Dodaj do ulubionych

Problem z matką - za długie ale muszę to wyrzucić

20.01.14, 22:39
Nigdy dobrze się nie dogadywałyśmy. Mamy zupełnie odmienne charaktery i czasem mam wrażenie, że drażni mnie w niej wszystko...
Ale do rzeczy...
Mama mieszka sama (bo bym chyba zwariowała gdyby mieszkała z nami). Ma 73 lata i od jakiegoś już czasu problemy z pamięcią (początki demencji jakiegoś rodzaju). Pomagam jej ogarnąć rachunki, leki, lekarzy, badania i takie tam bardziej skomplikowane czynności typu bank, bankomat, nauka obsługi telefonu... Zakupy robi sobie sama i jak na razie nie ma problemów z ugotowaniem sobie czy sprzątnięciem mieszkania. Odwiedza nas codziennie. Przychodzi na 2-3 godzinki i bawi się z wnukiem.
Ciekawe jest, że według niej ona nie przychodzi do wnuka tylko aby MI POMÓC. Herbaty się nie napije bo pija w domu i jadła też. Jest to na zasadzie - ja Ci pomagam, nic nie chcę. Ponieważ i tak muszę gotować to chętnie ją częstuję ale ZAWSZE wkładam za dużo - ona musi odłożyć. Nie będzie nas objadać...Generalnie bardzo oporna tu jest. Jak kilka lat temu przychodziła popilnować mojej córki to przynosiła swoją kanapkę...i jeszcze się z dzieckiem dzieliła...Oczywiście w moim odczuciu ona to robi abym poczuła się podle...
Jeśli chodzi o lekarzy i leki to jest po prostu sajgon. Mama ma swoje zdanie i już. Niestety miałam już niemiłą sytuację kiedy to endokrynolog dała mi do zrozumienia, że nie dopilnowałam brania leków. Mamusia odstawiła (po po co je będzie tyle brać?). Nie wynikało to bynajmniej z "niepamiętania". Ma tendencje do ignorowania zaleceń, dawkowania po swojemu, itd. Nawet jak jej kupię lek na grypę do picia to dzieli saszetkę na pół...
Tak więc czuję się odpowiedzialna za dopilnowanie wszystkich wizyt i kontrolowanie brania leków. Ponieważ ostatnio wyskoczyła cukrzyca to zapisałam mamę (na polecenie lekarza rodzinnego) do poradni cukrzycowej. Miałyśmy iść jutro. Mąż ustawiony (w sensie godzin pracy - bo musi zostać z dziećmi). Oczywiście nie pamiętała i niezbyt podobał jej się ten pomysł ale umówiłyśmy się...Dzwoni. Ma katar i jej zimno i jutro to ona nie pójdzie...
Mnie od razu trzepie bo na wizytę jakiś miesiąc się czekało. Mam zmarnowany wieczór i do tego wydarłam się jeszcze na dzieciaki.
Chce iść do neurologa bo na fundusz to dopiero w czerwcu więc proponuję, że ją zapiszę na wizytę prywatną...Nie, ona pójdzie do polikliniki, wejdzie do gabinetu i po prostu jej zapłaci...I za cholerę nie przetłumaczysz, że lekarka prywatnie przyjmuje w innym miejscu...

Takie małe irytacje ale wytrącają mnie z równowagi bo ja lubię jednak mieć rzeczy pod kontrolą a mama lubi? i zawsze lubiła jakiś chaos. Lubi też wychodzić w rolę ofiary (pewnie pozostałość po związku z alkoholikiem).
Czasem mam ochotę uciec od niej gdzieś daleko i wreszcie się uwolnić.
Obserwuj wątek
    • paris-texas-warsaw Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 00:23
      Wg mnie jeśli ktos przychodzi pobawić się z dzieckiem, to jest to OGROMNA pomoc.
      Daj kobiecie sie leczyć jak chce, jakaś nadgorliwa sie wydajesz. Nie wiem, z czego to wynika (może z tego ojca alkoholika?), ale to Ty masz jakis problem z nadmierna kontrolą matki i chcesz, żeby było jak Ty sobie umyslisz, i nawet wystarszyłaś sie negatywnej opinii na swój temat lekarza matki, a frustrację na dzieci przenosisz krzykiem. ???. Każdy ma prawo leczyc sie po swojemu, to nie stan zagrażajacy życiu, że jest jedna droga by przeżyć, saszetki na grypę to tez jedno wielkie... i lepiej, że matka zażywa połowę, podobnie jak, że w zaziębieniu ma prawo być w domu.
      • magdmaz Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 07:38
        Bzdury piszesz.
        Autorka doskonale zdaje sobie sprawę, że jak matka zaniedba leczenie, to ona - autorka - poniesie potem tego konsekwencje. To na jej barkach spoczywać będzie opieka nad znacznie bardziej chorą starszą osobą, i nie ma tu nic dziwnego, że usiłuje przejąć kontrolę.
        Myślisz, że łatwo jest powiedzieć: ok robisz jak chcesz, ale jakby co, to sama zmagaj się z konsekwencjami zaniedbań? Nie, niełatwo. Może jeszcze powiedzieć, ale nie wykonać.

        Autorko, nie jesteś z tym sama. Problem jest stary jak świat i niczego odkrywczego Ci nie doradzę. Dobrze, że się starasz.
        • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 07:57
          Zgadza się. Bardzo boję się momentu kiedy mama nie będzie w stanie sama funkcjonować. Mieszkałam z nią bardzo długo...miałam prawie 30 lat jak się wyprowadziłam. Gdybym tego wtedy nie zrobiła zabiłabym się bo już nie dawałam rady.
          Od 7 lat mam własną rodzinę - 2 fajowych dzieciaków i owszem BARDZO się boję powrotu do wspólnego mieszkania więc OWSZEM zależy mi na tym aby mama jak najdłużej pozostawała w miarę sprawna. Aby tak było musi się leczyć i wypełniać zalecenia lekarzy.
      • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 07:41
        Dla mnie to nie jest ogromna pomoc. Chyba nie zrozumiałeś/ zrozumiałaś. Ja jestem cały czas w domu a babcia jedyne co robi to bawi się z wnukiem. Dla samotnej osoby, która nie ma gdzie wyjść to chyba raczej powinna być rozrywka i przyjemność a nie coś co ona rozpatruje w kategorii POMOC. Dziecko sobie świetnie radzi samo choć owszem lubi jak przychodzi babcia. Mnie natomiast wkurza stanie nad nim jak je (dosłownie pochylona nad jego fotelikiem), bieganie za nim cały czas - nikt w domu tego nie robi.

        Nie chcę kontrolować mojej matki - najchętniej wcale nie chciałabym mieć z nią kontaktu (ale niestety jesteśmy na siebie skazane). Wypełniam jednak zalecenia lekarza rodzinnego. Nieleczona cukrzyca jest groźniejsza niż katar. Myślisz, że do kogo będą dzwonić z przychodni?

        Jak moja matka będzie się leczyć po swojemu to - będzie sobie właśnie dawkować leki z kompletną dowolnością (czasem nie pamięta jak powinna a czasem nie chce pamiętać). Do lekarzy będzie chodzić jak jej się przypomni...z takiego wyrywkowego i przypadkowego leczenia nic dobrego nie wyniknie...
        Do banku pójdzie wyrobić trzecią kartę bo nie pamięta, że ma już dwie (tak, z banku też już dzwonili).
        Więc wyobraź sobie, że nie chcę jej kontrolować ale MUSZĘ bo do pewnych spraw ma takie a nie inne podejście.

        • morekac Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 09:25
          Myślę, że powinnaś oddzielić dwie rzeczy: kontrolę konieczną (dotyczącą leczenia chorób przewlekłych) i niekonieczną (typu wciskanie mamie saszetek na grypę, którą jednak powinnaś sobie odpuścić). Przynoszenie kanapki, odkładanie połowy obiadu i ogólne certolenie się typu 'nie chcę wam robić kłopotu" możesz potraktować jako coś, co jest właściwością mamy, a nie - robieniem tobie na złość. Być może po prostu obie jesteście z tych 'wiedzących lepiej'... Nie tocz z mamą walki o nieistotne bzdety, skup się na rzeczach ważnych.
          • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 09:56
            Nie wciskam na siłę. Była przeziębiona to zaniosłam jakiś lek na przeciwgrypowy + saszetki do picia (witamina C). Podałam te saszetki za przykład tego iż mama ma tendencje do samodzielnego dawkowania leków - na pewno nie tak jak lekarz przykazał. Tu akurat to bzdet ale w przypadku leków neurologicznych np. to już się robi problem.
            Poza tym potem przyniosła mi te ponapoczynane saszetki i lek, który jej pozostał..Po co? Nie wiem.
            W jednym masz rację morekac - odbieram dużo rzeczy jakie robi jako właśnie robienie "na złość" i to jest już mój problem - zgadza się.
            • sorvina Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 10:19
              Nie wciskasz na siłę, ale regularnie i w ważnych i mało ważnych sprawach, traktujesz matkę jak z jednej strony głupią, za którą trzeba myśleć o wszystkim, z drugiej strony odbierasz jej samodzielne działanie, jej nawyki, dziwactwa, które można zaakceptować i olewać, jako skierowane przeciw tobie, robienie Ci na złość. Ja mam wrażenie, że im bardziej wchodzisz w rolę kontrolującej mamy, przekonanej, że ma pod opieką głupią, zbuntowaną córkę, która tylko ze złośliwości robi coś po swojemu, a przecież wygodniej by było gdyby robiła wszystko tak jak "mama" chce. Przy takiej presji i twoich reakcjach, mama może wchodzić w tą rolę, walczyć przez głupi sprzeciw o prawo do decydowania/leczenia się po swojemu.
              Także im bardziej naciskasz, tym mniej osiągasz. Chcąc mieć wszystko po swojemu, nie masz nic.

              Imho - rozdziel rzeczy ważne od nieważnych. Jak dasz mamie luz, może być łatwiej namawiać ją na branie ważnych leków. Warto też porozmawiać z nią jak z człowiekiem - pewnie ma jakiś powód dla którego nie chce brać leków. A jej ciągłe powtarzanie o tym jak pomaga - może chce być doceniona, chce w ten sposób zapracować sobie na okazanie jej miłości. Bo o ile "technicznie" dbasz o mamę, to może być w tym mało ciepła. Ktoś kto kocha, nie doszukuje się wszędzie działania mu na złość. Być może macie dłuższą historię do przerobienia. Bez uporania się z emocjami wobec mamy, trudno Ci będzie patrzeć na nią i jej zachowanie realnie. Ona może mieć swoje za uszami, być może pewnych rzeczy w sobie nigdy nie zmieni. Wpływ masz na siebie, a na chwilę obecną TWOJE emocje, TWOJA potrzeba kontroli, TWOJE reagowanie na różne zachowanie jako na skierowane przeciw tobie, zaostrzają sytuację. Najlepszy plan to zająć się sobą, mamie odpuścić pierdoły, dać jej przestrzeń do decydowania o sobie. A tam gdzie ważne spróbować innego sposobu komunikacji - unikać ataku a'la wściekła kontrolująca mama - czemu nie bierzesz leków, przecież lekarz Ci kazał, czemu taka głupia jesteś - takie oskarżenie jest w podtekście, a raczej "chcę byś była zdrowa, kocham cię, zależy mi byś się dobrze czuła, lekarz mówił, że to ważne, pomóż mi zrozumieć czemu nie brałaś leków, co mogę zrobić by np. branie leków było łatwiejsze/byś robiła to chętniej " itp.

              Wizja brania mamy do siebie jakby się jej stan pogorszył, stresuje Cię bardzo. Może warto rozważyć różne inne opcje - opieka dochodząca, pani opiekunka na stałe, dom opieki... Jeśli czujesz przymus opieki osobistej, czy tego chcesz czy nie, to zastanów się czy nie masz problemu z nadmierną odpowiedzialnością, różne wbite do głowy wyobrażenia co dziecko powinno wobec rodzica itp. W klimatach DDA tego jest dużo i powoduje potem niezdrową atmosferę presji, kontroli i złości. Zmuszania się do niechcianego kontaktu/opieki i pretensji, że ktoś jest ciężarem. Twoja mama może ciężko zachorować czy bierze leki czy nie. Starość to też nie jej wina. To na co masz wpływ to twoja reakcja i decyzje w jaki sposób pomagasz mamie.
              • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 12:16
                Dzięki za post. Na początku zawsze staram się na spokojnie wyjaśnić mamie potrzebę brania leków ale dość szybko się irytuję, to fakt.
                Jeśli zaś chodzi o kontrolowanie to mama nie pozostaje mi dłużna. Ciągle poucza mnie odnośnie moich dzieci. Ostatnio musiałam udać się z synem na drobny zabieg i usłyszałam, że tylko dziecko morduję (dla własnej przyjemności chyba). Nie ważne, że konsultowaliśmy potrzebę wykonania zabiegu z 3 lekarzami. ONA i tak swoje wie.
                Dzieci oczywiście ciągle są za słabo ubrane. Koszulek nie mają. (W domu 22-23st). Moja córka przyzwyczajona do decydowania czy jest jej ciepło czy zimno też się łatwo irytuje ciągłym nagabywaniem o koszulki, rajstopki, szaliczki. Bywa niemiła dla babci i co robi wtedy babcia?
                "Jak taka będziesz dla mnie to znajdę sobie inną wnuczkę" albo "Wcale nie przyjdę do ciebie do przedszkola na przedstawienie jak taka jesteś."
                Dodatkowo mówi jej, że mama i tato nie będą jej kochać jak będzie niegrzeczna. (lub będą kochać mniej).

                Mogę podejmować dyskusję ale nie z kimś kto wychodzi z założenia, że ma prawo i rację tylko dlatego, że jest moją matką...

                Trudno jest dawać ciepło komuś od kogo się ciepła nie otrzymało.
    • tully.makker Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 08:45
      > Takie małe irytacje ale wytrącają mnie z równowagi bo ja lubię jednak mieć rzec
      > zy pod kontrolą a mama lubi? i zawsze lubiła jakiś chaos. Lubi też wychodzić w
      > rolę ofiary (pewnie pozostałość po związku z alkoholikiem).

      Podobno syndrom DDA nie istnieje, ale jak czytam takie historie, to sie zastanwiam... Masz nadmierna potrzebe kontroli, ktora zapewne jeszcze sie nasila w zestawieniu ze skrajnie odmienna osobowoscia matki. Dodatkowo, zapewne rodzi w matce dziecieca potrzebe buntu i przekory, ktora doskonale rozumiem.

      Cos ci jeszcze opowiem - moja matka tez jak przychodzi do mnie, to przynosi swoja wlasna kanapke, i zawsze ta kanapka to byl ulubiony przysmak moich dzieci - wlasnie wczoraj 2 latek oznajmil przy kolacji, ze kanapka babci jest najlepsza. ot, taki nieszkodliwy folklor - zastanow sie, czemu bierzesz to wszystko do siebie? Ciesz sie, ze masz matke, ktora nie chce ci byc ciezarem, poczytaj na forum historie dzieci roszczeniowych rodzicow, to jest dopiero horror.

      Obu wam bedzie latwiej, jak ty troche wyluzujesz, naprawde!
      • ibelin26 Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 09:13
        O ile przynoszenie własnej kanapki można uznać za rodzaj przyzwyczajenia czy dziwactwa, to zaniedbanie leczenia czy leczenie "po swojemu" to już poważna sprawa i nie ma nic wspólnego z DDA czy poczuciem kontroli.

        Dziadek mojego męża właśnie leży w szpitalu bo leczył się "po swojemu" czyli do lekarza chodził albo nie, leki brał albo nie brał. I konsekwencje tego ponosi rodzina - dojazdy do szpitala, opieka nad babcią (codzienne wizyty).

        Ale smutna prawda jest taka, że jak człowiek się uprze to na siłę nic się nie da zrobić - sama byłam świadkiem takich scen - on jeść nie będzie, leków nie weźmie - no i co robisz?
        • tully.makker Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 09:38
          Trudno jest uszanowac wole drugiego czlowieka w sytuacji, kiedy widzimy, ze ewidentnie sam sobie szkodzi, ale warto sie zastanowic, czy wymuszajac dzialania zgodne z NASZYMI potrrzebami rzeczywiscie dzialamy:
          a) dla dobra tej osoby
          b)skutecznie

          A jeszcze co do zaniedbywania leczenia - lekarze maja zwyczj wypisywac, zwlaszcza osobom starszym, tony lekarstw, niekoniecznie ptorzebnych, a nawet majacych wzajemnie przecistawne dzialania. A coz dopiero, gdy tych specjalistow jest kilku... naprawde latwo czlowieka otruc.
          ja sie zawsze smieje z mojej matki, ze studiuje szczegolowo ulotki lekow dla calej rodziny, ale uchronila nas nieraz przed wzieciem czegos, co z roznych wzgledow bylo nieodpowienie. Pamietajmy,z e wprawdzie lekarz nas leczy, dzieci wspomagaja, ale osteteczna odpowiedzialnosc za stan naszego zdrowia spoczywa na nas samych. i uszanujmy tez prawo do wlasmnych decyzji w tej sprawie, ajkkolwiek glupie by one nie byly.
          • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 10:05
            Tully.makker ale czy Ty naprawdę myslisz, że ja nie mam co robić tylko chodzić z mamą po lekarzach - jaka to moja potrzeba?
            Jak mama przestała brać leki na tarczycę to wpadła w taką niedoczynność, że zagrażało to jej życiu. I tak wzięłam do siebie słowa lekarza - że, osobie starszej to powinnam PODAWAĆ leki. Tak sobie siedziałam w tym gabinecie w 9 miesiącu ciąży i zastanawiałam się jak do cholery ona sobie to wyobraża, że ja z noworodkiem zimą będę jeździła podać mamie leki...
            Mama jeśli by tylko chciała to ogarnęła by to sama (ma pudełko na leki, rozpiskę) tylko niestety ma również bardzo niefrasobliwe podejście do tego tematu.
            Mam jej zostawić wybór? Zastanowię się oczywiście bo mam dość walczenia o jakiś sens w tym wszystkim.
            • aqua48 Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 10:18
              manala napisała:

              > Tully.makker ale czy Ty naprawdę myslisz, że ja nie mam co robić tylko chodzić
              > z mamą po lekarzach - jaka to moja potrzeba?

              Nie chodź, pozwól mamie samej wysłuchać od lekarza, że nie stosuje się do zaleceń i że musi wziąć poważnie to co do niej się mówi. Poczekaj też, aż mama przyjdzie i sama POPROSI Cię, abyś z nią poszła do lekarza, bo ona nie ogarnia tych spraw...


              I tak wzięłam do siebie słowa lekarza - że, osobie starsze
              > j to powinnam PODAWAĆ leki. Tak sobie siedziałam w tym gabinecie w 9 miesiącu c
              > iąży i zastanawiałam się jak do cholery ona sobie to wyobraża, że ja z noworodk
              > iem zimą będę jeździła podać mamie leki...

              Było lekarzowi o tym powiedzieć? Poza tym zastanów się i zorientuj, czy by nie można mamy zgłosić do opieki społecznej, poprosić aby ktoś do niej zaglądał regularnie i pilnował? Może sąsiadka za drobną opłatą? Często obecność OBCEJ osoby i JEJ uwagi robią większe wrażenie niż obecność i gadanie córki której napomnienia po prostu puszcza się drugim uchem.
          • aqua48 Warto pozbyć się wyrzutów sumienia 21.01.14, 10:05
            Ja rozumiem problem autorki i ogrom odpowiedzialności jaki sobie wzięła na barki, co przy rozbieżnym podejściu do rzeczywistości jej i jej matki może być bardzo trudne, a często wręcz niemożliwe. Ja bym też radziła odpuścić. Nie można być odpowiedzialnym za wszystko co robi druga osoba. A to że dzwonią do NIEJ z banku, przychodni w sprawach matki itp. pogłębia poczucie zniewolenia.
            Lekarzowi trzeba mówić wprost, jak wygląda problem, że matka mieszka osobno i bierze, oraz będzie brała leki zgodnie z własnym widzimisię, a nie jego zaleceniami, wiec najlepiej niech redukuje ich ilość do absolutnie niezbędnych i branych raz dziennie. Jeśli matka wymyśliła sobie wizytę prywatną w państwowym gabinecie, pozwolić jej iść na nią, niech sama się zmierzy z konsekwencjami nierealnych pomysłów. A samemu pomału zacząć załatwiać dom opieki dla niej, bo szybko może nadejść ten czas kiedy będzie wymagała całodziennego czuwania nad poczynaniami. Przy malutkich dzieciach dodatkowa opieka nad osobą z postępującą demencją, której się na dodatek nie lubi, jest absolutnie niemożliwa dla jednej osoby, nawet nie pracującej. Poza tym może być dla tych dzieci poważnym zagrożeniem.. Warto to przemyśleć.
          • wies-baden Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:01
            Bardzo mądry post.
            Co do autorki - Boże ochraniaj przed taką córką!- z jakiego powodu siedziałaś matce na głowie do 30-go roku życia? Nie byłaś dość dobra, żeby się usamodzielnić?
            • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:11
              Za to twój post jest debilny. Pracowałam zarobkowo od 20 roku życia. Otrzymywałam również rentę po ojcu do 25r. Miałam swoje pieniądze. Nikt do mojego życia nie dokładał. Rachunki były dzielone po połowie. Matce to odpowiadało. Nie chciała abym się wyprowadziła ze zwykłego strachu przed samotnością.
              A ja za bardzo wyprowadzać się też nie miałam po co. Nie miałam też mieszkania. W każdym razie twoja błyskotliwa teza o siedzeniu komuś na karku wzięła w łeb...
              • wies-baden Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:42
                Za to dowiedziałam się, że jesteś impertynentką...
                • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:44
                  hehehe, przyganiał kocioł garnkowi...patrz na swój super wyważony post...
    • lilith76 Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 11:40
      Tak, drażnią cię w mamie rzeczy, które spokojnie można odpuścić.

      Z jednym wyjątkiem.
      Moja mama zaniedbała leczenie nadczynności tarczycy. Samowolnie odstawiła leki i zwlekała z wizytami kontrolnymi. Zmarła na wstrząs tarczycowy. Powikłania przy nieleczonej cukrzycy, to też hardcore - to dla odmiany doświadczenie z moją babcią (utrata wzroku, stopa cukrzycowa czyli leżenie w łóżku).
      Niestety, tu twoja kontrola się przyda.
    • 1fioletowa Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 11:49
      Zajmowanie się dzieckiem przez kilka godzin jest pomocą. Jak Ty byś codziennie pilnowała dzieci koleżance to by to było dla Ciebie rozrywką???
      Osoba po 70tce nie jest imbecylem pozbawionym prawa do decydowania o sobie.
      Postrzegam jako irytujące Twoje próby do rządzenia mamą i sprowadzania jej do roli skretyniałej staruszki.
      Nie rozumiem, czemu lekarz miałby dzwonić do Ciebie, a nie rozmawiać z pacjentką. Nie rozumiem, czemu się czujesz odpowiedzialna za lekarskie wizyty mamy. Ona tego w ogóle chce? Czy się pchasz, żeby rządzić jej życiem?
      Widzę problem w Tobie i potrzebie kontrolowania wszystkiego.
      Tytuł wątku zmieniłabym na: problem z córką- pomaga ale za cenę robienia wszystkiego na jej warunkach i jak ona chce.
      • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 12:02
        Fioletowa, nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Nikt mi dziecka nie pilnuje. Moja mama nigdy nie została z nim sama. Ja jestem obok, karmię go, przewijam i PILNUJĘ. Mama się z nim bawi. Przychodzi bo chce - nie musi. Zrozumiałaś teraz?
        Wiesz co to demencja? Może sobie sprawdź? Wiesz, że moja mama nie jest w stanie zapamiętać tego co mówi jej lekarz? Zapamiętuje co chce i co jej wygodnie. Wielu rzeczy też nie rozumie. Ostatnio po wizycie u gastrologa wydawało jej się, że ma raka bo lekarka jako jedną z przyczyn niedoboru witaminy B12 wymieniła właśnie raka...
        Teraz rozumiesz czemu czuję się odpowiedzialna za wizyty lekarskie?
        • sorvina Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 12:15
          Autorko - a czy to wiesz czym jest demencja? Powołujesz się na chorobę, a zakładasz, że mama zapamiętuje i robi CO JEJ WYGODNIE, tobie na złość. Zdecyduj się - albo ma zaawansowaną demencję i szwankuje jej pamięć i inne zdolności myślowe - wtedy jej zachowanie spowodowane jest przez chorobę i nie ma co obwiniać jej o złą wolę. Najrozsądniejsze byłoby ubezwłasnowolnienie mamy zanim narobi sobie kłopotów - wtedy będziesz miała prawo podejmować decyzje ZA NIĄ. Co nie znaczy, że masz prawo traktować ją jak kretynkę. Bo w takim stanie ona nie odpowiada za to co robi.

          Możesz sobie emocjonalnie nie radzić z jej stanem, to zrozumiałe, tym bardziej, że macie za sobą trudną przeszłość. Tym ważniejsze jest zorganizowanie mamie opieki kogoś innego kto by jej doglądał i pilnował, a nie branie jej sobie na głowę.

          Alternatywa - przyznajesz, że z mamą nie jest tak źle, działa z premedytacją, tobie na złość, albo po prostu po swojemu - wtedy musisz szanować jej wolę i pilnować dla jej dobra tylko najważniejszych rzeczy. A konsekwencje pozostałych niech ponosi sama.

          Tylko, że stan matki powinien ocenić specjalista, bliskim brakuje dystansu.
          Nie zazdroszczę sytuacji, jest trudna. Mam jednak wrażenie, że sama - swoimi emocjami i przymusem kontroli nad mamą, nawet na tym jak coś myśli na temat opieki nad wnuczką, sama ją pogarszasz. Nie radzisz sobie z emocjami wobec mamy, jej choroba i zachowanie to tylko element układanki. Mamy nie zmienisz, jednak realna ocena sytuacji pozwoli ci albo stawiać granice, albo lepiej zorganizować pomoc, przestając czekać aż mama zrozumie i się zmieni.
          • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 12:28
            Sorvina, mama nie ma jeszcze demencji - bardziej jest to na etapie otępienia. Na pewno nie jest to etap aby kogoś ubezwłasnowolnić. Pamięć jej szwankuje i inne zdolności myślenia też ale pewne rzeczy nie są spowodowane chorobą.
            Mama zawsze ceniła sobie niezależność. (Np. Wychodziła sobie gdzieś zupełnie nie informując gdzie idzie. Umawiała się z kimś i zwyczajnie potem sobie tłumaczyła, że się jednak nie umawiała...)
            Tak jak pisałam - na razie dość dobrze radzi sobie z czynnościami codziennymi. Chciałabym jej pomóc ogarnąć to z czego ogarnięciem ma problemy.
            Na razie nie ma potrzeby lub konieczności codziennej opieki.

            • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 13:04
              Większość z Was jest zdania, że problem jest w mojej potrzebie kontrolowania. Nie mogę się z tym zgodzić. Naprawdę bardzo chętnie wcale bym się nie wtrącała tylko, że niestety później robi się z tego niezły bajzel. A winna jest oczywiście zła córka.
              Gdybym mamy siłą nie zaciągnęła do neurologa a ta nie zleciła badań poziomu hormonów tarczycy to nie wiem czy mama by jeszcze żyła.
              • paris-texas-warsaw Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 13:17
                Z jednej strony może tak być, że faktycznie Twoja wizja leczenia jest bliższa optymalnemu podejsciu rozumianemu jako utrzymywanie najwyższego możliwego poziomu zdrowia Mamy. Ale wg mnie są wyższe wartości lub prawa, jak prawo do decydowania o sobie, do leczenia lub jego zaniechania, do życia, a nawet śmierci. Stąd nie da się kogoś na siłę leczyć, bez napotkania jego coraz większego sprzeciwu. Nawet kiedys czytałam o badaniach wskazujących, że tak jak wmuszanie jedzenia tak wmuszanie leków może przynieść więcej negatywnych skutków niż pozytywów. Nie powiem, że trochę mnie to uspokoiło, w kontekście tym razem dziecka:))) Ale dzieci to jeszcze inna kategoria problemu, choć zręb praw podstawowych maja taki sam.
                Wg mnie to oprócz nadmiernej kontroli, masz jakiś problem, który się wyraża, w Twoim zdaniu "winna córka". To chyba z drugi raz piszesz, pierwszy raz w połączeniu z tym endokrynologiem.
                • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 13:25
                  tak, to akurat trafne spostrzeżenie - często zmagam się z poczuciem winy ; )
                  ale endokrynolog to akurat sam zasugerował dość dobitnie
      • mantis_after_dinner Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 13:45
        Poniewaz lekko mnie Twoj post zirytowal, to sie odniose.

        > Zajmowanie się dzieckiem przez kilka godzin jest pomocą. Jak Ty byś codziennie
        > pilnowała dzieci koleżance to by to było dla Ciebie rozrywką???

        Autorka nigdzie nie napisala, ze mama przychodzi dzieci pilnowac albo sie nimi zajmowac. Przychodzi sie z nimi bawic. A robi to dlatego, ze prowadzac na co dzien dosyc samotne zycie, ma duza potrzebe kontaktu z ludzmi (corka, jej dziecmi, kimkolwiek). Jak widzisz prawdopodobnie bardziej ona przy tym zaspokaja swoje potrzeby niz pomaga corce.


        > Nie rozumiem, czemu lekarz miałby dzwonić do Ciebie, a nie rozmawiać z pacjentką.

        Fantastycznie! Powiem Ci, ze ja tez tego nie rozumiem, ale uwazam, ze to nie jest pytanie do autorki. Postrzegam to jako jakis dziwny polski zwyczaj - lekarze zajmujacy sie osobami w slusznym wieku zwykle dzownia do dzieci tych osob, opieprzaja dzieci tych osob etc. Kto im dal prawo? Za granica lekarze nigdy nie rozmawiaja z osobami postronnymi. Rozmawiaja ZAWSZE z pacjentem. Chociazby ze wzgledu na poufny dosyc charakter informacji. Z pacjentem przestaja rozmawiac, gdy ten ma udowodniony juz stan niepoczytalnosci lub inny problem.


    • koronka2012 Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 13:11
      Podpowiem może tylko jedno jeśli chodzi o kwestie leczenia - skoro mama broni się przed wizytami prywatnymi - to zastosuj może obejście. Wiele prywatnych klinik ma teraz kontrakty z NFZ, i może da radę wmówić mamie, że klinika co prawda prywatna, ale wizyta w ramach NFZ? posadzić mamę w poczekalni i jakoś dyskretnie załatwić płatność na boku

      Ja swoją w niektórych sytuacjach stawiam niejako pod ścianą na zasadzie - jestem po ciebie jutro o 9 rano, i tyle. O ile masz samochód to może to jakieś rozwiązanie?

      Na branie leków siły nie ma, możesz przygotować tygodniowe dawki, żeby sama nie sterowała, ale jeśli się nie zastosuje, bo np. te żółte wg niej są niepotrzebne to nic nie zrobisz. Zredukuj ilość pigułek do tych niezbędnych, mniej będzie możliwości kombinacji.
      • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 13:32
        Dzięki. Mama broni się nie tylko przed wizytami prywatnymi ale prywatnych w szczególności nie lubi. Bo co ci lekarze jej pomogą? Nic.
        Mnie nie uśmiecha się płacenie za wizyty z własnej kieszeni bo mam 2 dzieci i sporo wydatków a mamę jak najbardziej stać na taką wizytę od czasu do czasu.
        Samochodem nie jeżdżę. Mąż użytkuje.
        Ale to małe miasto i lekarze blisko.

        Mama bierze 3 leki (1 2X). Teraz okresowo doszedł 4. Lek "na głowę" powinna brać 2 razy ale to taka duża pigułka, że raz starczy ; ) - to tak odnośnie żółtej tablety.

        • verdana Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 15:03
          Problemem jest to, ze masz dwa zupełnie sprzeczne uczucia - odpowiedzialność za matkę, moim zdaniem nadmierną i głęboka niechęć do matki. Z jednej strony robisz wszystko, aby jej pomóc, z drugiej strony uważasz, ze ta pomoc ma się odbywać całkowicie na Twoich warunkach, bez dyskusji - inie widzisz w niczym, co mama robi cienia dobrej woli. Przychodzi do Ciebie codziennie, bawić sie z dziećmi - widzisz w tym tylko chęć znalezienia się w towarzystwie. Mama, jak wynika z Twojego postu, ma pieniadze, Ty nie - chęć nieobjadania Cię też interpretujesz jako złośliwość. Mama powinna zjeść to, co jej dajesz i tyle.
          problemem jest traktowanie mamy jak uciążliwego dziecka, krnąbrnego nastolatka, który powinien zrozumieć, ze mama zawsze wie lepiej i robić to, co mama karze - a jak nawet sprzatnie, to nigdy nie dostatecznie dobrze. Normalną i typową reakcją nastolatków jest bunt - Twoja mama się buntuje, bo stawiasz ją w sytuacji, gdzie ma Cię słuchać i nie dyskutować. Święty by nie wytrzymał. Przy czym to nie jest tak, ze Ty jesteś temu winna - winne jest Twoje nadmierne poczucie odpowiedzialności, głupi lekarze, którzy nie potrafia rozmawiać ze starszym pacjentem i traktują go od razu jak kogoś z demencją, wreszcie Twoja niechęć do matki, chya z okresu młodości.
          Wyluzuj. 73-latak musi leczyć cukrzycę, ale nie powinna zaziebiona wychodzić na mróz i śligawicę - tu jest remis. Gdyby mnie lekarz powiedział, zę przyczyną mojej dolegliwości MOŹE być rak, to też bym wyszła z przeswiadczeniem, ze mam raka. Witaminy c można w ogóle nie brać. Zastanów się, czego nie możesz odpuscić i tylko o to walcz - a i tak raczej jak córka namawiajaca matke, niż jak matka własnej matki.
          • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 15:30
            Verdana ale to nie do końca tak.
            Po pierwsze, ja wcale nie przeczę, że ona przychodzi z chęcią pomocy mi przy dziecku ale...drażni mnie, że zawsze pyta - "No to co? Trzeba przyjść Wam pomóc?" I wtedy mam ochotę odpowiedzieć - "Nie mamo. Pomóc nie trzeba ale możesz po prostu do nas przyjść."
            Mama już kilka razy wypomniała mi siedzenie z córką. Użyła słów "Wychowała mi dzieci". Prawda jest taka, że owszem siedziała po kilka (3-5) godzin dziennie z młodą podczas gdy ja byłam w pracy. Nadużyciem jest chyba powiedzenie, że mi dzieci wychowała. Prawda? Młoda nigdy u niej nie nocowała. Młody nawet nigdy sam z nią nie zostawał.
            Mnie się po prostu logiczne wydaje, że jak człowiek siedzi sam w domu całymi dniami to pobycie z wnukami będzie przyjemnością a nie czymś co się potem w złości wygarnie.

            Nie powiedziałam, że nie mam pieniędzy. Stwierdziłam tylko fakt, że mama ma wystarczająco więc nie widzę potrzeby płacenia za jej wizyty lekarskie. Verdana, moja matka zbiera się do wyjścia kiedy podaję obiad. Ja tego nawet nie odbieram za złośliwość. Dla mnie to po prostu chore. Nie zmuszam jej nigdy do jedzenia. Zawsze mówię - zjedz ile chcesz. Ale jeszcze nigdy nie udało mi się nałożyć tego jedzenia tyle aby nie było jęczenia, że za dużo i, że ona odłoży.
            Co do wychodzenia na mróz i ślizgawicę - no już bez przesady...Najlepiej wcale nie wychodzić zimą - bo zimno...Poza tym w niedzielę miała katar i przyszła do nas pomimo, że mówiłam jej, że strasznie mi cieknie z nosa. Zawsze przychodzi jak dzieci są chore - pomimo, iż uprzedzam i proszę aby akurat wtedy się trzymała z daleka. Za to jak ją zapraszam to wtedy już z tym przyjściem gorzej...Tą prawidłowość zauważa również mój mąż więc raczej nie są to chore wymysły.
            Odnośnie męża to mama go unika (nie chce przeszkadzać) i często wychodzi jak on przychodzi...A mój mąż jest wobec niej naprawdę w porządku.
            Oczywiście, że postaram się odpuścić...skoro postrzegacie mnie jako nadmiernie kontrolującą to coś w tym musi być.
            • morekac Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 15:47
              Prawda jest taka, że owszem siedziała po kilka (3-5) godzin dziennie z
              > młodą podczas gdy ja byłam w pracy. Nadużyciem jest chyba powiedzenie, że mi dz
              > ieci wychowała. Prawda?
              Ale nie jest też prawdą twierdzenie, że nigdy nie przyszła ci pomóc przy dzieciach...

              Verdana, m
              > oja matka zbiera się do wyjścia kiedy podaję obiad. Ja tego nawet nie odbieram
              > za złośliwość. Dla mnie to po prostu chore. Nie zmuszam jej nigdy do jedzenia.

              Dla mnie to jest chore, że z uporem maniaka zmuszasz ją do tego obiadu. Przyjmij, że może rzeczywiście nie jest głodna i raz jej nie zatrzymuj na ten obiad i nie namawiaj. Nie ma ochoty zostawać na obiad - trudno. Ani ty, ani ona nie odniesiecie z tego powodu niepowetowanych szkód. Traktujesz ją jak przedszkolaka.
              • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 15:55
                A kto powiedział, że NIGDY nie przyszła mi pomóc przy dzieciach? Ludzie czytajcie ze zrozumieniem. Z córką siedziała kilka lat temu. Kilka razy mi to wykrzyczała. Bronię się jak mogę przed POMOCĄ.

                Akurat z tym obiadem to już dawno olałam. Nie zapraszam. Natomiast to wychodzenie to nic innego jak manifestowanie, że nic ode mnie nie chce A TYLE MI DAJE...Mieszka sama, często nie chce się jej gotować (tu się nie dziwię) więc proponowałam.
                • morekac Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 16:08
                  Natomiast to wychodzen
                  > ie to nic innego jak manifestowanie, że nic ode mnie nie chce A TYLE MI DAJE...
                  To może być tylko twoja interpretacja. Naprawdę - lepiej będzie, jeśli nie będziesz aż tak przejmowała się tym, co uważasz, że twoja mama sądzi/demonstruje/pokazuje.
              • mantis_after_dinner z tym obiadem 21.01.14, 16:06
                to mozliwe, ze jest to taka poza - disyc popularna w tym pokoleniu. Ot! konwenanse!

                Moj ojciec ma podobnie i wyglada to mniej wiecej tak:

                - Zostaniesz na obiad?
                _Oj nie! Nie rob sobie naprawde klopotu!
                - Ale to zaden klopot, bo i tak robie obiead dla wszystkich!
                -Nie, ale przeciez nie bede was objadal!
                - ale wcale nas nie obiadasz. To co?
                - Nie , ja wlasciwie nie jestem glodny!
                - OK

                nakladam tylko dla trzech osob i nastepuje obraza majestatu.

                Nie wiem, czy to ten typ czlowieka, ale z takimi ludzmi naprawde ciezko sie zyje.
                • danaide Re: z tym obiadem 21.01.14, 18:35
                  To jest jeszcze coś, ale nie podejmuję się wyjaśnienia co. To jest coś co pochodzi z pokolenia przedkonsumpcyjnego, z pokolenia pamiętającego takie rzeczy jak bieda, głód, niedostatek, wojna. To jest dziwny, nie wiem skąd pochodzący wzorzec, że musimy być samodzielni, samowystarczalni; ta niezależność mieszana z samo-ością we wszelkich odmianach, nie prosimy o pomoc choć jej potrzebujemy, za to udzielamy jej innym, a na wypadek gdyby tego nie zauważyli chętnie im o tym przypomnimy.

                  Jeśli to nie DDA, to powalająca siła nawyku, dzięki czemu przekonanie, że nie ma to jak własna kanapka można odziedziczyć w pakiecie ze wzorcem byciem ofiarą.
                  A jeśli nie nawyk, to chętnie dowiem się co, bom sama tym skażona więc chciałabym wiedzieć jak to się leczy.
                  • verdana Re: z tym obiadem 21.01.14, 18:53
                    Jest jeszcze jedna możliwość - matce zwyczajnie u córki nie smakuje. Wymawia się, jak może, odkłada pół porcji, nie ma ochoty jeść - bo nie lubi. Bywa.
                    • manala Re: z tym obiadem 21.01.14, 19:06
                      tia...akurat wszyscy mówią, że dobrze gotuję...

                      • koronka2012 Re: z tym obiadem 21.01.14, 19:44
                        manala napisała:

                        > tia...akurat wszyscy mówią, że dobrze gotuję...

                        Ale każdy ma inny smak:P nie znaczy, że gotujesz źle, tylko ona może miec inne upodobania.

                        Trochę nadmiarowo reagujesz na niektóre sprawy - czemu "masz ochotę jej powiedzieć" a nie po prostu powiesz - żeby przyszła do dziecka, bo pomocy nie potrzebujesz?

                        czemu cię dziwi, że wychodzi jak wraca mąż? skoro jest u was tak często, to postępuje akurat bardzo właściwie, to jest czas dla waszej rodziny, ona nie chce się wcinać - i słusznie.

                        Oddziel ziarna od plew. Ziarna - to dbałość o zdrowie, plewy - cała reszta:P
                  • manala Re: z tym obiadem 21.01.14, 20:16
                    nie prosimy o pomoc choć jej potrzebujemy, za to udzielamy jej innym, a na wypadek gdyby tego nie zauważyli chętnie im o tym przypomnimy.


                    o to jest bardzo, bardzo trafne...

                    i jeszcze to dla zilustrowania:
                    dzwoni mama - byłam na cmentarzu ale było zimno, plecy mnie teraz bolą
                    pytam - czemu nie powiedziałaś, że się wybierasz, j by Cię zawiózł
                    mama - oj, blisko mam..
                    • morekac Re: z tym obiadem 21.01.14, 20:42
                      dzwoni mama - byłam na cmentarzu ale było zimno, plecy mnie teraz bolą
                      > pytam - czemu nie powiedziałaś, że się wybierasz, j by Cię zawiózł
                      > mama - oj, blisko mam..

                      Ale co ty chciałaś tym zilustrować?
                      • manala Re: z tym obiadem 21.01.14, 20:54
                        Niechęć do proszenia o pomoc przy jednoczesnym podkreśleniu jak mi ciężko...
                        • lilith76 Re: z tym obiadem 21.01.14, 21:37
                          Dzwoni do ciebie koleżanka i opowiada:

                          - Byłam wczoraj na cmentarzu, tak mnie bolą plecy.
                          - Ej, mogłaś powiedzieć, to bym cię podrzuciła.
                          - No co ty.

                          Czy twoja koleżanka żywi niechęć do proszenia o pomoc, podkreślając przy tym jak jej ciężko przez ciebie?
                          Czy po prostu nie lubi obarczać ludzi swoimi problemami, a może czasem stwierdzić fakt, by usłyszeć krótkie "będzie dobrze, nie martw się"?


                          W relacjach z matką doszłaś do punktu, gdy ona mówi, że pada deszcz, a ty masz wku..., że zarzuca ci wywołanie złej pogody. Schiza :)
                        • morekac Re: z tym obiadem 21.01.14, 21:40
                          Cały czas mam wrażenie, że nieco nadinterpretujesz komunikaty od mamy.
                          Wiesz, ja tu widzę tylko po prostu informację typu 'byłam na cmentarzu, było mi zimno i bolą mnie plecy". Sama się złapałam na tym ostatnio, że z kumpelą nasze spotkanie towarzyskie zaczęłyśmy od wymiany najnowszych newsów, gdzie to którą zaczęło strzykać... ;-) Taki rodzaj towarzyskiego rytuału, być może niektórzy jeszcze muszą sobie trochę podramatyzować i ponarzekać , bo tak mają i tyle.
                          Osoba 72- letnia nie jest jeszcze z reguły aż tak niedołężna, aby nie mogła wybrać się na cmentarz bez angażowania wszystkich wokół i być może rzeczywiście wcale nie potrzebuje tej podwózki (i wcale jej nie chce).
                          Być może do zwykłej wymiany informacji dorabiasz zbyt daleko idące interpretacje.
                          • manala Re: z tym obiadem 21.01.14, 22:00
                            być może

                            nie wiem
                        • damodia Re: z tym obiadem 21.01.14, 22:14
                          manala napisała:

                          > Niechęć do proszenia o pomoc przy jednoczesnym podkreśleniu [i]jak mi ciężko.[/
                          > i]..


                          hyhy, przyzwyczaj się:) TEN TYP TAK MA. I naprawdę szkoda czasu na PRZEJMOWANIE SIĘ TYM, choć rozumiem jak to potrafi wkurzać gdy ktoś odrzuca pomoc równocześnie narzekając że mu źle. Masz matkę-narzekaczkę i jedyne co można to przestać brać do siebie jej gadanie i użalanie się. Ot, traktować to jak rytuał, który ona sobie odprawia bo lubi i musi bo się udusi. Tak ma, a, że nie miałyście nigdy dobrych kontaktów - tak Ty chcesz by była inna, więc cię wkurza że tak ma. I od razu jej słowa interpretujesz jako atak na siebie, zamiast zostawić je tam gdzie ich miejsce- w niebycie. Kobieta chce sobie "zrzucić frustrację" bo mieszka sama ,ma mało znajomych i nie ma komu "pokwękać". Męczące dla otoczenia- ale nie umyślnie skierowane przeciw Tobie.
                          Ps. Może sanatorium sobie mama załatwi? 3/4 tygodnie z obcymi ludźmi jej trochę wyprostuje charakter no i wspomnień będzie mieć na cały rok.
                          • manala Re: z tym obiadem 21.01.14, 22:26
                            Nie chce się za bardzo nigdzie ruszać. Myślę, że trochę w nowych miejscach czuje się trochę zagubiona.
                            Ja tam nie uważam jej za totalną narzekaczkę ; ) Wiem, że bywają gorsze. No ale jak ktoś mi codziennie pokazuje obolałe i podpuchnięte dłonie to proponuję wizytę u reumatologa - może coś poradzi. Cóż więcej mogę zrobić? Nie znam się na tym. Zapisuję więc - mama idzie. Już przed wizytą wie, że to nic nie da. Lekarz dał skierowanie na prześwietlenie. Nie pójdzie bo była (co za różnica, że co innego prześwietlali..) Na szczęście problem się rozmył...Wróci pewnie latem ; )
            • aqua48 Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 16:00
              manala napisała:

              > Oczywiście, że postaram się odpuścić...skoro postrzegacie mnie jako nadmiernie
              > kontrolującą to coś w tym musi być.

              Ja Cię rozumiem, przy dwójce dzieci trudno Ci zapanować nad tym "trzecim" w które przekształca się Twoja mama, jest jeszcze za bardzo sprawna, żeby nią powodować i za mało odpowiedzialna, żeby ją pozostawić samą sobie.. To bardzo trudna sytuacja, jednak, jeśli będziesz odbierać jej zachowania i powiedzenia jako naturalnie wynikające z postępu demencji i wieku będzie Ci automatycznie łatwiej nie przejmować się nimi i nie brać ich tak do siebie. Pomyśl, czasami, że ta uciążliwa i sprawiająca kłopoty mama jest w gorszej sytuacji niż Ty, bo ona coraz mniej panuje nad wymykającą się jej z rąk rzeczywistością i zapewne jest coraz bardziej zagubiona, mimo iż stara się z całych sił nie dać tego po sobie pokazać...
              Pozwólcie sobie obie czasami na chwilę słabości, tłumacz mamie, że niektóre jej słowa Cię denerwują lub sprawiają Ci przykrość. Staraj się to mówić na spokojnie, bez złości. I jeśli to możliwe przytulajcie się do siebie, to bardzo pomaga we wzajemnym zrozumieniu.
              • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 16:09
                Dzięki aqua. Pracuję nad sobą naprawdę ale jak na razie to dość trudno przychodzi mi zrozumienie, że można np. nie pamiętać czegoś co miało się kilkanaście razy tłumaczone. No bo niby wiem, że choroba ale jednocześnie czasem mi się to niepojęte wydaje.
                Właśnie widzisz, pomimo, iż nie lubię osoby jaką jest moja mama to chciałabym być dla nie oparciem.
                • aqua48 Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 16:54
                  manala napisała:

                  > jak na razie to dość trudno przychod
                  > zi mi zrozumienie, że można np. nie pamiętać czegoś co miało się kilkanaście ra
                  > zy tłumaczone.

                  Tak, to trudne, bo to takie "dorosłe dziecko", ani nie nakrzyczysz, choć nóż się w kieszeni otwiera na absurdalne zachowania, ani nie zagrozisz odebraniem kompa.
                  Warto pamiętać, że mama sama jest bardzo zagubiona w tym co się z nią dzieje i że to nie zła wola choć często może tak wyglądać..a to tylko kurczowe trzymanie się rzeczywistości, która od niej odpływa i przypływa i pragnienie bycia potrzebną. Może gdybyście znalazły lekarza geriatrę, to potrafiłby lepiej pomóc Wam obu? Tobie zrozumieć pełniej sytuację i pokazać JAK należy reagować, a mamie lepiej w niej funkcjonować? Życzę Ci dużo wytrwałości i nabycia umiejętności wyluzowania i podchodzenia z humorem i życzliwością do mamy. Jeśli dajesz jej obiad to może pozwól, aby sama sobie nałożyła to na co ma ochotę i w takiej ilości jaką zje? Spróbuj przynajmniej. Nawet jeśli to będzie np. łyżeczka od herbaty ziemniaków. Może poczujecie się z tym obie lepiej, jeśli ona będzie mogła O CZYMŚ zadecydować. Choćby o ilości jedzenia na talerzu.
                  • morekac Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:23
                    Widzę w tym wszystkim sprzeczność: bo albo należy uznać, że mama nie jest już w pełni władz umysłowych (i o nią zadbać, nawet na siłę, a poza tym nie mieć do niej pretensji o durne gadki, bo sama już nie wie, co chciałaby i po prostu pieprzy głupoty), albo - skoro uważamy, że rozmyślnie robi nam przykrości, uznać, że może też zadbać sama o siebie.
                    Na razie wygląda to tak, że jak babcia zachowuje się w przykry sposób (albo interpretowany jako przykry), to oczywiście wie, co mówi i robi (i robi to złośliwie, żeby autorce było strasznie przykro) - ale w każdym innym przypadku głowa jej wysiadła.
                    Proponowałabym przede wszystkim zdecydować się na któryś wariant - jest jeszcze sprawna umysłowo czy też nie?
                    • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:31
                      Morekac, w życiu nie ma tylko CZARNO-BIAŁO. Matka ma duże problemy z pamięcią. Można jej mówić wiele razy coś a ona na drugi dzień zachowuje się jakby słyszała to po raz pierwszy. Ma trudności w uczeniu się nowych rzeczy - obsługa telefonu, bankomatu.
                      Nie jest jakaś niepoczytalna czy nie w pełni władz umysłowych. Normalnie się z nią rozmawia (pomijając częste powtarzanie i wracanie do pewnych tematów).
                      Nie wiem czy rozmyślnie robi mi przykrości - może tak nie jest a tylko tak to odbieram ale zapewniam Cię, że nie jest łatwą osobą do obcowania.
                      • enith Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:46
                        Skoro mama FAKTYCZNIE ma problemy z pamięcią, na jakiej podstawie wysnułaś wniosek, że akurat złośliwie i z premedytacją ignoruje zalecenia lekarza, a nie jest to symptom toczących się zmian organicznych w mózgu? Masz uprawnienia medyczne do zdiagnozowania stanu zdrowia mamy?
                        Popieram Morekac, wypadałoby się zdecydować, czy mama jest jeszcze zwyczajnie złośliwa czy już starczo otępiała, a nie interpretować jej aktualne zachowania wg własnego widzimisię, raz tak, raz śmak.
                        • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 19:11
                          Nic nie wysnuwałam. Przypominam i tłumaczę ale mama wie swoje...Mówię, że ten lek lekarka kazała brać dwa razy - a ona mi na to, że to jest taka duża tabletka, że wystarczy raz. Nic więc nie wysnuwam. Nie mówiłam też o złośliwości w przypadku brania leków.
                      • danaide Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:48
                        Są ludzie trudni, ale jednak ja nie uważam, że moja matka robi mi specjalnie na złość kiedy przyjeżdża do mnie z serem topionym i suchą krakowską. Których nie je, bo chyba zostają dla mnie. Ja podziękuję, w jak wyjedzie wyniosę potrzebującym. Nie wiem jaka wizja świata została Ci przez rodzicielkę sprzedana, ale wszystko bierzesz na serio.
                      • morekac Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 19:06
                        Nie twierdzę, że jest łatwo - ale tym bardziej, jeśli mama ma już braki w neuronach - to naprawdę nie oczekiwałabym, że da się ją wychować czy coś jej się polepszy - tylko po prostu nie brałabym tego, co mówi, do siebie. W ten sposób mama nie może ci zrobić przykrości - i tyle. Pogada, a ty jej poprzytakujesz, nie denerwując się na nią, bo jak można denerwować się na człowieka z zepsutą głową? (żeby nie było: mam taką babcię - gdyby brać na poważnie to, co mówi, należałoby się chyba pociąć tępą żyletką ).
                        Jeśli jednak jest inaczej - być może mama jest w stanie o siebie zadbać, trzeba jej tylko przypominać o lekach. Ty zaś z jednej strony uważasz, że mama nie jest w stanie dbać o siebie, z drugiej - pretensje masz jak do człowieka w pełni władz umysłowych i takie też oczekiwania, co do zachowania.

