ex.mila
10.11.09, 10:10
chyba się Tadeusz nie pogniewa
i z wielkim podziękowaniem za wszystko co dla mnie zrobiłeś. nie proszę o więcej.
fragment mojej biblii
najchętniej sama przeczytałabym ci tę książkę, bo wiem jak trudno jest się
skupić na takiej ilości tekstu, szczególnie byle gdzie, byle jak wklejonej,
ale może dasz radę. liczę na to.
to moje konto tymczasowe, za moment je usunę. bo sam wiesz, lepiej dmuchać na
zimne. szczególnie jak funkcjonuje się w siwowych rejestrach jako potencjalny
samobójca, który cierpi na to, ze jeszcze nikt na niego nie nasłał policji i
psychiatry- to był cytat. Nie znam dnia ani godziny, więc muszę się ukrywać.
ale dzisiaj, po kilkuletniej przerwie włączyłam sobie Wilka Stepowego i zalezy
mi na tym, żebyś przeczytał. Po prostu.
Taziuta- mam prośbę. Jak winchester przeczyta to usuń, bo jak tego nie zrobisz
siwa naśle na mnie policję. I to nie jest na żarty.
dodam- zdanie i komentarze postronnych mnie nie interesują.
digesta- specjalnie wybrałam ten fragment to przewija się w nim słowo
"troska". bo jak wiadomo- od dwóch dni, ale zawsze- wymagam specjalnej
"troski". i w ten specjalny sposób się o mnie zatroszczyły. Obydwie.
od wczoraj "troska" to moje ulubione słowo.
chyba założęd sobie taki tymczasowy nick, o ile nie jest jeszcze zajęty.
Troska- do twarzy mi z tym?
Hessse juz się dawno podłamał w grobie,ze jakaś psycholka(to też cytat) go
niby cytuje a gada o sobie. Przyćmiłam go specjalną troską.
niech mu będzie- teraz jego pięć minut.
traktat i wilku stepowym i teatr magiczny musisz znaleźć sobie sam - za
sążniste, żeby wklejać
zmieniłam zdanie - bo w międzyczasie cały czas podczytywałam - nie będzie o
specjalnej trosce, będzie o przyjemnościach
Zadziwiające, co też człowiek potrafi przełknąć! Chyba z dziesięć minut
czytałem gazetę, chłonąłem oczyma wypociny jakiegoś nieodpowiedzialnego
człowieka, przeżuwającego w swych ustach słowa innych, by je następnie -
zaprawione śliną, ale nie strawione - znów z siebie wydalić. Pochłonąłem tak całą
długą szpaltę. Po czym zjadłem dobry kawał wątroby, wyciętej z ciała zarżniętego
cielaka. Przedziwne! Najlepsze ze wszystkiego było alzackie wino. Nie lubię -
przynajmniej na co dzień - odurzających, mocnych win, które wydatnie pobudzają i
odznaczają się znanym, specyficznym smakiem. Najbardziej lubię całkiem młode,
lekkie, skromne wina bez nazwy; można ich wypić dużo, mają dobry i przyjemny
aromat wsi, ziemi, nieba i drzew. Kieliszek alzackiego wina i kawałek dobrego
chleba
to najlepszy posiłek. Zjadłem wszakże już jedną porcje wątroby, szczególny dla
mnie
przysmak, gdyż rzadko jadam mięso, a przede mną stał już drugi kieliszek wina.
Dziwne było również i to, że w jakichś zielonych dolinach zdrowi, dzielni ludzie
uprawiają winną latorośl i tłoczą wino, aby gdzieś tam w świecie, z dala od nich,
kilku rozczarowanych, z cicha popijających mieszczuchów i bezradnych wilków
stepowych mogło wysączyć z kielichów nieco odwagi i dobrego samopoczucia. Co
do mnie - niech to będzie i dziwne! Jest dobre, pomaga, poprawia humor. Na myśl o
bzdurach w artykule parsknąłem spóźnionym, przynoszącym ulgę śmiechem i nagle
przypomniałem sobie znowu zapomnianą, cichą, na trąbce wygraną melodię; uniosła
się we mnie jak mała, lśniąca bańka mydlana, błysnęła, ukazując w kolorowym,
zmniejszonym odbiciu cały świat, i rozprysnęła się łagodnie. Skoro było
możliwe, że
ta boska, mała melodyjka potajemnie zapuściła w mej duszy korzenie i pewnego dnia
na nowo rozkwitała cudownym wielobarwnym kwiatem, czyż mogłem być
całkowicie zgubiony? A jeśli nawet jestem zbłąkanym zwierzęciem, nie
rozumiejącym otaczającego świata, to przecież moje głupie życie ma jakiś sens,
skoro
coś we mnie udziela odpowiedzi, odbiera wołania z dalekich, wyższych światów,
gromadzi w moim mózgu tysiące obrazów:
Anielskie hufce Giotta z małego, błękitnego sklepienia kościółka w Padwie,
tak bikej- jestem rozedrgana a lecole był pod moje dyktando. Masz absolutną rację.