alakyr 08.03.11, 20:09 Niesamowite, w Wyborczej dostrzegają ludzi w tych którzy ją czytają. Bo do tej pory to byli tylko płatnicy podatków, pracobiorcy, pracodawcy i barachło, które śmie domagać się od państwa jakiejś odpowiedzialności za swój los. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
linka.5 Zaraz się odezwą nawiedzeni 10.03.11, 08:29 krzycząc dokładnie to, co autorka opisuje w tekście. Przykre. Odpowiedz Link Zgłoś
123jna Człowiek, głupcze 09.03.11, 08:14 Najwazniejszy jest czlowiek - ale nie w Polsce, jeszcze nie. Poznalam to na wlasnej skorze w tym tygodniu. Moja siostra, 72 lata ale bez wczesniejszych chorob, dostala udaru w dzien wigilijny. Pomoc byla szybka, trafila na Sobieskiego do Instytutu Neurologii - tu takze jej pomogli. Ale zaraz zaczely sie "schody". na jej prosbe lekarka wypisala ja przed czasem do domu, juz po tygodniu. wziela maly "prezencik" w postaci bombonierki i perfum (!). W Szwecji gdzie mieszkam perfumy to juz lapowka, bombonierka - nie. We czwartek, chyba 4 lutego poczula sie zle, karetka zawiozla ja na Woloska na Mokotowie - odmowili przyjecia, odeslali do domu. Czula sie coraz gorzej (nie mogla mowic - dyzartria) maz wezwal lekarza, niewiele pomogl, w poniedzialek w nocy prosila o zabranie do szpitala - pojechali do Damiana (prywatny szpital) wspanialy lekarz zrobil badania i natychmiast wezwal pogotowie. Nie chcialo przyjechac, gdy lekarz zagrozil - przyjechalo. Znow Woloska - arogancka lekarka (rozmawiala z kims rosyjskojezycznym, nie odpowiadala tylem stojac na pytania rodziny) odeslala ja na oddzial REUMATOLOGICZNY !!! pod udarze - lezala na korytarzu nikt sie nia nie zajal. moze dostala niewlasciwe leki pograzajace udar - nie mogla mowic a bolalo ja bo pewnie miala zator plucny - do dzis lekarze nam nim nie powiedzieli. W nocy byla juz w spiaczce i nie budzac sie z niej zmarla w niedziele 6-go marca. Bylam u niej. Lekarki, owszem przyjemne, nie podaly powodu spiaczki - obwinialy, zrzucaly odpowiedzialnosc na brak pieniedzy. Pieniadze potrzebne nie byly - byli lekarze, sprzet - zabraklo czlowieka - lekarza, DIAGNOZY i pomocy. Na Sobieskiego nie powinni jej wypisac wczesniej (30 dni po udarze - obserwacja) na Woloskiej nie powinni jej wyrzucic z Izby przejec we czwartek a w poniedzialek powinni natychmiast skierowac jak na Oddzial udarowy i POMOC! Zawczesnie bylo na umieranie. Zawinil czlowiek, ktory nie powinien zostac lekarzem, zlekcewazyl jakas "star babe" jak pisowy prezydent "starego dziada" slynne spieprzaj dziadu. Polacy przyzwyczaili sie do narzekania na brak pieniedzy a tu potrzebny byl czlowiek, nie czlowiek czlowiekowi wilkiem - ale przyjacielem. Kto tych lekarzy przygotowuje do zwodu, skad ta znieczulica u mlodych jeszcze ludzi? Skad ta "hierarchia", ustawianie ludzi wedlug wieku, pochodzenia - nie warto im pomoc bo... I to podobno katolicki kraj, Polska to kraj w wiekszosci ludzi niedobrych, nietroszczacych sie o innych. Obarczaniem za wlasne bledy innych. Kiedy to sie zmieni? Haslo: czlowiek, glupcze jest tu niezwykle potrzebne. Polscy lekarze nie znaja przysiegi Hipokratesa, szkodza chorym zamiast im pomoc. oczywiscie sa wyjatki, ktorych moja siostra na swej drodze nie spotkala. Teraz lezy w kostnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
kamyk_wj Re: Człowiek, głupcze 09.03.11, 08:47 Szanowna Pani, składam szczere kondolencje. Śmierć bliskiej osoby w wieku, kiedy mogła jeszcze cieszyć się życiem jest wielką tragedią. Zwłaszcza, że to zewnętrzne okoliczności były przyczyną śmierci. Proszę jednak nie uogólniać ponad miarę. Ludzie w Polsce BYWAJĄ źli, niedbali i bez sumienia. Nie można jednak twierdzić, że tacy SĄ. Z jednej strony, winą za śmierć Pani siostry można obarczyć system (odmowa przyjęcia - rzecz niesłychana!), z drugiej strony durnych i bezdusznych lekarzy, którzy nie stanęli na wysokości zadania. Ale tych lekarzy, a nie lekarzy w ogóle. I nie Polaków w ogóle. Nie sądzę również, aby kwestia PiSu-niePiSu miała tu cokolwiek do rzeczy. Choć myślę, że wybitni przedstawiciele tej partii zrobili wiele dla zantagonizowania i zatomizowania społeczeństwa. Dlatego, że integracja przeciw komuś jest właściwie dezintegracją. Pomodlę się dziś za spokój duszy Pani siostry i o spokój ducha dla Pani. Nie wiem, czy to coś pomoże, ale kto wie. Na pewno nie zaszkodzi. Przepraszam za być może zbyt osobisty komentarz. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
123jna Re: Człowiek, głupcze 09.03.11, 08:21 A kto wedlug ciebie - ktora gazeta dostrzega czlowieka? Szczekaczka pisowa rzepa - oni widza wlasna i pisowa kase, walcza o Pospieszalskiego, Wildstein zarobil krocie na telewizji, pomogl tez finansowo zatrudnionym przez siebie (pare miesiecy) kolegom. Z placonego przez ciebie abonamentu. Kaczynscy tez sie na twoich podatkach dorobili - ludzie wlasciwie bez zawodu, jedynie komunistycznym prawie pracy, nikomu dzis nie potrzebnym. Czy sie doksztalcali - watpie, nawet nie nauczyli sie slabo obcego jezyka. A ty za nich placisz, nie atakuj gazety, atakuj te miernoty, ktore maja b uzie pelna komunalow a mysla o wlasnej kieszeni, tacy wlasnie skazali moja siostre na przedwczesna smierc. W ostatnia niedziele. Ale matka Kaczynskich ma najlepsza pomoc i opieke, jak za Stalina, od zakonczenia wojny ta osoba jest uprzywilejowana, ciekawe dlaczego? Zadaj sobie pytanie a odpowiedz nasunie sie sama. to so ci "antykomunisci". Odpowiedz Link Zgłoś
alakyr Re: Człowiek, głupcze 09.03.11, 17:26 POlecam "Przegląd" ale to wymaga odrzucenia w ocenach platformerskiej optyki, więc nie wim czy będzie Ci łatwo. Ale spróbuj. Odpowiedz Link Zgłoś
billert Człowiek, głupcze 09.03.11, 17:03 Pan prof. Balcerowicz jest - już od dawna trącącym myszką -kombatantem i reliktem ekscesu "konsensusu washingtonskiego". Innymi słowy, ślepego zaułku ostatniego etapu formacji kapitalizmu industrialnego. Stąd jego postulaty mają taki mechanicystyczny charakter i tak bardzo pozbawione są elementów myślenia zintegrowanego. Koncepcje "ekscesu washingtońskiego" (Hayek, Friedman, Sachs et consortes) są właśnie dlatego nienowoczesne, że są mechanistyczne, oparte o izolacjonistyczne traktowanie ekonomii i oderwanie jej od wszystkich innych aspektów życia społeczno - gospodarczego. Stąd są one prymitywnie doktrynalne i tym samym zbliżone do marksizmu (on też jest dzieckiem industrialnego kapitalizmu XIX wieku). Brak w nich elementów kombinatorycznych, uwzględniania dialektycznych relacji między ekonomią, polityką i procesami społecznymi, elastyczności i otwartości, brak rozumienia znaczenia instytucji społecznych czy dla demokracji obywatelskiej. Wszystko to zdradza, w poglądach wspomnianych "Dziadków Ekonomii Industrialnej" (i ich zagubionych dzisiaj w nowoczesnym świecie wnuków - Sachs, Balcerowicz), ich powiązanie ze światem epoki starokapitalistycznej industrializacji. Tak, jak staruszek Marks, tak i Hayek czy Friedman, to dzieci industrialnego kapitalizmu i jego opozycyjnego rozumienia: Keynes albo Friedmann, czyli: interes kapitału (on to już mechanizmem rynkowym wszystko dla wszystkich załatwi) albo interes społeczeństwa (państwo już polityką wszystko dla wszystkich załatwi). Obie pozycje mają racje i jej zarazem nie mają, gdyż żyjemy w czasach śmierci jednoznacznych ideologii, doktryn i recept. Zyjemy w czasach kombinatorycznego budowania rozwiązań, zdolnych do udzielenia odpowiedzi na aktualne pytania rozwoju społecznego i jego potrzeb od Alaski po Kamczatkę i od Norwegii po Południową Afrykę. Trzeba być już kompletnym sklerotykiem upadłej epoki radosnego kapitalizmu, aby twierdzić, że jakikolwiek doktrynalny model ekonomiczny jest w stanie rozwiązać wszystkie problemy tego obszaru. Tymczasem to jest właśnie zadaniem XXI wieku. Id rozwiązania tego zadania zależy nasza dalsza egzystencja. Od czasu wynalezienia komputera, nie tylko byt się zmienił, ale i myślenie. Nie chodzi dzisiaj już o to, aby wymyśleć cudowną o jednoznaczną receptę na szczęście ludzkości, ale o to, aby budować możliwie sprawne i skuteczne systemy porozumiewania się w celu realizowania społecznie akceptowalnych zasad produkcji i podziału dóbr, przy uwzględnianiu olbrzymiego zróżnicowania zapotrzebowań i preferencji społecznych z jednej, a generalnego nakazu samoograniczenia ludzkich potrzeb i dążeń (ekologia, eksplozje i zapaści demograficzne, sprawiedliwy podział dóbr, rozprawienie się z ideologią permanentnego wzrostu gospodarczego etc.) z drugiej strony. Dziadzia Balcerowicz tego nie rozumie, a wielu daje się nabrać na to, że wszystko to, co leży od Dziadzi na lewo - to czysty komunizm. Nie słuchajcie Dziadzi, słuchajcie autora artykułu. Oszczędzanie - TAK, wydawanie pieniędzy - TAK. Wszystko zależy od tego co chcemy osiągnąć. A chcemy osiągnąć zawsze cele społeczne a nie "słuszność doktrynalną". A te Profesory nic a nic rozumieją! Odpowiedz Link Zgłoś
gniewko_syn_rybaka Re: Człowiek, głupcze 09.03.11, 17:23 Artykul jakich ostatnio wiele.. Czlowieka szukla juz zdaje sie Demokryt, a moj ojciec mawial: "Nie ma ludzi".. w Polsce faktycznie, "nie ma ludzi"; sa personalisci katoliccy, czyli mowic trywialnie sobkowie, ktorzy to kazdy sobie rzepke skrobie i sa tez, a wlasciwie to ci sami ludzie, "humanoidy" - wytwory komunizmu. a jacy sa, to widac na ulicy, w Sejmie, na izbie przyjec w szpitalu.. Odpowiedz Link Zgłoś
outsider404 Baju baju 09.03.11, 23:42 "Bo myślimy schematami. (...) Liczą się cyferki" Jak komornik zapuka do drzwi, to rychło się okaże cyferki są dużo ważniejsze niż umiejętne wydawanie pieniędzy na kawę w Rzymie czy herbatę w Londynie. Odpowiedz Link Zgłoś
mazur_krzysztof Człowiek, głupcze 10.03.11, 18:05 Ten tekst jest absurdalny i całkowicie pomija tzw. efektywność inwestycji, tzn. czy wydatki służą celom, dla których zostały rzekomo powołane. Pani Aleksandra zakłada milcząco, że wszystkie wydatki państwa są skuteczne (i lepsze od wszystkich alternatyw). Wszystkie wydatki wymienione przez Panią Klich są dokładnie przeciwskuteczne. Kapitał społeczny nie powstanie z magicznych zaklęć i magicznych wydatków. Uzasadnione nie są „wszelkie wydatki” rządu. Czego dobrym przykładem są wspomniane piramidy egipskie. Zbudowane przez niewolników (to oni są w tekście Pani Klich wzorami wysokiego kapitału społecznego!). Do czego starożytnym niewolnikom były one potrzebne? Jakie mieli „wymierne korzyści” z piramid? Czy nie bardziej potrzebne były wówczas „lepianki”? Żadna „druga mentalna rewolucja”, ani nawet trzecia, nie zlikwiduje istnienia CZASU i potrzeby oszczędzania. Oszczędzanie nie zmniejsza naszych wydatków, ale je z czasem ZWIĘKSZA. Nie jest zatem alternatywą dla „umiejętnych wydatków”. „Umiejętne wydatki” są co najwyżej alternatywą dla wydatków nieumiejętnych, ale obawiam się, że taki nieumiejętny charakter mają właśnie propozycje przeciwników oszczędzania. Są to propozycje jawnie przeciwskuteczne i nastawione na chwilowe polepszenie samopoczucia wyborców w trakcie wyborów. Rząd nie „zawalił” budowy dróg i przekształcanie szkół, ale świadomie z tego zrezygnował, żeby nie oszczędzać w innych dziedzinach i nie denerwować nauczycieli. Szkoły można lepiej zorganizować bez podwyżek dla nauczycieli. W każdym normalnym biznesie najpierw się podnosi efektywność, a potem wynagrodzenia. Odwrotna kolejność prowadzi do bankructwa. Węgry, które kilka lat temu podniosły wynagrodzenia nauczycielom, następne splajtowały, po czym powrotem je obniżyły. Czy kapitał społeczny nauczycieli wzrośnie, gdy się dowiedzą, że rząd splajtował i obniża im wynagrodzenia o 30 %? Oczywiście wtedy rząd będzie twierdził, że winne są „nieprzewidywalne rynki finansowe”, a Pani Klich będzie wylewać nad nauczycielami krokodyle łzy. Mówiąc „jak Polak z Polakiem” proszę: nie idźmy na zakupy z Panią Aleksandrą, która wierzy w magiczne zaklęcia. Zanim kupimy sprawdźmy, co kupujemy i co z tego będziemy mieli. Niech nas nie zwiedzie głęboki, uwodzący głos sprzedawcy wirtualnych „kapitałów społecznych”: ministra Boniego. Pięknie on mówi, ale nieprawdziwie niestety. Polityka prorodzinna wszystkich polskich rządów jest antyrodzinna i antypronatalistyczna. Dotacje do budownictwa podnoszą ceny mieszkań i napędzają zyski deweloperów i banków. Dzięki temu więcej ludzi wyjedzie za granicę i tam zostanie. Liczba wybudowanych mieszkań w Polsce przez ostatnich 20 lat jest odwrotnie proporcjonalna do pomocy państwa. Najwięcej budowano w latach, kiedy nie było ulg budowlanych i dotacji do kredytów. Gdy te się pojawiły liczba budów spadła. Dotacja do kredytów w postaci 'rodziny na swoim' to jawna pułapka: takie kredyty są wyżej oprocentowane od zwykłych, dzięki czemu bank otrzymuje dotację do kredytu, a potem ma klienta na zawyżonym oprocentowaniu. Żeby było więcej mieszkań trzeba skasować wszystkie dotacje do budownictwa, w tym obniżony VAT i pozbawić potencjalnych robotników tzw. pomocy socjalnej, żeby mieli motywację do szukania pracy. Należałoby też przyjrzeć się prawu budowlanemu i przycisnąć (finansowo) gminy do tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego. Ulga prorodzinna w PIT kosztuje budżet państwa 6,5 mld zł rocznie - duże pieniądze. I nic nie wpływa na liczbę urodzeń. Jest to prezent rozdawany ludziom, którzy mają dość dochodu, by sobie ulgę odliczyć i którzy prawdopodobne nie będą mieć więcej dzieci, bo już mają. Potencjalnymi rodzicami są młodzi ludzie, którzy NIE mają dzieci. Należy im podnieść kwotę wolną od podatku, kasując jednocześnie ulgę prorodzinną, która się powinna nazywać antyrodzinną. Na szczęście Polska splajtuje za 2-3 lata i państwo będzie musiało tak zrobić, bo inaczej młodzi uciekną za granicę. Wtedy oczywiście Jacek Żakowski, Aleksandra Klich, Dominika Wielowiejska będą płakać krokodylimi łzami, że akurat ich pozbawiono wspaniałej ulgi. Podobnie jak dziura w moście potrzebna jest ulga internetowa, która jest kolejnym prezentem dla ludzi bogatych, który w żaden sposób nie wpływa na niczyje decyzje, a kosztuje 400 mln rocznie. Jeden most na Wiśle kosztuje 300 mln, czyli akurat można by co roku jeden stawiać, żeby ludzie z obu stron Wisły mogli się spotkać na randkach i podnieść kapitał społeczny, bo każdy inny cel jest niepoprawny politycznie. Poza likwidacją ulg w PIT należy też skasować ulgi w VAT, czyli wprowadzić jedną stawkę VAT. Dzięki temu VAT stanie się neutralny, państwo będzie miało pieniądze, a ludzie motywację do pracy. Żłobki, przedszkola, boiska i drogi lokalne. Żeby powstały rząd musi ich NIE budować, tylko zwiększyć udział gmin w podatkach (w tym w podatku VAT na terenie gminy), żeby samorząd miał pieniądze i nie musiał czekać, aż ministrowie w Warszawie ich zauważą i łaskawie rzucą nieco grosza. Czy Angela Merkel albo Obama budują drogi lokalne i przedszkola? Chyba jednak nie, a przynajmniej o tym nie słyszałem. Urlopy macierzyńskie zlikwidować, tak jak w USA, gdzie liczba ludności rośnie, w przeciwieństwie do prorodzinnej Europy. Żeby zdecydować się na dziecko kobieta musi mieć: gotówkę na przeżycie 2-3 lat lub faceta zapewniającego dochód i możliwość znalezienia pracy późnej. Zasiłek państwowy jest niewiarygodny, bo w perspektywie 2-3 lat państwo ma szansę strzelić plajtę i zlikwiduje zasiłek wtedy, albo wcześniej, bo przecież emerytów nie ruszy, tych jest za dużo. Poza tym państwo powinno spłacić wszystkie swoje długi, aby: 1. umożliwić samorządom bardziej elastyczną politykę finansową włącznie z zadłużaniem na cele lokalne, 2. wzmocnić złotówkę i ułatwić młodym ludziom spłatę kredytów. Emerytom (i pozostałym) dając tańsze towary bez waloryzacji. Przy spadających cenach waloryzacja nie jest potrzebna, bo emerytury same rosną. Odpowiedz Link Zgłoś