Masakra jakaś jest dzisiaj, poząrłam się z M., czuję sie olewana, nikt mnie nie słucha, o każdy bzdet muszę się dopraszać, czuję się ciągle tak jakbym mu zawadzała... Dzieci mają fazę kłótni o każdą pierdołę co dodatkowo doprowadza mnie do szału.
Chata nieogarnięta, dzisiejsze zakupy dodatkowo mnie rozdrażniły- ostatnio mam duży problem, bo zwyczajnie mam ataki paniki w tłumie ludzi (a wiadomo jak jest przed świętami

), nie mam kiedy kupić prezentów, zresztą i tak z kasą bardzo krucho- czekam na opiekuńczy z ZUS i pewnie sobie poczekam, a o czymś takim jak premia na święta mogę zapomnieć ...
Brzuch mnie boli, niedobrze mi jak cokolwiek zjem, spać nie mogę, tłukę się po domu do 2 w nocy, a 0 5.30 muszę zwlec się do pracy...
Ja pier... mam tak dosyć wszystkiego...