manala
20.01.14, 22:39
Nigdy dobrze się nie dogadywałyśmy. Mamy zupełnie odmienne charaktery i czasem mam wrażenie, że drażni mnie w niej wszystko...
Ale do rzeczy...
Mama mieszka sama (bo bym chyba zwariowała gdyby mieszkała z nami). Ma 73 lata i od jakiegoś już czasu problemy z pamięcią (początki demencji jakiegoś rodzaju). Pomagam jej ogarnąć rachunki, leki, lekarzy, badania i takie tam bardziej skomplikowane czynności typu bank, bankomat, nauka obsługi telefonu... Zakupy robi sobie sama i jak na razie nie ma problemów z ugotowaniem sobie czy sprzątnięciem mieszkania. Odwiedza nas codziennie. Przychodzi na 2-3 godzinki i bawi się z wnukiem.
Ciekawe jest, że według niej ona nie przychodzi do wnuka tylko aby MI POMÓC. Herbaty się nie napije bo pija w domu i jadła też. Jest to na zasadzie - ja Ci pomagam, nic nie chcę. Ponieważ i tak muszę gotować to chętnie ją częstuję ale ZAWSZE wkładam za dużo - ona musi odłożyć. Nie będzie nas objadać...Generalnie bardzo oporna tu jest. Jak kilka lat temu przychodziła popilnować mojej córki to przynosiła swoją kanapkę...i jeszcze się z dzieckiem dzieliła...Oczywiście w moim odczuciu ona to robi abym poczuła się podle...
Jeśli chodzi o lekarzy i leki to jest po prostu sajgon. Mama ma swoje zdanie i już. Niestety miałam już niemiłą sytuację kiedy to endokrynolog dała mi do zrozumienia, że nie dopilnowałam brania leków. Mamusia odstawiła (po po co je będzie tyle brać?). Nie wynikało to bynajmniej z "niepamiętania". Ma tendencje do ignorowania zaleceń, dawkowania po swojemu, itd. Nawet jak jej kupię lek na grypę do picia to dzieli saszetkę na pół...
Tak więc czuję się odpowiedzialna za dopilnowanie wszystkich wizyt i kontrolowanie brania leków. Ponieważ ostatnio wyskoczyła cukrzyca to zapisałam mamę (na polecenie lekarza rodzinnego) do poradni cukrzycowej. Miałyśmy iść jutro. Mąż ustawiony (w sensie godzin pracy - bo musi zostać z dziećmi). Oczywiście nie pamiętała i niezbyt podobał jej się ten pomysł ale umówiłyśmy się...Dzwoni. Ma katar i jej zimno i jutro to ona nie pójdzie...
Mnie od razu trzepie bo na wizytę jakiś miesiąc się czekało. Mam zmarnowany wieczór i do tego wydarłam się jeszcze na dzieciaki.
Chce iść do neurologa bo na fundusz to dopiero w czerwcu więc proponuję, że ją zapiszę na wizytę prywatną...Nie, ona pójdzie do polikliniki, wejdzie do gabinetu i po prostu jej zapłaci...I za cholerę nie przetłumaczysz, że lekarka prywatnie przyjmuje w innym miejscu...
Takie małe irytacje ale wytrącają mnie z równowagi bo ja lubię jednak mieć rzeczy pod kontrolą a mama lubi? i zawsze lubiła jakiś chaos. Lubi też wychodzić w rolę ofiary (pewnie pozostałość po związku z alkoholikiem).
Czasem mam ochotę uciec od niej gdzieś daleko i wreszcie się uwolnić.