się przede mną szykuje
Dziewczyny - wesprzyjcie mnie swoimi fluidami, kciukami, pozytywnymi myślami i co tam jeszcze macie...
Niby nic strasznego - ale dla mnie to będzie horror. Jadę z synem do neurologa na wizytę. Zawozi nas mój szwagier. Trasa - ok. 50 kom, czas - ok. 40 minut. Niby nic ale syn lubi jeździć samochodem na krótkie dystanse, dłuższe to maskara - zabawianie nie pomaga, przekąski też - jest krzyk, ryk i afera. Mój tata zazwyczaj nas zawoził (jutro do szpitala idzie i nie da rady) wie już, że z nami trzeba szybko jechać. Mało tego - na 90% będzie też jechać moja siostra (skłócona ze mną od ponad roku i wiem, że na jej pomoc nie mam co liczyć, mały na jej widok się cieszy, a ona go zlewa)i jej córka (a moja siostrzenica) więc dochodzi taki problem, że oni we trojkę pojadą do centrum na zakupy, a ja zostanę w przychodni, która na dodatek jest na przedmieściu z nad ruchliwym dzieckiem i tobołkami typu: dokumenty, jedzenie dla małego, pieluchy i zabawki. Wiem, że będzie mi ciężko, na samą myśl robię się chora. A oni na zakupach - znając moją siostrę - zejdzie im kilka godzin bo ona uwielbia łazić po sklepach. Tu dodam, że ja ze szwagrem umówiłam się już kilka tygodni temu na ten wyjazd, o siostrze dowiedziałam się dziś od mojej mamy.
Jeśli macie jakieś pomysły - to piszcie, może coś się przyda. Ja jeszcze się zastanawiam, czy nie wsiąść wózka - lekkiej spacerówki.
Normalnie jak przeżyję ten wtorek to chyba cud będzie nad cudami.