Dodaj do ulubionych

ja, on i jego córka

17.12.07, 14:41
Proszę o pomoc. Nie wiem już co mam robić, spotykam się z kimś od
roku. Moi rodzice na początku przeciwni związkowi(konserwatywni),
później zdołali go zaakceptować. Ja mam 22 lata, mój partner 30. Ja-
studentka, z dobrego domu, wierząca itd... On po rozwodzie i z 5-
letnim dzieckiem. Rodzice nie wiedzą o tym że on miał kiedyś żonę i
że ma córkę. Boję się powiedzieć prawdę, ale wiem, że to się może
kiedyś wydać, ba, napewno się wyda. Boję się ich reakcji, że się
załamią itd ... Kocham partnera, jednak mam już czasem dość,
oszukiwanie rodziców, życie w ciągłym stresie, poza jego rodzice nie
za bardzo akceptują nasz związek, twierdzą że jestem za młoda dla
niego i wogóle to związek bez przyszłości. Co ja mam robić, czuję,
że pomimo, że bardzo kocham chłopaka to nasze uczucie słabnie przez
cała tą niezdrową sytuację.
Obserwuj wątek
    • bradz Re: ja, on i jego córka 17.12.07, 15:52
      jednak mam już czasem dość,
      > oszukiwanie rodziców,

      Napisałaś, że masz dość, więc nie oszukuj. To na pewno trudna
      decyzja. No chyba, że uważasz, że i tak sie rozstaniecie, to może
      wtedy mogłabyś rodzicom tego nie mówić, bo i po co?
      I tak będą rozgoryczeni, że im nie zaufałaś i nie powiedziałaś od
      razu. Wbrew pozorom i strachowi prawda jest oczyszczająca i daje
      wolność. Dorosłe decyzje - dorosłe konsekwencje
      Ja tak radzę
    • burza4 Re: ja, on i jego córka 17.12.07, 18:05
      wiesz, w tej sytuacji to nie rodzice są problemem a przeszłość
      twojego faceta. Rodzicom po prostu trzeba powiedzieć - i tyle. Muszą
      to przyjąć do wiadomości, nikt ich przecież o zgodę nie pyta.

      swoją drogą - ich reakcji się nie dziwię, sama zakosztowałam tego
      miodu i wiem, że związek z facetem z dzieckiem to bardzo
      skomplikowana sprawa
      • cys666 Re: ja, on i jego córka 18.12.07, 16:40
        Tzn? Mogłabyś mi powiedzieć jakie są Twoje doświadczenia? Negatywne?
        Wiesz, on widuje się z dzieckiem w co drugi weekend, nawet to uważam
        za trudne i męczące.
        • marzeka1 Re: ja, on i jego córka 18.12.07, 18:50
          Nawet to uważasz za trudne i męczące???? tzn. mając dziecko z inną kobietą, ma je teraz wysłać na książyc lub uważać, że nie ma jej/go???? Przecież jeżeli wiążesz się ze starszym od ciebie o 8 lat mężczyzną, po rozwodzie i z dzieckiem, to bierzsz go z całym dobrodziejstwem inwentarza. Po tym co napisałaś, jakos nie dziwię się, że jego rodzice mają opory wobec ciebie.
          Pamiętaj, to dziecko będzie obecne zawszde w waszym życiu, będzie płacił alimenty do końca nauki dziecka (czyli nawet do końca studiów), będzie się spotykał. Albo to akceptujesz, albo nie.
          • cys666 Re: ja, on i jego córka 18.12.07, 19:14
            Mogłabyś być trochę bardziej uprzejma! Nie chcę nikogo wysyłać na
            księżyc po prostu jest to dla mnie nowa sytuacja bo mieszkamy razem
            od pół roku. Zanim zaczniesz na kogoś najeżdżać to pomyśl trzy razy
            i jego rodzice nie mają oporów związanych z tą sytuacją wogóle żal
            mi Ciebie - marzeka1! Wyładowuj swoją agresję gdzie indziej.
            • marzeka1 Re: ja, on i jego córka 18.12.07, 19:19
              Nie najeżdżam, a widocznie z agresją na forum się jeszcze nie spotkałaś. To dziecko będzie po prostu obecne w waszym życiu, a ty piszesz,że mieszkając z facetem pól roku, już to ci przeszkadza.
              Przeczytaj jeszcze raz swój pierwszy post: tam napisałaś, że jako wierząca osoba,masz opory, że okłamujesz swoich rodziców, oraz napisałaś o tym, że JEGO rodzice ciebie nie akceptują.Cóz życie twoje, tylko dziecka żal(partnera dziecka, nie ciebie)...straszny dzieciak z ciebie,zahowujesz się jak nastoletnia pannica której ktoś zwrócił uwagę, strzelaj sobie dalej fochy.
              • marzeka1 Re: ja, on i jego córka 18.12.07, 19:23
                Zachowujesz...
            • triss_merigold6 2 weekendy w miesiącu? Malutko 19.12.07, 10:06
              Umiarkowanie aktywny ojciec z Twojego faceta...
              Skoro konsekwencje wynikające ze związku z dzieciatym mężczyzną
              wydają Ci się trudne to daj spobie spokój i znajdź kogoś w swoim
              wieku. Wyobraź sobie, że dziecko ma prawo do ojca i ma pełne prawo
              oczekiwać, że: ojciec będzie na przedszkolnych/szkolnych
              uroczystościach; będzie czasem brał zwolnienie na okres choroby
              dziecka; będzie z dzieckiem spędzał część wakacji i świąt; będzie
              uczestniczył w podejmowaniu decyzji wychowawczych i finansowych etc.
              Przybliżę Ci przykładem: jest niedziela wieczór i Twój facet dostaje
              telefon, że dziecko chore a matka nie może wziąć zwolnienia. Psim
              obowiązkiem ojca jest wówczas zająć się chorym dzieciakiem, jechać
              do lekarza, podać leki itd. a Twoje fochy są niestosowne.
        • verdana Re: ja, on i jego córka 18.12.07, 18:53
          Prawdę mówiąc, jeśli już teraz uważasz, ze jest to trudne i meczace, to
          radziłabym sobie odpuścić i znaleźć kogo innego. Dziecko będzie zawsze obecne w
          życiu Twojego faceta, nawet gdy będziecie mieli wspólne dzieci - i powinnaś
          pamiętać, ze będzie równię ważne co Ty i Wasze wspólne dziecko. Bedzie zawsze
          miało prawo do uwagi, czasu i wizyt ojca, do jego troskliwości, do tego, by w
          razie konieczności ojciec zajął sie nim na stałe. Bedzie z ojcem przez część
          wakacji. Nie wykluczone, ze pojawi sie na święta, albo ojciec będzie chciał z
          nim pobyć jeden dzień świąt w jego domu.
          Jesteś na to przygotowana? Nie zatrujesz życia dziecku i ojcu? Nie będziesz
          probowała ich od siebie odsunąć i zaakceptujesz fakt, ze dziecko w każdej chwili
          może pojawić sie z problemami w Twoim domu i że ojciec dziecka może czasem
          uznać, że jego problemy stoją na pierwszym miejscu?
          • chalsia Re: ja, on i jego córka 18.12.07, 23:48
            się zgadzam - jak dwa weekndy w miesiącu są trudne do zniesienia, to
            lepiej sobie odpuścić ten zwiazek, bo lżej i latwiej nie będzie..
            A tak w ogóle to jest takie forum "macochy"
        • burza4 Re: ja, on i jego córka 19.12.07, 12:17
          cys666 napisała:

          > Tzn? Mogłabyś mi powiedzieć jakie są Twoje doświadczenia?
          Negatywne? > Wiesz, on widuje się z dzieckiem w co drugi weekend,
          nawet to uważam > za trudne i męczące.

          oczywiście, że negatywne. I nie znam nikogo, ktoby miał pozytywne.

          Bo tez jest to jedna z najcięższych sytuacji w związkach. Prawie
          same takie związki mam w otoczeniu - i wszędzie przeszłość stanowi
          problem. Zazwyczaj bardzo poważny problem. Dlatego własną córkę
          chciałabym przed tym ochronić, szczególnie jeśli byłaby w wieku
          który daje możliwość wyboru. Dla młodej dziewczyny to ogromne
          obciążenie, paradoksalnie - im facet jest lepszym ojcem, tym większe.
          • z_lasu Re: ja, on i jego córka 19.12.07, 17:24
            > oczywiście, że negatywne. I nie znam nikogo, ktoby miał pozytywne.

            Niby dlaczego to takie oczywiste? Pozwolę sobie przywołać tutaj
            wątek z "Macoch", z którego widać wyraźnie, że niekoniecznie musi to
            być doświadczenie jednoznacznie negatywne.

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=65713578&a=65713578
            Dla mnie jest nawet w pewnym sensie pozytywne.

            Natomiast nie neguję absolutnie tego, że jest to doświadczenie
            bardzo trudne. Myślę, że w pewnym sensie (ale tylko w pewnym) można
            to porównać do decyzji o macierzyństwie. Macierzyństwo też nie jest
            lekkie, łatwe i przyjemne i należy bardzo dobrze przemyśleć decyzję
            o zostaniu matką. Ale to nie znaczy, że jest wyłącznie pasmem udręk!
            Coś za coś. Ważne, żeby podjąć tę decyzję świadomie.
            • burza4 Re: ja, on i jego córka 20.12.07, 13:16
              z_lasu napisała:

              > > oczywiście, że negatywne. I nie znam nikogo, ktoby miał
              pozytywne.
              >
              > Niby dlaczego to takie oczywiste?

              ja mówię o własnych, realnych znajomych, i realnych obserwacjach.

              porównanie do macierzyństwa jest wg mnie wyjątkowo nietrafione.
              Swoje dzieci się kocha instynktownie, bez względu na wszystko,
              wychowuje po swojemu. Cudzego - nie. To z nielicznymi wyjątkami
              prawie wyłącznie dodatkowe obciążenie, którego nie równoważy miłość
              rodzicielska. To bardziej podobne do sytuacji, kiedy ktoś musi
              utrzymywać częsty kontakt z teściową, która ma przemożny wpływ na
              wszelkie plany i związek.

              I ma co ukrywać, przeszłość jest garbem na plecach a nie wartością
              dodaną.
              • z_lasu Re: ja, on i jego córka 21.12.07, 14:33
                Tego się właśnie obawiałam... Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby
                porównywać uczucia do pasierbów z uczuciami do własnych dzieci.
                Dlatego nie porównywałam tego do macierzyństwa, tylko do DECYZJI o
                macierzyństwie. Wiadomo, że życie z dziećmi jest trudniejsze, niż
                życie bez dzieci. Zawsze - niezależnie od tego, kto te dzieci
                urodził. Ale dla większości ludzi sam fakt, że będzie trudno, nie
                jest wystarczającym powodem, żeby z czegoś (np. z macierzyństwa)
                rezygnować. Będzie trudniej - to fakt. Tylko co z tego? Ja się na to
                zgadzam, żeby było trudniej, bo mam po temu jakieś powody. Inne, gdy
                decyduję się na własne dzieci, a inne, gdy decyduję się na związek z
                mężczyzną-ojcem.

                Akurat dla mnie ani teściowa, ani pasierbowie garbem nie są, a
                doświadczenie "macochowania" zdecydowanie nie jest doświadczeniem
                negatywnym. Jak widać po przytoczonym wątku nie tylko dla mnie. Nie
                podejmuję się szacować czy jesteśmy w większości, czy w mniejszości -
                chodzi tylko o to, że nie jest to takie oczywiste.

                Pozdrawiam i życzę spokojnych, rodzinnych świąt.
              • kicia031 Re: ja, on i jego córka 21.12.07, 15:16
                > I ma co ukrywać, przeszłość jest garbem na plecach a nie wartością
                > dodaną.


                Zupelnie niepotrzebnie generalizujesz - dla ciebie nie jeste
                wartoscia dodana, a dla mnie na przyklad tak - szukalam mezczyzny,
                ktory ma juz dziecko na swojego partnera i z takim mezczyzna sie
                zwiazalam - bo chcialam miec duza rodzine. I o ile moge wielu rzeczy
                w moim zwiazku zalowac, to na pewno nie tego, ze mam fajna
                pasierbice!
        • z_lasu cys666, uważasz za trudne i męczące... 19.12.07, 17:45
          to, że ON widuje się z dzieckiem w co drugi weekend??? A na czym
          polega Twój problem, bo nie bardzo rozumiem?

          Do tego co napisała triss_merigold dodam jeszcze, że to dziecko
          będzie z Wami już zawsze - do końca świata. To nie będzie jakaś
          sytuacja przejściowa, którą można przetrzymać. Jeśli nie akceptujesz
          w pełni faktu, że on ma dziecko i/lub nie akceptujesz tego dziecka,
          to nie ma sensu się w to pakować. Trzeba też zawsze liczyć się z
          sytuacją, że Twój mężczyzna nagle może zostać ojcem całodobowym -
          nie koniecznie zaraz dożywotnio, ale choćby na jakiś (dłuższy) czas.

          I jeszcze jedno - zawsze będzie też z Wami jego ex, jako matka jego
          dziecka. Nie da się jej "amputować". Warto więc zapoznać się
          wcześniej DOKŁADNIE z sytuacją.

          Tak naprawdę to, czy taki zawiązek się uda, zależy od dojrzałości
          wszystkich zaangażowanych osób: Twojej, jego i jego ex. Osobiście
          uważam, że dojrzałość nie ma nic wspólnego z wiekiem. Ale skoro
          okłamujesz rodziców, bo boisz się ich reakcji, to chyba nie jesteś
          jeszcze całkiem dorosłą kobietą.
    • iwucha Re: ja, on i jego córka 21.12.07, 15:44
      Miłość - moim prywatnym zdaniem - sama w sobie zakłada, że kocha się
      nie ZA coś (bo "za coś" kochać jest łatwo i przyjemnie), ale POMIMO
      czegoś. A juz zwłaszcza takie założenie ma chyba miłość
      chrześcijańska, czyli coś, w czym - jak wspomniałaś - Cię wychowano
      i przynajmniej teoretycznie powinno byc dla ciebie normą. Fajnie,
      gdy nie ma "balastu"(?) w postaci choroby, kalectwa, ex-żony,
      dziecka, alimentów, bezpłodności, nagłej rezygnacji z wyjazdu na
      długo planowane wakacje. Wtedy jest super-hiper. Tylko jest pytanie:
      czy MIŁOŚĆ kwitnie, czy ROMANS, ZAKOCHANIE kwitnie? Bo te trudne
      sytuacje są sprawdzianem Waszej miłości, a nie - wylegiwanie sie na
      goracej plaży sam na sam patrząc sobie głęboko w oczy. Zastanów się,
      czy stać Cię na taką miłość (która faktycznie jest trudna i możesz
      jej zwyczajnie nie sprostać, do czego masz pełne prawo), czy nie
      lepiej odpuścić bez poczucia winy dla dobra jego, dziecka i swojego
      własnego? Nie każdy musi dawać sobie z tym radę, ale jak juz w to
      wchodzi to powinien liczyć się ze sporymi trudami, których jednak
      samymi chęciami pokonac się nie da, bo trzeba nastawic się na
      konkretny wysiłek, który w Twoim wypadku oznaczałby "przyspieszone
      dojrzewanie", a tym samym rezygnację z pewnych przywilejów młodości
      i beztroski, pracę nad relacjami z ukochanym, jego dzieckiem, jego
      ex, Waszym potencjalnym dzieckiem i jego przyrodnim bratem/siostrą,
      Twoimi rodzicami, teściami...- jesli sie faktycznie kocha, to trzeba
      to poukładać na tyle na ile się da. Zastanów się, czy jest w Tobie
      gotowośc i siła na taką pracę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka