lubat
12.09.09, 14:46
Nie chciał bym, aby mi przypisywano gębę antyamerykanizmu, ale kiedy czytam
takie teksty, to nieodparcie przychodzi mi na myśl stara kokota, która
koorwiła się całe swoje życie, a i teraz by nie odmówiła, gdyby się znalazł
chętny, ale teraz głównie zajmuje się śledzeniem, gdzie jaka młódka daje
jakiemuś chłopu.
Już abstrahuję od tego, że na całym świecie, w rodzinach wiejsko -
patriarchalnych dzieci mają swoje obowiązki i najnormalniej pracują. Dotyczy
to także dzisiejszej Polski. Może w USA nie ma tego zjawiska w skali masowej,
bo tam mają w tej funkcji Latynosów i Polaków.
Jakiś czas temu oglądałem na tivi Planeta (francuska) film o pracy przymusowej
dzieci w Indiach. Nie chodziło o pracę w swojej rodzinnej firmie czy na roli,
a o robotę w manufakturach, filiach firm m.in. amerykańskich i
zachodnioeuropejskich, gdzie z zasady nie przyjmuje się do pracy
dorosłych, tylko dzieci. Są tańsze.
Jest to praktyka na tyle powszechna, że już nie zwraca niczyjej uwagi, a ta
konkretna sprawa zainteresowała obrońców tych dzieci tylko dlatego, że bluzki
czy swetry wykonane przez te dzieci, spowodowały ciężki uszczerbek na zdrowiu
niemieckich i francuskich nabywców. Idąc tropem wyrobów, autorzy doszli do
miejsca ich produkcji i okazało się, że wielkie korporacje handlowe nie tylko
wykorzystują niewolniczą pracę dzieci, to jeszcze dają do obróbki tkanin czy
skór środki od dziesięcioleci zakazane w Europie czy USA ze względu na
szkodliwość dla zdrowia i środowiska. A te dzieci pracują bez jakichkolwiek
zabezpieczeń, czy odzieży ochronnej, po czym zużyte środki (farby, detergenty)
wylewa się wprost na ulice slamsów.