gregpio
26.11.09, 18:54
No pięknie. To może zastosujmy taką samą metodę np. w przypadku pedifilów?
Przecież łatwiej będzie ich kontrolować, jak im się da (ograniczony tylko)
dostęp do przestrzeni publicznej (np. jeden plac zabaw w mieście)?
Różnica pomiędzy tymi, którzy maszerowali 11 listopada w Warszawie, a innymi
(którzy odeszli od postaw skrajnie ksenofobicznych) jest taka, że ci pierwsi
kwestionują podstawy demokracji, która im gwarantuje wolność słowa. We Francji
jest powiedzenie, że 'nie ma wolności słowa dla wrogów wolności słowa',
przekładając to na polski grunt, niech sobie ci ludzie błądzą po bezdrożach
prawicy (czy lewicy), ale granicą, po przekroczeniu której ich obecność na
forum publicznym jest niedopuszczalna są hasła segregacji rasowej czy
wyrzucania niektórych ludzi z Polski. Bo są innego koloru skóry, innego
wyznania. A takie hasła głoszą ci, którzy przez Warszawę 11 listopada
przemaszerowali (w asyście policji...).
Drugą sprawą jest przywoływanie argumentu z historii RPA. Tam zapomniano
niektórym ich winy nie dlatego, 'że byli młodzi' (jak w Polsce starano się
usprawiedliwiać Farfała) ale dlatego, że społeczeństwo było podzielone na dwa
antagonistyczne obozy i bez tego biali by nie oddali władzy a czarni by
szukali rewanżu. Porównywanie tego do socjalistycznej przeszłości części
piłsudczyków jest zwyczajnie śmieszne.
Tak samo bawi mnie przykład Twaroga, ów radny został zaakceptowany i doceniony
WŁAŚNIE DLATEGO że odszedł od postaw skrajnych. Tym bardziej, że - co by o tej
grupie nie myśleć - Młodzieży Wszechpolskiej daleko jest do NOPu czy ONRu.
I ostatni argument: w Niemczech nie zdelegalizowano NPD (chodziaż VDU i
bardziej skrajne grupy zostały uznane za zagrażające demokracji i
zdelegalizowane) WŁAŚNIE DLATEGO, że były tak silnie infiltrowane przez służby
specjalne. W raporcie BfV (Urzędu Ochrony Konstytucji) stwierdzono, że ok. 30%
kierownictwa NPD było w jakiś sposób związane ze służbami specjalnymi, więc
nie można stwierdzić na ile ich kryminogenne zachowania były wynikiem ich
działań a na ile inspiracji służb specjalnych. No i znów kłania się
rozbieżność przytoczonych przykładów: Niemcy (a także i Polacy) na własnej
skórze przekonali się czym kończy się pobłażanie takim ekstremizmom. I w
Niemczech za naszywkę ze swastyką czy okrzyk 'heil Hitler' idzie się do
więzienia, a u nas wciąż jest to 'znikoma społeczna szkodliwość czynu'.