airam.as
01.03.10, 16:01
Przeczytalam własnie opinię Pollacka ws biogrfii Kapuścinskiego
non-fiction.
Raz, że podzielam całkowicie jego opinię nt (bezczelnych) starań
Domoslawskiego do udowodnienia wcześniej zalożonych tez, dwa naszło mnie, co
innego. Mianowicie, jak to jest z nasza pamięcią? Sama nie raz dyskutowałam z
najbliższą rodziną (powiedzmy siostry, kuzynostwo - wszyscyśmy mniej więcej w
wieku 35 lat - plus minus10), wychowywalismy się w tych samych lub bardzo
podobnych warunkach, zylismy w tym samym systemie, chodzilismy do podobnych
szkół, robiliśmy podobne rzeczy, wyznawalismy podobne wartości, oglądalismy
podobne filmy, czytalismy podobne gazety a po latach okazuje się że "tamte"
odległe już czasy - widzimy ( w niektórych przypadkach) zupełnie inaczej!!!!
Nikomu z nas nie można zarzucić oszustwa, bo wspominamy TE SAME FAKTY, ale ich
odbiór i odczucia przez nas czasami róznia się kardynalnie!!!
I tak sobie myślę, że ten Domosławski - to przegiął ze swoją "psychoanalizą"
życia Kapuścińskiego. Zastanawiam sie tylko, czy to był chwyt komercyjny, czy
wynik głupoty pospolitej.
A tu jest fragment, który, wg mnie, najbardziej przemawia za racją po stronie
Pollacka.
Oto przykład. Już na samym początku opowiada, że Kapuściński miał zamiar
napisać książkę o swoim rodzinnym mieście Pińsku, projekt, którego - jak
wiadomo - nie mógł już zrealizować. Ja także często z nim o tym rozmawiałem,
nalegałem, żeby pisał, jego czytelnicy na nią czekają, także ci niemieckojęzyczni.
Domosławski cytuje rozmowy, w których Kapuściński tak przywołuje miasto
swojego dzieciństwa: "Myślę, że tamten czas i klimat przyjaznej,
współistniejącej i współpracującej wielokulturowości Pińska wart jest ocalenia
we współczesnym i zestresowanym świecie". Mówi, że ten klimat go ukształtował
i że: "To było miasteczko życzliwych ludzi i życzliwych ulic. Do czasu wybuchu
wojny nie widziałem tam żadnego konfliktu".
Na to Domosławski: "Taka sielanka na pograniczu kilku narodów, religii,
kultur? W tej części świata w latach trzydziestych XX wieku, gdy wszędzie
wokół kipiało od nienawiści etnicznych, religijnych, klasowych?".
I tu go ma! Nakrył Kapuścińskiego! Bo rzeczywistość była naturalnie inna, ani
śladu idylli, wprost przeciwnie, w latach trzydziestych w Pińsku mnożyły się
konflikty etniczne, antysemityzm, polski szowinizm. Domosławski cytuje
ówczesne źródła, lokalne gazety, z których bije po oczach nienawiść do Żydów,
niechęć do innych, Białorusinów i Ukraińców. Pińsk, który przywołuje
Kapuściński, to według Domosławskiego mit. Czy nie jest aby „składnikiem
pisarskiej autokreacji? Mitologizacją, która spajała życiorys » tłumacza
kultur «, jakim pragnął, by go widziano u kresu życia?”.
Sielankowa idylla nie była niczym innym jak wymyśloną przez Kapuścińskiego
legendą, twierdzi Domosławski, oszustwem, tak jak i całe jego życie. Wielkim
kłamstwem.
Ale przecież podczas tych rozmów Kapuściński opowiada o Pińsku, w którym
mieszkał, będąc dzieckiem, jako sześcio-, najwyżej ośmioletni chłopiec. Być
może w tym wieku nie odczuwał niczego z tej groźnej atmosfery, może do jego
małego, strzeżonego przez rodziców świata nie przenikała tląca się wokół
nienawiść? Czy to takie nieprawdopodobne? Nie sądzę. Domosławski natomiast
zdaje się to wykluczać, z niewątpliwie nostalgicznych fragmentów wspomnień
konstruuje zarzut, który rzuca cień na całe późniejsze życie Kapuścińskiego,
na jego życiowy dorobek: wszystko jest mitologizacją, ucieczką przed
rzeczywistością.
Co myslicie?