                        Ma trudności w uczeniu się nowych rzeczy - obsługa telefo
                        > nu, bankomatu.
                        Mój osobisty ojciec (w wieku twojej mamy zresztą) też nie jest w stanie opanować bankomatu (chociaż bardzo dobrze radzi sobie z komputerem), mama zaś - na odwrót (opanowała bankomat, natomiast niespecjalnie radzi sobie z komputerem - tzn. jak bardzo musi, to coś tam sobie znajdzie w internecie, ale woli tego nie robić), oboje zaś do ustawienia telefonów (typu: tapetki, dzwoneczki, książki adresowe i inne duperele) używają najstarszej wnuczki. ;-) Nie tylko oni zresztą.
                        A tak po prostu myślę, że trochę się tej elektroniki boją - nie oswoili się z nią za młodu i jest im nieco obca. To nie jest dowód na niesprawność umysłową.
                        • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 19:21
                          Tu masz rację. To też mówi mój mąż. Wysłuchać, przytaknąć i zrobić swoje.
                          I tu rzeczywiście niedomagam bo biorę do siebie i wytrąca mnie jej gadanie z równowagi co w konsekwencji prowadzi do spięć.
                          Morekac przecież ja pisałam, że mama sobie radzi na co dzień. Problemem bywają jedynie leki czy lekarze (bo po prostu nie ogarnia tego). Ja się naprawdę w jej życie nie ładuję z butami.
                          • morekac Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 19:36
                            Po prostu nie bierz tego do siebie - przyjmij, że mama nie zawsze kontaktuje tak, jak trzeba, że leki trzeba podać (u mojej babci jest apteczka, do której ona sama nie ma dostępu, bo też nie ogarniała) - bez nadmiernego dyskutowania czy przekonywania. Trzeba i już.
                            • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 19:41
                              Morekac - nie mam możliwości podawania jej leków.
                          • akniwlam Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 20:37
                            O ile rozumiem, w czym tkwi problem - to Ty, Autorko, nie umiesz nie brać do siebie tego, co mówi Twoja mama. Po prostu nie umiesz. Bo jak napisały dziewczyny wcześniej, czujesz taką dziwną mieszankę złości, wyrzutów sumienia, poczucia odpowiedzialności, niechęci - że wszystko, co ona mówi i robi, traktujesz jak wojnę podjazdową z Tobą.
                            Czy Ty jesteś z nią absolutnie sama (pomijając Twoją rodzinę tzn. męża i dzieci)? Rozumiem, że jesteś jedynaczką. Nie masz żadnych cioć, kuzynek, mama nie ma żadnych koleżanek, zaprzyjaźnionych sąsiadek, zajęć w parafii czy domu kultury? Bo jeśli taka osoba mogłaby chociaż czasem Cię odciążyć, zaprosić mamę do siebie, podsunąć jej jakiś pomysł na spędzenie czasu, zapytać, czy pamiętała o lekarstwach - to Tobie by to choć trochę ulżyło. Pomyśl, poszukaj sojuszników. Nie musisz być dla Twojej mamy alfą i omegą, nie jest to zdrowe ani dla niej, ani dla Ciebie.
                            A na tę trudną więź z mamą - ja bym Ci proponowała chociaż parę spotkań z psychologiem. Bo nie wróżę dobrze Twojemu samopoczuciu ani Waszym relacjom rodzinnym, jeśli każda wizyta mamy będzie na Ciebie działać jak płachta na byka, a wizja jej starzenia i choroby wpędzać Cię w totalny dół. Wydaje mi się, że potrzebujesz sobie to jakoś poukładać, nabrać dystansu, wyzłościć się na nią w bezpiecznych okolicznościach, za wszystko, co Ci kiedyś złego zrobiła - i dopiero wtedy będziesz w stanie spokojnie przyjmować niektóre jej zachowania, które tak Cię irytują, chociaż nam tu wydają się niewinne.
                            • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 21:20
                              Tak, trafnie to wszystko ujęłaś.
                              Mam dużo starszą siostrę ale ona mieszka w innym mieście więc bywa rzadko. Ciocie jakieś tam mam ale one wszystkie starsze ze swoimi problemami. Mama pokłóciła się ze swoją siostra (jedyną żyjącą z 3 rodzeństwa). W każdym razie już jej nie odwiedza. Spotyka się czasem z jedną kuzynką (której ciągle zarzuca skąpstwo) i sporadycznie z jedną koleżanką.
                              Z końcówką też się zgadzam.
                              • akniwlam Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 22:17
                                Masz jakiś kontakt z tymi dwiema osobami, które Twoja mama lubi czy też toleruje? Możesz je poprosić o pomoc w "rozruszaniu" mamy, jakieś wyciągnięcie wiosną na spacer, jak będzie pogoda, czy gdzie tam lubią chodzić czy czym się zajmować? A tymczasowo choćby wspólne oglądanie seriali i dyskutowanie o losach bohaterów? Bo ona jest chyba nieco za często u Ciebie w domu, co Cię dodatkowo przytłacza - gdyby swoją potrzebę (normalną i ludzką przecież) kontaktu z innymi ludźmi realizowała częściowo z kimś innym - to dla Ciebie byłaby to ulga.
                                A jaki kontakt z mamą ma Twoja siostra? Na ile często dzwoni, na ile opowiada jej o swoich sprawach, "wtajemnicza" w swoje życie - czy raczej ukrywa i się izoluje? Wiem, że nie jest w stanie jej na odległość pilnować, ale może od niej mama łatwiej przyjmie jakieś rady? I jaki kontakt macie Wy dwie, czy możesz na nią liczyć? Przynajmniej teoretycznie Twoja mama i Ty mogłybyście oczekiwać jakiegoś wsparcia ze strony Twojej siostry, jeśli nie w formie osobistego zaangażowania, to w razie czego - finansowego.
                                Aha, jeszcze jedna sprawa - dlaczego uważasz, że za Twoją mamę zawsze Ty będziesz odpowiedzialna, zawsze Ty się nią będziesz opiekować? Dobra przyjaciółka mojej mamy opiekuje się od kilku lat ociemniałą matką-staruszką, którą musiała do swojego domu sprowadzić z drugiego końca Polski, po tym, jak jej siostra, która wcześniej zajmowała się opieką, zachorowała i zwyczajnie już nie mogła. Ta starsza pani nigdy nie mieszkała w tym mieście, co moja przyszywana ciocia, wcześniej nawet nie odwiedzała jej w tym domu (póki była sprawniejsza i jeszcze przyjeżdżała, rodzina mieszkała w innym mieszkaniu). I jest nawet całkiem zadowolona z przeprowadzki, mimo, że "starych drzew się nie przesadza". Skoro tam udało się zainstalować w nowych warunkach osobę nie dość, że w podeszłym wieku, to jeszcze niewidomą, to może i Twoja mama będzie mogła mieszkać w przyszłości w innym miejscu, np. z Twoją siostrą lub (jeśli tak będzie trzeba) w ośrodku opieki? Naprawdę nie musisz zadręczać się już dziś tym, że wszystko to w przyszłości spadnie na Twoją głowę, bo sytuacja może się zmienić.
                                Jeszcze raz powtórzę - szukaj sojuszników, którzy pomogą Twojej mamie w odnalezieniu innych spraw, którymi będzie żyła, niż tylko Ty i Twoja rodzina. Czy to miałoby być kółko różańcowe w kościele, czy jakiś kurs komputerowy dla seniorów w domu kultury, czy plotki z sąsiadką. Raczej nie działalność charytatywna - jeśli nie jest zbyt odpowiedzialna i systematyczna, lepiej, żeby nie zawiodła kogoś, kto potrzebowałby pomocy. A sama szukaj jakiejś równowagi we własnych skomplikowanych uczuciach, jeśli trzeba, to z pomocą psychologa.
                                Życzę Ci powodzenia w poukładaniu tych trudnych spraw.
                                • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 22:41
                                  Akniwlam, te dwie osoby są raczej same zagubione lub chore. "Ciotka" z zaburzeniami depresyjnymi i chorym mężem, koleżanka też ma coś z głową. Mnie nie przeszkadza obecność mamy w naszym domu. Na tym etapie siedzę sama z niemowlakiem przez większość dnia więc również się cieszę jak nas odwiedza. Zawsze to jest do kogo się odezwać.
                                  Siostrę mam super. Dzwoni prawie codziennie. Nie izoluje się, jest raczej otwarta. Mama lubi ją bardziej (ona zawsze była ta lepsza a ja się w ojca wdałam...) no ale naturalnie częściej obcuje ze mną.
                                  Siostra samotnie wychowuje 2 synów (w sumie to już dorosłe chłopaki, jeden już z nią nie mieszka). Mąż zginął w wypadku jak chłopcy byli mali. Siostra opiekuje się mamą swojego męża, która choruje na alzheimera i obecnie przebywa w domu opieki (siostra jako jedyna ją odwiedza bo reszta się wypięła). Finansowo się nie zaangażuje bo nie ma jak. Z mamą mieszkać by nie chciała bo również uważa, że nie dałaby rady.
                                  Ja biorę pod uwagę ośrodek ale to ostateczność i dlatego chciałabym aby mama jak najdłużej funkcjonowała tak jak funkcjonuje.
                                  Latem jest łatwiej. Mama lubi wychodzić z córką na spacery. Na placu zabaw często rozmawia zarówno ze znanymi jak i nieznanymi ludźmi. Ma łatwość w nawiązywaniu kontaktów.
                                  Dzięki za rady i wysłuchanie.
                                  • akniwlam Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 22.01.14, 18:57
                                    Nie do końca się zgodzę z Tobą co do Twojej siostry. Jasne, nie ma w życiu łatwo, jasne, nie jest w stanie angażować się w równym stopniu, jak Ty. Ale co to znaczy, że ani nie będzie pomagać osobiście, ani finansowo? Obowiązek opieki nad starszym, niedołężnym członkiem rodziny dotyczy wszystkich jego bliskich, zwłaszcza dzieci. Jeśli Twoja sytuacja materialna będzie świetna (czego Ci życzę), to oczywiście możesz od siebie dawać więcej, ale jakikolwiek wkład ze strony Twojej siostry też się należy, no chyba, że sama nie miałaby na jedzenie. Piszę to, bo mam wrażenie, że Ciebie strasznie przytłacza to, że mamą masz się zająć sama teraz i zawsze i na wieki wieków. I ta wizja ponurej przyszłości jeszcze dodatkowo utrudnia Ci funkcjonowanie w i tak już niełatwej sytuacji teraz.
                                    Jeśli Twoja mama nie ma kłopotów z nawiązywaniem kontaktów i jak wcześniej pisałaś lubi pewien chaos (rozumiem, że jest otwarta na zmiany), to faktycznie może dobrze by jej zrobił wyjazd do sanatorium, jak ktoś wyżej sugerował? Rozerwie się, pozna nowych ludzi, podleczy dolegliwości, a będzie dopilnowana w kwestii leczenia i może jak usłyszy od pani w białym fartuchu (Autorytet), że chociaż pigułka jest duża, to jednak ma ją brać dwa razy dziennie - to da się przekonać?
                                    • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 22.01.14, 22:30
                                      Akniwlam, moja mama jest na etapie, że trudno ją wyciągnąć gdziekolwiek. Najlepiej czuje się w domu i znanym otoczeniu. Większość czasu to chyba ogląda telewizję, coś tam czyta, robi zakupy, czasem coś sobie ugotuje czy sprzątnie. No i przychodzi do nas. Może trudno w to uwierzyć ale jej to wystarcza.
                                      Mama nawet nie lubi jak my gdzieś jeździmy - bo po co, a strach z dziećmi jechać, a to za zimno a to za gorąco. Najlepiej siedzieć plackiem w domu i się nie ruszać.
                                      Mama czuje się samotna (czasem mówi, że wraca do swojej samotni). Jest zazdrosna o moje relacje z mężem (choć już chyba mniej niż na początku).
                                      Ja raczej nie będę zajmować się mamą w razie gdyby potrzebowała opieki 24 na dobę. Muszę pracować bo z pensji męża się nie utrzymamy. Poza tym może to przykre co napiszę ale uwolniłam się od niej (a i to nie do końca) dopiero 7 lat temu. Łatwo tej wolności nie oddam bo to my mnie zniszczyło a tym samym zniszczyłoby życie mojej rodzinie.
                                      Egoistyczne? Może.
                                      • annb Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 23.01.14, 12:49
                                        niestety ale chyba nie odcięłaś się. Cały czas się tłumaczysz.
                                        Jeszcze nie jesteś wolna.jeszcze Cięwyrzuty sumienia zjadają od środka.
                                        Smutne co rodzice potrafią zrobić z dziećmi, i co rzutuje na ich, teraz już dorosłych dzieci życie.
                                        Odetniesz się wtedy kiedy na przykład to, że Twoja mama nie lubi jak wyjezdzacie nie będzie Cię obchodziło bo zrozumiesz że to jest jej a nie Twoj problem.
                                        • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 23.01.14, 14:46
                                          Ale mnie to nie obchodzi. Do tego gadania akurat przywykłam.
                                          • aqua48 Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 23.01.14, 15:33
                                            manala napisała:

                                            > Ale mnie to nie obchodzi. Do tego gadania akurat przywykłam.

                                            Ciągle natomiast rusza Cię narzekanie mamy na stan zdrowia. Proponujesz jej lekarza - ona nie chce, lub idzie i nie stosuje się do zaleceń - dalej narzeka. Zamiast stwierdzić, że TY już zrobiłaś co mogłaś i stan powyższy jest wyłącznie sprawą mamy przejmujesz się i niepotrzebnie denerwujesz. A to jest na podobnej zasadzie - boli cię, to się lecz, nie chcesz - to cierpisz. Nikt tu nic innego nie poradzi.
                                      • igge Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 23.01.14, 17:47
                                        to nie jest wcale takie egoistyczne tylko racjonalne w Twojej sytuacji. ja z podobnych względów nie zgodziłam się z mężem na rozbudowę domu i wspólne mieszkanie z teściami.
                                        Po kilku latach opieki nad prababcią wiem co to znaczy opieka nad niedołężnym nawet ukochanym członkiem rodziny i też chcę mieć jak Ty dłuższy choć 10letni jeszcze okres nie mieszkania z wymagającą opieki teściową/teściem/moją mamą. Wolę dojeżdżać.
                                        Z tym, że Ty już teraz nie chcesz a ja bardzo chciałam opiekować się babcią i byłam pełna entuzjazmu i zapału i dobrych chęci a rzeczywistość była trudniejsza niż wyobrażałam sobie.
                                        I to bez kłótni. Z dyrygującą wszystkim mamą i teściową będzie jeszcze trudniej boję się.
    • enith Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 17:39
      Mama nie jest ubezwłasnowolniona? Nie ma stwierdzonej demencji/Alzhaimera? To pozwól jej ponosić konsekwencje jej decyzji. Nawet jeśli oznacza to leczenie na własną rękę lub odmowa leczenia. Nawet jeśli mama skróci sobie w ten sposób życie i/lub komfort tego życia. Na przytyki lekarzy, że nie dopilnowałaś czegoś ripostuj, że mama jest dorosła i wie co robi. Nie traktuj dorosłego człowieka jak krnąbrnego dziecka nawet, gdy tak się ów dorosły człowiek zachowuje. Ty wściekasz się, gdy mama komentuje twoje metody wychowania. To wyobraź sobie jeszcze, że to ona zmusza ciebie do brania niechcianych leków i niechcianych wizyt u lekarza. Fajnie by ci było? Po prostu przyjmij, że mama to indywidualna/niezależna jednostka i ma prawo do samodecydowania.
      • gryp-siak Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 17:55
        Jak można tak przejmować sie stara babą i sztuczne problemy tworzyc. Zostaw ją i tyle. I nie rozpaskudzaj jej placeniem za cokolwiek, ma pieniądze z emerytury niemałe (waloryzacja itd..) ..
        • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:21
          Emerytura jakoś szczególnie wysoka nie jest ale mama jest oszczędna. Poza tym płaci niewiele za mieszkanie więc sporo jej comiesięcznie zostaje. Spokojnie mogłaby sobie pozwolić na wizytę prywatną raz na jakiś czas.
          • enith Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:32
            >Spokojnie mogłaby sobie pozwolić na wizytę prywatną raz na jakiś czas.

            Ale mama nie chce. Ani na prywatne, ani na fundusz. Dlaczego ją zmuszasz? Do tych wizyt, do brania tych leków, do jedzenia u was obiadów... mnożyć by można przykłady. Mama nie chce? To nie, w końcu ma prawo, prawda?
            • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:43
              No ok. Nie chce. Jak dostanie jakiegoś wylewu/udaru czy innej przypadłości związanej z olaniem lekarzy, leków i ogólnie swojego zdrowia to co? Mam ją też zostawić? Bo mnie się nie uśmiecha opieka nad leżącą matką, zmienianie pampersów, karmienie, itd. Niedługo wracam do pracy, mam też wystarczająco dużo zajęć związanych z dziećmi. Oprócz męża nie mam nikogo z kim mogłabym je zostawić choćby na chwilkę.
              Jak myślisz kto poniesie konsekwencje jej NIECHCENIA? Ja, mój mąż i dzieci.
              I wiesz co? JA TAK NIE CHCĘ.
              • danaide Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:44
                A spytałaś jej o to? O konsekwencje niebrania leków? Kto ma je ponieść i czy możesz ją wtedy z czystym sumieniem ubezwłasnowolnić i oddać do domu opieki?
                • verdana Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:57
                  Innymi słowy, mama ma sie leczyć nie po to, aby być zdrowa, tylko0 po to, aby Ci nie sprawiać kłopotu. Wiesz, ja to nawet rozumiem. Tyle, ze nie wierzę, aby takiego nastawienia nie dało się wyczuć - przecież Tobie nie zalezy na zdrowiu matki, zalezy Ci na tym, aby jak najdłużej była jak najdalej od Ciebie. Podejrzewam, zę to może być przyczyną, ze matka sie nie leczy - w sumie jej się to nie bardzo opłaca, nikomu na niej nie zależy.
                  Ja bym w tej sytuacji postanowiła sobie, ze mamy do domu nie wezmę, zaczęła sie zastanawiać nad domem opieki. Może w tej sytuacji przestaniesz tak panicznie bać się choroby mamy. Bo teraz nie dbasz o mamę, dbasz o siebie - i ja podejrzewam, że to jest przyczyna, że mama nie chce sie leczyć.
                  • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 19:17
                    Tak oczywiście to moja wina.
              • enith Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 18:58
                Słuchaj, jeśli jest tak źle, jak piszesz, to zwyczajnie wystąp o ubezwłasnowolnienie mamy i wtedy będziesz ją mogła karmić lekami i obiadami do woli. Dopóki jednak mama ubezwłasnowolniona nie jest i odmawia leczenia, guzik możesz zrobić. I tak, jeśli mama dostanie udaru i zostanie w stanie wegetatywnym, obarczy to twoją rodzinę. Tak, wpływu na to nie masz. Możesz się na to nie zgadzać, ale takie są fakty. Na twoim miejscu uświadomiłabym o tym mamę i zaznaczyła, że jej niefrasobliwość daje tobie prawo do zajęcia się nią wg twojego własnego uznania, gdyby faktycznie doszło do poważnych zdrowotnych komplikacji. Może to do mamy dotrze, a może nie. Tak czy siak, opcje masz w tej chwili, dopóki mama sama o sobie stanowi, bardzo ograniczone.
                I doskonale rozumiem, dlaczego cię to tak wkurza. Sama mam mamę, która tak, jak zawsze religijnie przestrzegała zaleceń lekarza co do zdrowia dzieci (w tym mnie), tak totalnie ignoruje je, gdy chodzi o jej własne. A ja guzik mogę z tym zrobić. Pogodziłam się już z tym.
      • koronka2012 Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 19:46
        enith napisała:

        > Mama nie jest ubezwłasnowolniona? Nie ma stwierdzonej demencji/Alzhaimera? To p
        > ozwól jej ponosić konsekwencje jej decyzji. Nawet jeśli oznacza to leczenie na
        > własną rękę lub odmowa leczenia. Nawet jeśli mama skróci sobie w ten sposób życ
        > ie i/lub komfort tego życia.

        no wiesz, łatwo powiedzieć - przecież choroba matki to nie tylko jej sprawa, i pogorszenie jej stanu zdrowia dotknie przede wszystkim autorkę (poprzez konieczność opieki itd)
        • enith Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 20:13
          Oczywiście, że dotknie, przecież nikt nie twierdzi, że nie.

          Powiedz mi natomiast jak ty w praktyce wyobrażasz sobie zmusić kogoś do wzięcia leków? Przytrzymać, wepchnąć pigułkę do gardła i dmuchnąć w nos, jak kotu, z nadzieją, że połknie?

          Autorka wątku MUSI uświadomić sobie, że ma ograniczoną moc sprawczą wobec mamy. Przynajmniej w tej chwili. Jak już to sobie uświadomi to poczuje się lepiej, poprawią się też pewnie stosunki z mamą, które w tej chwili są wyjątkowo napięte. Może też zacząć szukać wyjść na wypadek, gdyby mama zaniemogła całkowicie (dom opieki, dochodząca pielęgniarka itp.). Teraz się bezsensownie miota, czuje, że musi wpływać na mamę, opiekuje się mamą, a jednocześnie widać na kilometr, jak jej ta opieka ciąży. Cholera, nie od czapy byłaby wizyta czy dwie u terapeuty, który by jej wyjaśnił, że odczucia bezsiły czy frustracji to norma u dzieci opiekujących się starzejącymi rodzicami ze szwankującym umysłem.
          • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 20:22
            enith,

            ja jej przecież nie wpycham leków na siłę, rozmawiam
            no dobra jak już nie dociera to wybucham (mam generalnie wybuchowy temperament)

            na razie opieka mi nie ciąży bo jakoś szczególnie wiele nie robię
            mama nie jest z tych co się dają łatwo zaopiekować - na pewno nie ma postawy roszczeniowej

            na pewno boję się o przyszłość
          • morekac Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 20:32
            Cóż, w tej chwili babci wystarczy naszykować i kazać (tonem kategorycznym i wykluczającym sprzeciw), by wzięła. Ale oczywiście każda starsza pani jest uparta na swój własny sposób.
            BTW: mama nie ma jakiejś sąsiadki/przyjaciółki, która przypilnowałaby tych leków?
            • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 20:47
              Morekac, ale jaki widzisz w tym cel? Mama na ten moment jest w stanie te leki ogarnąć jeśli tylko będzie chciała. Ma pudełko, które powinno ułatwiać zapamiętanie czy już brała czy nie. Nawet jak czasem zapomni raz wziąć to tragedii nie ma. Problem zaczyna się kiedy babcia jest przekonana o tym, że jakiegoś leku (mimo zaleceń) brać nie będzie bo coś tam lub nie będzie w takiej jak trzeba dawce. Nikt tu raczej nie pomoże.
              Jedyna sąsiadka z którą czasem mama utrzymuje kontakt ma ponad 80 lat. Przyjaciółki jako takiej nie ma.
              Ja z dzieciakami nie będę latać dawać jej leki - zresztą nigdy by się na to nie zgodziła.
              • morekac Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 21:41
                Mama na ten moment jest w stanie te leki o
                > garnąć jeśli tylko będzie chciała.
                Jesteś pewna, że to dlatego, że nie chce? Uważasz zatem swoją mamę za osobę w pełni władz umysłowych, uznaj zatem, że jest w stanie zadbać o siebie sama.
    • igge Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 19:32
      współczuję Ci, że drażni Cię w mamie wszystko
      Opiekując się córką mama rzeczywiście Ci pomogła ale też była to taka win-win sytuacja bo ona sama też skorzystała na kontakcie z wnuczką i poczuciu ważności, pomocności i niezbędności w waszym życiu. Starsi ludzie lubią czuć się potrzebni, zresztą kto nie lubi.
      Wypomniała Ci tę pomoc i przychodzenie do wnuka przy Twojej obecności też traktuje w kategoriach "pomocy" bo ona strasznie potzrebuje od Ciebie, od Twojej rodziny, dzieci, męża itd uznania i docenienia i wdzięczności. Zapewnij jej powyższe w dużych ilościach i to naprawdę dużych, chwal, dziękuj, doceniaj, podziwiaj, zachwycaj się - poważnie, to jej i Tobie dobrze zrobi, to zrobi dobrze waszej relacji. Tylko nie możesz tego robić na siłę i wbrew sobie tzn w momentach kiedy naprawdę działa Ci na nerwy. Rób to wtedy kiedy czujesz się pogodna i zrelaksowana, na luzie i hmm :) szczerze. Moja mama (działająca mi na nerwy i robiąca milion rzeczy odwrotnie niż moim zdaniem powinna :)) np pięknie szyje kostiumy na przedstawienia dla dzieci i świetnie gotuje. Z czystym sumieniem zasypujemy ją radością i wdzięcznością z powodu tych jej dokonań i o ile da się nie robimy za dużo uwag o tym co nie tak robi. Jest 5 lat młodsza od Twojej mamy i na razie sama ogarnia swoje sprawy zdrowotne ale będzie mieszkać z nami po operacji wiosną miesiąc lub dłużej i już się boję :)
      Moja matka przypomina w wielu zachowaniach Twoją. Ja nie zmuszam jej do jedzenia obiadu jak nie chce. Druga babcia tzn teściowa moja nigdy nie chce jeść u nas obiadu i ja to szanuję i nie przejmuję się tym. One mają prawo odmówić a ja mam prawo serdecznie częstować, każdy robi mniej więcej co chce. Nawet osoba działająca nam na nerwy ma jakieś dobre strony, które można zauważyć i docenić i zrobić jej tym frajdę nie kłamiąc przy tym.
      Przecież np coś tam fajnego robi z dziećmi. Moja mama też uważała za wielką pomoc i wypominała mi przynoszenie mi np zupy dla dziecka znienacka a ja nauczyłam się (mimo, iż wiem, że to taki hmmm, pretekst do odwiedzin i dla niej zapewnienie sobie rozrywki i przyjemności) doceniać i zachwycać się jej pysznościami i serwować dzieciom natychmiast (podczas gdy swoją gotową już na dany dzień zupę mroziłam w zamrażarce, odstawialam na potem, na początku drażniła mnie ta nieprzewidywalność odwiedzin bez mojego zaproszenia)
      Spróbuj popracować nad większym luzem, uśmiechem, życzliwością i nie czuj się aż tak nadodpowiedzialna za swoją mamę. Spokojnie ma dopiero 73 lata jeszcze zdążysz być oparciem dla niej, moja babcia dożyła 94 lat:). serd. pozdr
      • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 20:05
        Dzięki za życzliwy i nieoceniający post.
        Właściwie stan zdrowia mamy pogorszył się jak moje dziecko poszło do przedszkola. Oczywiście to mógł być zwykły przypadek. Do tego doszła przeprowadzka - więc trochę zmian w życiu.
        Nie jest tak, że nie doceniam babci. Cieszę się, że moje dzieci mają z nią kontakt. Z drugimi dziadkami widzą się 2 razy w roku. Kiedy trzeba dziękuję i chwalę (może za rzadko bo czasem trudno mi się przełamać - w dzieciństwie byłam wiecznie krytykowana..)
        Chciałabym jednak aby babcia zauważyła właśnie, że fajnie jest pobyć z wnukami i niekomicznie trzeba to w charakterze poświęcenia traktować.
        Nie zmuszam też do jedzenia obiadu. Po prostu jak jest u nas jakiś czas i my jemy to nakładam i jej. Zawsze mówi, że nie jest głodna więc odpowiadam aby zjadła tyle na ile ma ochotę. Moje dzieci też nigdy do jedzenia nie były zmuszane więc tym bardziej nie zmuszałabym dorosłego. Jeśli nakładam babci (też, nie zawsze bo jak dobitnie mówi, że nie to nie nalegam) to robię to z grzeczności - przynajmniej tak myślałam.
        Natomiast nad życzliwością muszę popracować : )
        • igge Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 23:26
          ja broń boże nie zarzucam Ci, że nie doceniasz babci
          Tylko podpowiadam bo też mam raczej miałam latami (nie wspominając o kiepskim dzieciństwie) trudne relacje z wypominającą swoją "pomoc" mamą, że to wypominanie babciowe to straszliwy głód bycia superczęsto i ponadnormatywnie docenianą i hmm "kochaną". I nie uważam, że trzeba jak piszesz "przełamywać się", nic na siłę i wbrew sobie. Ale jak już nawet przy niej zdarzy Ci się być w spokojnym i tolerancyjnym nastroju i jak sama do tego dojrzejesz - to mów jej często i głośno wszystkie dobre rzeczy o niej i o tym co robi/zrobiła. Takie wypominające swoją "pomoc"/pomoc babcie często nie mają w środku za dużego poczucia własnej wartości, szczegolnie jak jej córka nie uważa ją za świetną matkę (a ty piszesz, że byłaś non-stop krytykowana bez sensu więc teraz ona chyba wie, że nie spełniła się do końca jako Twoja matka, że nie chcesz być jak ona dla swoich dzieci). Takie babcie są szczególnie spragnione wnuczkowo-córkowych czułości i pochwał i docenienia jakichś drobiazgów nawet. Ja tam nie tyle przełamuję się (bo poza buziakiem na do widzenia do innych czułości raczej nie mam serca jeszcze i skracam mamy zdrowotne narzekania i za długie telefony kończę w pól słowa jak zaczyna mnie męczyć i denerwować) ile wykorzystuję swoje dobre samopoczucie i jakieś nie wiem poczucie wdzięczności i odpowiedzialność za matkę do dostrzeżenia w niej człowieka i wybaczam jej wady a chwalę za szarlotkę np. O jej szarlotce mogę 10 minut przez telefon dziękować i zachwycać się, niebo w gębie. I nie jest to nic na siłę bo z ręką na sercu mogę ją nawet ponownie pokochać tylko za samą tę szarlotkę. Mniam. A jak jest nieznośna to robię sobie odwyk kilkudniowy od niej i wtedy mam siłę zachwycać się jej zaletami nadal jak już się pojawi. O lekach to musisz jakoś przemowić jej do rozumu i z pozycji osoby, której na jej zdrowiu super zależy bo jest dla Ciebie i Twoich dzieci taka ważna.... a jak to nic nie da to sorry olać i mieć w nosie, jak kiedyś bęzie naprawdę bardziej niedołężna to ktoś (Ty???) będzie musiał jej te leki podawać. Na razie ma głupie pomysły i sobie szkodzi co jak nie Ty to lekarz musi jej uświadomić. Ona chyba lubi Cie dręczyć tymi lekami, to jakaś manipulacja i chęć kontroli nad Tobą. Pozdr dobranoc
    • damodia Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 21:13
      Twoja mama trochę za bardzo Cię uwiązała emocjonalnie do siebie. A Ty reagujesz agresją na to, że ciągle "masz ją na głowie" i ciągle chce się rządzić.
      Za bardzo się przejmujesz. Owszem, taka nieodpowiedzialność matki jak w sprawie leków wkurza masakrycznie i trudno to zmienić, ale można się przestać przejmować.
      Moja ciocia 80letnia z lekami robi tak, że bierze zawsze pół porcji tego co nakazał lekarz. Albo nie bierze wcale "bo leki szkodzą". Antybiotyk który miała brać przez 5 dni-brała 3 dni bo "jej tyle wystarczy". Itd. Pieniędzy ma sporo a żyje bardzo skromnie, nie chce wydawać na żadne rzeczy/opiekę które przecież ułatwiłyby jej życie. Nie bo "ja już nie chcę zmian, ja sobie tak już dożyję". Nie powinna jeść słodyczy, ja biegałam po sklepach za specjalną żywnością, przywożę jej, a ona częstuje mnie ciastkami.. To inteligentna osoba i wie co robi, więc odpuściłam uszczęśliwianie jej na siłę. Ale jest to moja ciocia a nie mama, więc nie czuję się za nią osobiście odpowiedzialna i nie fiksuję się na jej zachowaniu. Do tego dzięki bogu ta ciocia nie jest typem narzekaczki.
      Dla odmiany niewiele młodsza mama kupuje dzikie sterty leków, które bierze lub nie bierze bo sobie zapomni... chodzi od lekarza do lekarza, komentując potem hasłami "a cóż oni wiedzą". Np kilku lekarzy się wypowiedziało, że jej zawroty głowy to od zwyrodnień kręgosłupa, nie, na pewno to rak, na pewno coś jest źle, na pewno będzie tragedia. I zwalniamy się z pracy i wozimy ją po kolejnych lekarzach, badaniach, robionych prywatnie ... żeby się dowiedzieć że to jednak od kręgosłupa. Przed nią zabiegi operacyjne, niezbyt groźne ale konieczne. I sami nie wiemy czy "nakrzyczeć" na nią, kazać iść, zorganizować, zawieźć, załatwić, podjąć za nią decyzję a ona łaskawie się zgodzi z miną pokrzywdzonej o pozą "jak ja się dla was poświęcam"? Czy poczekać aż dojrzeje sama do tych zabiegów i zadeklaruje się, że chce na nie iść. Im wcześniej zabieg tym lepiej. Trafia człowieka gdy patrzy na osobę która sobie sama nie chce pomóc. Bo narzeka non stop jak ją to i tamto boli, ale gdy pytam "co z tym zabiegiem który to naprawi, podjęłaś decyzję" to słyszę "co oni mi pomogą, jeszcze gorzej może być" i narzeka dalej że ją boli, czekając by ktoś za nią zdecydował, wtedy ona będzie mogła nadal narzekać i nie będzie to "jej wina".... I sama nie wiem jak wypośrodkować powinność dziecka wobec rodzica, z jego trudnym charakterem , a prawem rodzica do samostanowienia, a wiekiem rodzica, problemami starości, itd.
      Bo czasem patrzymy na starszego rodzica ciągle jak na tego, który przecież jeszcze jest sprawny, nie zauważamy momentu, kiedy trzeba jednak zdecydowanie wkroczyć z zorganizowaniem opieki. Kiedy jest za wcześnie a kiedy już? Bo też nie można ubezwłasnowlniać każdego, kto nie lubi leków brać...
      Czy Twoja matka ma jakieś zaprzyjaźnione sąsiadki? Czy możesz z nimi się kontaktować, przepytac , czy ma tam jakieś towarzystwo, czy siedzi sama? Może czuje się samotna, łatwo o stany depresyjne i brak chęci łykania pigułek podtrzymujących wegetację ciała gdy dusza w dołku.
      Na pewno- jeśli będziesz w jej stronę kierować agresywne emocje - to dostaniesz je z powrotem. Im mocniej będziesz ją cisnąć, tym bardziej ona będzie się czuła pokrzywdzona i mocniej się osadzała na swoim stanowisku. Nie utoksyczniaj tej relacji, zdejm ze swojej głowy przymus obowiązku. Bo fakt przymusu powoduje że jesteś wściekła na matkę, fakt że jest jaka jest cię wkurza, fakt jej obrażania się i zaznaczania że zrobi po swojemu a nie tak jak inni chcą- wygląda na jakąś walkę o władzę i chęć poczucia się ważną, szanowaną, zauważaną, chęć bycia "głową rodu".. płynie to częściowo z niskiego poczucia wartości własnej.
      A będąc na nią zła, generując złe emocje, nie uzdrowisz relacji między wami, nie pomożesz jej ani sobie. Odrzucacie się obie wzajemnie, równocześnie żądając by to druga strona była inna, i oczekując bezwarunkowej miłości i uznania.
      Może lepiej pomyśleć o dochodzącej opiekunce by miała na matkę oko.
      Co do leków - są takie pudełka z przegródkami gdzie można przygotować zestawy leków na cały tydzień dzień/rano/południe/wieczór. Nie trzeba pamiętać czy się brało czy nie bo się ma w odpowiedniej przegródce. Niestety, jesli matka będzie je sama brała, to zwyczajnie je powyrzuca jeśli tak jej się zachce... więc trzeba by matkę zdiagnozować, czy to już czas, że faktycznie trzeba jej leki podawać osobiści, czy może matka tak jak ciocia przywołana na wstępie, nie będzie brała leków bo nie lubi i już i chce sobie żyć po swojemu.

      • damodia Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 21:18
        aha, a co do obiadu i jedzenia, to moja mama podobnie- ja jeszcze nie nałożyłam na talerz a ta już woła "za duużo!" a jak kładę przed nią "po coś tyle dała przecież nie zjem" i międli małą porcyjkę.. A 5 minut po obiedzie zjada talerz ciasta...
        • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 21.01.14, 21:26
          damodia...to tak dokładnie jak piszesz...moja mama w kwestii leków jak ciocia a w kwestii obiadu jak Twoja mama...
          dzięki za zrozumienie
    • pibelle Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 26.01.14, 00:42
      To co budzi Twoje największe przerażenie to wizja powtórnego zamieszkania z mamą i sprawowanie nad nią pełnej opieki. Chciałabyś to odsunąć w czasie, bo tylko tyle da się zrobić, tak? No bo mama może się rozchorować bardziej teraz, a jeśli nie teraz, to np. za 10 lat, a to już jakiś zysk dla Ciebie. Zaznaczam, że nie chcę zabrzmieć złośliwie - ja Cię doskonale rozumiem i uważam, że w ogóle nie powinnaś już nigdy ze swoją mamą zamieszkać zważywszy na wszystkie okoliczności bieżące i historyczne.
      Zastanawiam się czy można ten lęk zredukować. Bo gdyby się udało, nie musiałabyś się czuć zniewolona już teraz, samą tą wizją, mimo, że nie mieszkacie jeszcze razem. Byłoby Ci być może łatwiej znosić mamy podejście do różnych spraw i po prostu łatwiej by się żyło.

      Kilka lat temu zmarła moja babcia.
      Zanim zmarła, jakieś 3 lata spędziła w łóżku w swoim mieszkaniu. Nie było mowy o żadnym domu opieki, babcia powiedziała, że się nie ruszy - no i ok, miała prawo, ale też nie było chętnych do codziennej opieki na miejscu. Dzieci mojej babci mieszkają od dziesięcioleci w zupełnie innych miastach. Babcia miała emeryturę, niewysoką, ale też nie głodową.
      I udawało jej się za te pieniądze opłacić mieszkanie i swoje utrzymanie, ale też panią (zdaje się, że w PCK takie panie są jakoś stowarzyszone), która przychodziła codziennie na kilka godzin, robiła zakupy, jedzenie, higienę - wszystko co trzeba.
      Babci wpadało dodatkowych kilka stów miesięcznie od członków rodziny, ale to było bliżej 300 niż 1300 i nie zawsze.
      W ostatnim roku babcia została zgłoszona do hospicjum i to była jakaś wersja domowa, bo nadal leżała w domu, ale przyjeżdżał lekarz, pielęgniarka, a czasami ją brali tam na oddział pod jakąś odżywczą kroplówkę i ten lekarz w ramach hospicjum zlecał wszystko co trzeba, łącznie z transportem.
      Członkowie rodziny, którzy mieszkali w tym samym mieście, od czasu do czasu babcię odwiedzali, ale w celach rozrywkowych przede wszystkim.
      Jej córka wzięła kilka razy urlop, w tym ten dłuższy na opiekę i posiedziała z nią i poświęciła się matce, ale nawet nie zbliżyło się to do opieki pełnowymiarowej.

      Zmierzam do tego, żeby Ci uzmysłowić, że w Polsce, da się zorganizować opiekę emerytowi nawet obłożnie choremu w jego własnym domu i to za stosunkowo niewielkie pieniądze.
      I to co ja bym Ci poradziła w Twojej sytuacji, to zorientowanie się nieco bardziej dokładne niż sytuacja obecnie wymaga, co i gdzie się załatwia, gdy przychodzi do takich spraw, żebyś mogła przestać się tego bać. Nie dla mamy- ona zresztą jeszcze nie potrzebuje. Dla Ciebie.
      Ta sytuacja jest trudna i Tobie jest potrzebna nad nią kontrola, bo jest to sytuacja bardzo obciążająca na co dzień i do tego długotrwała.
      (Nie zgadzam się całkowicie z osobami, które z Twoich prób kontrolowania sytuacji czynią zarzut - nie w tym wypadku, nie z takim niestabilnym człowiekiem, z którym nic i nigdy nie jest pewne - to dla Ciebie oznacza całkowity rozjazd emocjonalny i powrót do dzieciństwa w szybkich trampkach)
      Jeżeli dowiesz się, ustalisz, a wręcz zaplanujesz przyszłość mamy, odzyskasz faktyczną kontrolę nad swoim życiem, nad przyszłością i prawdopodobnie znacznie obniżysz poziom swojego lęku. Po prostu poczujesz się decyzyjna i bezpieczna.
      Może tak to ugryź?
      Celowo nie odnoszę się w ogóle do Twojego odbioru obecnych zachowań mamy, ustalania co jest powodowane chorobą, co trudną osobowością, a co jest Twoim subiektywnym obciążeniem. Moim zdaniem to są rzeczy bez znaczenia w tej chwili, a cały Twój odbiór jest uzasadniony z każdej strony patrząc, bo to Ty w tym układzie jest stroną ponoszącą większe obciążenie i może Ci to bokiem wychodzić jak najbardziej w postaci przewrażliwienia, zafałszowanej optyki i tych wszystkich innych subiektywnych cudów.
      • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 26.01.14, 08:59
        Dzięki za post. Przeczytałam z uwagą.
        Na ten moment to właściwie już wiem, że nie zgodzę się na wspólne zamieszkanie (chyba, że będzie mowa o krótkim okresie przejściowym). Nie zrobię tego ani sobie, ani mężowi ani dzieciom.
        Moja matka nigdy nie stawiała moich potrzeb na pierwszym miejscu i myślę, że nikt nie ma prawa wymagać ode mnie abym nagle jej potrzeby potraktowała priorytetowo.
        Tym bardziej, że w taki nieodpowiedzialny sposób podchodzi do własnego leczenia.

        Po przeczytaniu tych postów postanowiłam spróbować bardziej odciąć się emocjonalnie i uznać prawo matki do dokonywania wyborów w kwestii leczenia i tak dalej.

        I na koniec mój ulubiony matko-córkowy cytat:

        "Matka i córka, co to za straszliwa kombinacja uczuć, opętania, niszczących sił. Wszystko jest możliwe i wszystko dzieje się w imię miłości i troski. Rany matki ma dziedziczyć córka, rozczarowania matki ma wynagrodzić córka, nieszczęście matki ma być nieszczęściem córki, tak jakby pępowina nigdy nie została przecięta. Nieszczęście córki jest triumfem matki, smutek córki jest tajemną rozkoszą matki".

        Bergman, Sonata jesienna

        Smutne to może ale czyż nie trafia czasem w sedno?

        • notting_hill Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 26.01.14, 11:59
          Ale przecież ten film jest jednym z celniejszych portetów toksycznych relacji matki z córką. Tak, trafia w sedno gdy opisuje takie relacje.
          • manala Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 26.01.14, 12:36
            Nie widziałam filmu. Gdzieś, kiedyś znalazłam cytat.
            • zuzi.1 Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 26.01.14, 13:34
              Manala TO JEDYNIE OD CIEBIE ZALEŻY na co pozwolisz, na jaki poziom relacji TY WYRAZISZ zgodę, matka nie jest w stanie do niczego Cię zmusic, to TY SAMA dokonujesz wszelkich wyborów z nią związanych, to jest Twoja matka, ale nie masz obowiązku czuc się jej niewolnikiem, pozwól jej życ na swój sposób i ponosic konsekwencje jej wyborów, gdy uznasz, ze Twoja pomoc jest niezbędna z uwagi na jej bezpieczeństwo/znaczące pogorszenie stanu zdrowia, wówczas zadziałaj, nie powinnas jej matkowac, ustal ze sobą dokąd jestes w stanie dojsc jeśli chodzi o relację z nią I NIE PRZEKRACZAJ SWOICH GRANIC i skup się przede wszystkim na sobie, swoim mężu i dzieciach. A w razie koniecznosci zatrudnij osobę do opieki nad mamą, a sama pomagaj jej w takim zakresie, w jakim jestes w stanie to zrobic, bez psych. skutków ubocznych dla siebie. Masz dobre rozeznanie w całej swojej sytuacji, kieruj się swoją intuicją, szanuj swoje uczucia i rób to co uważasz za słuszne i nie pozwól na to, aby ta relacja niszczyła Cię, gdy trzeba odcinaj się od matki na jakiś czas i odpoczywaj od niej psych.
      • babcia_kasi Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 26.01.14, 15:39
        Pibelle, twoj post jest b. ważny;mało ludzi wie, że każdy ma prawo do opieki sióstr PCK,ma to w powinnościach każda gmina (częściowo odpłatna jest ta opieka), ale dla wszystkich powinna być możliwa.
        Gdybym ja to wcześniej wiedziała, uniknęłabym tego wszystkiego, czego tak boi się autorka, a jest się czego bać...
    • japra Re: Problem z matką - za długie ale muszę to wyrz 26.01.14, 16:27
      Napiszę, jak to wygląda z zewnątrz w mojej rodzinie, właśnie jestem świadkiem podobnych zmagań pomiędzy moją mamą i babcią, mieszkają 50 km od siebie, mama nie ma samochodu, dojazd autobus plus pociąg, ostatecznie jest u babci raz w tygodniu. Moja mama to właśnie typ kontrolujący, odpowiedzialny za wszystkich i wszystko, zgłoszenie przez kogokolwiek jakiegokolwiek problemu wywołuje lawinę dobrych rad i szukania wszelkich możliwych rozwiązań. Mój dziadek pijakiem był na pewno, a czy alkoholikiem to trudno powiedzieć (od kilku lat w ogóle nie pije - z uwagi na zdrowie, ale miewał niezłe ciągi odkąd pamiętam). Główna różnica jest taka, że mama i babcia zawsze pozostawały w dobrych, ciepłych stosunkach, solidaryzowały się ze sobą, przy czym moja mama nie mówi nigdy o uczuciach, okazuje swoje emocje poprzez pomaganie (szczególnie lubi karmić :-) i wypełnianie obowiązków. I pomimo tego widzę, że mama ma ogromny problem żeby pogodzić się z tym, że babcia się po prostu starzeje i jej "jazdy" to nie jest złośliwość, chęć zwrócenia na siebie uwagi czy manipulacja. Dopiero po roku odkąd zaczęły się pierwsze problemy z pamięcią mama przerobiła temat emocjonalnie i nie reaguje automatycznie złością i niechęcią, kiedy babcia coś "zawala".

      Sytuacja nie jest łatwa dla obu stron, o ile w sprawie leków babcia w miarę współpracuje (choć wymaga nadzoru, sprawdzania i, niestety, radzenia sobie z jej coraz gorszym kojarzeniem i orientacją w czasie i przestrzeni), to są ogromne problemy z dietą i np. takim banałem, jak picie choćby tych kilku szklanek dziennie płynów, a wiadomo że dla starszych ludzi bilans płynów jest ważny z wielu powodów. Mama codziennie wydzwaniała i przypominała o piciu wody, w ogóle ich kontakty ograniczały się do kłótni o jedzenie, picie, wizyty lekarskie, wizyty mojej mamy to była gonitwa zakupy-lekarz-gotowanie-kłótnie. Babcia brnęła w zaparte, kłamała, zmieniała temat, obracała kota ogonem - no dramat, zero współpracy. No i pewnego razu, kiedy miały zaplanowane całodzienny pobyt w ośrodku - 2 wizyty lekarskie - okazało się, że żadnego z lekarzy nie ma. Więc - z braku innych pomysłów - mama poszła z babcią na spacer, do kawiarni, posiedziała na ławeczce. Następnego dnia babcia dzwoni do mamy i mówi - wiesz, jest dopiero 10 rano, a ja już wypiłam dwie szklanki wody!

      Mojej mamie trochę to dało do myślenia. I rzeczywiście - po prostu bycie z babcią, bez ciągłego szarpania się, upominania skutkuje większą motywacją do współpracy. Oczywiście przeboje są i pewnie będą do końca, ale widzę, że jest im łatwiej, choć widzę też, że mamę kosztuje dużo, żeby swoje zapędy reformatorskie, kontrolujące i strofujące ograniczać.

      Życzę Ci dużo cierpliwości i dystansu. Nie traktuj postów, które każą Ci odpuścić jako ataków na siebie. Tutaj nie chodzi o racje, tylko o Wasze emocje. To jest naprawdę dorosły człowiek i nie jesteś w stanie go zmusić do niczego ani zmienić. Wiem, że trudno się z tym pogodzić - moja mama cały czas ma z tym problem (ja też się zmagam z tym, że nie jestem wszechmocna, chyba to odziedziczyłam po kądzieli ;-). Owszem, przez "samoleczenie się" mamy możesz mieć problem wcześniej. Ale nie możesz mieć też pewności, że będąc najbardziej posłusznym i gorliwym pacjentem Twoja mama będzie rzeczywiście dłużej samodzielna. Reszta to są Twoje emocje i to, jak sobie z nimi radzisz. Aha - sama piszesz, że Twoja córka ma prawo decydować kiedy jest jej ciepło a kiedy zimno i jak się ubrać - to jest słuszne, ale przecież w razie czego Ty też poniesiesz konsekwencje jej "złego" wyboru, jeśli się zaziębi. Daj podobne prawa swojej mamie :-)
      Super były te posty o docenianiu - każdy tego potrzebuje, a człowiek, który wszedł w okres przemijania - zwłaszcza.

      Moim zdaniem warto iść do dobrego geriatry - powinien przejrzeć jakie leki bierze mama i dostosować lepiej dawki, wykluczyć leki, które źle ze sobą współgrają. I powinien umieć rozmawiać właśnie ze starszym człowiekiem w odpowiedni sposób. I to też nie jest atak - jeśli masz czas, poszukaj pomocy psychologa (moja mama niestety nie dała się namówić, a wiem - z własnego doświadczenia - jak bardzo terapia może pomóc). Starość i śmierć naszych bliskich to są bardzo, bardzo trudne przeżycia. Zwłaszcza, że z tego co piszesz Wasza relacja nie była i nie jest łatwa.

      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka