abhaod
30.05.10, 13:29
"Ludzie już zaczynają mieć tego konfliktu dość. Już do nich zaczyna docierać, że ani Kaczyński Tuska nie zniszczy do końca, ani Tusk Kaczyńskiego, a tylko niszczą swą bijatyką państwo. I Kaczyński przekłada żagiel. Nie podchwytuje wcale tonu, który się spontanicznie narodził wśród najwierniejszych zwolenników, nie krzyczy, że to jest wojna, że Tusk zamordował mu brata i całą polską elitę. Chowa nóż za plecy i uwydatnia to, co pozwala chwytać rodzący się wiatr: musimy z Tuskiem współpracować, jako prezydent będę przede wszystkim kierować się dobrem kraju, a to znaczy, współpracować z rządem w dziele ratowania finansów państwa, a rozliczenia… są mniej pilne…
To nie jest żaden cynizm, to profesjonalizm. Wiatr się zmienił, trzeba inaczej ustawić żagiel. Kaczyńskiemu łatwiej, bo żelazny elektorat ma zmobilizowany jak nigdy, a partię trzyma krótko, Tusk zaś nie jest w stanie się zatrzymać w miejscu i wycofać, nie odetnie się od Bartoszewskiego, Niesiołowskiego czy Palikota, nie zrzuci teraz łatwo z PO przyklejającego się do niej jak smoła wizerunku powtórki z Unii Demokratycznej, partii nażartego, zadowolonego ze swych przywilejów i gardzącego prostym ludem establishmentu."
blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/05/29/o-marnosci-socjometrii-i-psychologii/