14.04.09, 12:34
W jednym z wątków ktoś kiedyś napisał na temat spowiedzi.
Wypowiedź wskazywała, że autor za istotę spowiedzi uważa pokutę,
która jest niewspółmiernie mała w stosunku do "grzechów" i zupełnie
nieskuteczna - bo nie zmienia życia "grzesznika".

Myślę, że nie jest to odosobniony osąd spowiedzi, ale niestety
z gruntu fałszywy. Bo istotą spowiedzi jest zaspokojenie
potrzeby opowiedzenia o sobie, o swoich najciemniejszych stronach - z
gwarancją, że nie będzie to ujawnione.

Substytutem spowiedzi są teraz fora internetowe. Ludzie z upodobaniem
wyjawiają paskudne szczegóły ze swojego życia, a potem dziwią się/cierpią, gdy
to wszystko ktoś wykorzystuje przeciwko nim.

Oczywiście paskudne jest to wykorzystywanie wiedzy przeciwko komuś,
ale niezależnie od tego - wina leży również w tych "forumowych penitentach".

Ale skąd się bierze ta potrzeba "opowiedzenia siebie" drugiemu człowiekowi -
tego nie wiem.
Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • kwiaty.polskie Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 12:41
      Ostatnio pepełniłam czyn podręcznikowy. Wypłakałam się nieznajomemu
      w pociągu:-))) Wsiadłam zaryczana jak bóbr, z bezsilności właśnie i
      na pytanie "co się pani stało" popłynęłam jak Ganges. Na szczęście
      mogłam się "zrewanżować" bo ów nieznajomy również miał ciężki
      problem.Zrobiliśmy sobie coś w rodzaju psychoterapii. Teraz mi
      głupio jak o tym myślę ale czasem bywają takie momenty.
      • sclavus Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 12:43
        a może... wynikające z podświadomości : chciałbym/ałabym,
        żeby "ktoś" wiedział... ?
        • wos9 Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 12:51
          sclavus napisał:

          > a może... wynikające z podświadomości : chciałbym/ałabym,
          > żeby "ktoś" wiedział... ?

          Nie Sclavi, po prostu czasem trzeba się wypłakać... Może lepiej
          obcemu...?
        • kwiaty.polskie Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 12:58
          Akurat nie w tym przypadku ale ogólnie jest w tym ziarnko prawdy.
          Wygadanie się czy wypłakanie pozwala na oswojenie problemu. Nie wiem
          czy to dobre słowo ale wydaje mi się,że taki "obgadany" problem
          trochę traci wagę.
        • kwadrydurka Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 16:30
          sclavus napisał:

          > a może... wynikające z podświadomości : chciałbym/ałabym,
          > żeby "ktoś" wiedział... ?

          "Ktoś" czyli...kto?
          Czy jeśli ktoś wie - to jest się mniej samotnym?
          • sclavus Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 16:59
            Ktoś, to ktoś... idziesz ulicą, czy jesteś na kawie, napotykasz
            czyjś wzrok, uśmiech... masz flasha - i to jest ten "ktoś"... W
            sprzyjających okolicznościach, wygadujesz się ktosiowi i w tym
            momencie jesteś mniej samotna: "przecież komuś to powierzyłam"... :)
            Z drugiej zaś, jeżeli wobec bliskiej osoby zaczynasz: "coś ci
            powiem, tylko nie powtarzaj tego nikomu", pozostajesz samotna -
            wyraziłaś podtekstem brak zaufania i jeśli doszło do zwierzenia,
            masz w następstwie wyrzuty typu, głupstwo zrobiłam...
            Tak czy owak, to nie zamyka problemu bo może być zupełnie
            inaczej... :)
            • kwadrydurka Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 17:09
              sclavus napisał:

              > Tak czy owak, to nie zamyka problemu bo może być zupełnie
              > inaczej... :)

              Oj, może ;-)
              Mam w pracy koleżankę, której trzeba zawsze zaznaczyć, jeśli
              ma nie powtarzać nikomu - wtedy "milczy jak grób".
              Gdy się zapomni zastrzec - niedługo wiedzą wszyscy ;-)

              > czyjś wzrok, uśmiech... masz flasha - i to jest ten "ktoś"... W
              > sprzyjających okolicznościach, wygadujesz się ktosiowi i w tym
              > momencie jesteś mniej samotna

              Nie tyle może w tym momencie "jesteś mniej samotna" co "czujesz się mniej
              samotna"...
              Poczucie samotności... Czy to cena, którą człowiek płaci za ateizm?
              • sclavus Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 18:01
                Hi!
                Niczym nie płacę za mój... może mi tylko kilku "wrogów" przybyło :)
              • ka.mu Cena 14.04.09, 19:01
                kwadrydurka napisała:
                > Poczucie samotności... Czy to cena, którą człowiek płaci za ateizm?

                Za ateizm nie płaci się innej ceny niż cenę niezależności. Jeśli wolność kosztuje, to już wiesz jaka jest ta cena. Jak za wszelką inną wolność. Od czegoś i do czegoś.

                A samotność dopada najbardziej wierzących, co wyraził Chrystus, mówiąc "Boże, czemuś mnie opuścił?".
                Ja to odczytuję metaforycznie, nie muszę zaraz wierzyć literalnie.
                Trochę mnie jednak dziwi w naszej pięknej ojczyżnie, że niewierzących uważa się za z lekka (może bardzo) upośledzonych. W słodkiej Francji czegoś podobnego nigdy nie poczułam.
                • kwadrydurka Re: Cena 14.04.09, 19:09
                  ka.mu napisała:

                  > Trochę mnie jednak dziwi w naszej pięknej ojczyżnie, że
                  > niewierzących uważa się
                  > za z lekka (może bardzo) upośledzonych. W słodkiej Francji czegoś
                  > podobnego nigdy nie poczułam.

                  A po czym stwierdzasz, że w Polsce tak się uważa? (Kimże jest to "Się"?)

                  Kiedyś jeszcze na FKK ktoś (nie będę po nicku wymieniać) stwierdził,
                  że to wierzący są upośledzeni ;-)
                  • ka.mu Re: Cena 14.04.09, 19:16
                    No cóż, na takie reakcje się natknęłam tu, a nie tam. Co robić, skoro to co tu bardziej jednak mnie dotyka.
                    Było sporo razy coś w rodzaju sugestii, że niewierzący są jak kaleki, mają amputowaną istotną strefę wyższej uczuciowości, skoro wiara to uczucie. Bo na rozum się nie da, wiadomo.
                    Kiedyś nawet GW dała wielki tekst w Arce Noego o niższości niewierzacych. Aż mnie zatkało, bo głosu odredakcyjnego nie widziałam.
                    • kwadrydurka Re: Cena 14.04.09, 19:22
                      ka.mu napisała:

                      > Było sporo razy coś w rodzaju sugestii, że niewierzący są jak
                      > kaleki, mają amputowaną istotną strefę wyższej uczuciowości, skoro
                      > wiara to uczucie. Bo na rozum się nie da, wiadomo.

                      Wiara to kwestia woli a nie uczuć :-)

                      No ale Ciebie o przejmowanie się "sugestiami"
                      to nie podejrzewałam ;-) Jedni sugerują to, inni wręcz przeciwnie.
                      To by trzeba było naprzemiennie wpadać w depresję albo w euforię ;-)
                • zzaqq Węcławski 14.04.09, 19:59
                  ka.mu napisała:
                  > Za ateizm nie płaci się innej ceny niż cenę niezależności. Jeśli wolność kosztu
                  > je, to już wiesz jaka jest ta cena. Jak za wszelką inną wolność. Od czegoś i do
                  > czegoś.

                  Bardzo ciekawy artykuł.
                  tygodnik.onet.pl/1,6350,druk.html
                  CytatCzy wnioski, do jakich doszedł prof. Węcławski, przekreślają jego dotychczasowy dorobek teologiczny, czy przeciwnie – są konsekwencją rozwoju myślenia, które zawsze odznaczało się dużą wewnętrzną wolnością i oryginalnością? Niewątpliwie ze względu na jakość tej myśli zasługuje ona na gruntowną analizę i komentarz. W tym miejscu chciałbym jedynie wskazać pewne punkty, które post factum odczytać można jako zapowiedzi obecnej decyzji.

                  W wykładach prowadzonych w latach 2004-05 o dziejach wyznania wiary Kościoła pojawia się z pozoru marginesowa uwaga. Węcławski zauważa, że dogmatyczna formuła chalcedońska, wskazująca, iż w jednej osobie Jezusa zjednoczone są dwie natury: boska i ludzka – bez zmieszania, bez zmiany, bez podziału i bez rozłączenia, prowadzi do „dość niezwykłych i dotąd nie do końca przemyślanych konsekwencji". „Oznacza bowiem z jednej strony, że wszelkie próby odczytania tajemnicy bóstwa Jezusa z prostego spojrzenia na Jego ludzką historię są już w punkcie wyjścia skazane na niepowodzenie, z drugiej natomiast, że nie mamy innego przystępu do tajemnicy Boga niż ten, który odkrywa przed nami ludzka historia Jezusa". Uwagę tę zamyka konkluzja, że to podwójne wyzwanie „jest sednem zadania chrześcijańskiej teologii".

                  Rok później, w artykule „Jezus przyjacielem grzeszników", poznański teolog mówi już bez ogródek o podwójnym paradoksie, który spycha na margines wartość ludzkiego życia Jezusa, a tym samym podważa sens wcielenia. Przekroczeniem tej aporii jest odkrywanie sensu życia Jezusa we własnym życiu każdego człowieka bez nadawania go „z zewnątrz", czyli bez odwoływania się do jakichkolwiek uniwersalizmów religijnych. Teza ta stanie się głównym tematem wykładów obecnego roku akademickiego oraz – jak się można domyśleć – powodem decyzji o formalnym zerwaniu więzów z wiarą Kościoła.
                  • kwadrydurka nie "Węcławski" tylko "Polak" ;-) 14.04.09, 20:11
                    Musiał jakoś "uzasadnić" swój romans a potem małżeństwo ;-)

                    • zzaqq Re: nie "Węcławski" tylko "Polak" ;-) 14.04.09, 20:55
                      kwadrydurka napisała:

                      > Musiał jakoś "uzasadnić" swój romans a potem małżeństwo ;-)

                      Nic nie musi. Cały czas piszę, że to tzw. wymogi kulturowe z wyższych sfer
                      wymagają od nas byśmy żyli tak a nie inaczej. Jednocześnie, jak żyją te wyższe
                      sfery każdy widzi. Ja wolę być chamem.
                      • kwadrydurka Re: nie "Węcławski" tylko "Polak" ;-) 14.04.09, 21:06
                        zzaqq napisał:

                        > Nic nie musi.

                        Etam - nie zrozumiałeś mnie ;-)
                        Chodzi o to, że Węcławski cały system filozoficzny stworzył,
                        aby uzasadnić swoje odejście od KK -
                        a wystarczyło po prostu się przyznać, że się zakochał i nie
                        jest w stanie dochować celibatu.
                        • zzaqq Tym bardziej gościa szanuję. 14.04.09, 21:16
                          kwadrydurka napisała:

                          > zzaqq napisał:
                          >
                          > > Nic nie musi.
                          >
                          > Etam - nie zrozumiałeś mnie ;-)
                          > Chodzi o to, że Węcławski cały system filozoficzny stworzył,
                          > aby uzasadnić swoje odejście od KK -
                          > a wystarczyło po prostu się przyznać, że się zakochał i nie
                          > jest w stanie dochować celibatu.

                          Nie okazał się Paetzem.
                          • kwadrydurka Re: Tym bardziej gościa szanuję. 14.04.09, 21:37
                            zzaqq napisał:

                            > Nie okazał się Paetzem.

                            Nie rozumiem: za co go szanujesz? Że nie okazał się gejem,
                            czy że nie miał odwagi przyznać się do swojej miłości,
                            tylko wymyślał jakieś inne powody?
                            • zzaqq Chyba się zacwałowałaś 14.04.09, 21:48
                              kwadrydurka napisała:

                              > zzaqq napisał:
                              >
                              > > Nie okazał się Paetzem.
                              >
                              > Nie rozumiem: za co go szanujesz? Że nie okazał się gejem,
                              > czy że nie miał odwagi przyznać się do swojej miłości,
                              > tylko wymyślał jakieś inne powody?

                              Paetz był tylko użyty jako przenośnia uciech cielesnych. Od kiedy to można mieć
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=88572&w=94022641&a=94041288
                              w RP?

                              Gdyby facet dalej czuł wiarę, zmieniłby obrządek, a nie wystąpił całkowicie.
                              • kwadrydurka Re: Chyba się zacwałowałaś 14.04.09, 22:07
                                zzaqq napisał:

                                > Gdyby facet dalej czuł wiarę, zmieniłby obrządek, a nie wystąpił
                                > całkowicie.

                                To Ty "cwałujesz" Zzaqq ;-)

                                Ale jakoś już nie mam ochoty na ten temat pisać.
                                Nie był ten człowiek nigdy dla mnie autorytetem, więc tak naprawdę mało mnie
                                "obeszło" całe to wydarzenie.
                                • zzaqq A mnie fascynuje jak można... 14.04.09, 22:15
                                  kwadrydurka napisała:

                                  > zzaqq napisał:
                                  >
                                  > > Gdyby facet dalej czuł wiarę, zmieniłby obrządek, a nie wystąpił
                                  > > całkowicie.
                                  >
                                  > To Ty "cwałujesz" Zzaqq ;-)
                                  >
                                  > Ale jakoś już nie mam ochoty na ten temat pisać.
                                  > Nie był ten człowiek nigdy dla mnie autorytetem, więc tak naprawdę mało mnie
                                  > "obeszło" całe to wydarzenie.

                                  ... dojść tak daleko. Do ksiąg zakazanych śmiertelnikom i po ich przeczytaniu
                                  powiedzieć, pa pa. Facet mnie fascynuje swoją niezależnością. Kto wie, czy nie
                                  on jest bliżej "Boga" niż cała reszta, co go personalizuje.
      • kwadrydurka Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 16:28
        No tak - ale bywają takie "wyznania", które mogą przygnieść
        nieznajomego człowieka, nieopatrznie oferującego chęć
        wysłuchania. To samo może dotyczyć nie tylko "nieznajomego z pociągu" ale także
        "znajomego z forum". Czasem taki obarczony wyznaniem ponad siły może reagować w
        sposób bardzo niepożądany.

        Czy nie wydaje Wam się, że spowiedź tradycyjna jest bezpieczniejsza?
        • ka.mu Spowiedź 14.04.09, 16:47
          Czy wyobrażasz mnie sobie z taką sprawą u pana księdza?
          Prędzej już u psychologa, ale mało który sensowny...
          • kwadrydurka Re: Spowiedź 14.04.09, 16:53
            ka.mu napisała:

            > Czy wyobrażasz mnie sobie z taką sprawą u pana księdza?

            Ciebie? Pewnie :-)
            Ja mam bogatą wyobraźnię...
            • ka.mu Re: Spowiedź 14.04.09, 17:00
              Z księdzem to ja mogę najwyżej na wino mszalne się wybrać ;-)))
        • sclavus Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 17:01
          Nie zdarzyło mi się spowiadać "na spowiedzi"... - wolę
          tego "ktosia", jeśli już...
        • kwiaty.polskie Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 20:37
          To zależy od tradycji.:-)))))
          Nie jestem katoliczką.Nie jestem nawet chrześcijanką.Nie rozumiem
          tej tradycji.Zresztą "nieznajomemu z pociągu" nie powirzeyłam swoich
          grzechów tylko swoją bezradność.Żałuję,że nie mogę mu pomóc
          boproblem miał większy od mojego.Mnie zwyczajnie bezsilność wobec
          ludzkiej podłości ogarnęła.
          • kwadrydurka Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 20:51
            kwiaty.polskie napisała:

            > Zresztą "nieznajomemu z pociągu" nie powirzeyłam swoich
            > grzechów tylko swoją bezradność./.../.Mnie zwyczajnie bezsilność
            > wobec ludzkiej podłości ogarnęła.

            Eeeee - to Ty się z cudzych grzechów mu "wyspowiadałaś" ;-)
            To zupełnie inna bajka...
            • kwiaty.polskie Re: Może z poczucia bezsilności? 14.04.09, 20:57
              Z własnego. Z grzechu głupoty. Nie byłam w stanie pomóc komuś bo
              podłość,ktora tę osobę spotkała przerosła moje rozumienie świata.
    • taziuta Re: Spowiedź 14.04.09, 12:45
      kwadrydurka napisała:


      > Ale skąd się bierze ta potrzeba "opowiedzenia siebie" drugiemu
      > człowiekowi - tego nie wiem.
      > Co o tym myślicie?

      Myślę, że w wielu przypadkach przyczyną jest brak w realu kogoś,
      komu o swoich problemach można szczerze opowiedzieć.
      • kwadrydurka Re: Spowiedź 14.04.09, 16:32
        taziuta napisał:

        > Myślę, że w wielu przypadkach przyczyną jest brak w realu kogoś,
        > komu o swoich problemach można szczerze opowiedzieć.

        Pewnie masz rację - ale skąd ta potrzeba szczerego opowiedzenia?
        • taziuta Re: Spowiedź 14.04.09, 16:41
          kwadrydurka napisała:

          > taziuta napisał:
          >
          > > Myślę, że w wielu przypadkach przyczyną jest brak w realu kogoś,
          > > komu o swoich problemach można szczerze opowiedzieć.
          >
          > Pewnie masz rację - ale skąd ta potrzeba szczerego opowiedzenia?


          Emocje, uczucia, wewnętrzna potrzeba/imperatyw/chęć...

          A tak w ogóle, to po co ludziom przyjaciele? ;)
          /w każdym razie większości.../
    • wos9 Może dla niektórych fora są takim substytutem, ale 14.04.09, 12:49
      ja swoich "grzechów" nie ujawniam. Ani w internecie, ani tym
      bardziej xiundzu.
      Chyba, że za taki grzech uznasz fakt posiadania przeze mnie
      trzeciego męża?...
      • kwiaty.polskie Re: Może dla niektórych fora są takim substytutem 14.04.09, 12:59
        Posiadanie trzeciego męża nie jest grzechem:-)))))))))
        • wos9 Re: Może dla niektórych fora są takim substytutem 14.04.09, 13:23
          kwiaty.polskie napisała:

          > Posiadanie trzeciego męża nie jest grzechem:-)))))))))

          Wg xiundza - tak. Ale to mnie nie obchodzi.
      • kwadrydurka Re: Może dla niektórych fora są takim substytutem 14.04.09, 16:34
        wos9 napisała:

        > ja swoich "grzechów" nie ujawniam. Ani w internecie, ani tym
        > bardziej xiundzu.
        > Chyba, że za taki grzech uznasz fakt posiadania przeze mnie
        > trzeciego męża?...

        Ja tam nie mam nic do uznawania ;-)
        Pytanie, dlaczego Ty o tym trzecim mężu piszesz na forum?
        Może to Ty widzisz w tym jakiś problem?
        • wos9 Skąd! Wręcz przeciwnie - nie mam z tym problemu. 14.04.09, 19:17

          kwadrydurka napisała:

          > wos9 napisała:
          >
          > > ja swoich "grzechów" nie ujawniam. Ani w internecie, ani tym
          > > bardziej xiundzu.
          > > Chyba, że za taki grzech uznasz fakt posiadania przeze mnie
          > > trzeciego męża?...
          >
          > Ja tam nie mam nic do uznawania ;-)
          > Pytanie, dlaczego Ty o tym trzecim mężu piszesz na forum?
          > Może to Ty widzisz w tym jakiś problem?
    • zzaqq Im więcej o sobie wiemy tym bardziej 14.04.09, 13:00
      jesteśmy szczerzy. A do dyskusji potrzeba szczerości.
      • kwadrydurka Re: Im więcej o sobie wiemy tym bardziej 14.04.09, 16:39
        zzaqq napisał:

        > jesteśmy szczerzy. A do dyskusji potrzeba szczerości.

        Wiesz...jak o sobie opowiesz obcej osobie - to nie Ty będziesz o kimś wiedział,
        tylko ten ktoś o Tobie. Ten ktoś może o sobie opowiadać - ale czy będzie
        szczery, czy tylko będzie tę szczerość udawał, żeby Ciebie do szczerości
        zachęcić - tego nie wiesz.
        Wydaje się więc, że zanim się komuś o sobie szczerze opowie - najpierw warto go
        przetestować w działaniu :-)
        • zzaqq Widzisz trzeba komuś zaufać 14.04.09, 18:04
          kwadrydurka napisała:

          > zzaqq napisał:
          >
          > > jesteśmy szczerzy. A do dyskusji potrzeba szczerości.
          >
          > Wiesz...jak o sobie opowiesz obcej osobie - to nie Ty będziesz o kimś wiedział,
          > tylko ten ktoś o Tobie. Ten ktoś może o sobie opowiadać - ale czy będzie
          > szczery, czy tylko będzie tę szczerość udawał, żeby Ciebie do szczerości
          > zachęcić - tego nie wiesz.
          > Wydaje się więc, że zanim się komuś o sobie szczerze opowie - najpierw warto go
          > przetestować w działaniu :-)

          Inaczej człowiek zwariuje. Każdy mówi to co chce. Jeśliby nic o sobie nie mówić to po co pisać na forum prywatnym? Pamiętam czasy jeszcze USENETU tam nie tylko ludzie pisali pod pseudonimami, ale pod własnym imieniem i nazwiskiem. Dla mnie forum jest nową formą komunikacji, tak jak np. telefon. Kiedy do kogoś dzwonisz, nawet pierwszy raz, wypada się przedstawić. O niecne wykorzystywanie się nie obawiam. Mam małpią zdolność zdobywania informacji. Co z tego, że ludzie się ukrywają, nie mówią o sobie prawdy, jak i tak wiem np. skąd pisze Pozarski czy Tim. Dla przykładu poznałem dziewczynę, poznałem to za dużo powiedziane, na jednym z placów we Wrocławiu. Bardzo mi się spodobała. Nie miałem wtedy ani sposobność, ani czasu by z nią dłużej pogadać. Dziś wysłałem do niej maila. Tyle mi wystarczyło, by znaleźć namiary na drugiego człowieka, którego kiedyś zobaczyłem na ulicy nie znając nawet jego imienia.
          • kwadrydurka Re: Widzisz trzeba komuś zaufać 14.04.09, 20:06
            Ale dlaczego, Zzaqq? Dlaczego "trzeba zaufać"?

            Tak sobie myślę: czy samotność dotyka dobrych ludzi? Takich,
            co to świadomie nie popełniają złych rzeczy - a jeśli popełniają, to szybko się
            z nich wycofują? Czy oni mają problem z zaufaniem?
            Może nie - bo nie mają czego się obawiać w przypadku ujawnienia
            wyznań?

            Może ci, którzy rozpaczliwie szukają kogoś obcego, kto by chciał ich wysłuchać -
            są (przynajmniej w swoim mniemaniu) złymi ludźmi?
            Albo bardzo się boją, że się takimi okażą?

            zzaqq napisał:

            > Mam małpią zdolność zdobywania informacji.

            A jak małpy zdobywają informacje? ;-)
            • zzaqq Re: Widzisz trzeba komuś zaufać 14.04.09, 20:40
              kwadrydurka napisała:

              > Ale dlaczego, Zzaqq? Dlaczego "trzeba zaufać"?
              >
              > Tak sobie myślę: czy samotność dotyka dobrych ludzi? Takich,
              > co to świadomie nie popełniają złych rzeczy - a jeśli popełniają, to szybko się
              > z nich wycofują? Czy oni mają problem z zaufaniem?

              Samotność dotyka każdego. Z tym, że "dobrych" ludzi dotyka to bardziej, bo są bardziej wrażliwi. Zostawieni sami sobie giną. Przypadkiem poznałem pewną kobietę. Wrażliwą jak 100 motyli. W życiu spotkało, ją tyle nieszczęść, że prawdopodobnie, jakbyśmy się nie spotkali i nie otworzyłaby się przede mną już by nie żyła. Miała myśli samobójcze i to ostre. Próbowała się otworzyć przed innymi, zdobyć trochę sił, by pożyć jeszcze - nadziei. W większości przypadków, jej zaufanie kończyło się kolejnym batem na plecy. W pewnym momencie taka osoba widzi, że stoi w miejscu, a świat ucieka.

              > Może nie - bo nie mają czego się obawiać w przypadku ujawnienia
              > wyznań?

              Jeśli od tych wyznań zależy Twoje życie, kto wie.

              > Może ci, którzy rozpaczliwie szukają kogoś obcego, kto by chciał ich wysłuchać
              > -
              > są (przynajmniej w swoim mniemaniu) złymi ludźmi?
              > Albo bardzo się boją, że się takimi okażą?

              Nie koniecznie złymi. Bardziej nie potrafiącymi się odnaleźć w uciekającym im świecie. Kiedyś popełnili jakiś mały błąd i wzięli garba na plecy, który cały czas im rośnie. Jeśli nie przekażą go innym, choćby po części, ten garb ich zadusi. Łatwiej jest dźwigać ciężką torbę we dwójkę niźli samemu.

              > zzaqq napisał:
              >
              > > Mam małpią zdolność zdobywania informacji.
              >
              > A jak małpy zdobywają informacje? ;-)

              Urodziłem się w czepku :) Bardziej bazuję na wyczuciu, instynkcie i tzw. szczęściu niźli kalkulacjach.
              • kwadrydurka Re: Widzisz trzeba komuś zaufać 14.04.09, 21:02
                zzaqq napisał:

                > Samotność dotyka każdego. Z tym, że "dobrych" ludzi dotyka to
                > bardziej, bo są bardziej wrażliwi.

                Porozmawiajmy o tym, proszę.
                Czy uważasz, że samotność to kwestia niezależna od człowieka?
                Coś jak choroba? Zawsze mi się wydawało, że to kwestia woli.
                Że człowiek sam "skazuje się" na samotność z przyczyn różnych:
                czasem jest to strach przed innymi, czasem pogarda dla nich.
                Ty piszesz, że samotność "dotyka" czyli jest niezależna od człowieka nią
                dotkniętego To "inni" skazują kogoś na samotność.

                > W życiu spotkało, ją tyle nieszczęść, że prawdopodobnie,
                > jakbyśmy się nie spotkali i nie otworzyłaby się przede mną już by
                > nie żyła.

                No, ale jeśli, jak piszesz "spotkało ją tyle nieszczęść" to nie stało się
                jednego dnia. Musiała na tę swoją samotność "zapracować",
                czyż nie? Jeśli za każdym razem ktoś dostaje "batem w plecy" to może nie wyciąga
                wniosków z poprzednich doświadczeń?
                • zzaqq Re: Widzisz trzeba komuś zaufać 14.04.09, 21:14
                  kwadrydurka napisała:

                  > zzaqq napisał:
                  > Porozmawiajmy o tym, proszę.
                  > Czy uważasz, że samotność to kwestia niezależna od człowieka?
                  > Coś jak choroba? Zawsze mi się wydawało, że to kwestia woli.
                  > Że człowiek sam "skazuje się" na samotność z przyczyn różnych:
                  > czasem jest to strach przed innymi, czasem pogarda dla nich.
                  > Ty piszesz, że samotność "dotyka" czyli jest niezależna od człowieka nią
                  > dotkniętego To "inni" skazują kogoś na samotność.

                  Samotna nie jesteś tylko z przyjacielem. Reszta udaje, że są z Tobą. Ale jak się
                  pojawi nowa impreza, nie koniecznie ciekawsza, ale nowa odejdą, być może wrócą.
                  Zostaną tylko przyjaciele. Przyjaciołom możesz powiedzieć najstraszniejsze
                  rzeczy. Nie obrażą się, raczej spytają się o co chodzi, co się stało? To
                  fałszywi przyjaciele skazują innych na samotność.

                  > > W życiu spotkało, ją tyle nieszczęść, że prawdopodobnie,
                  > > jakbyśmy się nie spotkali i nie otworzyłaby się przede mną już by
                  > > nie żyła.
                  >
                  > No, ale jeśli, jak piszesz "spotkało ją tyle nieszczęść" to nie stało się
                  > jednego dnia. Musiała na tę swoją samotność "zapracować",
                  > czyż nie? Jeśli za każdym razem ktoś dostaje "batem w plecy" to może nie wyciąg
                  > a
                  > wniosków z poprzednich doświadczeń?

                  W przypadku kobiet wszystko zaczyna się od jednego przeważnie. Dziecka i
                  odejścia ojca dziecka, a potem się już toczy.
      • ka.mu Szczerość 14.04.09, 16:59
        To raczej o otwarte wyrażanie myśli chodzi, a nie faktów z własnego życia.
        Nawet jeśli niektóre fakty uwierają, to lepiej ich nie zrzucać na barki wirtualnych osób, warto być samodzielnym. Czasem też takie opowieści prowadzą do ostrych ocen, a nicki wystawiające te oceny są być może niewarte zaufania. Sama widzę, jak intencja przy pisaniu przeradza się w swoje przeciwieństwo, ale coś tam poleci i już nie da się wymazać. Czytają wszyscy obecni, nie wiemy kto. Odpisują ci, których coś do tego zmotywowało. Dlatego opisane fakty mogą ściągnąć na piszącego utrapienia.

        Z drugiej strony, lepiej czasem podjąć ryzyko bełkotliwej wypowiedzi, niż milczeć za wszelką cenę. Bo z mętnej wypowiedzi można się wyplątać, wyrażając się jeszcze raz, jaśniej.
    • woda.woda Re: Spowiedź 14.04.09, 20:13
      > Myślę, że nie jest to odosobniony osąd spowiedzi, ale niestety
      > z gruntu fałszywy. Bo istotą spowiedzi jest zaspokojenie
      > potrzeby opowiedzenia o sobie, o swoich najciemniejszych stronach -
      z
      > gwarancją, że nie będzie to ujawnione.

      Przepraszam, ale skąd o tym wiesz?
      A może istotą spowiedzi jest wysiłek przyznania się do grzechu i
      gotowośc nazwania go?

      > Substytutem spowiedzi są teraz fora internetowe. Ludzie z
      upodobaniem
      > wyjawiają paskudne szczegóły ze swojego życia, a potem dziwią
      się/cierpią, gdy
      > to wszystko ktoś wykorzystuje przeciwko nim.

      To, być może, jest naiwność; wiara, że takie wyznania czytają tylko
      ludzie o dobrej woli. A, jak wiemy, tak nie jest.
      A czemu ludzie o tym piszą? Być może nie widzą nic złego w mówieniu
      o sobie, może chcą o tym porozmawiać?
      • kwadrydurka Re: Spowiedź 14.04.09, 20:28
        woda.woda napisała:

        > > Myślę, że nie jest to odosobniony osąd spowiedzi, ale niestety
        > > z gruntu fałszywy. Bo istotą spowiedzi jest zaspokojenie
        > > potrzeby opowiedzenia o sobie, o swoich najciemniejszych
        > > stronach - z
        > > gwarancją, że nie będzie to ujawnione.
        >
        > Przepraszam, ale skąd o tym wiesz?
        > A może istotą spowiedzi jest wysiłek przyznania się do grzechu i
        > gotowośc nazwania go?

        Napisałaś to samo co ja, tylko trochę innymi słowami :-))
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka