Dodaj do ulubionych

Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o pomoc!

29.09.09, 13:39
Nie wiem gdzie mam się zwrócić o pomoc, szukając na wielu stronach
internetowych trafiłam do was. Moje dziecko jest już pełnoletnie, ma 20 lat,
lecz nadal mieszka ze mną i moim młodszym (8 lat) synem. Od długiego czasu mam
z nim problemy, w wieku ok 10 lat zaczęłam chodzić z nim do psychologów, lecz
niestety nie potrafił się otworzyć i każdy psycholog rezygnował z pomocy. Od 2
lat problem się nasilił, gdyż doszedł do tego alkohol, papierosy. Mój syn
wykazywał wysoki poziom inteligencji, miał zainteresowania lecz nagle zszedł
na bardzo złą drogę. Nie skończył szkoły, jedynie podstawówkę. Jestem bardzo
zdesperowana, gdyż jestem prawie w 100% przekonana że wącha gaz... Jego
zachowanie jest trudne do przewidzenie, pierwszy raz podniósł na mnie rękę,
moje młodsze dziecko patrzy na to. Nie jesteśmy rodziną patologiczną, w domu
nigdy nic nie brakowało, mam córkę, która jest już samodzielna i bardzo dobrze
jej się w życiu układa. Młodsze dziecko uczęszcza na wiele dodatkowych zajęć
pozalekcyjnych, aby nie musiało przebywać w domu z toksycznym bratem. Do tego
wszystkiego dochodzą kradzieże, z domu znikają wartościowe przedmioty, wiele
rzeczy mam pozamykanych "pod klucz". Jestem już tak załamana,że podałam
własnego syna na policję za kradzież... Nie wiem jak mogę mu pomóc, nawet nie
mogę go z mieszkania wymeldować, gdyż muszę mu znaleźć jakiś lokal zastępczy.
On nie płaci za nic, tylko wyjada wszystko, pod moją nieobecność sprasza
dziwne towarzystwo do domu... Bardzo proszę o jakąkolwiek radę....
Obserwuj wątek
    • sebalda Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 29.09.09, 13:56
      Nie piszesz ani słowa o mężu, czy jesteś matką samotnie wychowująca dzieci?
      Do jakich psychologów chodziłaś, że wszyscy rezygnowali? Pierwszy raz się z tym
      spotykam. Zaczęłaś z nim chodzić, gdy miał 10 lat, a jednocześnie piszesz, że
      "wykazywał wysoki poziom inteligencji, mial zainteresowania lecz nagle zszedl na
      bardzo złą drogę". Czyli co było najpierw, wizyty u psychologa? Po co skoro było
      ok? Czy zejście na złą drogę, a potem wizyty u psychologa? Jakoś nie mogę sie w
      tym połapać. Nie wiem, jaki problem jest dominujący, ta zła droga, czy problemy
      psychiczne? Jeśli to pierwsze - popełniłaś może gdzie błąd i tylko bardzo
      radykalne rozwiązania mogą zadzialać, jeśli to drugie - specjalistyczne leczenie.
      • kim5 Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 29.09.09, 14:28
        A dlaczego nie możesz go wymeldować?
        • aiczka Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 29.09.09, 15:09
          Właściciel mieszkania może wymeldować lokatora, ale nie jest to tak proste jak
          wymeldowanie siebie. M.in. trzeba udowodnić, że wymeldowany przynajmniej od
          dwóch miesięcy nie mieszka w lokalu. Niezależnie od tego (załóżmy, że znajdą się
          świadkowie, którzy zeznają nieprawdę), brak meldunku nie oznacza, że nie wolno w
          lokalu mieszkać. Żeby pozbyć się niewspółpracującego syna "odgórnie" pani
          musiałaby jeszcze uzyskać wyrok eksmisyjny i go wyegzekwować, co można zrobić
          jeśli eksmitowany ma się gdzie wyprowadzić.
          No, ale to wszystko taka teoria, bo przecież na ogół nikt nie chce w ten sposób
          załatwiać spraw z rodziną.

          Do autorki: a dlaczego w ogóle zaczęłaś chodzić z synem do psychologów? Co to
          były za problemy? I czy byliście wtedy u psychiatry? Piszesz, że "nie jesteście
          patologią" ale sytuacja, którą opisujesz, ciągnąca się przez 10 lat(!) jest
          patologiczna. Problemy, które zaczęły się 10 lat temu w międzyczasie nawarstwiły
          się. Trudno walczyć z nimi teraz, zwłaszcza, że najwyraźniej syn nie czuje z
          Tobą więzi, nie ma do Ciebie zaufania, lekceważy. Najwyraźniej robi co chce -
          wprowadzenie jakichś nowych zasad na tym etapie - to brzmi trudno. Przydałby się
          Wam może mediator (psycholog)- mogłabyś spróbować postawić synowi warunek, że
          jeśli chce dalej z Tobą mieszkać, to musicie ustalić pewne zasady. Może
          psycholog przydałby się po prostu Tobie, żebyś nauczyła się postępowania z synem.
          • maja-i-gucio Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 29.09.09, 15:58
            Na wstępie dziękuję za odpowiedzi ;) Wiem że mój post jest dość chaotyczny, lecz
            ciężko mi poskładać myśli, a tyle tego w głowie siedzi. Z synem zaczęłam chodzić
            do psychologów, gdyż jego zachowanie zaczęło mnie martwić, zaczął pyskować być
            niemiły, opuszczał się w nauce. wiem że wina w dużej mierze jest po mojej
            stronie, gdyż nie byłam konsekwentna. Zawsze gdy się poprawiał, darowałam mu,
            wierzyłam że się zmienia, że wszystko idzie w dobrą stronę. Co do ojca syna to
            nie mieszka z nami od 15 lat, a od 5 nie utrzymuje kontaktu, zmienił adres,
            telefon, nie wiem gdzie przebywa aktualnie. Nigdy nie dawał dobrego przykładu
            dzieciom... Mój drugi mąż (tato najmłodszego syna) przebywa na kontrakcie za
            granicą, więc cały problem pozostaje na moich barkach. Mój mąż buntuje się, że
            nie będzie dawał pieniędzy na nieroba i łobuza, nie ma najlepszego zdania o moim
            synu lecz stara się jakoś mnie wspierać gdy tylko jest w Polsce. I tu się
            pojawia kolejny problem, gdyż syn podniósł już nie raz rękę na swego ojczyma,
            wykrzykując "g... mi możesz zrobić nie jesteś moim ojcem!"
            Wiem że wymeldowanie syna jest dość drastycznym posunięciem, lecz muszę chronić
            młodszego, który patrzy na to wszystko...
            No a z tym wymeldowaniem to mam ból w sercu lecz prawo jest po stronie syna
          • maja-i-gucio Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 29.09.09, 16:03
            Jeszcze jedno
            Masz rację ta sytuacja to patologia, lecz ciężko się do tego przyznać...
            Czy znacie godnych polecenia psychologów - mediatorów na śląsku (okolice
            Katowic), może coś przegapiłam.
            • sebalda Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 29.09.09, 16:28
              Przegapilaś bardzo wiele. Twój syn nieposłuszeństwem reagował na złą sytuację w
              domu, czyż nie zbiegło się to w czasie z odejściem ojca? Zamiast wysyłac go do
              psychologów, powinnaś poświęcic mu znacznie więcej czasu i uwagi w tym okresie,
              to trudny okres nie tylko dla rozchodzących się wspólmałżonków, ale także dla
              dzieci. Niewykluczone, że syn Ciebie obwinial o taki stan rzeczy, stad podwójny
              bunt. Drugi ojciec najprawdopodobniej nie ułatwial mu życia. Rozumiem postawe
              Twojego drugiego męża, który wchodzi w związek z kobieta obarczoną trudnym
              dzieckiem, ale czy któreś z Was pochyliło sie kiedykolwiek nad jego sytuacją,
              czy dochodziliście, dlaczego on tak reaguje. Reagujecie jedynie na skutki, z
              tego co piszesz ani Ty, ani Twój drugi mąż nie reagowaliście na przyczyny. Syn
              jest juz niestety zepsuty przez środowisko, zbuntowany, nieprzystosowany i to
              drażni Twojego drugiego męża, który teraz, po niewczasie próbuje coś z tym
              zrobić, to jeszcze bardziej nakręca spiralę przemocy, bo syn w tej sytuacji
              czuje, że ma prawo odmawiac posluszeństwa obecemu w sumie człowiekowi, który
              tylko próbuje egzekwowac, a nie pomagać, bo o tym nie piszesz.
              Przeraża mnie Twoje podejście do dzieci; z jednej strony chcesz chronić
              młodszego syna kosztem starszego, z drugiej myślisz tylko o rozwiązaniach
              zewnętrznych, o tym, jak sie pozbyć rodzonego dziecka z domu, żeby sobie
              spokojnie zyć. Rozumiem, że starszy dał sie Wam we znaki (nie bez powodu), ale
              to wciąż Twój syn. Powinnaś za wszelką cenę starać się odzyskac jego miłość,
              okazać mu, że nie jest jedynie problemem, ale też kochanym dzieckiem, może
              właśnie terapia miłością mogła rozwiązać problem. Jestem idealistką, a w Waszej
              rodzinie może też trochę być tak jak w Balladzie o Januszku, ale ja bym zaczęła
              po dobroci, bo zdaje się, że restrykcjami jak do tej pory niewiele wskórałaś.
              Żal mi tego chłopaka, cokolwiek złego zrobił. On nie miał łatwo:(
              • maja-i-gucio Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 29.09.09, 16:58
                A czy myślisz że mnie jest łatwo... To moje dziecko, serce mi się kraja, ludzie
                myślą, że jestem egoistką, że myślę tylko o sobie. Nie, ja chcę jak najlepiej
                dla moich dziec, nie wiem co mam zrobić, co noc myślę, obwiniam się lecz chcę
                zacząć działać!
                • burza4 Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 29.09.09, 18:55
                  Powinnaś sama iść na terapię, dla rodzin współuzależnionych bo sama
                  sobie z tym nie poradzisz.

                  wbrew poprzedniczce uważam, ze jeśli w grę wchodzą narkotyki i
                  przemoc, to nie ma zmiłuj. Mądrze kochać dziecko to znaczy również
                  odciąć się od niego, kiedy tego wymaga sytuacja, bo to jedyne, co
                  może nim wstrząsnąć na tyle żeby coś ze swoim życiem zrobił.

                  przyczyny tego stanu rzeczy są nieistotne; przeszłości się nie
                  zmieni, a tego co jest obecnie nie sposób tolerować. Zresztą nie
                  sposób usprawiedliwić takich akcji zagmatwanym dzieciństwem. Nie
                  musisz go wymeldowywać - ale możesz zmienić zamki i określić godziny
                  powrotu, w ten sposób prawnie jesteś w porządku ale jednocześnie
                  zabezpieczysz swoje interesy. Twój mąż powinien wrócić do domu, ty
                  jesteś za słaba żeby się przeciwstawić.
                  • sebalda Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 30.09.09, 10:01
                    Kiedy człowiek jest chory leczy się przyczynę choroby, a nie tylko jej skutki.
                    Nie można powiedzieć, że przyczyny są nieistotne. One sa najistotniejsze.
                    Kiedy ostatni raz powiedziałaś synowi, że go kochasz? O przytuleniu rozumiem, że
                    nie ma mowy, ale czasami drobne gesty czułości mogą roztopić nawet najtwardsze
                    serce, serce zatwardziałego bandyty, a co dopiero własnego syna.
                    Jestem przekonana, że młodszy syn jest siłą rzeczy w domu faworyzowany, przez
                    biologicznego ojca i przez Ciebie, bo nie sprawia problemów w przeciwieństwie do
                    starszego. A dziecka nie powinno się kochać za coś, trzeba je kochać
                    bezwarunkowo. Rozumiem, że u niego zaszły juz poważne zmiany, że wpadł w złe
                    towarzystow, bo uciekał z domu, gdzie nie czuł się kochany, z domu przeciwko
                    któremu się buntuje, rozumiem, że Ci ciężko, ale czy próbowałaś (nie jak był
                    mały, ale w ciągu ostatnich lat) okazać mu tę bezwarunkową miłość? Zaskoczyć go
                    nią?
                    Wymeldowanie czy zmiana zamków tylko pogorszy sytuację, zaogni ją. Syn w
                    desperacji totalnego odrzucenia może zrobić jeszcze gorsze rzeczy. Jaki jest
                    jego stosunek do młodszego brata przyrodniego? A jeśli w tej desperacji właśnie
                    będzie się chciał mścić?
                    Bardzo mi żal Was wszystkich.
                    • blue_romka Sebalda! 30.09.09, 11:00
                      Chyba Cię pogięło! Syn kradnie, podnosi rękę na matkę,
                      prawdopodobnie bierze narkotyki, a ona ma mu powiedzieć, że go kocha
                      i okazywać czułość, bo to go zmieni! Sprawy zaszły za daleko, żeby
                      kilka gestów miało naprawić sytuację, więc nie wypisuj takich bzdur.

                      Do autorki: z całą pewnością sama ani z radami psychologów-amatorów
                      typu sebalda sobie nie poradzisz. To forum może pomóc komuś kto się
                      pokłócił z mężem, ale nie w takiej złożonej sytuacji, jak Twoja.
                      Musisz zasięgnąć pomocy specjalistów. Nie wiem, czy psycholog dla
                      syna, czy terapia rodzinna, ale spróbuj znaleźć dobrego specjalistę,
                      który podejmie się pracy z Wami, względnie wskaże inne drogi. Nie
                      poddawaj się! Powodzenia!
                    • triss_merigold6 Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 30.09.09, 12:03
                      Pełnoletniemu uzależnionemu i niebezpiecznemu dziecku nie należy
                      okazywać bezwarunkowej miłości tylko pozwolić mu ponieść
                      konsekwencje swoich wyborów.

                      BTW zrobiłaś porządek we własnym małżeństwie? Ups, nadal syf,
                      prawda? Więc nie doradzaj innym umęczonym kobietom w taki sposób
                      żeby im jeszcze bardziej dokopać.
                      • sebalda Re: Triss darling! 30.09.09, 13:32
                        triss_merigold6 napisała:
                        >
                        > BTW zrobiłaś porządek we własnym małżeństwie? Ups, nadal syf,
                        > prawda? Więc nie doradzaj innym umęczonym kobietom w taki sposób
                        > żeby im jeszcze bardziej dokopać.

                        Staram się być wobec Twoich złośliwości pod moim adresem tolerancyjna. Nawet tak
                        bardzo się nie staram, po prostu jestem tolerancyjna z natury. Czasami niegłupio
                        prawisz (z naciskiem na CZASAMI)i to też liczy Ci się na plus. Ale Twoje
                        wycieczki w moją stronę już mnie nudzą i zaczynają lekko irytować. One nijak nie
                        mają związku z poruszanymi wątkami, więc może mogłabyś je sobie darować. Juz Ci
                        tu parę osób zwracało na to uwagę, a Ty jak dziecko, ciągle to samo.
                        Mam prawo do swojej opinii i do jej wyrażania, mam prawo się wypowiadać i nie
                        mam zamiaru z tego zrezygnować tylko dlatego, że Tobie to przeszkadza, także
                        wybacz, ale jeszcze nie raz będziesz miała nieprzyjemność czytać moje posty,
                        choćby nie wiem jak Ci przeszkadzały i choćbyś nie wiem jak się z nimi nie
                        zgadzała. Takie życie i takie prawa forum:P
                        • triss_merigold6 Re: Triss darling! 30.09.09, 20:00
                          Absolutnie nie oczekuję od Ciebie tolerancji, wiem jakie są prawa
                          forum. Napiszę wprost - odnosząc się do Twoich wypowiedzi na forum
                          życie rodzinne - reprezentujesz całokształt postaw, których u kobiet
                          nie znoszę: destrukcyjnych, niszczących, ugodowych, będących
                          fatalnym wzorcem dla dzieci, podlanych ideologiczno-religijnym sosem
                          świętości małżeństwa. Ty mnie nie interesujesz, zbiór liter jaki
                          pojawia się w necie i odnosi się do sytuacji innych kobieta - tak.
                          Nie znoszę niedecyzyjności przy jednoczesnym wałkowaniu w
                          nieskończoność toksycznego układu, dla dzieci toksycznego, bo syf
                          dorosłych jest mi obojętny. Moje dziecko będzie musiało żyć wśród
                          ludzi wychowywanych w takich układach rodzinnych, bo matkom było
                          zbyt wygodnie albo były zbyt tchórzliwe żeby trzasnąć drzwiami.
                          Niestety.
                          BTW niedecyzyjne kobiety w realu najbardziej dokopują tym, którym
                          się udało. Faceci nie, bo olewają albo się boją.
                          • sebalda Re: Triss darling! 01.10.09, 11:24
                            Masz absolutne prawo miec odmienne poglądy, tak jak ja mam prawo mieć swoje,
                            odmienne od Twoich. Masz prawo nie lubic mnie tudzież postawy,jaka prezentuję,
                            ale nie masz prawa zabraniać mi się wypowiadać w sposób, jaki uznam za stosowny.
                            Oceniając mnie czy inne kobiety tu piszące nie widzisz najwyraźniej, że
                            przedstawiamy sytuacje z własnego punktu widzenia, opisujemy tylko fragment
                            naszego życia, nie wgłębiamy się w szczegóły i niuanse. Opisujemy sprawy, które
                            nam leżą na sercach, które nas bolą, bo to nie miejsce, żeby opisywać tez
                            pozytywy naszych związków i dobre strony naszych mężów, które wszak nie tak
                            rzadko jakoś równoważą te negatywy.
                            Nie powinnaś oceniać innych jednoznacznie ani narzucać rozwiązań, które dla
                            Ciebie są najlepsze, nie będąc jednocześnie może zawsze najlepsze dla innych
                            kobiet. Masz zwyczaj dosadnego i nieznoszącego sprzeciwu wyrażania opinii i
                            właśnie narzucania swoich poglądów, ja, inaczej niż Ty, co najwyżej piszę, co
                            radziłabym zrobić w danej sytuacji, często dopisując sformułowanie: a może się
                            mylę.
                            Masz tylko jeden przepis na kulejący związek: kopnąć męża/partnera w tyłek i
                            wyrzucić za drzwi. A życie na ogół jest bardziej skomplikowane i nie ZAWSZE
                            takie rozwiązanie jest najlepsze. Często tak - sama tak doradzam, gdy na
                            przykład dochodzi nie tylko do przemocy słownej, ale też fizycznej.Oczywiście są
                            sytuacje jednoznaczne, ale tych jest naprawdę znacznie mniej niż tych bardziej
                            skomplikowanych i wymagających dogłębnej analizy.

                            > BTW niedecyzyjne kobiety w realu najbardziej dokopują tym, którym
                            > się udało. Faceci nie, bo olewają albo się boją.

                            Nigdy nie dokopywałam nikomu. Nie mam takiego zwyczaju i nie leży to w mojej
                            naturze. Jeśli ktoś tu dokopuje, to raczej... A już zarzut o dokopywaniu tym,
                            którym się udało jest co najmniej kuriozalny. Możesz mi wskazać, w którym
                            miejscu i momencie dokopałam kobiecie, której się udało? W wątku o 20-letnim
                            synu wyrażam swoją opinię i może jestem NIECO stanowcza w osądach, bo jestem
                            głęboko przekonana, że tam gdzieś, ktoś popełnił błąd, a teraz zbiera jego
                            konsekwencje. Mam prawo do takiej opinii, ale też w wielu miejscach zaznaczam,
                            że może jestem w błędzie.
                            Czy Ty uważasz się za nieomylną? Bo z Twoich wypowiedzi, nie tylko pod moim
                            adresem, tak właśnie wynika. Trochę zazdroszczę tej pewności i dobrego
                            samopoczucia. Ja jednak mam nieco pokory, takiej ludzkiej, niekoniecznie
                            ideologiczno-religijnej. Ty to nazywasz niedecyzyjnością, a ja właśnie pokorą. I
                            wcale się jej nie wstydzę. W układach międzyludzkich prawie zawsze dobrze na
                            niej wychodzę. Jasne, że nie zawsze z mężem, ale to inna bajka;)
                            Pozdrawiam;)
              • kicia031 Kocham po prostu takie teksty 30.09.09, 10:45
                Ojciec sie ewakuowal z ukladu, kobieta zostaje sama z dzieckiem i
                oczywiscie pretensje do niej, ze nie dosc sie starala. A dawca
                spermy buja nie wiadomo gdzie i dziecko nie ma nawet jego adresu i
                to jest OK.
                • sebalda Re: Zrozumienie czy bezwzględne karanie? 30.09.09, 11:20
                  Ok. pisałam wszak, że jestem idealistką:) Wiem, że sytuacja może przypominać
                  historię z filmu Ballada o Januszku, może bardzo się mylę, ale patrzę na
                  wszystko oczami matki i wolałabym jeszcze próbować ratować sytuację po dobroci,
                  niż tracić syna na zawsze.
                  Wyobraziłam sobie taki scenariusz: matka wymienia zamki, wygania wyrodnego syna
                  z domu, pozbywa się kłopotu. I teraz dwie możliwości: syn odchodzi i znika.
                  Druga: syn walczy, z pomocą odpowiednich kolegów mści się na rodzinie, bo już
                  nie ma żadnych oporów, został wszak wyrzucony z domu. Oba scenariusz są
                  straszne; serce by mi pękło na myśl, że straciłam dziecko, że widząc, jak nisko
                  upadł, wyobrażałabym go sobie lądującego w więzieniu albo po przedawkowaniu
                  narkotyków umierającego w rynsztoku. Zemsta mówi sama za siebie.
                  Syn na terapię z pewnością nie pójdzie. To ślepa uliczka. Zatem mimo wszystko
                  spróbowałabym jeszcze dotrzeć do jego uczuć.Terapia tak - ale dla bezsilnej matki.
                  • mamapodziomka Re: Zrozumienie czy bezwzględne karanie? 30.09.09, 11:37
                    Tylko, ze terapia dla matki prowadzona jest zazwyczaj w jednym konkretnym
                    kierunku: syn ma 20 lat, jest odpowiedzialny sam za siebie, wyleczyc sie go nie
                    da dopoki sam nie bedzie chcial, nalezy wiec pozwolic mu na te samodzielnosc =
                    przestac dawac pieniadze, jedzenie, mieszkanie.

                    Wiem, ze nie mozna wymeldowac kogos na ulice, ale jesli sprawy zaszly tak daleko
                    sprobuj wynajac cos malenkiego, zaplacic czynsz za 6 miesiecy i wyprowadzic
                    syna. Jest dorosly i pora, zeby to zrozumial, niektorym wbrew pozorom wlasnie
                    wtedy otwieraja sie oczy.
                • wielbicielnaruto przykro mi stwierdzić 04.10.09, 18:11
                  ale z synem jesteś naiwna. Twój syn sądząc po zachowaniu jest
                  uzależniony od używek. Gaz to to raczej nie jest. Pomyśl czy to nie
                  są narkotyki. Teraz druga strona medalu. Twój bezład niszczy resztę
                  rodziny. Czy ty myślisz, że małe dziecko potrafi sobie poradzić z
                  takim chorym układem - ojciec nieobecny, matka - dupa wołowa, brat -
                  narkoman i złodziej? Napisałem specjalnie dupa wołowa - bo dziecko
                  nie jest w stanie programować w sobie uczuć altruistycznych,
                  tłumacząc twoje zachowanie. Dziecko się stacza zazwyczaj, kiedy nie
                  koncentujesz wystarczającej uwagi na nim. Jest to jakby wołanie o
                  pomoc "zauważ mnie, zauważ moje problemy". Chodzenie po psychologach
                  niewiele na wstępie pomaga. Wydaje mi się, że twój starszy syn nie
                  sięgnął jeszcze dna. Wydaje mi się, że najlepsza będzie rozmowa. "W
                  obecnym układzie twoje zachowanie jest zagrożeniem dla naszej
                  rodziny. Albo się zmienisz albo ten dom nie będzie już twoim domem".
                  Na teksty typu" poznałaś gacha a teraz mnie wyrzucasz"
                  informujemy "sam zapracowałeś na swój los. Jesteś już dorosły i
                  potrafisz na siebie zarobić. Od ciebie będziemy wymagać więcej.
                  Skoro nie potrafisz zaakceptować warunków tej rodziny, poznaj smak
                  życia bez niej".
    • mojko-2 Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 01.10.09, 12:25
      Witaj.
      Odpowiadam ponieważ przeszłam coś podobnego. Jest chyba jeszcze gdzieś w
      archiwum wątek " nie wpuściłam 15 latki do domu" czy jakoś tak.
      Przede wszystkim nie zadręczaj się że jesteś winna. Prawdopodobnie popełniłaś
      wiele błędów i one od jakiegoś czasu mszczą się na tobie w postaci zachowania
      syna . Wiem jak bardzo to boli ale wiem też , że jeśli chcesz mu pomóc musisz
      pozwolić mu ponosić konsekwencje swoich czynów.
      Jeśli w grę wchodzą narkotyki to na litość boską nie słuchaj porad typu:
      "przytul do serca i powiedz że kochasz". Na to przyjdzie czas jak twój syn
      będzie zdrowy .
      Moja córka nie była pełnoletnia więc nie mogłam zamknąć przed nią drzwi ale
      mogłam wywieźć ja na leczenie . Tak zrobiłam , sama tez przeszłam terapię DDA.
      Twój syn ma 20 lat. Jeśli się nie uczy i nie pracuje, podnosi na ciebie rękę ,
      terroryzuje was (ciebie i młodszego syna ) powinnaś zamknąć przed nim drzwi.
      Z narkotyków można się podnieść tylko gdy sięgnie się dna ( dla każdego to dno
      jest w innym miejscu).
      Powinnaś mu spokojnie, powtarzam spokojnie zakomunikować , że albo wyjedzie na
      leczenie do ośrodka albo ma się spakować i wyprowadzić . Daj mu termin i po tym
      terminie spakuj jego rzeczy , zmień zamki i wytrzymaj.
      Kiedy moje córka uciekła z ośrodka i przez sześć dni nie dawała znaku życia , a
      ja umierałam z niepokoju i sama jej szukałam , terapeuta stwierdził że nie
      powinnam jej szukać , bo ona nie liczy się z moimi uczuciami, nie obchodzi jej
      co się będzie działo ze mną kiedy ona nie daje znaku życia.
      Ten człowiek przez 20 lat był narkomanem, upadł tak nisko że mógł tylko umrzeć
      lub się podnieść. Udało mu się , ma rodzinę ,skończył studia.... Wiedział o czym
      mówił.
      Zajmij się sobą . Wszelkie zmiany relacji między ludźmi powinno się rozpoczynać
      od zmiany samego siebie.
      powodzenia
    • nikusica Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 01.10.09, 22:01
      Podobna sytuacje mam w domu rodzinnym,chodzi o mojego brata mama nie moze go
      wymeldowac bo mieszka za granica ale policja powiedziala ze owszem mozna takiego
      toksycznego wymeldowac nawet jesli nie ma "zastepczego lokalu do zamieszkania" z
      taka sprawa idzie sie do sadu.Ja wiem...przykre z wlasnym synem sie po sadach
      wloczyc...ale ponoc taka droga mozna to zakonczyc.
      • nikusica Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 01.10.09, 22:02
        Nie wiem jak u Ciebie na osiedlu ale u mnie czesto byl pan "dzielnicowy"moze
        takiego kogos mozna by sie bylo popytac co mozna zrobic i jak ,w takiej sytuacji.
        • e.mama.s Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 02.10.09, 19:49
          Przypomina mi to histori mojej ciotki. Jej syn narkoman/wyleczony
          już nie żyje miał 40 lat. Za póżno zdecydowal się na odwyk, organizm
          był zniszczony. Też wychowywal się bez ojca, odznaczał się wybitną
          inteligencją, ciocia nie poświęcała mu dużo czasu. Też kradl z domu
          był agresywny a ciocia nie miała odwagi wyrzucić go z domu. terapeuta
          (od narkomanów) powiedział jej kiedyś, że narkomanem jest się całe
          zycie, żeby zamkneła przed min drzwi, musi stoczyć sie na dno aby
          coś zrozumieć. Gdzieś na polnocy Polski jest dobry ośrodek leczenia
          narkomanów, ciocia w końcu zawiozła tam Sebka ale było za póżno,
          niestety.
          • sebalda Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 03.10.09, 11:17
            Ale tutaj chłopak nie jest jeszcze narkomanem i pewnie daleko mu do tego, matka
            napisała tylko: "jestem prawie na 100% przekonana, że wącha gaz". Jeśli chodzi o
            wąchanie, to słyszałam raczej o kleju, choć o gazie też, ale to zdarza sie
            raczej młodszym dzieciakom i z tego co wiem, mimo że bardzo niezdrowe, nie
            prowadzi wprost do uzależnienia. Może być początkiem, ale nie musi i nie znaczy,
            że chłopak już jest cieżkim narkomanem. Myślę, że tutaj jeszcze daleko do tego
            dna, o którym była mowa. Może nie trzeba czekać aż do niego sięgnie. Może jednak
            jest jeszcze szansa na ratowanie bez drastycznych kroków. Może, może... To
            pobożne życzenia, wiem, ale czyż nie byłoby lepiej spróbować jeszcze podać mu
            pomocną dłoń. Tu bardzo by się przydał jakiś dorosły autorytet. Może przyjaciel
            rodziny, wuj jakiś, ktoś mądry i rozsądny, a nie zdesperowana (co zrozumiałe)
            matka i niechętny (co też zrozumiałe) ojczym. Może mądry ksiądz, może terapeuta.
            Może na początek ultimatum: albo dajesz sobie pomóc, albo wymieniamy zamki.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Problem z pełnoletnim dzieckiem - wołanie o p 05.10.09, 08:48
      Wydaje mi się, że w opisanej przez Panią sytuacji należy oddzielić przeszłość od
      teraźniejszości. Nie oznacza to, że przeszłość nie jest ważna. Czyli nie
      zachęcam do braku refleksji nad przyczynami takiej sytuacji. Wygląda na to
      jednak, że teraz musi Pan reagować na to co się dzieje obecnie. A z tego co Pani
      napisała, dzieje się przemoc w różnych formach. Bardzo niewielki wpływ ma Pani w
      tej chwili na zachowania swojego dorosłego już syna. W tych bardzo trudnych
      okolicznościach musi Pani jednak działać i łączyć pozycje matki z pozycją osoby
      dorosłej przeciwstawiającej się zachowaniom antyspołecznym, na które nikt nie
      powinien się godzić i na nie przyzwalać.
      Ponieważ jest w tym wszystkim konglomerat uczuć, z którymi sobie trudno radzić,
      a to dzieje się w Pani i z Panią, warto zwrócić się o pomoc do fachowaca.
      W okolicach Katowic polecam psychoterapeutę Beatę Wolną - Rojek. Jest ona
      specjalistą również o terapii rodzin. Kontakt do niej znajdzie Pani na liście
      certyfikowanych psychoterapeutów Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
      Można też udać się do Ośrodka Interwencji Kryzysowej, które są przy dużych
      miastach w całej Polsce. Ale to podaję jako drugą propozycję.
      Konsultacja czy nawet terapia pozwoli Pani prawidłowe rozeznanie się w obecnej
      sytuacji oraz na konstruktywne zajęcie się przeszłością, tak aby mogło to pomóc
      Pani obecnie. Proszę nie zwlekać. Również ze względu na syna, któremu Pani
      postawa wobec niego może pomóc. Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka