Dodaj do ulubionych

granice przyjaźni

05.05.11, 12:23
Czy wg was przyjaźń ma granice? Gdzie one są dla was? Chodzi mi o sytuację, w których przyjaciele proszą was o pomoc, a wy zaczynacie czuć się wykorzystywani i wówczas mówiecie NIE. Miałyście takie sytuacje? Kiedy zaczyna się wykorzystywanie w przyjaźni?
Obserwuj wątek
    • dezetta Re: granice przyjaźni 05.05.11, 12:44
      Alarmem jest dla mnie to kiedy osoba wymaga pomocy i nie znosi odmowy obrażając się. Miałam taką "przyjaciółkę", odmawiałam jej często bo non stop słyszałam tekst "pomożesz mi w tym", "zrobisz dla mnie to", no istny tryb rozkazujący.To już pasożytnictwo.. ale do pewnego czasu miałam dobre (głupie) serce i nawet lekko rodzinne relacje nadwątliłam.. Nie mam teraz z tą osoba kontaktu, pewnego dnia bez słowa wyjaśnień przestała odbierać ode mnie telefon..
    • grave_digger Re: granice przyjaźni 05.05.11, 12:56
      wszystko ma swoje granice. nawet przyjaźń z własnym dzieckiem.
      czasem osoby, które myślimy, że są naszymi przyjaciółmi, wcale nimi nie są.
      • doral2 Re: granice przyjaźni 05.05.11, 13:34
        grabarzowa słusznie prawi.
      • karra-mia Re: granice przyjaźni 05.05.11, 13:51
        polać jejsmile
        wszystko ma swoje granice, nawet moja przyjaźń z moim mężem ma swoje granice. Jakie to są dokładnie? nie wiem, ale zapala mi się czerwona lampka, ze to za dużo, że mi nie pasuje i to jest ta granica
    • donerkasia Re: granice przyjaźni 05.05.11, 14:28
      przyjaźń w ogóle jest przereklamowana...
    • esofik Re: granice przyjaźni 05.05.11, 14:35
      wszystko ma swoje granice
      przyjaźń kończy się, gdy zaczynasz czuć dyskomfort w relacji z przyjacielem. Brak zrozumienia, wspólnych tematów.
      A jeśli przyjaciel ciągle prosi o pomoc i wymaga wiecznego zaangażowania, poświęcenia to tej przyjaźni zwyczajnie brak uncertain
    • mallard Re: granice przyjaźni 05.05.11, 15:44
      Ile przyjaźni, tyle granic - tu Ameryki nie odkryję zapewne, a jeżeli nie ma dwóch jednakowych ludzi, to tym bardziej nie ma dwóch jednakowych przyjaźni.
      Granica? Może wtedy, gdy którakolwiek ze stron zaczyna odczuwać dyskomfort - cokolwiek by to nie znaczyło. Dodam jeszcze, że granice przyjaźni nie są stałe i tu też nie jestem Krzysio Kolumb. No bo wyobraźmy sobie na przykład typowy układ dawca - biorca.
      Początkowo jest sielanka pełna, no bo każdy robi to, co lubi: dawca lubi dawać i daje (dobra materialne, usługi, swój czas), a biorca bez skrupułów to wykorzystuje (jak jest sprytny, to jeszcze baaardzo manifestuje swoją wdzięczność, co dodatkowo dowartościowuje dawcę). Po pewnym czasie dawca nagle uświadamia sobie, że dając nie otrzymuje nic w zamian (początkowo mógł tego nie potrzebować, bo rasowy dawca nic od nikogo nie potrzebuje, a raczej nie chce nikomu "sprawiać kłopotu"), ale gdy przyjaźń trwa długo, a życie wiadomo, niesie ze sobą różne sytuacje, to i dawca może być zmuszony o coś poprosić swego biorcę. No i wtedy zaczyna się problem! No, bo biorca jest od brania, a nie od dawania! Kilka razy odmówi (a trzeba wiedzieć, że człowieka o mentalności dawcy, poproszenie o cokolwiek bardzo wiele kosztuje i odpowiedź odmowna także) i przyjaźń oparta na takich zasadach zaczyna się chwiać! Nagle dawca uświadamia sobie jakim był frajerem/jeleniem/dzięciołem (niepotrzebne skreślić) i koniec!
      • jot.em.ka Re: granice przyjaźni 05.05.11, 16:09
        mallard napisał:

        No bo wyobraźmy sobie na przykład typowy ukła
        > d dawca - biorca.
        > Początkowo jest sielanka pełna, no bo każdy robi to, co lubi: dawca lubi dawać
        > i daje (dobra materialne, usługi, swój czas), a biorca bez skrupułów to wykorzy
        > stuje (jak jest sprytny, to jeszcze baaardzo manifestuje swoją wdzięczność, co
        > dodatkowo dowartościowuje dawcę). Po pewnym czasie dawca nagle uświadamia sobie
        > , że dając nie otrzymuje nic w zamian (początkowo mógł tego nie potrzebować, bo
        > rasowy dawca nic od nikogo nie potrzebuje, a raczej nie chce nikomu "sprawiać
        > kłopotu"), ale gdy przyjaźń trwa długo, a życie wiadomo, niesie ze sobą różne s
        > ytuacje, to i dawca może być zmuszony o coś poprosić swego biorcę. No i wtedy z
        > aczyna się problem! No, bo biorca jest od brania, a nie od dawania! Kilka razy
        > odmówi (a trzeba wiedzieć, że człowieka o mentalności dawcy, poproszenie o coko
        > lwiek bardzo wiele kosztuje i odpowiedź odmowna także) i przyjaźń oparta na tak
        > ich zasadach zaczyna się chwiać! Nagle dawca uświadamia sobie jakim był frajere
        > m/jeleniem/dzięciołem (niepotrzebne skreślić) i koniec!

        Nic dodać, nic ująć. Granicę w końcu stawia dawca, po czym z paniką ucieka.
        • esofik Re: granice przyjaźni 05.05.11, 17:52
          jot.em.ka napisała:

          >
          > Nic dodać, nic ująć. Granicę w końcu stawia dawca, po czym z paniką ucieka.

          nie, nie
          w tym przypadku granice stawia biorca. Mozliwe nawet, że on o niej nie ma bladego pojecia.
          To dawca, gdy zycie go zmusi, prosząc o cokolwiek swojego przyjaciela, nieświadomie ja przekracza. Zmienia "warunki" przyjaźni
          • jot.em.ka Re: granice przyjaźni 05.05.11, 18:28
            esofik napisała:

            > jot.em.ka napisała:
            >
            > >
            > > Nic dodać, nic ująć. Granicę w końcu stawia dawca, po czym z paniką uciek
            > a.
            >
            > nie, nie
            > w tym przypadku granice stawia biorca. Mozliwe nawet, że on o niej nie ma blade
            > go pojecia.
            > To dawca, gdy zycie go zmusi, prosząc o cokolwiek swojego przyjaciela, nieświad
            > omie ja przekracza. Zmienia "warunki" przyjaźni
            >

            A co w przypadku, gdy biorca bierze, bierze i bierze, dawca daje i daje i coraz bardziej się wypala, ale ponieważ sam nie prosi, to nie wie w sumie, że biorca poproszony o coś wystawiłby do wiatru dawcę?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka