drmuras 11.01.11, 08:38 Prywatne szpitale - spółki wyspecjalizują się w chirurgi plastycznej oraz zabiegom po zawałach serca. Niech żyje PO i jego genialni pijarowcy !!!! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
zbyszek.bejach Re: W zdrowiu jak na kolei 11.01.11, 09:08 Ten akcent o PO jest w ogóle nie na miejscu. Odnieś się do treści artykułu, tak będzie lepiej. Ale skoro zacząłeś to dokończę. W Polsce brakuje twórczej i aktywnej bardzo szerokorozumianej opozycji. Jedyne głosy to walenie w bęben niekompetencji aktualnie rządzącej parti. Kompletnie brak propozycji rozwiązania problemów i jeżeli już to "ja (my) zrobilibyśmy to lepiej". Odpowiedz Link Zgłoś
marian391 Nie tylko w zdrowiu 11.01.11, 09:36 Niestety ale rząd premiera Tuska wykazuje coraz bardziej brak kompetencji. Identycznie było z fatalną ustawą o racjonalizacji zatrudnienia, z nie przygotowaną merytorycznie zmniejszenia składek do OFE itd. Zwalanie winy na nie merytoryczną opozycję jest co najmniej dziwne, tym bardziej, że PO w opozycji zachowywała się identycznie. Teraz zaś grzeszy pychą i arogancją. Przypomnijmy sobie wyczyny związane z ustawą medialną, czy brakiem chęci porozumienia z SLD w sprawie odrzucenia veta do ustaw zdrowotnych. Przetrzymywania projektów opozycji w zamrażarce. W sprawach zasadniczych reform mozliwości formułowania propozycji przez opozycje są ograniczone, chocby z brakupełnej informacji o stanie funduszy publicznych. zreszta, każda jej propozycja z góry skazana jest na niepowiedzenie i skwitowanie jej przez premiera tak jak sugestie prof Balcerowicza Odpowiedz Link Zgłoś
andrew.wader Samorządy przemyślą wszystko .. za MZ i NFZ !?! 11.01.11, 13:41 Przepraszam z góry jeśli ktoś zauważy, iż większość niniejszego wywodu zamieściłem także w dyskusji pod artykułem "Kto utrzyma szpitale?" W tekście niniejszym należałoby dodać jednak rozważania dotyczące następujących pytań? 1. Dlaczego samorządy mają płacić za leki stosowane w szpitalach (w szpitalu nie można wypisać pacjentowi recepty !), przepisywane bez lekarzy bez zwracania uwagi na możliwości budżetu samorządów? 2. Dlaczego samorządy mają ponosić konsekwencje takiego, a nie innego poziomu refundacji kosztów leków - co jest ustalane poza wiedzą i wpływem samorządów. 3. Dlaczego samorządy mają ponosić konsekwencje mody na drogie badania takie jak tomografia, rezonans PET , wyszukane endoskopie itp.? - zlecane przez personel szpitali bez zważania na budżet? 4. Dlaczego samorządy mają ponosić - nagle - już od tego roku - konsekwencje tego iż Ministerstwu Zdrowia ani NFZ - towi nie udało się do tej pory sprecyzować "koszyka podstawowych badań i metod leczenia". W w/w poścoe pisałem także.: Próbowano już wiele razy przeprowadzać reformę służby zdrowia. Dlaczego owe reformy nie przynoszą korzystnych zmian. Otóż wynika to z pewnej interdyscyplinarne, intelektualnej trudności systemowej .: socjologicznej, psychologicznej, mentalnej która jest wyzwaniem dla organizatorów służby zdrowia. Chodzi o sposób określenia granic kilku nieuchronnych niedosytów i określenie sposobu na samoograniczenia ze strony pacjentów, lekarzy, władz. Zacznijmy od pytania "Jak powinien być diagnozowany i leczony pewien konkretny pacjent ?" Odpowiedzi udzielają specjaliści ( naukowcy ) - konsultanci z zakresu poszczególnych dziedzin. Ich odpowiedź brzmi.: "Pacjent powinien być diagnozowany i leczony zgodnie z standardami określanymi przez konkretne, właściwe dla danego problemu medycznego wytyczne specjalistycznego towarzystwa naukowego". Ze względu na szybki i stały postęp w zakresie metod diagnostycznych, terapeutycznych i proponowania wciąż nowych leków – postępowanie wg tych standardów przekracza możliwości finansowe naszego kraju (nawiasem mówiąc przekracza także możliwości krajów bogatych). NFZ ( a np. w Wielkiej Brytanii NHS ) przydziela więc jednostkom medycznym na zasadzie tak zwanych kontraktów ograniczone ilości funduszy. Służba Zdrowia (lekarze i inni pracownicy) zawsze wykorzystają przyznany im limit. Wynika to stąd, że nie zostały określone żadne mechanizmy samo – ograniczania się w wydatkach. Również pacjenci w większości przypadków wierzą że należy zawsze "przebadać się dokładnie", a w zakresie leczenia "należy zrobić wszystko" ( łącznie np. z przeszczepami narządów, podtrzymywania życia ze wszelką cenę, stosowaniem tzw. leków celowanych (niestandardowej chemioterapii, itp.). Pacjenci mają zaufanie do instytucji zdrowotnej i są zadowoleni tylko wtedy gdy przeprowadzono wiele badań aparaturowych i zastosowano najnowsze leki. Takie stanowisko pacjentów, utrwalane jest zresztą przez wypowiedzi lekarzy wynikające z ich mentalności. Umysłowość, postawa i wykształcenie lekarzy jest oparte o model "uszkodzeń" narządowych, które trzeba "naprawić". Gorzej, lekarze współcześnie pragną się "zabezpieczyć" przed zarzutami (na różnych poziomach) i umniejszyć swój lęk wynikający z niepewności co do rozpoznania. Zamiast uformowania logicznego "przekonania diagnostycznego" – wolą mieć zestaw wyników, którym mogą się zasłonić przed zarzutami. Lekarze dokonują więc wiele działań rytualnych (tzw. "przebadanie"). Takie postępowanie jest bardzo kosztowne. W takiej sytuacji dochodzi często (np. przed końcem okresu rozliczeniowego ) do wyczerpania "przyznanego limitu funduszy". Nie pozostaje wtedy nic innego jak utworzyć … kolejki oczekujących na przyjęcie do specjalisty, na przyjęcie do szpitala, na określone droższe badania i rodzaje terapii. Rodzi to frustracje. Są one i będą nieuchronne, jeśli nie zostaną "obmyślone" w/w zasady samo - ograniczania się analogiczne do tych które są stosowane przez pewna rodzinę odnośnie budżetu rodziny. W idei samo - ograniczania się wynika również wniosek, że jednocześnie instytucja ubezpieczająca, co prawda powinna zapewniać – na zasadzie solidarności społecznej - pomoc wszystkim przewlekle chorym, ciężko chorym, bezustannie chorującym, jednak w myśl owych zasad "rozsądnego samo – ograniczania" powinna przyjąć zasady dość podobne do metod ubezpieczania się od wypadków samochodowych. Na rozsądne rozwiązania być może jest jednak już za późno. Trzeba by cofnąć się czasie i zacząć podążać ścieżką, na którą wskazywano, lecz którą zarzucono. Mam tu bowiem na myśli powrót do koncepcji medycyny humanistycznej, podejścia holistycznego, uwzględniającego psychikę pacjenta. Trzeba by uznać, że ogromna większość sytuacji, kiedy to dochodzi do złego samopoczucia wynika z uwarunkowań psychologicznych i socjalnych. Umiejętność wpłynięcia na kondycję psychiczną umniejsza cierpienie, skraca czas leczenia a także zmniejsza koszty leczenia. Zmniejszenie kosztów leczenia zachodzi przez wyeliminowanie niepotrzebnych badań wtedy gdy realne powody zgłaszanych dolegliwości tkwią w psychice pacjenta. Włączenie psychoterapii zmniejsza wydatki na farmakoterapię. Ścieżkę tą zarzucono ze względów ideologicznych oraz presję firm farmaceutycznych i innych "technologicznych" lobby. Tym nie mniej, mój głos w dyskusji ma może pewien sens, jeśli uświadomić sobie, że pewien dyrektor szpitala, który stanie się już wkrótce prezesem "spółki prawa handlowego", w której większość udziałów będzie miał - powiedzmy – samorząd nie będzie miał innego wyjścia jak zbilansować budżet szpitala na 0. Cóż on będzie mógł począć. Zredukuje personel szpitala. Może zacznie od administracji, ale może zmniejszyć także obsadę pielęgniarska i ilość lekarzy. Ograniczy wydatni na drogie badania i drogie leki. Spowoduje to liczne pretensje pacjentów. Nic dziwnego więc, że przewidziano (przygotowano) specjalne "sądownictwo" do rozstrzygania skarg pacjentów na personel medyczny. Tak więc podsumowując – podstawowa trudność w reformowaniu służby zdrowia wynika ze zmagania się z pewnym stereotypem myślowym. Zadna ilość dodatkowych pieniędzy problemu tego nie rozwiąże. Grono osób dokonujących reformy służby zdrowia, musiało by pochodzić z grupy światłych klinicystów (albo brać pod uwagę ich impresje dotyczące natury medycyny praktycznej). ~ Andrew Wader Odpowiedz Link Zgłoś