Dodaj do ulubionych

Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włochami

13.11.09, 07:45
Rozwód to rozwód, jakby go nie zwał.
Obserwuj wątek
      • staefun Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 08:27
        borru napisał:
        "Ile mieć trzeba w sobie fałszu i obłudy aby wystąpić o rozwód
        kościelny kiedy przysięgało się " i nie opuszczę Cię aż do śmierci"
        Kogo się chce oszukać? Boga? czy jego urzędników?"

        Trzeba zweryfikować formułę katolickiej sakramentalnej przysięgi
        małżeńskiej:
        "I nie opuszczę Cię aż do śmierci, chyba że okażesz się niedojrzały
        emocjonalnie. Tak mi dopomóż Boże w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci.
        Amen"

        Prawda jakie to proste?

        P.S. Pytanie do forumowiczów. Czy za niedojrzałość emocjonalną można
        uznać ciągłe pretensje, płacze i tzw. "sceny" ze strony małżonki o
        wychodzenie z kolegami na bibki w czasie weekendu albo o wyjazdy raz
        na kwartał (przeciętnie) z przyjaciółką w góry czy nad morze?
        • fleshless Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 09:42
          a rozumiesz różnicę pomiędzy załatwieniem sprawy na zasadzie uznania swojego
          błędu i ponoszenia za niego odpowiedzialności (także moralnej),
          a unieważnieniem go na zasadzie przyznania "nie wiedziałem, to nie moja wina", itp?

          nie chodzi o to, że ludzie mają tego nie robić,
          tylko o to, żeby nie unikać nazywania rzeczy po imieniu...
          • dziubasek30 Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 10:07
            jeżeli coś ci się nie podoba to nie musisz tego robić, chyba proste. Fakt, że
            ktoś chce rozstać się z drugą osobą nie jest przestępstwem. Powody z jakich
            rozstają się ludzie to ich indywidualne sprawy a o wydaniu unieważnienia
            decyduje kościół. Masz jakiś problem , że nie możesz o tym decydować ... to idź
            na księdza.
            • fleshless nie podoba mi się, owszem, 13.11.09, 11:31
              obłuda mi się nie podoba,
              czego mam w związku z tym nie robić?

              nie wiem czy, dziubasku, czy aby na pewno uważnie przeczytałeś co napisałem i
              czy zauważyłeś, ale nie interesują mnie relacje między ludźmi, którzy się rozstają,
              interesuje mnie udawanie, że czarne jest białe

              Nie do końca masz rację jeśli chodzi o to, że to rozstanie jest
              "niekwalifikowalne" - może nie jest przestępstwem, ale na pewno jest
              grzechem(nie mówiąc o zakładaniu nowego związku w sytuacji gdy istnieje
              poprzedni). Unieważnianie w tym przypadku ma obejść ten grzech - to jest coś
              takiego jak kratka w cieniasie, żeby udawał samochód ciężarowy i żeby można było
              go zrejestrować "na firmę".

              Uważam, że dorośli ludzie powinni odważnie i z godnością nosić ze sobą swoją
              historię, a nie obłudnie odcinać się od niej twierdząc, że byli "niedojrzali", w
              dodatku po to żeby udawać, że to co się stało, to zupełnie coś innego, bo się
              inaczej nazywa...
        • affera123 Kościelne unieważnienie małżeństwa to lipa 13.11.09, 09:46
          W moim przypadku, ex-małżonek (a według terminologii kościelnej -
          nigdy nie mąż), niejaki Krzysztof B., geodeta z Warszawy, na wieść o
          tym, że chcę się rozwieść, szantażem zmusił mnie do fałszywych
          zeznań przed Sądem Metropolitarnym, które miały mu otworzyć drogę do
          nowego życia i małżeństwa kościelnego. "Rozwód" kościelny wyglądał
          tak: jego świadkowie - rodzice i najlepszy kolega, do tego pani
          prawnik zajmująca się tą tematyką, z mojej strony - nikt. Wysłałam
          wprawdzie koleżankę jako świadka, ale nie dano jej możliwości
          zeznawania, zasłaniając się rzekomym nie dotrzymaniem przeze mnie
          terminu podesłania tegoż świadka. Cała "papierologia" dotycząca
          naszego "procesu rozwodowego" to stek kłamstw. Pozdrawiam nową żonę
          mojego męża-niemęża, niejaką Anię. Ciekawe, czy jest równie
          zakłamana, jak Krzysio i nie przeszkadzałoby jej to, gdyby
          wiedziała, że ślub kościelny zawarła z facetem, który w łatwy sposób
          przekreślił 5-letnie małżeństwo zaprzeczając jego istnieniu w ogóle.
          Myślę Aniu, że impreza w Sheratonie, za którą zapłacił twój tata,
          nie była jednak warta łysego palanta, który modli się żarliwie w
          kościele ze świadomością, że oszukał sąd, choćby "tylko" kośielny,
          żeby mu przypadkiem nie ciążył fakt, że jest tylko rozwodnikiem bez
          prawa do zawarcia kolejnego cudownego sakramentu przy chórach
          anielskich i w towarzystwie księdza.
          • agnienienia Re: Kościelne unieważnienie małżeństwa to lipa 13.11.09, 11:03
            Miałam podobnie, wymiotować mi się chce jak myślę o tym co zeznawał
            przed Bogiem "nigdy nie mąż" i jego świadkowie czyli mama, tata i
            siostra. Dziwie się, że tacy świadkowie dopuszczani są do sprawy,
            gdzie z góry wiadomo, że są stronniczy:(.
            W uzasadnieniu okazało się, że jestem:
            -egocentryczką niezrównoważoną psychicznie, bo domagałam się seksu
            od męża, a w dodatku osobą która próbowała wyłudzić "majątek" od
            biedaka, który będąc osobą skromną dawał sobą manipulować:(.

            Życzę spokoju sumienia wszystkim kłamczuchom!
      • raj001 Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 09:56
        > Ile mieć trzeba w sobie fałszu i obłudy aby wystąpić o rozwód kościelny kiedy
        > przysięgało się " i nie opuszczę Cię aż do śmierci" Kogo się chce oszukać?
        > Boga? czy jego urzędników?

        Pytanie trzeba postawić inaczej - dlaczego/po co w ogóle wcześniej brało się
        ślub kościelny, a nie cywilny?
        W przypadku 90% ludzi głowę daję, że nie ze względu na Boga, ani tym bardziej
        jego urzędników. Po prostu ze względu na obyczaj - bo "wszyscy tak robią", więc
        my też tak zrobimy, bo też chcemy mieć taką ładną uroczystość, panna młoda białą
        suknię itd. itp. A nawet jeżeli ktoś nie odczuwa takiej potrzeby i w sumie
        wystarczyłby mu ślub cywilny, to rodzina naciska, bo "co ludzie powiedzą" itd. W
        efekcie ślub zawierany jest zupełnie bezmyślnie, tzn. bez świadomości jego
        religijnych konsekwencji (tego, ze jest to sakrament itd.). Na dobrą sprawę jest
        to już - patrząc na sprawę całkowicie serio - chyba gotowy powód do stwierdzenia
        nieważności takiego małżeństwa od samego początku: bo zostało zawarte bez
        świadomości tego, co właściwie - w sensie religijnym - się robi...
        • lajosz3 Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 10:09
          Wszystko to o czym napisałeś, to moim zdaniem prawda, ale panowie w sukienkach
          (zaś moim zdaniem) walnie się do tego przyczynili robiąc z tego sakramentu
          najpierw cyrk (fotografowie, kamerzyści itp), a następnie (a może równolegle) po
          prostu usługę za którą trzeba zapłacić.
          Z resztą nie dotyczy to tylko ślubów, ale wszystkich jak leci sakramentów.
          To po prostu czysta hipokryzja.
          Żeby nie było że jestem święty, to wspomnę tylko, że sam żyję w tzw nieformalnym
          związku i mam dziecko z tego związku które (jak by to nie zabrzmiało) broniłem
          przed ochrzczeniem, ale cała "rodzina" nie pozwoliła na ten "błąd" i zrobili to.
          Miałem wtedy okazję obserwować po raz kolejny tą hecę, czytaj hipokryzję bo już
          nie chodziło o sam chrzest, ale o to, żeby udowodnić że jednak mimo mojego
          sprzeciwu nie pozwolą dziecku "zrobić krzywdy". No jaja po prostu.
    • lernakow Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 08:01
      Ciekawa jest jedna z konsekwencji tej procedury. Nie jest to rozwód (czyli
      stwierdzenie: było małżeństwo - nie ma małżeństwa), tylko stwierdzenie
      nieważności (czyli: tego małżeństwa nigdy nie było). Skoro "nigdy nie było", to
      znaczy że na tydzień przed ogłoszeniem wyroku też nie było i na rok przed
      złożeniem wniosku też nie było. To z kolei oznacza, że jest jakiś procent
      małżeństw kościelnych, które małżeństwami nie są i nigdy nie były, tylko jeszcze
      o tym nie wiedzą.
      To ja już wolę swoje cywilne. Przynajmniej wiem, że na 100% jestem mężem swojej
      żony.
      • tytus1 Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 08:29
        Czesc

        ***lernakow napisał:
        Ciekawa jest jedna z konsekwencji tej procedury. Nie jest to rozwód (czyli stwierdzenie: było małżeństwo - nie ma małżeństwa), tylko stwierdzenie nieważności (czyli: tego małżeństwa nigdy nie było).

        Dokladnie :) mam znajomego ktorego matka wystapila o taki rozwod, otrzymala go po 25 latach malzeństwa i odchowaniu 4 synów. Osoba ta od pewnego wieku stala sie lekko uposledzona umyslowo ale nie przeszkodzilo to koscielnym uniewaznic ten zwiazek :):):)
        Rownolegle z procedurami koscielnymi toczyly sie procedury cywilne majace doprowadzic do rozwodu cywilnego z orzeczeniem winy strony.
        Co ciekawe w jednym i drugim przypadku podawane powody "rozwodu" byly zupelnie inne :)

        T
        • wojo.b Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 11:39
          Jaki paradoks? Jakie rozumowanie? No przecież o to właśnie chodzi: małżeństwo
          nie zostało poprawnie zawarte, w związku z czym nigdy ono faktycznym małżeństwem
          nie było. Gdzie tu paradoks?
          Sam mam pewne podstawy sądzić, że moje małżeństwo nie zostało poprawnie zawarte,
          ale ponieważ i ja i żonka jesteśmy ze związku zadowoleni, to nic z tym nie
          robimy. Bo co możemy zrobić, pójść do księdza i powiedzieć, że chcemy jeszcze
          raz wziąć ślub?Bo nam się wydaje, że wtedy mogło być coś nie tak? Nie ma takiej
          opcji. A więc może tkwimy w związku niesakramentalnym? Spoko, wierzę, że duch
          wieje kędy chce... ;-)
          • kle_kotka Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 11:55
            jesli trzymac się litery prawa KK to moze tak byc ze zyjecie w
            grzechu przyjmujecie świętokradzką komunię itd.

            W relacjach człowiek Bóg nie powinno być takich dylematów. Jakoś
            trudno mi uwierzyc ze Bog mógłby w swej Madrosci być taki
            drobiazgowy.... A dylematy są bo klechy nawymysłały świąt, obrzedów,
            zasad, praw wszystko po to zeby uzasadnić swoje istnienie.
            • moby_pp Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 16:54
              kle_kotka napisała:

              > W relacjach człowiek Bóg nie powinno być takich dylematów. Jakoś
              > trudno mi uwierzyc ze Bog mógłby w swej Madrosci być taki
              > drobiazgowy.... A dylematy są bo klechy nawymysłały świąt, obrzedów,
              > zasad, praw wszystko po to zeby uzasadnić swoje istnienie.

              To co napisałaś świetnie oddaje, jakie położenie zajmuje kler katolicki. Czy
              Biblia zakłada istnienie księży, czy opisuje sakramenty wymyślone przez starców
              w dziwnych sukienkach? Jeśli rozpatrzeć w/g obecnego kodeksu kanonicznego
              pozycję biblijnego Józefa i Maryji, to wychodzi na to, że to zwykły konkubinat
              sprzed 2000 lat. Do tego można dodać pojawienie się dziecka z nieślubnego
              związku, nigdzie bowiem nie jest opisany moment zawarcia ślubu sakramentalnego,
              zgodnego z ustaleniami Krk. A już samym kuriozum, myśląc księżowskimi zasadami,
              będzie bękart poczęty z nieformalnego związku, chyba, że jest ktoś, kto
              potwierdzi, że Maryja została poślubiona biblijnemu bogu "w trójcy jedynemu".
              Można by jeszcze dołożyć fakt, jeśli przyjmujemy, że Maryja jest matką Boga, to
              powiła dziecko z kazirodczego związku. Jezus bowiem stał się bogiem, czyli swoim
              własnym ojcem. Niech żyje kler !!! Hip, hip, huuurrraa!!! :-)))
      • totuus Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 11:36
        > Ciekawa jest jedna z konsekwencji tej procedury. Nie jest to rozwód (czyli
        > stwierdzenie: było małżeństwo - nie ma małżeństwa), tylko stwierdzenie
        > nieważności (czyli: tego małżeństwa nigdy nie było). Skoro "nigdy nie było", to
        > znaczy że na tydzień przed ogłoszeniem wyroku też nie było i na rok przed
        > złożeniem wniosku też nie było.

        Teraz tylko czekać aż fiskus wpadnie na to, że takich rozwodników można ścignąć
        za to, że przez lata nielegalnie rozliczali razem podatek...
    • ril Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włochami 13.11.09, 08:15
      Skoro "rozwód" kościelny to jest stwierdzenie nieważności, to znaczy, że
      dotychczasowe pożycie małżeńskie takiej pary było grzechem (seksu
      pozamałżeńskiego). A co jeśli ktoś nie ma 100% pewności, czy małżeństwo było
      ważne (kryteria niedojrzałości są dosyć niejednoznaczne) ale chce być ze swoim
      partnerem? Przecież może być tak, że oficjalnie jesteście małżeństwem, ale tak
      naprawdę nie (bo spełnilibyście kryteria unieważnienia, czyli małżeństwo było
      nieważne). W takim wypadku powinniście powstrzymać się od współżycia, nawet
      jeśli chcecie spróbować jednak żyć ze sobą, czyż nie?
      • ambl jkfiurevuhutrgpruinjr 13.11.09, 09:10
        mus-zek0 napisał:

        > A kto by tam traktował poważnie kościelny cyrk.<Jasne,najlepiej najpierw
        odbębnić formułkę w USC a następnie złożyć kwiaty na grobie nieznanego żołnierza
        czy też przy pomniku Lenina i fertig.Lewackie wychowanie %
        • lagosapapa Re: jkfiurevuhutrgpruinjr 13.11.09, 10:15
          Wiesz co, czegoś tak głupiego jak twój tekst to już dawno nie czytałem! Owszem,
          za PRL kilka par "towarzyszy" - dla celów propagandowych - namówiono do
          sfilmowanego złożenia kwiatów na Grobie ale ty oczywiście już widzisz całe
          tłumy robiących to ateistów... a pod pomnikiem Lenina? No, chyba tylko ty
          składałeś tam kwiaty...
        • em.be.es Re: jkfiurevuhutrgpruinjr 13.11.09, 10:50
          A co ma ślub w USC do grobu nieznanego żołnierza czy też pomniku Lenina? Ślub to obietnica, którą składają sobie dwie osoby. Cała otoczka jest tak naprawdę nieistotna. Obietnicę można sobie bowiem złożyć w trasie na Ślężę, podczas spaceru nad jeziorem czy też w trakcie gotowania obiadu. Nie potrzebny jest do tego żaden świadek ani Istota Wyższa. Niezbędne są jedynie dwie odpowiedzialne osoby, które swój związek biorą na serio.
          Podpisanie papierka w USC czy też kościele jest jedynie oznaką chęci legalizacji związku i, uświadom sobie ambl, żadna z tych opcji nie jest "lepsza".
    • aeromonas Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włochami 13.11.09, 08:33
      Typowe kościelne krętactwo, udawanie i nienazywanie rzeczy po
      imieniu. Obrzydliwe. Znam człowieka, który "unieważnił" swoje
      wieloletnie, drugie już małżeństwo, z którego ma 2 synów, bo jego 3
      żona życzyła sobie ślubu kościelnego. Pierwsza żona, szczęśliwie,
      dużo wcześniej zmarła.
      • toski_1 Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 08:54
        Tego się nie unieważnia. Unieważnienie to zrobienie nieważnym czegoś co
        wcześniej było ważne. To jest stwierdzenie nieważności czyli stwierdzenie, że
        kiedy to wydawało nam się ważne tak naprawdę ważnym nie było. Logika się kłania.
        Jeżeli stwierdzono nieważność tego małżeństwa to znaczy, ze były ku temu dowody.
        Antyklerykaliści choćby coś było dobre to i tak muszą się przypieprzać...
    • hrkukus Boy już o tym pisał - czytajcie "Dziewice 13.11.09, 08:46
      konsystorskie"
      Najbardziej interesujący jest ostatni etap - jak oni załatwiają to z
      Panem Bogiem. Czy oprócz dokumentów informują go o kasie, czy tę
      informację pomijają? Co jeśli dla jednego z Trójcy powody wydają się
      niewystarczające, opłata za mała, hipokryzja za duża? Czy fakt, że
      jesteśmy narodem wybranym, ułatwia nam procedurę czy utrudnia? Czy
      wobec tego prawdziwym patriotom katolikom łatwiej o rozwód, czy
      trudniej?
    • qazqazqazqazqaz To ja już wolę zwykły rozwód. 13.11.09, 09:00
      Nie wiem dlaczego ale mam odczucie, że ta instytucja unieważnienia małżeństwa
      jest nadużywana - to po pierwsze, a po drugie, że są bez sensu - człowiek żyje
      z kimś jako małżonek prze x lat a potem okazuje się że przez te x lat to wcale
      nie było żadne małżeństwa tylko takie nie wiadomo co bo druga strona wymyśliła
      że mąż/żona była niedojrzała emocjonalnie..no normalnie trochę to śmiechu
      warte.jak dla mnie taka ściema. zwykły rozwód jest dużo bardziej uczciwszy.
      • 277w08 Czy można stwierdzić "nieważność" chrztu ? 13.11.09, 09:29
        O ile dobrze pamiętam małżeństwo to jeden z tzw. sakramentów. Czy
        można więc analogicznie stwierdzić "nieważność" mojego sakramentu
        chrztu ? Nie uważam się za katolika czy chrześcijanina ale w
        statystyce koscielnej figuruję jako katolik. Mogę co prawda
        dokanać "aktu apostazji" ale czy nie prościej byłoby po prostu
        stwierdzić nieważność sakramentu chrztu i wykreslić mnie z tej
        zakłamanej statystyki. W dadatku żadne rozprawy, procesy itp. nie
        byłyby potrzebne. Chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości że w
        wieku 2 miesięcy byłem niedojrzały emocjonalnie.
          • affera123 A czy można unieważnić unieważnienie małżeństwa? 13.11.09, 09:53
            W nawiązaniu do mojego postu wyżej, tak sobie myślę i duszę to w
            sobie od lat - czy można po paru latach od unieważnienia związku
            sakramentalnego wystąpić do jakiejś władzy kościelnej i złożyć na
            nowo zeznania? Jeżeli było się poddanym szantażowi, na skutek
            którego gadało się, co ta druga strona kazała, jeżeli nie miało się
            swoich świadków, a druga strona zatrudniła całą rodzinę do
            oczernienia mnie? Jak sądzę, teraz to już "po ptakach".
          • kle_kotka Pośrednicy religijni to zbedne ogniwo w ewolucji c 13.11.09, 09:58
            nie mozna bo tak wymyslili sobie hierarchowie koscielni. Wszystkie
            obrzędy w religiach sa wymyslem ludzi a nie Bogów. I są potrzebne
            tym ludziom a nie Bogom. Niektórym ludziom ... coraz więcej ludzi ma
            to koscielne gadanie gdzieś i bardzo dobrze bo religie tylko dzielą
            ludzi. A w relacjach z Bogiem nie potzrebni są pośrednicy,
            posrednicy to zbędne ogniwo w ewolucji człowieka.



    • leew1 stwierdzenie, że małżeństwo bylo 13.11.09, 09:56
      nieważnie zawarte(!) a nie unieważnienie małżeństwa. dlaczego za pisanie
      artykułu zabierają się ludzie, którzy nie potrafią sformułować poprawnie
      zdania. ile już razy Kościół musiał wyjaśniać, że sakramentu małżeństwa nie
      można unieważnić, a tym bardziej udzielić rozwodu! to może być wszystko jedno
      dla analfabetów spod budki z piwem, ale nie w poważnym artykule.
      • monster1972 ważne są skutki prawno-religijne nie słowa 13.11.09, 10:10
        przecież kler nie może sobie strzelić w stopę i powiedzieć, że
        łamie zasadę "co bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza"

        zatem oczywiste jest, że tego rozwodu unieważnieniem wprost nie
        mogą nazwać, choć właśnie unieważnieniem jest:) tyle tylko, że
        zakłada nieważność małżeństwa już w chwili jego zawierania

        klechy po prostu uprawiają grę pozorów... chodzi o rozwód i
        unieważnienie, bo tak to skutkuje, ale tak nazwane być nie może

        i tyle... czego się za kasę nie da w kosciele załatwic? przecież
        całe tysiąclecia czyśćca można było sobie za kasę oszczędzić:)

        z drugiej strony biskupstwa kupowało się też za kasę, wnosząc "w
        posagu" odpowiednie dobra:) każdy debil mógł być biskupem, jesli
        tylko tatuś był bogaty i dał kościołowi parę wsi:)

        inaczej był biednym mnichem.... hehe

        heheheh



        Polak-ateista
      • heraldek Semantyka i tylko semantyka...Bog milczy a Kosciol 13.11.09, 10:18
        ....zawsze, nieomylnie znal intencje i zamierzenia Boga....
        Gdy brakuje "bozego" paragrafu do uniewaznienia, to Kosciol go
        natychmiast wymysli....
        W sredniowieczu wszyscy byli dojrzali psychicznie?? A rozwody
        dawano za koncesje polityczne czy podzielenie sie z Kosciolem swoim
        majatkiem....No coz Kosciol idzie z postepem....moze niedlugo
        rozwodow beda udzielali za niezgodnosc genetyczna...co ma sens, bo
        spadnie ilosc rodzonych potworkow.....
    • monster1972 no jak to? rozwody? pokolenie JP2? niemożliwe:) 13.11.09, 09:58
      w sumie cały ten temat można podsumować jednym zdaniem: "nihil novi
      sub sole..."

      obłuda i zakłamanie wszelkiego katolstwa są porównywalne tylko z
      chciwością katolskich klechów... cała reszta to żenada i wstyd


      znam osobiście przypadek, gdy prawie 40 letnia kobieta (matka!)
      chcąc żrobić przyjemność kandydatowi na drugiego męża (nie wiedzieć
      czemu, ale zależało mu na ślubie kościelnym) załatwiła sobie z
      czarnymi kościelne unieważnienie poprzedniego małżeństwa...

      czekać tylko, gdy będą sobie błony dziewicze rekonstruować i choć
      rodziły dzieci, to będą "jak nówki":) normalnie kolejne matki
      boskie od niepokalanego poczęcia...

      ludzie po prostu chcieliby i zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko, a
      tak się nie da, za pewne wybory powinno się placić

      z tym że kler rozumie to płacenie inaczej... :)

      Polak-ateista
    • drakaina Hipokryzja i tyle 13.11.09, 10:01
      Kościelne unieważnienia małżeństwa to największa hipokryzja, jaką znam -
      niedojrzałość emocjonalna i zawarcie ślubu pod przymusem (np. mamusie
      nalegały) to kruczki, dzięki którym każdy dostanie "unieważnienie".

      Ale dla mnie ciekawsze jest inne pytanie: dlaczego skoro z powodu
      "niedojrzałości emocjonalnej" można unieważnić jeden sakrament, to nie
      można innego - konkretnie chrztu. Jeśli ktoś został ochrzczony jako niemowlę z
      powodów koniunkturalnych (np. za PRL wielu ludzi chrzciło dzieci i ogólnie
      chodziło do kościoła nie z powodu wiary, ale dla manifestacji politycznej), a
      na dodatek rodzice nie mieli wcale szczerego zamiaru wychować go "w wierze
      katolickiej", a następnie taki człowiek wyrasta na agnostyka/ateistę/wyznawcę
      innej religii, to dlaczego nawet oficjalna apostazja oznacza dla kościoła
      tylko odejście z instytucji, a nie unieważnienie sakramentu? Niemowlę przecież
      jest niedojrzałe emocjonalnie, a rodzice działali jak pod przymusem, ergo na
      zasadzie analogii każdy inny sakrament powinno się dać unieważnić.

      --
      Scribere necesse est
    • tupkal Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włochami 13.11.09, 10:19
      Ten wynik, to rzecz zrozumiała w katolickim państwie. Ale zapis prawa
      kanonicznego "niedojrzałość emocjonalne partnera" ..... bardzo fajna
      klauzula generalna! nie jestem specjalistą, ale zastanawiam się, czy
      obejmuje swoją treścią także przypadki "niedojrzałości finansowej"?
    • vladtepes100 Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włochami 13.11.09, 10:21
      niestaranny artykuł, nastawiony na sensację i dołozenie Kosciolowi bez podania głębszych przyczyn

      np. "W Sądzie Metropolitalnym w Krakowie jeszcze kilka lat temu korytarze były przez większą część dnia puste. Sytuacja zmieniła się po wejściu w życie nowego kodeksu prawa kanonicznego." Kodeks wprowadzono 27 listopada 1983, czyli 26 lat temu.
    • and_nowak Ciekawe jak to wyliczono 13.11.09, 10:30
      Pamiętam kiedyś taką "statystykę": Co dziesiąty samobójca jest Hindusem! O rety
      - co to za porąbany kraj? O co tu chodzi? Dlaczego oni tak się zabijają? itd. itp.

      Tylko ...co piąty człowiek był Hindusem, ergo - współczynnik
      samobójstw w Indiach był dwukrotnie NIŻSZY od średniej...

    • rilley Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 10:36
      W naszym kraju wiele rzeczy jest na niby i katolicyzm nie jest tu
      wyjątkiem. Niby sami katolicy, a seks przedmałżeński jest normą,
      większość ludzi nie ma pojęcia, kiedy są Zielone Świątki,
      najważniejszym dniem w kalendarzu liturgicznym jest wigilia Świąt
      Bożego Narodzenia, która w rzeczywistości świętem w ogóle nie jest
      (90% ludzi nie zna zapewne nawet znaczenia słowa wigilia), a ludzie
      gremialnie jeżdżą na cmentarze 1 listopada zamiast 2.
      Tzw "rozwody" kościelne są skutkiem tylko i wyłącznie chęcią
      zawarcia kolejnego ślubu w kościele, bo tak jest ładniej i
      dostojniej, a sala w USC zazwyczaj brzydka. Dla picu więc rozwód i
      dla picu kolejny ślub, ot cała Polska.
      Generalnie katolicyzm w Polsce utożsamiany jest z tradycją, a skąd
      co się wzięło, to nikt nawet nie zadaje sobie trudu o tym myśleć.
      • kle_kotka Re: Kościelne "rozwody": Polacy drudzy za Włocham 13.11.09, 10:49
        a skad się wzięło nie trza długo mysleć

        wszystko wymyślili ludzie święta takie śmiakie pismo św napisali
        ludzie itd. a najśmieszniejsze jest to ze taka była wola Boza jakby
        ktos w ogole wiedział jaka jest Jego wola.

        A największym świętem w Polsce jest 1 listopada własnie bo czczą je
        nawet niewierzący

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka