Dodaj do ulubionych

Miernota magistra

23.10.09, 14:53
Pasja powinna być dodatkiem do profesjonalizmu wynikającego z rzetelnego
wykształcenia. Nie powinna go zastąpić...
Obserwuj wątek
    • remiss Re: Miernota magistra 23.10.09, 15:43
      Zgadzam sie zupelnie z armin_tucker.
      Autor artykulu przejawia rzeczywiscie pasje, czy aby nie jest to ta pasja od
      Chrystusa? Moze wlasnie nieuswiadomione cierpienie jest glownym powodem
      popelnienia tej serii felietonow? A moze chodzi autorowi, aby przekonac
      wszystkich do rezygnacji ze studiow?
      Nie wiem, brak mi profesjonalizmu w ocenie sytuacji.Dostrzegam jednak jego brak
      rowniez u autora.
      PS. jak to powiedzial Jung? "Dopoki nie uczynisz nieswiadomego swiadomym, bedzie
      ono kierowalo Twoim zyciem, a Ty bedziesz nazywal to przeznaczeniem."
    • profesor_zwyczajny Miernota magistra 23.10.09, 16:09
      Całe szczęście w niektórych zawodach bardziej przydatnych społeczeństwu jak
      pilot, lekarz, kucharz, pirotechnik, policyjny negocjator, bankier czy
      farmaceuta podczas przyjmowania do pracy nie stosuje się zasady "Nie wymagali
      dyplomu, chcieli pasji", bo strach byłoby wyjść na ulicę...

      To nic, że ten artykuł przeczytało już ze 30 socjologów i gromkim chórem
      wytknęło cały szereg pomyłek, przejechało się po złej metodologii i mylnych
      wnioskach, skończywszy na lapsusach językowych i błędach w sztuce
      dziennikarskiej...

      Ważne by wszystkie luki, braki i wyrwy w wykształceniu porządnie zapacykować
      bezkrytyczną arogancją i samouwielbieniem i z wyświechtanymi przez wszystkich
      możliwych nieuków, amatorów i partaczy hasłami na ustach jak "pasja" czy
      "zapał" niczym "Wesoły Romek" z całych sił przeć na szkło...

      A jeszcze gorszym od samego niedouka jest nie sam nieświadom swojej niewiedzy
      niedouk, lecz ten, kto go promuje. I tak Gazeta Wyborcza jako autorytet
      uzdrawiający polską naukę i szkolnictwo wyższe wybrała sobie człowieka, który
      nie skończył studiów... nic dodać nic ująć....
      • adam02138 miernota profesora zwyczajnego jak kielbasa 24.10.09, 04:08
        Czy to ci socjologowie co nie sa nigdzie cytowani na swiecie?

        Wydaje mi sie ze juz profesorowie mieli czas na uzdrowienie nauki, w
        wolnej Polsce i Minister byl zawsze profesorem, szef PAN, wielu
        poslow, no i same uczelnie sa autonomiczne.

        Patrzac na stan nauki, moze czas odebrac jej uzdrawianie naukowcom.

        A jezeli chodzi o strach, to ja sie boje tych z dyplomami lekarzy.
        Rozgarnietych w tym zawodzie wielu nie spotkalem w Polsce.



        profesor_zwyczajny napisał:

        > Całe szczęście w niektórych zawodach bardziej przydatnych
        społeczeństwu jak
        > pilot, lekarz, kucharz, pirotechnik, policyjny negocjator, bankier
        czy
        > farmaceuta podczas przyjmowania do pracy nie stosuje się zasady
        "Nie wymagali
        > dyplomu, chcieli pasji", bo strach byłoby wyjść na ulicę...
        >
        > To nic, że ten artykuł przeczytało już ze 30 socjologów i gromkim
        chórem
        > wytknęło cały szereg pomyłek, przejechało się po złej metodologii
        i mylnych
        > wnioskach, skończywszy na lapsusach językowych i błędach w sztuce
        > dziennikarskiej...
        >
        > Ważne by wszystkie luki, braki i wyrwy w wykształceniu porządnie
        zapacykować
        > bezkrytyczną arogancją i samouwielbieniem i z wyświechtanymi przez
        wszystkich
        > możliwych nieuków, amatorów i partaczy hasłami na ustach jak
        "pasja" czy
        > "zapał" niczym "Wesoły Romek" z całych sił przeć na szkło...
        >
        > A jeszcze gorszym od samego niedouka jest nie sam nieświadom
        swojej niewiedzy
        > niedouk, lecz ten, kto go promuje. I tak Gazeta Wyborcza jako
        autorytet
        > uzdrawiający polską naukę i szkolnictwo wyższe wybrała sobie
        człowieka, który
        > nie skończył studiów... nic dodać nic ująć....
      • robotkuchenny Re: Miernota magistra 25.10.09, 12:16
        "Całe szczęście w niektórych zawodach bardziej przydatnych
        społeczeństwu jak pilot, lekarz, kucharz, pirotechnik, policyjny
        negocjator, bankier czy farmaceuta podczas przyjmowania do pracy nie
        stosuje się zasady "Nie wymagali dyplomu, chcieli pasji", bo strach
        byłoby wyjść na ulicę..."
        Szkoda tylko, że dyplom i tytuł mgr jest wymagany do pracy
        recepcjonistki, sekretarki, urzędnika, sprzedawcy w sklepie,
        fakturzysty, magazyniera itp. Co ma zrobić człowiek, który chciałby
        wykonywać takie proste prace? W czasach kiedy moi rodzice wchodzili
        w dorosłość ludzie mniej zdolni kończyli szkoły zawodowe i szli do
        prostych prac. Teraz, żeby dostać najprostszą pracę średnie
        wykształcenie często nie wystarcza.
    • kakanek81 Miernota magistra 23.10.09, 16:51
      Witam!!!
      Ja co prawda znam się tylko trochę na...ale Swoje powiem.Mam
      prawdziwy tytuł mgr.inż na niezłej uczelni.Za moich
      studenckich czasów śmieliśmy się,że oznacza to MOŻNA G...NO ROBIĆ
      I NIEŹLE ŻYĆ
      .Jak widać pewne prawdy się nigdy nie starzeją.Pod
      warunkiem,że ma się pracę oczywiście.Pamiętam czasy,że po studiach
      obowiązywał NAKAZ PRACY.Znaczyło to tyle,że trzeba było
      pracować w wyznaczonych firmach i za wyznaczone pieniądze.Mnie ta
      przyjemność ominęła ale wiem,że jak to w PRL-u nawet z nakazem
      pracy można było pokombinować
      .To co piszę wydaje się nie do
      uwierzenia kiedy absolwenci wyższych uczelni proszą o jakąkolwiek
      pracę nawet tę kosmicznie odbiegającą od ich kwalifikacji.Za moich
      czasów wyższe wykształcenie miało ok 7 -8% społeczeństwa,a teraz
      nawet nie chce mi się sprawdzać bo i po co.
      Prze ostatnie kilkanście lat byłem parkingowym w niepełnym
      wymiarze czasu pracy.Do moich zadań należało m.in.odśnieżanie
      parkingu zimą jako,że był to parking odkryty nieutwardzony.Ośnieżało
      się tradycyjną szuflą.To wbrew pozorom bardzo ciężka praca.Przy
      niezbyt ekspresowym odśnieżaniu właściciel zadał mi pytanie."KTO
      PANU DAŁ DYPLOM?"
      Do tego sprowadza się teraz waga mojego
      nazwijmy to DYPLOMU.
      Zakończę nieco sarkastycznie"UCZ SIĘ I PRACUJ A...GARB CI SAM
      WYROŚNIE"

      SzIWY
    • adam.01 Miernota magistra 23.10.09, 19:04
      Miernota magistra...ma pan rację ten tytuł, łącznie z uprawnieniami do wykonywania zawodu, jest niczym w powodzi różnych wyższych szkół tego i owego, zajmujących się hurtową produkcją głównie licencjatów, choć jak kto chce to i z takiej szkoły wyniesie jakąś wiedzę
      U pana wymagali pasji, i jest pan dziennikarzem. Nie wiedziałem że w naszym kraju to wystarczy
      Ale dochodzimy do tych samych wniosków. 5 lat humanistycznych studiów dziennych na państwowym uniwersytecie,studia zakończone 5 lat temu, cv wysyłane setkami do szkół oczywiście pracy nie ma, dyrektorzy rozkładają ręce "po co pan to kończył, my już mamy nauczyciela tego przedmiotu", Jedyną pracę jaką wtedy znalazłem, w swoim regionie, to była podstawowa praca na pół fizyczna, nie wymagająca żadnych kwalifikacji, ale nie narzekałem bo z czegoś trzeba żyć.Po 5 latach zapragnąłem czegoś więcej, w końcu można by zacząć robić coś innego, przyjeżdżam do Warszawy 3 miesiące temu, znów hurtowo rozsyłane cv, listy motywacyjne, aplikacje on-line, i gorzki powrót do punktu wyjścia,pieniądze się kończą, a ja idę do wybłaganej fizycznej roboty za kilkaset złotych z których 80 proc zabierze mi mieszkanie tutaj, reszta to nawet nie ma co mysleć, rozejrzę się chyba za jakąś jadłodajnią dla ubogich, bo wiarą że telefon rozdźwięczy magicznym zaproszeniem na rozmowę,się nie najem. Gdybym miał za co, to chyba wyjechałbym już z Polski, najzwyczajniej w świecie nie czuję się tutaj potrzebny, jak już mam pracować fizycznie to wolę to robić za godziwe pieniądze, a nie z bolącym kręgosłupem noc w noc zastanawiać się czy mi wystarczy na jedzenie
    • adam.01 Miernota magistra 23.10.09, 19:11
      Miernota magistra...ma pan rację ten tytuł, łącznie z uprawnieniami do
      wykonywania zawodu, jest niczym w powodzi różnych wyższych szkół tego i owego,
      zajmujących się hurtową produkcją głównie licencjatów, choć jak kto chce to i
      z takiej szkoły wyniesie jakąś wiedzę
      U pana wymagali pasji, i jest pan dziennikarzem. Nie wiedziałem że w naszym
      kraju to wystarczy
      Ale dochodzimy do tych samych wniosków. 5 lat humanistycznych studiów
      dziennych na państwowym uniwersytecie,studia zakończone 5 lat temu, cv
      wysyłane setkami do szkół oczywiście pracy nie ma, dyrektorzy rozkładają ręce
      "po co pan to kończył, my już mamy nauczyciela tego przedmiotu", Jedyną pracę
      jaką wtedy znalazłem, w swoim regionie, to była podstawowa praca na pół
      fizyczna, nie wymagająca żadnych kwalifikacji, ale nie narzekałem bo z czegoś
      trzeba żyć.Po 5 latach zapragnąłem czegoś więcej, w końcu można by zacząć
      robić coś innego, przyjeżdżam do Warszawy 3 miesiące temu, znów hurtowo
      rozsyłane cv, listy motywacyjne, aplikacje on-line, i gorzki powrót do punktu
      wyjścia,pieniądze się kończą, a ja idę do wybłaganej fizycznej roboty za
      kilkaset złotych z których 80 proc zabierze mi mieszkanie tutaj, reszta to
      nawet nie ma co mysleć, rozejrzę się chyba za jakąś jadłodajnią dla ubogich,
      bo wiarą że telefon rozdźwięczy magicznym zaproszeniem na rozmowę,się nie
      najem. Gdybym miał za co, to chyba wyjechałbym już z Polski, najzwyczajniej w
      świecie nie czuję się tutaj potrzebny, jak już mam pracować fizycznie to wolę
      to robić za godziwe pieniądze, a nie z bolącym kręgosłupem noc w noc
      zastanawiać się czy mi wystarczy na jedzenie
    • myszykiszek Dzięki 23.10.09, 21:13
      Niesamowite... Uczepić się jednego gorzkiego wyznania, naprawdę niezłej puenty
      - i pojechać po chłopaku, który akurat coś z TYM zrobił.

      Panie Kącki, lekki niedostatek warsztatu istotnie daje się zauważyć, pewnie
      Pan szybko pisał ten tekst. Ale dzięki za całą akcję. Nietrudno zauważyć
      gwałtowną zmianę nastawienia ludzi do "papierka" - i tych, którzy go chcą
      sobie jak najszybciej załatwić, i tych, którzy to umożliwiają. Ale dobrze mieć
      w garści namacalny fakt, którego dostarczyliście swoją prowokacją. Aż żałuję,
      że jej trochę dalej nie pociągnęliście.

      Pozdrowienia!
    • bartma Miernota magistra 23.10.09, 22:28
      "Zielone całe, gdy patrzyli na twojego 5-letniego passata, który wypatrzyłeś w niemieckim autokomisie. No i za gotówkę kupionego, bo wyciągałeś już 10 tysięcy brutto."

      Ja bym napisał "którego wypatrzyłeś".
      Matematyk/informatyk.
      Bez pasji.
      • profesor_zwyczajny Re: Miernota magistra 23.10.09, 23:41
        nawet napisany przez najbardziej "zaspanego" doktora artykuł naukowy przechodzi
        przez przy najmniej jedną recenzję i raczej nie do pomyślenia byłoby, żeby oddać
        publikację z błędami gramatycznymi, jak w powyższym "wyznaniu". A nie trzeba
        przecież wyższych studiów, żeby zgłębić tajniki zaimków...

        Jeżeli te niemiłosierne kompleksy z powodu nieudanych studiów aż tak dają się
        Panu Autorowi we znaki, że rozpoczyna krucjatę przeciwko wszystkiemu i
        wszystkim, i z okrzykiem "na pohybel wszystkim" anulowałby każdy jeden dyplom
        nadany po 1980 roku, to niech chociaż robi to poprawnym językiem polskim.

        A jeśli chodzi o to, że "jeździmy po chłopaku", to w obliczu wolności słowa
        zawsze najgłośniej wrzeszczą Ci, którzy nie mają nic do powiedzenie, lub którym
        brakuje wiedzy, żeby robić to poprawnie. A wolność słowa, o którą tak
        walczyliśmy, ma polegać na tym, że jak widzę kolące w oczy partactwo i
        niedouctwo, to chcę mieć prawo głośno to napiętnować.
        • efedra Re: Miernota magistra 24.10.09, 03:16
          profesor_zwyczajny napisał:

          > publikację z błędami gramatycznymi,

          Profesor, i to zwyczajny, który wytyka ludziom błędy gramatyczne,
          nie powinien sam robić ortograficznych -

          > zawsze najgłośniej wrzeszczą Ci, ...

        • adam02138 zwyczajna kielbaska 24.10.09, 04:13
          A masz cos do powiedzenia odnosnie meritum, co zachowujesz sie jak
          sfrustrowana pani od polskiego co ma duzo tytulow, a malo do
          powiedzenia.

          Smutni ci doktorzy, szturchani przez Wielkiego Ortografa. Niech
          zgadne minus dziesiec cytwan na LF? Za to duzo poprawnych przecinkow
          w zeszytach uniwersyteckich o durnej lacinksiej nazwie...


          profesor_zwyczajny napisał:

          > nawet napisany przez najbardziej "zaspanego" doktora artykuł
          naukowy przechodzi
          > przez przy najmniej jedną recenzję i raczej nie do pomyślenia
          byłoby, żeby odda
          > ć
          > publikację z błędami gramatycznymi, jak w powyższym "wyznaniu". A
          nie trzeba
          > przecież wyższych studiów, żeby zgłębić tajniki zaimków...
          >
          > Jeżeli te niemiłosierne kompleksy z powodu nieudanych studiów aż
          tak dają się
          > Panu Autorowi we znaki, że rozpoczyna krucjatę przeciwko
          wszystkiemu i
          > wszystkim, i z okrzykiem "na pohybel wszystkim" anulowałby każdy
          jeden dyplom
          > nadany po 1980 roku, to niech chociaż robi to poprawnym językiem
          polskim.
          >
          > A jeśli chodzi o to, że "jeździmy po chłopaku", to w obliczu
          wolności słowa
          > zawsze najgłośniej wrzeszczą Ci, którzy nie mają nic do
          powiedzenie, lub którym
          > brakuje wiedzy, żeby robić to poprawnie. A wolność słowa, o którą
          tak
          > walczyliśmy, ma polegać na tym, że jak widzę kolące w oczy
          partactwo i
          > niedouctwo, to chcę mieć prawo głośno to napiętnować.
          • armin_tucker łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 25.10.09, 00:14
            meritum to chyba byłoby takie, że z tej całej "wielkiej prowokacji" nic nie wynika.

            Świetnie ujął to ktoś z forumowiczów - jak bar mleczny zaproponuje posiłki za 1
            zł i zgłosi się 1500 osób, to prawidłowy wniosek jest taki, że ludzie są głodni,
            a wniosek Gazety Wyborczej - że bary mleczne są do dup..y.

            A za całej tej prowokacji wynika, że wymaganie kwalifikacji jest czymś złym, co
            jest całkowicie absurdalne. Bo choćby nie wiem jak się pan Kącki wytężał i mimo
            całej tej manipulacji ze strony GW, to suma sumarum na szczęście w Polsce jest
            tak, że dyplom uczelni wyższej mimo wielu uchybień systemowych, które należałoby
            naprawić, jest poświadczeniem kwalifikacji w danej dziedzinie.

            • zdarty_plakat Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 01:34
              >Bo choćby nie wiem jak się pan Kącki wytężał i mimo
              > całej tej manipulacji ze strony GW, to suma sumarum na szczęście w >Polsce jest
              > tak, że dyplom uczelni wyższej mimo wielu uchybień systemowych, >które
              należałoby naprawić, jest poświadczeniem kwalifikacji w danej >dziedzinie.

              Żeby nie napisać zwyczajowego "LOL" napiszę "Dobry żart tynfa wart", szczególnie
              że wiele dyplomów uczelni w stylu "Wyższa Szkoła Drylowania Wiśni" z pewnością
              poświadcza posiadanie kwalifikacji w danej dziedzinie. Co do tego zapewne nikt
              nie ma najmniejszych wątpliwości choćby nie wiem jak się wytężał i manipulował.
            • myszykiszek Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 01:58
              armin_tucker napisał:
              [...]
              > A za całej tej prowokacji wynika, że wymaganie kwalifikacji jest czymś złym, co
              > jest całkowicie absurdalne. Bo choćby nie wiem jak się pan Kącki wytężał i mimo
              > całej tej manipulacji ze strony GW, to suma sumarum na szczęście w Polsce jest
              > tak, że dyplom uczelni wyższej mimo wielu uchybień systemowych, które należałoby
              > naprawić, jest poświadczeniem kwalifikacji w danej dziedzinie.

              ... i dzięki naiwności takich jak Ty, akademie taka jak tu omawiana mają szansę
              prosperować, przynosić profity właścicielom, a papierki "poświadczające
              kwalifikacje" płacącym.

              Jeszcze raz brawa dla prowokatorów - bo niektórym naiwnym jednak spadną klapki z
              oczu dzięki temu.
              • armin_tucker Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 13:19
                O tym, że istnieje cała rzesza "Wyższych Szkół Lansu i Balansu" wiadomo było na
                długo przed całym tym cyklem publikacji, więc nie wnosi on w tym zakresie
                zupełnie nic nowego, może poza całą masą inwektyw kierowanych globalnie do
                całego środowiska akademickiego:

                Andrzej F. jest idealnym przykładem polskiego naukowca. (...) Andrzeja F.
                (...) byłby uważany za frajera i wywołałby gniew swoich studentów, podwładnych,
                szefów i kolegów, gdyby nagle postanowił prowadzić zajęcia na wysokim poziomie,
                różnicować oceny, ubiegać się o poważne zagraniczne granty badawcze. I pisać
                książki, które nie tylko nie są plagiatami, ale są wkładami w światową naukę.


                Nie zdziwiłbym się, gdyby za tego typu celowe i manipulacyjne uogólnienia nie
                sypnęły się pozwy sądowe przeciwko GW.

                Odstręczająca jest ponadto hipokryzja GW i jej autorów, kreujących się na
                stróżów moralności, gdy tymczasem sami chałturzą gdzie się da, oddają byle
                szybciej i byle więcej nierzetelnych tekstów z całą masą błędów, nie uciekając
                się również od PLAGIATU:

                www.tvn24.pl/12690,1585575,,,plagiat-znika--z-polek,wiadomosc.html
                • myszykiszek Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 14:46
                  Armin, a propos tego fragmentu o Andrzeju F.: są jednostki na takim jednym
                  (sądzę że niejednym) dużym państwowym uniwersytecie, gdzie dyrekcja planowo nie
                  popiera wniosków pracowników o dofinansowanie badań (podpis i poparcie są
                  warunkiem przedłożenia wniosku wyżej). Jedno z uzasadnień brzmi np. "bo inni też
                  by chcieli, a przecież wszystkich na stypendia nie wyślę".

                  Oczywiście że można próbować zdobywać dofinansowanie gdzie indziej, ale to też
                  trochę zależy od profilu badań. Można się niezależnie wybijać poprzez publikacje
                  i kontakty zagraniczne, i mieć szczęście do grantów z zewnątrz - ale to nie o aż
                  tak drastyczny uniwersytecki darwinizm chyba chodzi, bo część kosztów to Twoje
                  nerwy, oszczędności i twoja rodzina, a przy normalnym stanie rzeczy nie
                  musiałoby tak być.

                  Niech ten fragment o "idealnym przykładzie naukowca" będzie przesadzony, ale
                  może dzięki temu zgadają się trzy osoby, które inaczej by się nie zgadały, nie
                  wybiorą skostniałego dyrektora na następną kadencję, a może potem uda się nie
                  wybrać rektora, który nic nie robi w sprawie administracyjnego nowotworu, i uda
                  się wybrać takiego, który połowę administracji wyrzuci a zatrudni mniejszą
                  liczbę, ale za to profesjonalnych księgowych i sekretarek.

                  Oburzanie się na ataki na środowisko akademickie może być niestety po części
                  interpretowane jako tolerancja dla potwornych patologii tego środowiska.
                  Wolałbym móc wzruszyć ramionami na takie ataki, pokazując wyniki kadry danego
                  instytutu czy wydziału: cytowane na świecie publikacje ich i ich doktorantów,
                  listę grantów wszelkiej maści, zaproszenia na wykłady itp. Ale łatwo mi te
                  zbytnio generalizujące ataki niestety odnieść do poszczególnych przypadków, osób
                  i jednostek, i wtedy one nie są już przesadzone.

                  A wyjęcie tego spod koca wydaje się czasem jedynym sposobem na zmiany, nawet
                  jeśli miałoby temu towarzyszyć dużo smrodu. Dlatego akcję popieram, niech się o
                  tym mówi jak najwięcej, i niech się do tego wraca. Kwestii egalitaryzacji
                  "wykształcenia" się nie odwróci, ale przy okazji można próbować powalczyć z
                  patologiami środowiska akademickiego. Takie bicie piany może stymulować
                  działania konstruktywne, właśnie przez nagłaśnianie poszczególnych przypadków.
                  • armin_tucker Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 16:27
                    Należy odróżnić kogoś, kto na widok złego sędziowania na meczu drze się "sędzia
                    h.ui" od analityka, który przedstawi listę błędów i przedstawi propozycję
                    wprowadzenia zmian w programu szkoleniowym arbitrów, tak by na przyszłość takich
                    błędów uniknąć.

                    O tym że system szkolnictwa wyższego i wiele uczelni toczy cała masa patologii,
                    które trzeba bezwzględnie wyplenić, jest niezaprzeczalne.

                    I trzeba o tym głośno mówić.

                    Jednak od tak zwanych "niezależnych mediów" domagam się o wiele więcej, niż
                    - tandetnej manipulacji,
                    - podkładania wymyślonych, nierzetelnych, błędnych wniosków pod z góry założoną
                    / narzuconą tezę,
                    - obraźliwego uogólniania,
                    - błędów językowych
                    - manipulowania znaczeniami, jak choćby w
                    "Ekspresowy magister - lipna uczelnia ciągle kombinuje" studentów AHE
                    nazywa się pobłażliwie żakami, by w komentarzu Kuckiego mówić :
                    ten z żelem na włosach, co ma brudne paznokcie przysyła maila i zaprasza
                    "na browara", bo właśnie obronił dyplom na jakiejś głupiej uczelni


                    Mając odrobinę pojęcia o manipulacji łatwo zauważyć, że cały cykl nią ocieka, a
                    do tego jest ona dopasowana do najniższego z możliwych poziomów intelektualnych,
                    przez co w przypadku bardziej uświadomionych czytelników nierzadko przekracza
                    granice dobrego smaku.

                    Forum dotyczące cyklu artykułów 100 razy bardziej spełnia kryteria dobrego i
                    rzetelnego podjęcia tematu, stylistyki i szerokiego, obiektywnego spojrzenia na
                    sprawę, niż cały cykl artykułów.
                    • myszykiszek Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 27.10.09, 01:57
                      Dzięki za ciekawe uwagi. Przejrzę ten cykl jeszcze raz pod tym kątem. Może za
                      bardzo skupiłem się na tym, co mnie boli, i "wczytywałem" to w tekst. Nie
                      oczekuję że zmienię front, natomiast spróbuję przyjąć Twój punkt widzenia i może
                      w ten sposób stępić swoje własne ewentualne nadinterpretacje.

                      Od razu zastrzegam się, że o wspomnianej przez Ciebie AHE mam złe zdanie, część
                      opisanych patologii znam (w zmniejszonym, codziennym wydaniu) z widzenia czy
                      opowieści ludzi, którzy w trybach uczelni niepaństwowych siedzą głębiej niż mnie
                      się zdarzyło. Zastrzegam się też, że z drugiej strony mam swoje zdanie o "PACE"
                      (PKA) i o niektórych jej członkach, i daleko mi do czołobitności wobec jej
                      wyroków (i pozytywnych, i negatywnych, niestety). Z trzeciej strony mam też
                      zdanie o studentach takich szkół, i choć rzeczywiście "żacy" to słowo nie na
                      miejscu, bardzo niewielki odsetek tych studentów przeżyłby do drugiego roku na
                      jakiejkolwiek państwowej uczelni - to z kolei wynika m.in. z presji na
                      umasowienie "wykształcenia", wielu z tych ludzi niegdyś nawet nie pomyślałoby o
                      licencjacie czy mgr, a teraz wiedzą że można i są do tego często zmuszeni, więc
                      co robić, lepiej potraktować to jako inwestycję. I mamy sprężynę dla całego
                      aparatu, a reszta to już niemal kwestia kapitału wstępnego, znajomości w branży,
                      dozy cwaniactwa, bezczelności i zdolności do falandyzowania (tj. "rzutkości i
                      wytrwałości w osiąganiu celów"), bo że pracownicy naukowo-dydaktyczni chcą
                      zarobić jest jasne i zrozumiałe - i w tym, że nie zarobią w jednym miejscu pracy
                      jest kolejna przyczyna tego, co tu jest opisywane. (A z kolei przyczyną tego
                      jest skostnienie państwowych akademickich molochów, zachowawczość ich
                      kierownictwa naukowego, peerelowskie przyzwyczajenia starej administracji i
                      psucie nowej, fatalne dysponowanie pieniędzmi z jednoczesnym bezczelnym żądaniem
                      lojalności bez oferowania czegokolwiek w zamian oprócz degenerującego się na
                      naszych oczach statusu społecznego pracowników i absolwentów). To, że zarabiając
                      na trzech/czterech posadach oferują swoim studentom intelektualny chłam, też
                      jest oczywiste (i mamy ładne sprzężenie zwrotne) - bo to już nie kwestia
                      intelektualnego i dydaktycznego geniuszu, ale zwyczajnie kwestia czasu: nie
                      przeczytasz 50 magisterek w tydzień. Z czwartej strony jest Twoje oskarżenie o
                      manipulację i załatwianie własnych interesów, stawiane osobom opisującym to
                      wszystko (ale jeszcze raz: jakiekolwiek mieliby powody i cele, cieszę się że ten
                      numer wykonali, jeśli nawet zbyt triumfalnie i powierzchownie go opisywali, i
                      zbyt proste wyciągali wnioski).

                      No widzisz, pojechałem, a chciałem krótko: dzięki jeszcze raz za Twoje uwagi,
                      przemyślę je. Pozdrowienia.
        • myszykiszek Re: Miernota magistra 24.10.09, 14:32
          profesor_zwyczajny napisał:

          > nawet napisany przez najbardziej "zaspanego" doktora artykuł naukowy przechodzi
          > przez przy najmniej jedną recenzję i raczej nie do pomyślenia byłoby, żeby oddać
          > publikację z błędami gramatycznymi, jak w powyższym "wyznaniu". A nie trzeba
          > przecież wyższych studiów, żeby zgłębić tajniki zaimków...

          Budowanie krytyki całej akcji na tym, że autor artykułu-impresji zrobił kilka
          błędów gramatycznych, jest żenujące. Typowy chwyt: wyłapać literówkę,
          przeinterpretować jakieś słówko, i triumfalnie ogłosić piszącego kłamcą.
          Popularna ostatnio technika. To że ktoś, kto to robi, podaje się za profesora
          (swoją drogą, następna żenada i tani chwyt: robić sobie nick ze stanowiska i w
          ten sposób usiłować budować wiarygodność), świadczy tylko o jego własnych
          kompleksach. A poza tym owszem, widziałem wiele literówek, a nawet błędów, w
          recenzowanych publikacjach, nawet w wiodących żurnalach czy książkach wiodących
          wydawnictw. I jakoś nigdy mi nie przyszło do głowy krytykować przesłania na
          podstawie tego, że ktoś nie wyłapał swojego błędu, albo że nie zadziałała
          korekta. To takie płytkie. Może trzeba więcej czytać, albo skupiać się na
          przekazie, a nie na bzdetach?

          > Jeżeli te niemiłosierne kompleksy z powodu nieudanych studiów aż tak dają się
          > Panu Autorowi we znaki, że rozpoczyna krucjatę przeciwko wszystkiemu i
          > wszystkim, i z okrzykiem "na pohybel wszystkim" anulowałby każdy jeden dyplom
          > nadany po 1980 roku, to niech chociaż robi to poprawnym językiem polskim.

          Tylko tyle wyłapałeś z tego, "profesorze"? Że Kącki ma kompleksy? Czy może za
          mocno uderzył w stół?

          Nie krzyczy "na pohybel wszystkim". Jeśli już, to "na pohybel szmaciarzom", a ja
          z tym hasłem w pełni sympatyzuję. "Krucjata przeciwko wszystkiemu i wszystkim"?
          Weź pan parę głębszych. Jak nie oddechów to kielichów.

          > A jeśli chodzi o to, że "jeździmy po chłopaku", to w obliczu wolności słowa
          > zawsze najgłośniej wrzeszczą Ci, którzy nie mają nic do powiedzenie, lub którym
          > brakuje wiedzy, żeby robić to poprawnie. A wolność słowa, o którą tak
          > walczyliśmy, ma polegać na tym, że jak widzę kolące w oczy partactwo i
          > niedouctwo, to chcę mieć prawo głośno to napiętnować.

          Aha, to wolność słowa dotyczy zjeżdżania dziennikarza za błędy gramatyczne i
          używania tego jako pretekstu do przekręcania jego słów i ataku na sam pomysł
          pokazania zgnilizny? Na szczęście jemu wolność słowa pozwala na wyrażenie tego,
          co czuje, a mnie - na wyrażenie niechęci do frustratów z nadętym ego, którzy
          uważają się za lepszych tylko dlatego że przeszli już przez prosty polski
          automat nadawania stopni i tytułów. O ile przeszli.
          • profesor_zwyczajny Re: Miernota magistra 24.10.09, 22:59
            > Typowy chwyt: wyłapać literówkę,
            > przeinterpretować jakieś słówko, i triumfalnie ogłosić piszącego kłamcą.
            > Popularna ostatnio technika.

            W zupełności się zgodzę - tak właśnie postępuje Wyborcza - manipulacja słowem
            Akademia w cyklu tych felietonów w kontekście waszej nagonki na AHE jest
            niezaprzeczalna...

            Zawsze też uważałem, że każdy może sobie pozwolić na literówki i błędy, ale nie
            GW, samozwańcza alfa i omego polskiego dziennikarstwa.

            A jeśli chodzi o zgniliznę, to może zaczęlibyście od posprzątania własnego
            podwórka, bo słyszałem od wielu osób, iż np. na podyplomowych studiach
            dziennikarskich - zarówno na państwowych jak i prywatnych uczelniach -
            kwintesencją wszystkich przywar opisywanych przez was tutaj są zatrudniane przez
            uczelnie gwiazdunie WYBORCZEJ, które zamiast uczyć opowiadają jakie są świetne,
            o ile w ogóle dotrą na zajęcia.

            a na koniec: ktoś o nicku MYSZYKISZEK raczej nie powinien zakładać, że nick
            użyty na forum w jakikolwiek sposób musi być powiązany z realem. Zastanawia mnie
            tylko zaciekłość, z ją Pan atakuje moje posty, można by wręcz pomyśleć, że jest
            Pan jakoś związany z GW... no ale to tylko domysły...
      • kinia1111_2 Re: Miernota magistra 24.10.09, 23:02
        Oj, oj, wypatrzyłeś (kogo? co? - biernik)
    • armin_tucker Miernota nieuka 23.10.09, 23:55
      Cały ten cykl felietonów najwyraźniej ma chyba prowadzić do promowania
      masowego nieuctwa.

      Bo po co komu szkoła, jak pracę fajną, a o, w Gaziecie, też dostać można, i o,
      pisać te.., no... felie... feliotyny, coby ludzie sobie czytali, a zaimniaków
      i przysłowników i innych takich uczonych dyrdymałów to i znać nie trzeba, bo
      tylko ludziom w głowach monco.

      Czy na prawdę jest pan Autor tak zaślepiony swoją wendettą przeciwko wszelkim
      przejawom wiedzy i wykształcenia, że nie jest w stanie zrozumieć, że (napiszę
      prostym językiem, żeby dotarło) jak szef prosi pracownika, żeby przyniósł mu
      dyplomik ze szkółki, który mu bardzo mądrzy siwobrodzi profesorowie dali, bo
      się dobrze uczył, TO DOBRZE, bo szef chce, żeby pracownik wiedział co ma robić
      i robił to dobrze, bo kiedyś się o tym uczył, i ktoś mu coś na wykładzie o tym
      opowiedział...???

      Proszę podać choć jeden powód, dlaczego policjant nie powinien mieć wyższego
      wykształcenia, żeby awansować? Myśli Pan, że policyjnemu psychologowi
      wystarczy pasja, żeby ściągnąć samobójcę z dachu?
      • myszykiszek Re: Miernota nieuka 24.10.09, 15:59
        Człowieku, staraj się choć chwilę zastanowić nim napiszesz. Nawet nie będę
        cytował fragmentów, bo całość Twojego postu świadczy o tym, że nie odróżniasz
        wykształcenia od dyplomu.

        Rzecz w tym, że dyplom obecnie w coraz mniejszym stopniu poświadcza
        wykształcenie. Przecież nikt nie usiłuje zaprzeczyć, że dobrze jest, jeśli
        pracownik wie więcej, policjant kończy porządną szkołę, a psycholog ma trzy
        specjalności - jeśli szkoła da im wiedzę i umiejętności, a nie tylko świstek.
        Szkoła zmyślona przez ekipę p. Kąckiego śmierdziała szwindlem - okazją zdobycia
        papierka za pieniążki. I na tę okazję było wielu chętnych, a także sporo
        chętnych było do uczestniczenia w szwindlu jako wykładowcy, w czwartym miejscu
        pracy...

        armin_tucker napisał:

        > Cały ten cykl felietonów najwyraźniej ma chyba prowadzić do promowania
        > masowego nieuctwa.
        >
        > Bo po co komu szkoła, jak pracę fajną, a o, w Gaziecie, też dostać można, i o,
        > pisać te.., no... felie... feliotyny, coby ludzie sobie czytali, a zaimniaków
        > i przysłowników i innych takich uczonych dyrdymałów to i znać nie trzeba, bo
        > tylko ludziom w głowach monco.
        >
        > Czy na prawdę jest pan Autor tak zaślepiony swoją wendettą przeciwko wszelkim
        > przejawom wiedzy i wykształcenia, że nie jest w stanie zrozumieć, że (napiszę
        > prostym językiem, żeby dotarło) jak szef prosi pracownika, żeby przyniósł mu
        > dyplomik ze szkółki, który mu bardzo mądrzy siwobrodzi profesorowie dali, bo
        > się dobrze uczył, TO DOBRZE, bo szef chce, żeby pracownik wiedział co ma robić
        > i robił to dobrze, bo kiedyś się o tym uczył, i ktoś mu coś na wykładzie o tym
        > opowiedział...???
        >
        > Proszę podać choć jeden powód, dlaczego policjant nie powinien mieć wyższego
        > wykształcenia, żeby awansować? Myśli Pan, że policyjnemu psychologowi
        > wystarczy pasja, żeby ściągnąć samobójcę z dachu?
    • bylystudent Miernota magistra 24.10.09, 10:26
      To może niech Pan Marcin Kącki spróbuje pod innym nazwiskiem z tym samym CV
      dostać pracę w Gazecie Wyborczej?

      Bo coś mi się wydaje, że mylnie ocenia Pan sytuację, Panie Marcinie. Jest
      dokładnie tak, jak wymieniony w tekście ojciec policjanta w Warszawy mówił -
      dyplom jest potrzebny do awansu. Bez tego, nawet z pasją, nie można zostać
      szefem wydziału w administracji publicznej. Ba, nawet kierownikiem sklepu
      ciężko zostać.

      Polecam lekturę poniedziałkowej gazetypraca, może zmieni się Pańskie
      nastawienie do tych, którzy faktycznie chcieli skorzystać z Pańskiej
      wymyślonej uczelni.

      Bo ja, niestety, znam ich położenie z autopsji. Ludzie o wiele głupsi ode mnie
      mają wyższe wykształcenie i otwartą ścieżkę awansu.
      A z drugiej strony - 90% polskiej obsługi w brytyjskich restauracjach też ma
      wyższe wykształcenie - ale ani dnia pracy w zdobytym (oddając sprawiedliwość -
      nieraz z dużym trudem) zawodzie.
      • michi3 Re: Miernota magistra 24.10.09, 13:11
        Pracuje od 4 lat w Wielkiej Brytanii w biurze architektonicznym.
        Wprawdzie mam wyzsze wyksztalcenie uzyskane na jednej z lepszych
        polskich politechnik ale podczas przyjmowania do pracy nikt (!)
        nawet nie zapytal o dyplom. Pytali o doswiadczenie, portfolio prac i
        umiejetnosci.
        W Polsce natomiast kroluje kult papierka, ktory czesto nie pociaga
        za soba zadnych praktycznych umiejetnosci.
      • syronaj Re: Miernota magistra 24.10.09, 14:51
        felieton, jak to felieton-wiadomo przerysowuje i upraszcza. Ale sedno tkwi wg
        mnie własnie w absurdalnym nieraz żądaniu wyższego wykształcenia tam gdzie nie
        jest ono niezbędne, ba, nawet jest zbędne. Sama wykonuję zawód wymagający z
        definicji wyższego wykształcenia, ale w tejże instytucji, na stanowiskach
        administracyjnych (czyli po prostu sekretarskiej obsługi) od kilku lat wymaga
        się wyższego (starczy licencjat). Panie, które tam pracują od lat i swe
        obowiązki wykonują b. dobrze zmuszone zostały do zrobienia dyplomu-
        jakiegokolwiek, bo żaden kierunek nie uczy tego co jest wymagane w tej pracy, a
        co one już umieją. Nie mając wyjścia studiują jakieś pedagogiki, politologię czy
        tym podobne w pobliskich szkołach, "wyższych" jedynie z nazwy, płacąc za to
        ciężkie pieniądze, jedynie po to by nie stracić pracy.
        • iwonaje Re: Miernota magistra 25.10.09, 12:00
          "Panie, które tam pracują od lat i swe obowiązki wykonują b. dobrze
          zmuszone zostały do zrobienia dyplomu- jakiegokolwiek, bo żaden
          kierunek nie uczy tego co jest wymagane w tej pracy, a
          co one już umieją. Nie mając wyjścia studiują jakieś pedagogiki,
          politologię cz y tym podobne w pobliskich szkołach, "wyższych"
          jedynie z nazwy, płacąc za to> ciężkie pieniądze, jedynie po to by
          nie stracić pracy."

          W mojej pracy tak samo. Dwie bardzo dobre pracownice (księgowe 45+)
          musiały zrobić jakiekolwiek studia, żeby móc dalej pracować. Miały
          duże doświadczenie, były autorytetem dla młodszych, nikt nie miał
          zastrzeżeń do jakości ich pracy. Ale papier być musi!
    • zonakochajacamezabardzo Miernota doktora 24.10.09, 17:17
      Znam pewna Pani Doktor, ktora wszystko olewala i dbala o swoje
      kosztem innych. Zrobila magistra, potem doktora! Doktorat byl
      mierny, dyskusja na 1,5 strony. Robiac doktorat olewala tez i tez
      dbala o swoje, czyli tanim kosztem robienie karjere. Miesiacami nie
      zjawiala sie w zakladzie (szanowanej uczelni w Warszawie!), potem
      plakala, szla do szpitala, zalila sie. I co z tego? Ma ladna dupke,
      ladnie pomalowane paznokcie no i dobry angielski (o to dbala!).
      Teraz kiedy wpisuje ta Paniusie w GOOGLE, to az 3.130 mozna spotkac,
      bo jest szanowana Pani doktor z Ministerstwa, wystepuje w telewizji,
      z polecenia Ministerstwa jezdzi po calym swiecie. Mysle ze nie jest
      taka jedyna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka