kontakt-gw
20.12.10, 08:58
Zacznijmy od drobnego niedopowiedzenia:
"Reforma wprowadza m.in. przymusowe oceny pracownika co dwa lata"
Tak, ale profesorow co CZTERY lata!!! A to profesorowie decyduja o jakosci dydaktyki na polskich uczelniach. Podkreslam DYDAKTYKI, do ktorej zaliczam rowniez ksztalcenie mlodych doktorow.
Kilka slow o CK:
"W tej scenografii dwóch członków CK tłumaczyło mi, że nie należy zmieniać systemu awansu w nauce - a ta zmiana ma być bardzo ważną częścią reformy."
Dlaczego nie chca zmieniac? Tak jak calego systemu szkolnictwa wyzszego. Sprobuje wyjasnic. Wiekszosc przeciwnikow CK (trudno sie z tymi argumentami nie zgodzic) podnosi, ze CK zdarza sie wyznaczac recenzentow, ktorzy (eufemistycznie) maja mala orientacje w tematyce naukowej habilitanta. I tutaj dochodzimy do istoty problemu. CKds SiT - pomimo ewidentnego postepu w ostatniej kadencji - dziala jak na standardy XXI wieku w sposob archaiczny i administracyjnie niewydolny. Zgadzam sie z prof. Achmatowiczem, ze CK w obecnym ksztalcie nie poradzi sobie z porcedura habilitacyjna proponowana w nowelizacji ustawy (Art. 18a). Nie oznacza to jednak, ze nalezy z nowelizacji w takim ksztalcie zrezygnowac tylko, ze nalezy zmienic sposob dzialania CK.
I tutaj jest pies pogrzebany. "Przedstawiciele srodowiska" tacy jak czlonkowie CK, RGSW, prezydium KRASP, etc po prostu nie chca zmienic wlasnego sposobu dzialania.
Jesienne wybory nowego skladu CK sugeruja z duzym prawdopodobienstwem, ze administracja komisji nie posiada aktualnej bazy danych polskich profesorow tytularnych - zarowno wykazu ich specjalnosci naukowych jak i nawet szeroko pojetych dziedzin. To wysoce uprawdopodabnia kuluarowe zarzuty, ze recenzenci moga byc wyzanaczani w niektorych przypadkach "na telefon od osob w ukladach" lub "od sasa do lasa". Wiecej!!! Niestety ostatnie wybory mialy tez troche wspolnego z Martwymi duszami Gogola. Czy to jednak oznacza koniecznosc likwidacji CK? Dla mnie akurat nie, bo w merytorycznosc i nieukladowosc rad wydzialow przy obecnym systemie organizacji i zarzadzania po prostu nie wierze. Gdyby te ostatnie podejmowaly komptentne decyzje kadrowe to zarowno panstwowy stopien doktora habilitowanego jak i tytul naukowy profesora nie byly by nikomu potrzebne...
Powyzsze moje wywody nie beda dla obywatela zrozumiale i stad wynika brak dyskusji spolecznej na temat ksztaltu reform szkolnictwa wyzszego. Nauka i badania spoleczenstwa nie obchodza. Ludzi interesuje dobre wyksztalcenie ich dzieci - takie, ktore nie prowadzi do kariery naukowej lecz do dobrze platnej i latwej do zdobycia pracy. Spoleczenstwo nie wlaczy sie w dyskusje jezeli dziennikarze nie poprowadza jej w sposob wlasciwy, bo tematyka jest skomplikowana.
A moze jest tylko pozornie skomplikowana. Byc moze wszystko sie sprowadza do prostego mechanizmu. W 1989 r. pozostawiono uczelnie samym sobie liczac na rozsadek i propanstwowe myslenie zatrudnoinych tam osob. Tymczasem ludzie sa tylko ludzmi. Liczy sie dla nich wladza, prestiz i pieniadze. Przez 20 lat wyksztalcily sie bardzo silne lokalne uklady uczelnanie (wynik chowu wsobnego), ktore przekladaja sie na ogolnopolskie "wybory" cial reprezentatywnych. Wlasna wladza i budowany na niej prestiz sa dla sporej czesci srodowiska wazniejsze niz przyszly los absolwentow. Czy jednak dziennikarz sa w stanie to opisac skoro te same osoby sa rownoczesnie dla dziennikarzy autorytetami medialnymi?