bosman_plama
09.06.10, 09:37
"Nie zmienia to jednak w niczym uzasadnionego potępienia
izraelskiej akcji. Wysłanie niewielkiej grupy uzbrojonych komandosów
oznaczało, że jeśli zostaną zaatakowani, to musi dojść do przelewu
krwi. To tak jakby przeciwko pokojowej demonstracji, w której są też
i chuligani, posłać nie oddziały prewencji, ale oddziały specjalne z
ostrą amunicją."
Dość zaskakujące stwierdzenie? A zatem spodziewający się ataku Izrael
powinien był wysłać nie komandosów ale słabiej wyszkolonych i może
nawet nieuzbrojonych ludzi? Fakt, gdyby "bojownicy o pokój" ich
zabili z prowokacji "flotylli pokoju" nic by nie wyszło i to Izrael
zdobyłby punkty. Tylko jak wytłumaczyłby to rodzinom swoich
zamordowanych obywateli?
Chyba, że miał tam nikogo nie wysyłać? Dopuścić nie poddający się
kontroli statek, którego następcy popłynęliby już z ładowniami
pełnymi broni?
Jedno, czego nie powinien był robić, dopuścić, by komandosi weszli na
statki na wodach międzynarodowych.