama wiedziałam, czy ja zawiniłam (przepraszam
      było słowem wstępu do rozmowy), czy on zawinił (waliłam po jajach tylko słownie)
      • karra-mia Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 21:57
        mat dzięki
        mam nadzieje, ze się też nauczę...
        ale tu i teraz czuje się paskudnie
        czuję się jakaś zaszczuta, zamyka mi się gębę, sprowadza sę mnie do
        parteru...
        • mathiola Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 22:37
          Ojjj, Karra, bo goopia jesteś jeszcze wink Nie dyskutuje się w chwili, kiedy
          emocje biorę górę na rozumem smile Nie ma sensu bo i tak konstruktywnej rozmowy z
          tego nie będzie. Po co się spalać na próżno.
          Mam najbardziej trudną jednostkę po opieką i wiem co mówię wink
          A ta jednostka - kiedy nerwy odchodzą, dziękuje mi za to, że jestem. Nawet jak
          narozrabia smile
        • mathiola miało być 20.09.09, 22:38
          jak JA narozrabiam smile
        • turzyca Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 21.09.09, 18:00
          > ale tu i teraz czuje się paskudnie
          glask, glask, glask

          > mam nadzieje, ze się też nauczę...
          Poszukaj kogos, kto Ci pomoze sie tego nauczyc. Sa roznego typu warsztaty, sa
          grupy terapeutyczne, poprobuj, pocwicz trudne dla Ciebie sytuacje w symulacjach,
          naucz sie na nie inaczej reagowac. Bo my zazwyczaj nie umiemy sobie radzic z
          przemoca, takze nieumyslna, ktos palnie cos glupiego, my odpowiadamy jeszcze
          glupiej, ta osoba dowali kolejna porcje i tak to sie rozkreca, a jak sie
          skonczy, to czujemy sie paskudnie. A czesto wystarczy po tej pierwszej glupocie
          nie tyle ustapic, co nie kontratakowac. Czasem trzeba przypomniec o pewnych
          waznych wspolnych sprawach, czasem tylko poinformowac druga strone, ze atakuje,
          bo moze sobie z tego nie zdawac sprawy. Po jakims czasie udaje sie sztuka
          pietrowych, skomplikowanych, emocjonalnych ale wciaz dyskusji bez
          przeksztalcania ich w awanture. Oczywiscie jesli obydwie strony nad soba
          pracuja, to szybciej dojdziemy do tego spokojnego etapu, ale bardzo duzo mozna
          uzyskac pracujac tylko nad soba.

          Uczciwie jednak ostrzegam, ze to dziala tylko w przypadkach normalnych (przy
          dosc szeroko pojetej skali normalnosci), bo sa pewne stadia, ktore trzeba
          leczyc, a siebie sama od nich izolowac.
    • bernimy ja może jeszcze wyjaśnię, że 20.09.09, 22:17
      z góry założyłam, że chodzi o drugą połówkę. Bo jeśli chodzi o kogoś
      dalszego to (po iluś tam próbach rozmowy i wyjaśnień) albo zrywam
      znajomość, albo ograniczam mocno kontakty albo prowadzę rozmowy
      tylko o pogodzie, nie dając się sprowokować.
      Wiesz, w Twoim przypadku to trudno cokolwiek wiecej napisać, bo nie
      znamy relacji. Czy Wy się kochacie, szanujecie, macie wspólne cele,
      dążycie do nich, widzicie wspólną starość? Bo jeśli na to wszytstko
      odpowiedź jest tak, to dla mnie tylko rozmowa, ale nie takie klepu
      klepu i ciagłe wyrzuty i wymówki! Rozmowa na spokojnie, przy winie,
      świeczkach i w odpowiedzniej atmosferze.
      I na spokojnie też szczerze zadaj sobie pytanie czy lepiej by Ci się
      żyło bez Niego?
      U nas też różne barwy są, ale ja zawsze już po emocjach zadaję sobie
      te pytania i zawsze odpowiedź brzmi "tak" oraz że nie wyobrażam
      sobie gdyby mi Go zabrakło. Zawsze powtarzam, że tak samo mocno się
      kochamy jak i nienawidzimy, choć On mi zawsze mówi, że mnie
      nawidzi smile
    • totorotot Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 20.09.09, 22:52
      isc na wspolna terapie
      jesli metoda nie zadziala, to:

      uciekac daleko i szybko dla dobra swojego i DZIECKA
    • fajka7 Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 21.09.09, 01:07
      To niepopularne co powiem, ale wg mnie stan emocjonalny do jakiego
      sie doprowadzamy np. gigantyczna bezsilna agresja, w duzej mierze
      zalezy od nas samych i od tego jak zarzadzamy wlasnymi emocjami.

      Podam przyklad z innej relacji, bo nie bede wchodzic w szczegoly
      mojego malzenstwa.
      Przyjaciolka miala sie polozyc do szpitala na jakies badania na
      jakies 3-4 dni i mialo to byc w srode. Pytala czy ja odwiedze.
      Odpowiedzialam, ze nie moge jej od razu odwiedzic, dopiero pod
      koniec tygodnia. Zadzwonilam do niej we wtorek, w srode oraz w
      czwartek celem wsparcia i w czwartek powiedzialam, ze przyjde jutro,
      czyli w piatek, bo w koncu moge. Odpowiedziala, ze w piatek to ona
      wychodzi i nie mam po co przychodzic.
      No to trudno, w efekcie jej nie odwiedzilam wcale. Tak wyszlo.
      Krotki czas potem zorientowalam sie, ze jakos slabo sie do mnie
      odzywa, a gdy dzwonie rozmawia sztywno i dosc krotko. To trwalo
      kilka tygodni az zapytalam w koncu o co chodzi.
      Okazalo sie, ze chodzi o te odwiedziny, zawiodlam na calej linii,
      nie spodziewala sie po mnie takiego zachowania i w ogole jestem
      beznadziejna egoistka. Nigdy wiecej sie do mnie nie odezwala. Koniec
      przyjazni.
      Czyli dla niej ta sytuacja byla na tyle dramatyczna, ze wziela ze
      mna rozwod. Zinterpretowala ja na moja niekorzysc tak jak chciala,
      wkurzyla sie na mnie maksymalnie, do tego stopnia, ze postanowila
      sie pozegnac po wielu latach zazylosci. Z jej punktu widzenia ja ją
      do tej decyzji doprowadzilam.
      Ma prawo tak uwazac oczywiscie i z tego co wiem do dzis uwaza mnie
      za swinie, choc to bylo kilka lat temu.
      Oczywiscie przykro mi bylo, ze gdy moglam ja odwiedzic bylo juz za
      pozno. Jeszcze bardziej mi przykro bylo, ze uznala to zdarzenie za
      niewybaczalne. Moze trafilam w jakis jej slaby punkt tym moim
      zachowaniem i ono w jej oczach zyskalo range najwiekszej zdrady?
      Tylko, ze ja nie moglam przeciez wiedziec, ze ona tak to przyjmie,
      bo niby skad? Dodatkowo - nawet gdybym wiedziala, ze ma jakis
      problem w tej materii, i tak bym jej nie odwiedzila, bo jak
      wspomnialam - nie moglam. Nie moglam wtedy rzucic wszystkiego dla
      jej badan. Wszystko rzucilabym, gdyby miala operacje na otwartym
      sercu albo wypadek z licznymi obrazeniami, natomiast ta sytuacja do
      takich nie nalezala.
      I teraz pytanie - czy ja ją doprowadzilam do takiego stanu, ze mnie
      znienawidzila, czy ona sama sie doprowadzila, bo pozwolila tej
      sytuacji zdominowac wszystko inne co mialo jakas wartosc?
      • totorotot Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 22.09.09, 17:06
        fajka- masz całkowitą rację. Autorka wątku musi popracować nad asertywnością. Oj, dałaby mi tego swojego męża na wychowanie, to by na rzęsach do niej wrócił i zamieszkał w mysiej norze zachwycony jej łaskawością
    • pszczolaasia Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 21.09.09, 08:59
      to jest wyjatkowe skurwysynstwo. howgh. trzymaj sie...
    • tabakierka2 karra 21.09.09, 09:10
      już pisałam kiedyś tę radę (fakt, że akurat rada NLP, którego 'nie
      uznaję') - masz dwa wyjścia
      1) albo pogodzić się z tą sytuacją i więcej nie narzekać
      2) albo zrobić WSZYSTKO żeby ją zmienić, tak, żebyś czuła sie ważna,
      wartościowa i szczęśliwa

      być może bez terapii małżeńskiej <?> się nie obędzieindifferent
      • grave_digger Re: karra 21.09.09, 16:14
        karra, jeszcze 3 m-ce temu mogłabym się podpisać pod tym, co tu dziś ty piszesz.
        mój mąż znęcał się nade mną psychicznie, nie szanował. doszło do tego, że miałam
        stany lękowe i chciałam to wszystko rzucić i uciec jak najdalej stąd.
        gdyby nie przystał na moje 'wyprowadzaj się' pewnie dalej było by tak samo. źle.
        ale odkąd się wyprowadził zaczęłam odżywać. dziś już nie jestem tą samą osobą co
        jeszcze niedawno. jestem szczęśliwa a i los mi tego szczęścia nie szczędzi tak,
        jakby on tę całą dobrą energię pochłaniał i dawał tylko złą.

        jest mi teraz niewyobrażalnie dobrze, a pewnie jest normalnie, dla niektórych to
        pewnie mam źle, bo jestem sama z dwójką małych dzieci, słabo zarabiam. ale ja
        mam wsparcie w rodzinie i znajomych i jest pięknie.

        pierwsza rozprawa w październiku. już nie mogę doczekać się rozwodu.
    • kowalikm Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 22.09.09, 15:06
      wiem jak to jest, bo w takiej atmosferze zostałam wychowana. Najpierw
      dziadkowie..., potem rodzice. Ja zapewne tak samo rozwiązywała bym konflikty. Na
      szczęście mam mojego męża...
      Czasem na prawdę mam ochotę w niego czymś walnąć, krzyczeć i w ogóle...
      Jego już nie ma w tym momencie.
      Nic bardziej nie wyprowadza "wściekłej" osoby z równowagi jak "porozmawiamy jak
      się uspokoisz" i wyjście do innego pokoju albo z domu.

      Sytuacja dotyczy tego co robimy w stresie...

      Jeśli chodzi o wredoty, które pewne kwestie rozwiązują "na spokojnie", bez
      emocji, z premedytacją sprawiając nam ból - uciekać gdzie pieprz rośnie, nie
      tylko dla siebie, ale i dla potomka.
      To potrafi być gorsze niż alkoholizm czy przemoc fizyczna, bo powyższe raczej ma
      szanse dostrzec otoczenie (przepraszam za porównanie, ale chodziło o dosadność).

      > jak to jest, że jednego dnia ma się anioła obok siebie, a drugiego -
      > diabła, który spokojnie, rzeczowo, bez awantur doprowadza do łez?

      ktoś kto kocha nie doprowadza "spokojnie" i rzeczowo do łez drugiej osoby. Być
      może między Wami panuje jakaś chora relacja, ale szukała bym wszelkich sposobów
      na wyplątanie się z niej, bo to najprostsza droga do alkoholizmu czy szpitala
      albo gorzej...
    • anorektycznazdzira Re: a jak to jest jak ktoś wykańcza nas psychiczn 22.09.09, 15:10
      To jest zawsze osoba, po której się czegoś spodziewamy a nie dostajemy
      nic, lub coś wręcz odwrotnego do oczekiwań. Problem w naszych
      oczekiwaniach. I nie ma nic do rzeczy, że może i są one słuszne,
      problem w tym, że ktoś o nich wie i postanowił, robiąc niewinne oczy i
      udając, że nic się nie dzieje, to wykorzystywać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka