armin_tucker 23.10.09, 14:53 Pasja powinna być dodatkiem do profesjonalizmu wynikającego z rzetelnego wykształcenia. Nie powinna go zastąpić... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
remiss Re: Miernota magistra 23.10.09, 15:43 Zgadzam sie zupelnie z armin_tucker. Autor artykulu przejawia rzeczywiscie pasje, czy aby nie jest to ta pasja od Chrystusa? Moze wlasnie nieuswiadomione cierpienie jest glownym powodem popelnienia tej serii felietonow? A moze chodzi autorowi, aby przekonac wszystkich do rezygnacji ze studiow? Nie wiem, brak mi profesjonalizmu w ocenie sytuacji.Dostrzegam jednak jego brak rowniez u autora. PS. jak to powiedzial Jung? "Dopoki nie uczynisz nieswiadomego swiadomym, bedzie ono kierowalo Twoim zyciem, a Ty bedziesz nazywal to przeznaczeniem." Odpowiedz Link Zgłoś
profesor_zwyczajny Miernota magistra 23.10.09, 16:09 Całe szczęście w niektórych zawodach bardziej przydatnych społeczeństwu jak pilot, lekarz, kucharz, pirotechnik, policyjny negocjator, bankier czy farmaceuta podczas przyjmowania do pracy nie stosuje się zasady "Nie wymagali dyplomu, chcieli pasji", bo strach byłoby wyjść na ulicę... To nic, że ten artykuł przeczytało już ze 30 socjologów i gromkim chórem wytknęło cały szereg pomyłek, przejechało się po złej metodologii i mylnych wnioskach, skończywszy na lapsusach językowych i błędach w sztuce dziennikarskiej... Ważne by wszystkie luki, braki i wyrwy w wykształceniu porządnie zapacykować bezkrytyczną arogancją i samouwielbieniem i z wyświechtanymi przez wszystkich możliwych nieuków, amatorów i partaczy hasłami na ustach jak "pasja" czy "zapał" niczym "Wesoły Romek" z całych sił przeć na szkło... A jeszcze gorszym od samego niedouka jest nie sam nieświadom swojej niewiedzy niedouk, lecz ten, kto go promuje. I tak Gazeta Wyborcza jako autorytet uzdrawiający polską naukę i szkolnictwo wyższe wybrała sobie człowieka, który nie skończył studiów... nic dodać nic ująć.... Odpowiedz Link Zgłoś
adam02138 miernota profesora zwyczajnego jak kielbasa 24.10.09, 04:08 Czy to ci socjologowie co nie sa nigdzie cytowani na swiecie? Wydaje mi sie ze juz profesorowie mieli czas na uzdrowienie nauki, w wolnej Polsce i Minister byl zawsze profesorem, szef PAN, wielu poslow, no i same uczelnie sa autonomiczne. Patrzac na stan nauki, moze czas odebrac jej uzdrawianie naukowcom. A jezeli chodzi o strach, to ja sie boje tych z dyplomami lekarzy. Rozgarnietych w tym zawodzie wielu nie spotkalem w Polsce. profesor_zwyczajny napisał: > Całe szczęście w niektórych zawodach bardziej przydatnych społeczeństwu jak > pilot, lekarz, kucharz, pirotechnik, policyjny negocjator, bankier czy > farmaceuta podczas przyjmowania do pracy nie stosuje się zasady "Nie wymagali > dyplomu, chcieli pasji", bo strach byłoby wyjść na ulicę... > > To nic, że ten artykuł przeczytało już ze 30 socjologów i gromkim chórem > wytknęło cały szereg pomyłek, przejechało się po złej metodologii i mylnych > wnioskach, skończywszy na lapsusach językowych i błędach w sztuce > dziennikarskiej... > > Ważne by wszystkie luki, braki i wyrwy w wykształceniu porządnie zapacykować > bezkrytyczną arogancją i samouwielbieniem i z wyświechtanymi przez wszystkich > możliwych nieuków, amatorów i partaczy hasłami na ustach jak "pasja" czy > "zapał" niczym "Wesoły Romek" z całych sił przeć na szkło... > > A jeszcze gorszym od samego niedouka jest nie sam nieświadom swojej niewiedzy > niedouk, lecz ten, kto go promuje. I tak Gazeta Wyborcza jako autorytet > uzdrawiający polską naukę i szkolnictwo wyższe wybrała sobie człowieka, który > nie skończył studiów... nic dodać nic ująć.... Odpowiedz Link Zgłoś
robotkuchenny Re: Miernota magistra 25.10.09, 12:16 "Całe szczęście w niektórych zawodach bardziej przydatnych społeczeństwu jak pilot, lekarz, kucharz, pirotechnik, policyjny negocjator, bankier czy farmaceuta podczas przyjmowania do pracy nie stosuje się zasady "Nie wymagali dyplomu, chcieli pasji", bo strach byłoby wyjść na ulicę..." Szkoda tylko, że dyplom i tytuł mgr jest wymagany do pracy recepcjonistki, sekretarki, urzędnika, sprzedawcy w sklepie, fakturzysty, magazyniera itp. Co ma zrobić człowiek, który chciałby wykonywać takie proste prace? W czasach kiedy moi rodzice wchodzili w dorosłość ludzie mniej zdolni kończyli szkoły zawodowe i szli do prostych prac. Teraz, żeby dostać najprostszą pracę średnie wykształcenie często nie wystarcza. Odpowiedz Link Zgłoś
kakanek81 Miernota magistra 23.10.09, 16:51 Witam!!! Ja co prawda znam się tylko trochę na...ale Swoje powiem.Mam prawdziwy tytuł mgr.inż na niezłej uczelni.Za moich studenckich czasów śmieliśmy się,że oznacza to MOŻNA G...NO ROBIĆ I NIEŹLE ŻYĆ.Jak widać pewne prawdy się nigdy nie starzeją.Pod warunkiem,że ma się pracę oczywiście.Pamiętam czasy,że po studiach obowiązywał NAKAZ PRACY.Znaczyło to tyle,że trzeba było pracować w wyznaczonych firmach i za wyznaczone pieniądze.Mnie ta przyjemność ominęła ale wiem,że jak to w PRL-u nawet z nakazem pracy można było pokombinować.To co piszę wydaje się nie do uwierzenia kiedy absolwenci wyższych uczelni proszą o jakąkolwiek pracę nawet tę kosmicznie odbiegającą od ich kwalifikacji.Za moich czasów wyższe wykształcenie miało ok 7 -8% społeczeństwa,a teraz nawet nie chce mi się sprawdzać bo i po co. Prze ostatnie kilkanście lat byłem parkingowym w niepełnym wymiarze czasu pracy.Do moich zadań należało m.in.odśnieżanie parkingu zimą jako,że był to parking odkryty nieutwardzony.Ośnieżało się tradycyjną szuflą.To wbrew pozorom bardzo ciężka praca.Przy niezbyt ekspresowym odśnieżaniu właściciel zadał mi pytanie."KTO PANU DAŁ DYPLOM?"Do tego sprowadza się teraz waga mojego nazwijmy to DYPLOMU. Zakończę nieco sarkastycznie"UCZ SIĘ I PRACUJ A...GARB CI SAM WYROŚNIE" SzIWY Odpowiedz Link Zgłoś
adam.01 Miernota magistra 23.10.09, 19:04 Miernota magistra...ma pan rację ten tytuł, łącznie z uprawnieniami do wykonywania zawodu, jest niczym w powodzi różnych wyższych szkół tego i owego, zajmujących się hurtową produkcją głównie licencjatów, choć jak kto chce to i z takiej szkoły wyniesie jakąś wiedzę U pana wymagali pasji, i jest pan dziennikarzem. Nie wiedziałem że w naszym kraju to wystarczy Ale dochodzimy do tych samych wniosków. 5 lat humanistycznych studiów dziennych na państwowym uniwersytecie,studia zakończone 5 lat temu, cv wysyłane setkami do szkół oczywiście pracy nie ma, dyrektorzy rozkładają ręce "po co pan to kończył, my już mamy nauczyciela tego przedmiotu", Jedyną pracę jaką wtedy znalazłem, w swoim regionie, to była podstawowa praca na pół fizyczna, nie wymagająca żadnych kwalifikacji, ale nie narzekałem bo z czegoś trzeba żyć.Po 5 latach zapragnąłem czegoś więcej, w końcu można by zacząć robić coś innego, przyjeżdżam do Warszawy 3 miesiące temu, znów hurtowo rozsyłane cv, listy motywacyjne, aplikacje on-line, i gorzki powrót do punktu wyjścia,pieniądze się kończą, a ja idę do wybłaganej fizycznej roboty za kilkaset złotych z których 80 proc zabierze mi mieszkanie tutaj, reszta to nawet nie ma co mysleć, rozejrzę się chyba za jakąś jadłodajnią dla ubogich, bo wiarą że telefon rozdźwięczy magicznym zaproszeniem na rozmowę,się nie najem. Gdybym miał za co, to chyba wyjechałbym już z Polski, najzwyczajniej w świecie nie czuję się tutaj potrzebny, jak już mam pracować fizycznie to wolę to robić za godziwe pieniądze, a nie z bolącym kręgosłupem noc w noc zastanawiać się czy mi wystarczy na jedzenie Odpowiedz Link Zgłoś
adam.01 Miernota magistra 23.10.09, 19:11 Miernota magistra...ma pan rację ten tytuł, łącznie z uprawnieniami do wykonywania zawodu, jest niczym w powodzi różnych wyższych szkół tego i owego, zajmujących się hurtową produkcją głównie licencjatów, choć jak kto chce to i z takiej szkoły wyniesie jakąś wiedzę U pana wymagali pasji, i jest pan dziennikarzem. Nie wiedziałem że w naszym kraju to wystarczy Ale dochodzimy do tych samych wniosków. 5 lat humanistycznych studiów dziennych na państwowym uniwersytecie,studia zakończone 5 lat temu, cv wysyłane setkami do szkół oczywiście pracy nie ma, dyrektorzy rozkładają ręce "po co pan to kończył, my już mamy nauczyciela tego przedmiotu", Jedyną pracę jaką wtedy znalazłem, w swoim regionie, to była podstawowa praca na pół fizyczna, nie wymagająca żadnych kwalifikacji, ale nie narzekałem bo z czegoś trzeba żyć.Po 5 latach zapragnąłem czegoś więcej, w końcu można by zacząć robić coś innego, przyjeżdżam do Warszawy 3 miesiące temu, znów hurtowo rozsyłane cv, listy motywacyjne, aplikacje on-line, i gorzki powrót do punktu wyjścia,pieniądze się kończą, a ja idę do wybłaganej fizycznej roboty za kilkaset złotych z których 80 proc zabierze mi mieszkanie tutaj, reszta to nawet nie ma co mysleć, rozejrzę się chyba za jakąś jadłodajnią dla ubogich, bo wiarą że telefon rozdźwięczy magicznym zaproszeniem na rozmowę,się nie najem. Gdybym miał za co, to chyba wyjechałbym już z Polski, najzwyczajniej w świecie nie czuję się tutaj potrzebny, jak już mam pracować fizycznie to wolę to robić za godziwe pieniądze, a nie z bolącym kręgosłupem noc w noc zastanawiać się czy mi wystarczy na jedzenie Odpowiedz Link Zgłoś
myszykiszek Dzięki 23.10.09, 21:13 Niesamowite... Uczepić się jednego gorzkiego wyznania, naprawdę niezłej puenty - i pojechać po chłopaku, który akurat coś z TYM zrobił. Panie Kącki, lekki niedostatek warsztatu istotnie daje się zauważyć, pewnie Pan szybko pisał ten tekst. Ale dzięki za całą akcję. Nietrudno zauważyć gwałtowną zmianę nastawienia ludzi do "papierka" - i tych, którzy go chcą sobie jak najszybciej załatwić, i tych, którzy to umożliwiają. Ale dobrze mieć w garści namacalny fakt, którego dostarczyliście swoją prowokacją. Aż żałuję, że jej trochę dalej nie pociągnęliście. Pozdrowienia! Odpowiedz Link Zgłoś
bartma Miernota magistra 23.10.09, 22:28 "Zielone całe, gdy patrzyli na twojego 5-letniego passata, który wypatrzyłeś w niemieckim autokomisie. No i za gotówkę kupionego, bo wyciągałeś już 10 tysięcy brutto." Ja bym napisał "którego wypatrzyłeś". Matematyk/informatyk. Bez pasji. Odpowiedz Link Zgłoś
profesor_zwyczajny Re: Miernota magistra 23.10.09, 23:41 nawet napisany przez najbardziej "zaspanego" doktora artykuł naukowy przechodzi przez przy najmniej jedną recenzję i raczej nie do pomyślenia byłoby, żeby oddać publikację z błędami gramatycznymi, jak w powyższym "wyznaniu". A nie trzeba przecież wyższych studiów, żeby zgłębić tajniki zaimków... Jeżeli te niemiłosierne kompleksy z powodu nieudanych studiów aż tak dają się Panu Autorowi we znaki, że rozpoczyna krucjatę przeciwko wszystkiemu i wszystkim, i z okrzykiem "na pohybel wszystkim" anulowałby każdy jeden dyplom nadany po 1980 roku, to niech chociaż robi to poprawnym językiem polskim. A jeśli chodzi o to, że "jeździmy po chłopaku", to w obliczu wolności słowa zawsze najgłośniej wrzeszczą Ci, którzy nie mają nic do powiedzenie, lub którym brakuje wiedzy, żeby robić to poprawnie. A wolność słowa, o którą tak walczyliśmy, ma polegać na tym, że jak widzę kolące w oczy partactwo i niedouctwo, to chcę mieć prawo głośno to napiętnować. Odpowiedz Link Zgłoś
efedra Re: Miernota magistra 24.10.09, 03:16 profesor_zwyczajny napisał: > publikację z błędami gramatycznymi, Profesor, i to zwyczajny, który wytyka ludziom błędy gramatyczne, nie powinien sam robić ortograficznych - > zawsze najgłośniej wrzeszczą Ci, ... Odpowiedz Link Zgłoś
adam02138 zwyczajna kielbaska 24.10.09, 04:13 A masz cos do powiedzenia odnosnie meritum, co zachowujesz sie jak sfrustrowana pani od polskiego co ma duzo tytulow, a malo do powiedzenia. Smutni ci doktorzy, szturchani przez Wielkiego Ortografa. Niech zgadne minus dziesiec cytwan na LF? Za to duzo poprawnych przecinkow w zeszytach uniwersyteckich o durnej lacinksiej nazwie... profesor_zwyczajny napisał: > nawet napisany przez najbardziej "zaspanego" doktora artykuł naukowy przechodzi > przez przy najmniej jedną recenzję i raczej nie do pomyślenia byłoby, żeby odda > ć > publikację z błędami gramatycznymi, jak w powyższym "wyznaniu". A nie trzeba > przecież wyższych studiów, żeby zgłębić tajniki zaimków... > > Jeżeli te niemiłosierne kompleksy z powodu nieudanych studiów aż tak dają się > Panu Autorowi we znaki, że rozpoczyna krucjatę przeciwko wszystkiemu i > wszystkim, i z okrzykiem "na pohybel wszystkim" anulowałby każdy jeden dyplom > nadany po 1980 roku, to niech chociaż robi to poprawnym językiem polskim. > > A jeśli chodzi o to, że "jeździmy po chłopaku", to w obliczu wolności słowa > zawsze najgłośniej wrzeszczą Ci, którzy nie mają nic do powiedzenie, lub którym > brakuje wiedzy, żeby robić to poprawnie. A wolność słowa, o którą tak > walczyliśmy, ma polegać na tym, że jak widzę kolące w oczy partactwo i > niedouctwo, to chcę mieć prawo głośno to napiętnować. Odpowiedz Link Zgłoś
armin_tucker łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 25.10.09, 00:14 meritum to chyba byłoby takie, że z tej całej "wielkiej prowokacji" nic nie wynika. Świetnie ujął to ktoś z forumowiczów - jak bar mleczny zaproponuje posiłki za 1 zł i zgłosi się 1500 osób, to prawidłowy wniosek jest taki, że ludzie są głodni, a wniosek Gazety Wyborczej - że bary mleczne są do dup..y. A za całej tej prowokacji wynika, że wymaganie kwalifikacji jest czymś złym, co jest całkowicie absurdalne. Bo choćby nie wiem jak się pan Kącki wytężał i mimo całej tej manipulacji ze strony GW, to suma sumarum na szczęście w Polsce jest tak, że dyplom uczelni wyższej mimo wielu uchybień systemowych, które należałoby naprawić, jest poświadczeniem kwalifikacji w danej dziedzinie. Odpowiedz Link Zgłoś
zdarty_plakat Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 01:34 >Bo choćby nie wiem jak się pan Kącki wytężał i mimo > całej tej manipulacji ze strony GW, to suma sumarum na szczęście w >Polsce jest > tak, że dyplom uczelni wyższej mimo wielu uchybień systemowych, >które należałoby naprawić, jest poświadczeniem kwalifikacji w danej >dziedzinie. Żeby nie napisać zwyczajowego "LOL" napiszę "Dobry żart tynfa wart", szczególnie że wiele dyplomów uczelni w stylu "Wyższa Szkoła Drylowania Wiśni" z pewnością poświadcza posiadanie kwalifikacji w danej dziedzinie. Co do tego zapewne nikt nie ma najmniejszych wątpliwości choćby nie wiem jak się wytężał i manipulował. Odpowiedz Link Zgłoś
myszykiszek Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 01:58 armin_tucker napisał: [...] > A za całej tej prowokacji wynika, że wymaganie kwalifikacji jest czymś złym, co > jest całkowicie absurdalne. Bo choćby nie wiem jak się pan Kącki wytężał i mimo > całej tej manipulacji ze strony GW, to suma sumarum na szczęście w Polsce jest > tak, że dyplom uczelni wyższej mimo wielu uchybień systemowych, które należałoby > naprawić, jest poświadczeniem kwalifikacji w danej dziedzinie. ... i dzięki naiwności takich jak Ty, akademie taka jak tu omawiana mają szansę prosperować, przynosić profity właścicielom, a papierki "poświadczające kwalifikacje" płacącym. Jeszcze raz brawa dla prowokatorów - bo niektórym naiwnym jednak spadną klapki z oczu dzięki temu. Odpowiedz Link Zgłoś
armin_tucker Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 13:19 O tym, że istnieje cała rzesza "Wyższych Szkół Lansu i Balansu" wiadomo było na długo przed całym tym cyklem publikacji, więc nie wnosi on w tym zakresie zupełnie nic nowego, może poza całą masą inwektyw kierowanych globalnie do całego środowiska akademickiego: Andrzej F. jest idealnym przykładem polskiego naukowca. (...) Andrzeja F. (...) byłby uważany za frajera i wywołałby gniew swoich studentów, podwładnych, szefów i kolegów, gdyby nagle postanowił prowadzić zajęcia na wysokim poziomie, różnicować oceny, ubiegać się o poważne zagraniczne granty badawcze. I pisać książki, które nie tylko nie są plagiatami, ale są wkładami w światową naukę. Nie zdziwiłbym się, gdyby za tego typu celowe i manipulacyjne uogólnienia nie sypnęły się pozwy sądowe przeciwko GW. Odstręczająca jest ponadto hipokryzja GW i jej autorów, kreujących się na stróżów moralności, gdy tymczasem sami chałturzą gdzie się da, oddają byle szybciej i byle więcej nierzetelnych tekstów z całą masą błędów, nie uciekając się również od PLAGIATU: www.tvn24.pl/12690,1585575,,,plagiat-znika--z-polek,wiadomosc.html Odpowiedz Link Zgłoś
myszykiszek Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 14:46 Armin, a propos tego fragmentu o Andrzeju F.: są jednostki na takim jednym (sądzę że niejednym) dużym państwowym uniwersytecie, gdzie dyrekcja planowo nie popiera wniosków pracowników o dofinansowanie badań (podpis i poparcie są warunkiem przedłożenia wniosku wyżej). Jedno z uzasadnień brzmi np. "bo inni też by chcieli, a przecież wszystkich na stypendia nie wyślę". Oczywiście że można próbować zdobywać dofinansowanie gdzie indziej, ale to też trochę zależy od profilu badań. Można się niezależnie wybijać poprzez publikacje i kontakty zagraniczne, i mieć szczęście do grantów z zewnątrz - ale to nie o aż tak drastyczny uniwersytecki darwinizm chyba chodzi, bo część kosztów to Twoje nerwy, oszczędności i twoja rodzina, a przy normalnym stanie rzeczy nie musiałoby tak być. Niech ten fragment o "idealnym przykładzie naukowca" będzie przesadzony, ale może dzięki temu zgadają się trzy osoby, które inaczej by się nie zgadały, nie wybiorą skostniałego dyrektora na następną kadencję, a może potem uda się nie wybrać rektora, który nic nie robi w sprawie administracyjnego nowotworu, i uda się wybrać takiego, który połowę administracji wyrzuci a zatrudni mniejszą liczbę, ale za to profesjonalnych księgowych i sekretarek. Oburzanie się na ataki na środowisko akademickie może być niestety po części interpretowane jako tolerancja dla potwornych patologii tego środowiska. Wolałbym móc wzruszyć ramionami na takie ataki, pokazując wyniki kadry danego instytutu czy wydziału: cytowane na świecie publikacje ich i ich doktorantów, listę grantów wszelkiej maści, zaproszenia na wykłady itp. Ale łatwo mi te zbytnio generalizujące ataki niestety odnieść do poszczególnych przypadków, osób i jednostek, i wtedy one nie są już przesadzone. A wyjęcie tego spod koca wydaje się czasem jedynym sposobem na zmiany, nawet jeśli miałoby temu towarzyszyć dużo smrodu. Dlatego akcję popieram, niech się o tym mówi jak najwięcej, i niech się do tego wraca. Kwestii egalitaryzacji "wykształcenia" się nie odwróci, ale przy okazji można próbować powalczyć z patologiami środowiska akademickiego. Takie bicie piany może stymulować działania konstruktywne, właśnie przez nagłaśnianie poszczególnych przypadków. Odpowiedz Link Zgłoś
armin_tucker Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 26.10.09, 16:27 Należy odróżnić kogoś, kto na widok złego sędziowania na meczu drze się "sędzia h.ui" od analityka, który przedstawi listę błędów i przedstawi propozycję wprowadzenia zmian w programu szkoleniowym arbitrów, tak by na przyszłość takich błędów uniknąć. O tym że system szkolnictwa wyższego i wiele uczelni toczy cała masa patologii, które trzeba bezwzględnie wyplenić, jest niezaprzeczalne. I trzeba o tym głośno mówić. Jednak od tak zwanych "niezależnych mediów" domagam się o wiele więcej, niż - tandetnej manipulacji, - podkładania wymyślonych, nierzetelnych, błędnych wniosków pod z góry założoną / narzuconą tezę, - obraźliwego uogólniania, - błędów językowych - manipulowania znaczeniami, jak choćby w "Ekspresowy magister - lipna uczelnia ciągle kombinuje" studentów AHE nazywa się pobłażliwie żakami, by w komentarzu Kuckiego mówić : ten z żelem na włosach, co ma brudne paznokcie przysyła maila i zaprasza "na browara", bo właśnie obronił dyplom na jakiejś głupiej uczelni Mając odrobinę pojęcia o manipulacji łatwo zauważyć, że cały cykl nią ocieka, a do tego jest ona dopasowana do najniższego z możliwych poziomów intelektualnych, przez co w przypadku bardziej uświadomionych czytelników nierzadko przekracza granice dobrego smaku. Forum dotyczące cyklu artykułów 100 razy bardziej spełnia kryteria dobrego i rzetelnego podjęcia tematu, stylistyki i szerokiego, obiektywnego spojrzenia na sprawę, niż cały cykl artykułów. Odpowiedz Link Zgłoś
myszykiszek Re: łatwiej bić pianę niż działać konstruktywnie 27.10.09, 01:57 Dzięki za ciekawe uwagi. Przejrzę ten cykl jeszcze raz pod tym kątem. Może za bardzo skupiłem się na tym, co mnie boli, i "wczytywałem" to w tekst. Nie oczekuję że zmienię front, natomiast spróbuję przyjąć Twój punkt widzenia i może w ten sposób stępić swoje własne ewentualne nadinterpretacje. Od razu zastrzegam się, że o wspomnianej przez Ciebie AHE mam złe zdanie, część opisanych patologii znam (w zmniejszonym, codziennym wydaniu) z widzenia czy opowieści ludzi, którzy w trybach uczelni niepaństwowych siedzą głębiej niż mnie się zdarzyło. Zastrzegam się też, że z drugiej strony mam swoje zdanie o "PACE" (PKA) i o niektórych jej członkach, i daleko mi do czołobitności wobec jej wyroków (i pozytywnych, i negatywnych, niestety). Z trzeciej strony mam też zdanie o studentach takich szkół, i choć rzeczywiście "żacy" to słowo nie na miejscu, bardzo niewielki odsetek tych studentów przeżyłby do drugiego roku na jakiejkolwiek państwowej uczelni - to z kolei wynika m.in. z presji na umasowienie "wykształcenia", wielu z tych ludzi niegdyś nawet nie pomyślałoby o licencjacie czy mgr, a teraz wiedzą że można i są do tego często zmuszeni, więc co robić, lepiej potraktować to jako inwestycję. I mamy sprężynę dla całego aparatu, a reszta to już niemal kwestia kapitału wstępnego, znajomości w branży, dozy cwaniactwa, bezczelności i zdolności do falandyzowania (tj. "rzutkości i wytrwałości w osiąganiu celów"), bo że pracownicy naukowo-dydaktyczni chcą zarobić jest jasne i zrozumiałe - i w tym, że nie zarobią w jednym miejscu pracy jest kolejna przyczyna tego, co tu jest opisywane. (A z kolei przyczyną tego jest skostnienie państwowych akademickich molochów, zachowawczość ich kierownictwa naukowego, peerelowskie przyzwyczajenia starej administracji i psucie nowej, fatalne dysponowanie pieniędzmi z jednoczesnym bezczelnym żądaniem lojalności bez oferowania czegokolwiek w zamian oprócz degenerującego się na naszych oczach statusu społecznego pracowników i absolwentów). To, że zarabiając na trzech/czterech posadach oferują swoim studentom intelektualny chłam, też jest oczywiste (i mamy ładne sprzężenie zwrotne) - bo to już nie kwestia intelektualnego i dydaktycznego geniuszu, ale zwyczajnie kwestia czasu: nie przeczytasz 50 magisterek w tydzień. Z czwartej strony jest Twoje oskarżenie o manipulację i załatwianie własnych interesów, stawiane osobom opisującym to wszystko (ale jeszcze raz: jakiekolwiek mieliby powody i cele, cieszę się że ten numer wykonali, jeśli nawet zbyt triumfalnie i powierzchownie go opisywali, i zbyt proste wyciągali wnioski). No widzisz, pojechałem, a chciałem krótko: dzięki jeszcze raz za Twoje uwagi, przemyślę je. Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
myszykiszek Re: Miernota magistra 24.10.09, 14:32 profesor_zwyczajny napisał: > nawet napisany przez najbardziej "zaspanego" doktora artykuł naukowy przechodzi > przez przy najmniej jedną recenzję i raczej nie do pomyślenia byłoby, żeby oddać > publikację z błędami gramatycznymi, jak w powyższym "wyznaniu". A nie trzeba > przecież wyższych studiów, żeby zgłębić tajniki zaimków... Budowanie krytyki całej akcji na tym, że autor artykułu-impresji zrobił kilka błędów gramatycznych, jest żenujące. Typowy chwyt: wyłapać literówkę, przeinterpretować jakieś słówko, i triumfalnie ogłosić piszącego kłamcą. Popularna ostatnio technika. To że ktoś, kto to robi, podaje się za profesora (swoją drogą, następna żenada i tani chwyt: robić sobie nick ze stanowiska i w ten sposób usiłować budować wiarygodność), świadczy tylko o jego własnych kompleksach. A poza tym owszem, widziałem wiele literówek, a nawet błędów, w recenzowanych publikacjach, nawet w wiodących żurnalach czy książkach wiodących wydawnictw. I jakoś nigdy mi nie przyszło do głowy krytykować przesłania na podstawie tego, że ktoś nie wyłapał swojego błędu, albo że nie zadziałała korekta. To takie płytkie. Może trzeba więcej czytać, albo skupiać się na przekazie, a nie na bzdetach? > Jeżeli te niemiłosierne kompleksy z powodu nieudanych studiów aż tak dają się > Panu Autorowi we znaki, że rozpoczyna krucjatę przeciwko wszystkiemu i > wszystkim, i z okrzykiem "na pohybel wszystkim" anulowałby każdy jeden dyplom > nadany po 1980 roku, to niech chociaż robi to poprawnym językiem polskim. Tylko tyle wyłapałeś z tego, "profesorze"? Że Kącki ma kompleksy? Czy może za mocno uderzył w stół? Nie krzyczy "na pohybel wszystkim". Jeśli już, to "na pohybel szmaciarzom", a ja z tym hasłem w pełni sympatyzuję. "Krucjata przeciwko wszystkiemu i wszystkim"? Weź pan parę głębszych. Jak nie oddechów to kielichów. > A jeśli chodzi o to, że "jeździmy po chłopaku", to w obliczu wolności słowa > zawsze najgłośniej wrzeszczą Ci, którzy nie mają nic do powiedzenie, lub którym > brakuje wiedzy, żeby robić to poprawnie. A wolność słowa, o którą tak > walczyliśmy, ma polegać na tym, że jak widzę kolące w oczy partactwo i > niedouctwo, to chcę mieć prawo głośno to napiętnować. Aha, to wolność słowa dotyczy zjeżdżania dziennikarza za błędy gramatyczne i używania tego jako pretekstu do przekręcania jego słów i ataku na sam pomysł pokazania zgnilizny? Na szczęście jemu wolność słowa pozwala na wyrażenie tego, co czuje, a mnie - na wyrażenie niechęci do frustratów z nadętym ego, którzy uważają się za lepszych tylko dlatego że przeszli już przez prosty polski automat nadawania stopni i tytułów. O ile przeszli. Odpowiedz Link Zgłoś
profesor_zwyczajny Re: Miernota magistra 24.10.09, 22:59 > Typowy chwyt: wyłapać literówkę, > przeinterpretować jakieś słówko, i triumfalnie ogłosić piszącego kłamcą. > Popularna ostatnio technika. W zupełności się zgodzę - tak właśnie postępuje Wyborcza - manipulacja słowem Akademia w cyklu tych felietonów w kontekście waszej nagonki na AHE jest niezaprzeczalna... Zawsze też uważałem, że każdy może sobie pozwolić na literówki i błędy, ale nie GW, samozwańcza alfa i omego polskiego dziennikarstwa. A jeśli chodzi o zgniliznę, to może zaczęlibyście od posprzątania własnego podwórka, bo słyszałem od wielu osób, iż np. na podyplomowych studiach dziennikarskich - zarówno na państwowych jak i prywatnych uczelniach - kwintesencją wszystkich przywar opisywanych przez was tutaj są zatrudniane przez uczelnie gwiazdunie WYBORCZEJ, które zamiast uczyć opowiadają jakie są świetne, o ile w ogóle dotrą na zajęcia. a na koniec: ktoś o nicku MYSZYKISZEK raczej nie powinien zakładać, że nick użyty na forum w jakikolwiek sposób musi być powiązany z realem. Zastanawia mnie tylko zaciekłość, z ją Pan atakuje moje posty, można by wręcz pomyśleć, że jest Pan jakoś związany z GW... no ale to tylko domysły... Odpowiedz Link Zgłoś
kinia1111_2 Re: Miernota magistra 24.10.09, 23:02 Oj, oj, wypatrzyłeś (kogo? co? - biernik) Odpowiedz Link Zgłoś
armin_tucker Miernota nieuka 23.10.09, 23:55 Cały ten cykl felietonów najwyraźniej ma chyba prowadzić do promowania masowego nieuctwa. Bo po co komu szkoła, jak pracę fajną, a o, w Gaziecie, też dostać można, i o, pisać te.., no... felie... feliotyny, coby ludzie sobie czytali, a zaimniaków i przysłowników i innych takich uczonych dyrdymałów to i znać nie trzeba, bo tylko ludziom w głowach monco. Czy na prawdę jest pan Autor tak zaślepiony swoją wendettą przeciwko wszelkim przejawom wiedzy i wykształcenia, że nie jest w stanie zrozumieć, że (napiszę prostym językiem, żeby dotarło) jak szef prosi pracownika, żeby przyniósł mu dyplomik ze szkółki, który mu bardzo mądrzy siwobrodzi profesorowie dali, bo się dobrze uczył, TO DOBRZE, bo szef chce, żeby pracownik wiedział co ma robić i robił to dobrze, bo kiedyś się o tym uczył, i ktoś mu coś na wykładzie o tym opowiedział...??? Proszę podać choć jeden powód, dlaczego policjant nie powinien mieć wyższego wykształcenia, żeby awansować? Myśli Pan, że policyjnemu psychologowi wystarczy pasja, żeby ściągnąć samobójcę z dachu? Odpowiedz Link Zgłoś
myszykiszek Re: Miernota nieuka 24.10.09, 15:59 Człowieku, staraj się choć chwilę zastanowić nim napiszesz. Nawet nie będę cytował fragmentów, bo całość Twojego postu świadczy o tym, że nie odróżniasz wykształcenia od dyplomu. Rzecz w tym, że dyplom obecnie w coraz mniejszym stopniu poświadcza wykształcenie. Przecież nikt nie usiłuje zaprzeczyć, że dobrze jest, jeśli pracownik wie więcej, policjant kończy porządną szkołę, a psycholog ma trzy specjalności - jeśli szkoła da im wiedzę i umiejętności, a nie tylko świstek. Szkoła zmyślona przez ekipę p. Kąckiego śmierdziała szwindlem - okazją zdobycia papierka za pieniążki. I na tę okazję było wielu chętnych, a także sporo chętnych było do uczestniczenia w szwindlu jako wykładowcy, w czwartym miejscu pracy... armin_tucker napisał: > Cały ten cykl felietonów najwyraźniej ma chyba prowadzić do promowania > masowego nieuctwa. > > Bo po co komu szkoła, jak pracę fajną, a o, w Gaziecie, też dostać można, i o, > pisać te.., no... felie... feliotyny, coby ludzie sobie czytali, a zaimniaków > i przysłowników i innych takich uczonych dyrdymałów to i znać nie trzeba, bo > tylko ludziom w głowach monco. > > Czy na prawdę jest pan Autor tak zaślepiony swoją wendettą przeciwko wszelkim > przejawom wiedzy i wykształcenia, że nie jest w stanie zrozumieć, że (napiszę > prostym językiem, żeby dotarło) jak szef prosi pracownika, żeby przyniósł mu > dyplomik ze szkółki, który mu bardzo mądrzy siwobrodzi profesorowie dali, bo > się dobrze uczył, TO DOBRZE, bo szef chce, żeby pracownik wiedział co ma robić > i robił to dobrze, bo kiedyś się o tym uczył, i ktoś mu coś na wykładzie o tym > opowiedział...??? > > Proszę podać choć jeden powód, dlaczego policjant nie powinien mieć wyższego > wykształcenia, żeby awansować? Myśli Pan, że policyjnemu psychologowi > wystarczy pasja, żeby ściągnąć samobójcę z dachu? Odpowiedz Link Zgłoś
bylystudent Miernota magistra 24.10.09, 10:26 To może niech Pan Marcin Kącki spróbuje pod innym nazwiskiem z tym samym CV dostać pracę w Gazecie Wyborczej? Bo coś mi się wydaje, że mylnie ocenia Pan sytuację, Panie Marcinie. Jest dokładnie tak, jak wymieniony w tekście ojciec policjanta w Warszawy mówił - dyplom jest potrzebny do awansu. Bez tego, nawet z pasją, nie można zostać szefem wydziału w administracji publicznej. Ba, nawet kierownikiem sklepu ciężko zostać. Polecam lekturę poniedziałkowej gazetypraca, może zmieni się Pańskie nastawienie do tych, którzy faktycznie chcieli skorzystać z Pańskiej wymyślonej uczelni. Bo ja, niestety, znam ich położenie z autopsji. Ludzie o wiele głupsi ode mnie mają wyższe wykształcenie i otwartą ścieżkę awansu. A z drugiej strony - 90% polskiej obsługi w brytyjskich restauracjach też ma wyższe wykształcenie - ale ani dnia pracy w zdobytym (oddając sprawiedliwość - nieraz z dużym trudem) zawodzie. Odpowiedz Link Zgłoś
michi3 Re: Miernota magistra 24.10.09, 13:11 Pracuje od 4 lat w Wielkiej Brytanii w biurze architektonicznym. Wprawdzie mam wyzsze wyksztalcenie uzyskane na jednej z lepszych polskich politechnik ale podczas przyjmowania do pracy nikt (!) nawet nie zapytal o dyplom. Pytali o doswiadczenie, portfolio prac i umiejetnosci. W Polsce natomiast kroluje kult papierka, ktory czesto nie pociaga za soba zadnych praktycznych umiejetnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
syronaj Re: Miernota magistra 24.10.09, 14:51 felieton, jak to felieton-wiadomo przerysowuje i upraszcza. Ale sedno tkwi wg mnie własnie w absurdalnym nieraz żądaniu wyższego wykształcenia tam gdzie nie jest ono niezbędne, ba, nawet jest zbędne. Sama wykonuję zawód wymagający z definicji wyższego wykształcenia, ale w tejże instytucji, na stanowiskach administracyjnych (czyli po prostu sekretarskiej obsługi) od kilku lat wymaga się wyższego (starczy licencjat). Panie, które tam pracują od lat i swe obowiązki wykonują b. dobrze zmuszone zostały do zrobienia dyplomu- jakiegokolwiek, bo żaden kierunek nie uczy tego co jest wymagane w tej pracy, a co one już umieją. Nie mając wyjścia studiują jakieś pedagogiki, politologię czy tym podobne w pobliskich szkołach, "wyższych" jedynie z nazwy, płacąc za to ciężkie pieniądze, jedynie po to by nie stracić pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
iwonaje Re: Miernota magistra 25.10.09, 12:00 "Panie, które tam pracują od lat i swe obowiązki wykonują b. dobrze zmuszone zostały do zrobienia dyplomu- jakiegokolwiek, bo żaden kierunek nie uczy tego co jest wymagane w tej pracy, a co one już umieją. Nie mając wyjścia studiują jakieś pedagogiki, politologię cz y tym podobne w pobliskich szkołach, "wyższych" jedynie z nazwy, płacąc za to> ciężkie pieniądze, jedynie po to by nie stracić pracy." W mojej pracy tak samo. Dwie bardzo dobre pracownice (księgowe 45+) musiały zrobić jakiekolwiek studia, żeby móc dalej pracować. Miały duże doświadczenie, były autorytetem dla młodszych, nikt nie miał zastrzeżeń do jakości ich pracy. Ale papier być musi! Odpowiedz Link Zgłoś
zonakochajacamezabardzo Miernota doktora 24.10.09, 17:17 Znam pewna Pani Doktor, ktora wszystko olewala i dbala o swoje kosztem innych. Zrobila magistra, potem doktora! Doktorat byl mierny, dyskusja na 1,5 strony. Robiac doktorat olewala tez i tez dbala o swoje, czyli tanim kosztem robienie karjere. Miesiacami nie zjawiala sie w zakladzie (szanowanej uczelni w Warszawie!), potem plakala, szla do szpitala, zalila sie. I co z tego? Ma ladna dupke, ladnie pomalowane paznokcie no i dobry angielski (o to dbala!). Teraz kiedy wpisuje ta Paniusie w GOOGLE, to az 3.130 mozna spotkac, bo jest szanowana Pani doktor z Ministerstwa, wystepuje w telewizji, z polecenia Ministerstwa jezdzi po calym swiecie. Mysle ze nie jest taka jedyna. Odpowiedz Link Zgłoś