Dodaj do ulubionych

nie daję rady

16.02.08, 11:48
Od śmierci Artura praktycznie nie płakałam, na pogrzebie jako jedna z
nielicznych osób. Tak to trwało półtora miesiąca. Nawet denerwowało mnie, że
wszyscy wokół płaczą. A od trzech dni nie mogę przestać, zaczęłam chyba w
końcu czuć, jak to boli. Całą noc wyłam w jego bluzę, która jeszcze pachnie
nim. Wcześniej byłam chyba otumaniona szokiem i jakoś dawałam radę. Dzisiaj
nic mi się nie chce, nie chcę wstawać z łóżka, nie chcę być, a tu trójka
małych dzieci domaga się mamy...
Obserwuj wątek
    • dusia75 Re: nie daję rady 16.02.08, 11:58
      Chyba w końcu pierwszy szok minął i teraz dotarła do Ciebie proza życia. Płacz
      to też pomaga, równoważnią będą dla Ciebie dzieci które nie pozwolą za bardzo
      pogrążyć się w rozpaczy. Ja również "trzymałam się" na początku i nie płakałam
      zwłaszcza przy innych, ale swoją dawkę łez trzeba wylać. Trzymaj się i płacz
      jeżeli tego potrzebujesz. Na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Życzę dużo
      siły. Edyta
      • mamafredzia Re: nie daję rady 16.02.08, 12:47
        Płacz, to najlepsze co możemy zrobić. Potem jest lżej.
        Ja płakałam przez kilka pierwszych dni. Teraz to są sporadyczne chwile. Nie
        umiem. I jest mi z tym cholernie źle. Czuję że gdzieś w środku narasta kula bólu
        i rozpaczy i wiem że kiedyś pęknie. A teraz żyje "normalnie" i aż sama się
        dziwie że mogę się trzymać tak prosto. Pwenie przyjdzie czas i na mnie że w
        końcu "pęknę" i wyrzucę z siebie te wszystkie emocje.
    • erybka77 Re: nie daję rady 17.02.08, 22:17
      U mnie tez jest coraz gorzej.Jutro mija pierwszy miesiac od wypadku
      i smierci mojego męża.Na początku owszem ,były łzy,ale to wszystko
      było takie abstrakcyjne,nie docierało do mnie co się stało.I jeszcze
      całe zamieszanie z pogrzebem,ze sprowadzeniem Roberta do Polski
      (mieszkalismy w Irlandii),z przeprowadzka w oka mgnieniu do domu
      rodzicow.W przeciągu tygodnia zmieniło się całe moje życie,
      straciłam męża ,ale i cały mój swiat, mój dom..
      Teraz najgorsze są dla mnie wieczory i noce.Płaczę codziennie, ale
      to i tak nie jest to.. Wszechogarniający ból i tęsknota wypalają mi
      serce.Czuje tak jak mamafredzia, ze cos narasta we mnie w srodku,cos
      co kiedys moze wybuchnąc jak wulkan.
      Ale nie po to tu weszłam w ten wątek.Chcę nam wszystkim cos napisac,
      słowa otuchy i nadziei. Ja codziennie staram sie nadac jakis sens
      smierci Roberta.Wierze, ze Bog miał jakis wazny powód,żeby Go do
      siebie zabrac.Wierze ,że ma plan. Moze nasi mężowie, partnerzy już
      zasłużyli sobie,żeby byc w pełni szczęsliwymi? Może oni są wybrani
      przez Boga? Może juz w swoim życiu przeszli dostatecznie duzo by
      teraz móc cieszyc się każdego dnia wieczną miłoscią i spokojem?
      Napiszę Wam cytat,który znalazłam na innym forum-Kafeteria pl. (cyt.
      uzytkownika efcia2978).Niesie on duzo nadziei i jest jakos tak
      lzej...Boli tak samo, ale...Zresztą sami przeczytajcie....

      "Smierc jest niczym. To tak jakbym się wymknął do sąsiedniego pokoju.
      Jestem wciąż sobą i Ty jestes sobą. Czymkolwiek dla siebie bylismy,
      tym jestesmy nadal. Nazywaj mnie moim dawnym imieniem, mów do mnie
      tak jak zawsze. Nie zmieniaj tonu, nie przybieraj na siłę poważnej i
      smutnej miny. Smiej się,tak jak zawsze smialismy się z żartów,które
      bawiły nas oboje.Módl się, usmiechaj,mysl o mnie. Niech moje imię
      zawsze będzie wymawiane zwyczajnie ,bez sladu cienia. Życie znaczy
      to samo,co zawsze znaczyło.I jest takie samo jak było dotąd,
      istnieje nieprzerwana ciągłosc. Dlaczego miałbym zniknąc z Twojego
      serca, skoro zniknąłem tylko z oczu? Czekam na Ciebie aż przyjdzie
      Twój czas. Jestem gdzies blisko, pamiętaj.Wsąsiednim pokoju,lub tuż
      za rogiem. Wszystko jest w porządku."
      H.Scott Holland

      Trzymajmy się dziewczyny.Oni gdzies tam są i nas kochają.Bo umrzec
      to zbyt mały powód żeby przestac kochac.
      Nie dajmy sie,choc ból i tęsknota rozrywa nam serca ...

      pozdrawiam
    • kasik2222 Re: nie daję rady 18.02.08, 10:21
      a jak dajecie radę, jak jesteście chore? Ja rozchorowałam sie w nocy
      z soboty na niedzielę - zatrułam się nie wiem czym, najpierw się
      przestraszyłam że jak mi się coś stanie, to co z dzieckiem, będzie
      samo w domu. Poźniej przestałam panikować, ale wtedy było mi tak
      strasznie brak męża, narastał żal i złość, jak mógł mnie tak
      zostawić. Jak mam sobie dać sama radę? Przecież nie decydowałam sie
      na samotne macierzyństwo, mieliśmy córeczkę wychowywać razem.
      Smialismy się, że będzie musiał się nauczyć pleść warkoczyki. A
      potem znowu żal do siebie samej za takie myśli. Przecież to nie jego
      wina.
      • alicjajulia Re: nie daję rady 21.02.08, 19:03
        Nie powinnaś mieć żalu do siebie. Twoja złość jest jak najbardziej na miejscu. Masz prawo ją czuć.
        We mnie też jest wielka złość na to, co się stało, na sprawcę wypadku, na mojego męża, za to, że wsiadł do tego samochodu, na cały świat. I wyję w poduszkę, że to nie w porządku, że to nie tak miało być, mieliśmy tyle wspólnych planów, tyle jeszcze do zrobienia i to wszystko zostało nam odebrane, jednym głupim wyskokiem pijanego kierowcy. To nie tak miało być!!!! Pozostała pustka, której nie da się niczym zapełnić, żal i ból, które są niezależne od tej złości. To wszystko dzieje się równolegle. Ale trzeba pozwalać sobie na te uczucia, chociaż czasem pewnie wszystkie wolałybyśmy nie czuć, nie być...
    • erybka77 Re: nie daję rady 18.02.08, 21:26
      Boze...wczoraj starałam się napisac nam wszystkim kilka słów otuchy
      i nadziei a dzis sama mam taki żal i smutek w srodku,że nie chce mi
      się życ. Dzis mija dokładnie miesiąc od Jego smierci. Miesiąc temu
      gdy jadłam sniadanie, przyszli z tą najtragiczniejszą wiadomoscią w
      moim życiu. Ja już do niego chcę isc, już chcę z nim byc. Dzis go
      prosiłam żeby nas do siebie zabrał, żebysmy znowu byli szczęsliwa
      rodziną.Jak dam radę dalej nie wiem..
      • kasik2222 Re: nie daję rady 19.02.08, 08:54
        dasz radę kochana. Pamiętam miesiąc po smierci Darka- 25.12 - święta
        bez Niego, drugi miesiąc, teraz czekam na trzeci, a jeszcze po
        drodze Jego urodziny. Wyj, jak Ci z tym dobrze, ja wyję, nie pomaga
        ale i tak nie umiem inaczej. Płacz i módl się, choć nawet modlic się
        nie chce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka