Dodaj do ulubionych

Prezydent Tusk

16.10.05, 21:23
Dziś zapewnia, że będziemy dumni z Polski, choć w 1987 r. polskość uważał
za... nienormalność! Krytykuje konkurentów do stołka prezydenta za wydawanie
ogromnych pieniędzy na kampanię, choć sam wydał ich najwięcej. Krytykuje
partie za branie pieniędzy z budżetu państwa, choć w 2001 r. jego Platforma
wzięła 7 milionów. Chce zwalczać korupcję, a jednocześnie nie usuwa z
kierownictwa PO człowieka oskarżonego publicznie o łapówkarstwo. Kim naprawdę
jest Donald Tusk? Czy aby nie prezydentem kameleonem, który zmienia
polityczne barwy w dowolny sposób?



Tusk to coś więcej niż syndrom kameleona. Owo zwierzątko ma w swojej naturze
zmianę barw. Tymczasem Tusk większość barw po prostu przejął od innych
polityków. I co ciekawe - także od... Lecha Kaczyńskiego!

Wszystkich zlustrować!
Dziś kandydat jest zwolennikiem totalnej lustracji, choć w 1992 r., do spółki
z Janem Rokitą, także Lechem Wałęsą i kilkoma kapusiami doprowadził do
odwołania rządu, który kapusiów chciał zlustrować. Jak do tego doszło? Oto 28
maja 1992 r. Sejm przyjął uchwałę lustracyjną, a ówczesny szef MSW Antoni
Macierewicz zapowiedział, że ją wykona. Już następnego dnia liberałowie z KLD
Tuska do spółki z Unią Demokratyczną złożyli wniosek o odwołanie rządu!
4 czerwca uchwała została wykonana i okazało się, że na liście agentów jest
ponad 60 posłów, senatorów i ministrów. Są ludzie z otoczenia Wałęsy, jest
nawet on sam! Przeciwnicy lustracji starali się za wszelką cenę obalić rząd
jeszcze tego samego dnia. Tusk wziął udział w naradzie nagranej kamerą, w
której spiskował przeciwko Olszewskiemu do spółki z Wałęsą, podejrzewanym o
współpracę z SB, i Leszkiem Moczulskim, którego sąd lustracyjny uznał za
kapusia bezpieki! Tej samej pamiętnej nocy czerwcowej rząd upadł. Diabli
wzięli lustrację, co dziś nie przeszkadza Tuskowi być jej gorącym
orędownikiem. Ale teraz lustracja jest trendy - chce jej większość Polaków, a
większość wybierze prezydenta...

Kryminaliści na wolności
Dziś Tusk to także walka z przestępczością, a więc szata żywcem zerwana z...
wroga nr 1, czyli Kaczyńskiego. Tymczasem przez ostatnich kilkanaście lat
kandydat miał tyle wspólnego z walką z bandytami, co nieboszczyk Kuroń z
trzeźwością. Nie dość, że jako liberał konsekwentnie sprzeciwiał się
zaostrzeniu kar, to jego sprzeciwu nie było słychać, gdy w 1989 r. Sejm
uchwalił amnestię, z której skorzystało kilkadziesiąt tysięcy kryminalistów.
Na wolność, obok zwykłych złodziejaszków, wyszli także mordercy i radośnie
zasilili rozwijającą się mafię. Przypadkiem rozwijającą się w okresie, kiedy
Polską rządzili lub współrządzili liberałowie!

Liberał, czyli aferał
Sprzeciwu Tuska nie było słychać, kiedy w 1990 r. zlikwidowano w policji pion
przestępczości gospodarczej. Przypadkowo w następnych kilku latach doszło do
setek afer gospodarczych i przypadkowo akurat wówczas, kiedy u władzy byli
liberałowie. Ministrem przekształceń własnościowych był wtedy Janusz
Lewandowski i to właśnie pod jego rządami przy prywatyzacji pojawił się
przymiotnik: „złodziejska”. Liberałowie zyskali zaś przydomek „aferałowie”, a
samo słowo „liberał” stało się wyzwiskiem, którym obrzucały się dzieci w
piaskownicy. Jak mówi anegdota z tamtych lat: - Liberał - krzyczy Krzyś do
Janusza. - Nie nazywaj mnie złodziejem! - odpowiadał urażony dzieciak.

Co wolno liberałowi...
I wreszcie modne hasło z okresu rządów liberałów - pierwszy milion trzeba
ukraść... żeby rozkręcić biznes. Trzeba było ukraść milion, a nakradziono
dziesiątki miliardów, właśnie pod rządami ludzi, którzy dziś będą zaprowadzać
w Polsce przyzwoitość i obcinać władzy przywileje. - Napatrzyłem się na ludzi
władzy - mówił Tusk w spocie wyborczym. Napatrzył się także na swoją partyjną
koleżankę Hannę Gronkiewicz-Waltz, która jako prezes NBP brała 100 tysięcy
miesięcznie! No ale co wolno liberałowi, to nie tobie... Tuskowi wolno także
poręczać wyjście zza krat aferzyście i ciekawe, że tak szybko media wyciszyły
ten skandal. No ale przecież pupilkowi kłód pod nogi rzucać nie będziem!

Nawrócony jak Oleksy
Ale my rzucim jeszcze kilka. Teraz o ostatnio demonstrowanej religijności
kandydata. Jeszcze niedawno wydawało się, że w jej okazywaniu nikt nie
przebije lewicowego „biskupa” Oleksego. Tego, który w obecności kamer modlił
się na Jasnej Górze. A jednak! Na kilka miesięcy przed wyborami Tuskowie
wzięli ślub kościelny, o czym rzecz jasna doniosły media.
Potem obwieściły kolejną radosną nowinę - Tusk spotkał się z arcybiskupem
Dziwiszem! Ten sam Tusk, który na początku lat 90. zwrócił się do prymasa
Polski per „pan”. Ten sam, który był zajadłym zwolennikiem aborcji i
wojującym ateistą. Przed wyborami stał się wzorem katolika. Do tego stopnia
wierzącym, że jego żona w czasie ostatniej debaty prezydenckiej pozowała do
kamer z ustawionym obok obrazem Jezusa Chrystusa.

Spałowane poglądy
Teraz o prawie do głoszenia poglądów. Podczas debaty prezydenckiej w TVP Tusk
zaatakował Kaczyńskiego za brak zgody dla demonstracji pederastów. Zdaniem
kandydata „Kaczor” uniemożliwił wszelkiej maści zboczeńcom prezentowanie
swoich poglądów. Tym samym dał dowód, że nie widzi różnicy między
rzeczywistym poglądem, a wsadzaniem tłoka do rury wydechowej.
To nie powinno dziwić, bo 4 czerwca 1993 r. Tusk siedział cicho, kiedy rząd z
udziałem jego liberałów wysłał policję na demonstrantów wyrażających swoje
poglądy. Przypadkiem wrogie Wałęsie i rządowi Hanny Suchockiej. Na 20 tysięcy
demonstrantów - w większości emerytów - rząd spuścił ze smyczy niebieską
sforę poprzebieraną w zomowskie uniformy. Jak za komuny radiowozy wjechały w
środek tłumu, a potem zaczęło się pałowanie. Kopanie po twarzach. Nawet w
przedsionku jednego z kościołów! Za co? Za wyrażanie poglądów, ale dziś to
Tusk jest gwarantem wolności, a Kaczor, którego brat szedł wtedy w pierwszym
szeregu demonstrantów, to dyktator, bo nie pozwolił pedałom mizdrzyć się na
ulicach!

Czarna legenda „Kaczora”
Dla potrzeb chwili kandydat potrafi przybrać spokojne kolory i w wieczorze
wyborczym odcina się od agresywnej kampanii. Tymczasem jeszcze kilka dni
wcześniej jego sztab rozgłaszał kłamliwe informacje na temat
prezydenta „Kaczora”. Zarzucano mu fatalne rządzenie Warszawą. Dlaczego
fatalne? Bo na kilka dni przed pierwszą turą wydał 80 tys. zł publicznych
pieniędzy na reklamę strategii rozwoju stolicy. Bo nie będzie pieniędzy na
warszawskie metro. A jeśli ich nie będzie, to również przez ludzi z PO,
którzy byli za przesunięciem inwestycji z 7. na 10. miejsce wśród zadań z
dofinansowaniem UE.
Wydanie 80 tysięcy złotych ma być ważniejsze od tego, że w ciągu najbliższych
pięciu lat 41 zagranicznych firm zainwestuje w Warszawie setki milionów euro!
Najwięcej spośród wszystkich stolic europejskich! A kiedy Kaczyński podczas
ostatniej debaty w TVP wspomniał, że pod jego rządami stolica awansowała o
pięć miejsc w rankingu atrakcyjności inwestycyjnej stolic europejskich, to
Tusk nie wahał się kłamać, że Warszawa jest za Budapesztem. Tymczasem jest
przed stolicą Węgier, ale przecież jeśli fakty są przeciwko nam, tym gorzej
dla faktów...

Szara plama na billboardzie
Sztab „człowieka z zasadami” nie waha się wykorzystywać do kampanii ludzi
walczących ze śmiercią w warszawskich hospicjach. Jegomość w koloratce
wymachuje przed kamerą papierami w towarzystwie platformersów. Jegomość jest
cool, bo popiera „człowieka z zasadami”. Cool nie jest ojciec Rydzyk, bo w te
zasady nie wierzy, a w jego „Trwam” leci „Nocna zmiana”, która kompromituje
Tuska.
A prawda o hospicjach? Nie jest istotna. Nie liczy się protest pięciu z nich
przeciwko szkalowaniu Kaczyńskiego. Nie liczy się, że w kilku pieniędzy jest
mniej, ale forsa jest d
Obserwuj wątek
    • chaynik Re: Prezydent Tusk 16.10.05, 21:57
      Wszystkich historykow ktorzy nie znaja historii wlasnej rodziny.
    • tow1sekr Re: Prezydent Tusk 16.10.05, 22:18
      Michal, naprawde Tusk jest najmniejszym złem, które może
      spotkać Polskę! Wyobrażasz sobie Polskę pod prezydenturą
      oszołoma leppieja, albo walczącego z marszami miłości
      kaczorka? Podobają mi się pomysły PO na politykę podatkową,
      na sposoby walki z bezrobociem.
      Wiadomo, że ktokolwiek będzie rządził będzie kradł, niech jednak
      przy tej okazji rozkręca gospodarkę, likwiduje bezrobocie
      i obniża podatki i będzie OK! Wilk syty (nakradziony polityk)
      i owca cała (bogatsze społeczeństwo).
      Taki plan maximum w ramach możliwych minimum.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka