21.10.09, 15:19
A może w działaniach Klausa, poza intencją by wywrócić Traktat Lizboński, jest jednak dorzeczna racja?
Bo czy Traktat otwiera możliwość roszczeń niemieckich wobec Czechów i Słowaków? Otwiera. Nie automatycznie, ale jednak; nikt nie podważył analiz prawnych, z których wynika, że będzie to zarówno możliwe, jak i łatwiejsze do przeprowadzenia niż na gruncie obecnych uregulowań.
Czy Unia, idąc na ustępstwa wobec żądań Irlandii stworzyła precedens, na który zasadnie mogą się teraz powoływać inne kraje, żądając własnych gwarancji? Stworzyła.
Więc nie ma się co dziwić, że prezydent Czech i premier Słowacji, których obowiązkiem jest dbać w pierwszym rzędzie o interesy Czechów i Słowaków, robią co mogą, żeby w imię świętego spokoju Europy nie wpakować własnych obywateli w bryndzę.
Mnie, przyznam, przemawiają do przekonania argumenty za możliwie szybkim uruchomieniem procedur Traktatu Lizbońskiego. I bałbym się pomysłu pisania wszystkiego od nowa. Ale dlaczego nie można przed ostatecznym wejściem w życie poprawić jeszcze, co tylko da się poprawić. Traktat jest, oględnie rzecz ujmując, niedoskonały, pełen luk, niedociągnięć, powiązany sznurkiem. Więc zamiast krzyczeć: „Lisboa o muerte!”, może lepiej spróbować dołatać go jakoś do końca.
A co do ewentualnego referendum, zapowiadanego przez Torysów: nie wiem skąd przekonanie, że jego wynik jest z góry przesądzony, że Brytyjczycy na pewno zagłosowaliby przeciwko Lizbonie. Z podobnymi pomysłami wyszła pod koniec swojej kadencji Margaret Thatcher i był to jeden z powodów, dla których musiała odejść. Członkom i kierownictwu jej własnej partii wydało się to po prostu niebezpieczną brednią.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka